Latest Posts

IMG_2808int

Zupa-krem z warzyw pieczonych we własnym soku

Warzywa są wspaniałe, wielkie bogactwo smaków oraz form i całe mnóstwo niezwykłych właściwości. Nie wiem, czy już się kiedyś z tym zetknęliście, ale niektóre warzywa, kiedy je spożyjemy, działają na nas uspokajająco, inne pobudzająco, a jeszcze inne pozostawiają nas po prostu w stanie równowagi. I chociaż wszystko to robi duże wrażenie, podobnie jak smaki i aromaty warzyw, to jednak warzywa same w sobie (podobnie jak strączki oraz zboża) nie mają tak dużych właściwości rozgrzewających i energetyzujących, jak mięso. Oczywiście wolałabym powiedzieć w tym miejscu coś innego, ale fakty są takie, jakie są. Kiedy więc przestajemy jeść mięso, powinniśmy zwrócić uwagę na sposoby przyrządzania warzyw, a także strączków oraz zbóż, ponieważ niektóre z nich pomogą nam uzupełnić niedobory energii. Już wyjaśniam, o co chodzi. Owoce i warzywa, które jemy na surowo, podobnie jak warzywa gotowane w wodzie, nie są w stanie zastąpić mięsa na poziomie energetycznym,  ponieważ albo ich nie gotujemy w ogóle (surowe), czyli nie dostarczamy żadnej energii z zewnątrz, albo temperatura ich przyrządzania jest stosunkowo niska (gotowanie w wodzie), czyli dostarczamy niewiele energii. Jeśli chcemy, żeby jedzenie roślinne rozgrzewało nasze ciało podobnie jak mięso, a tym samym chroniło nas przed chorobami pochodzącymi z zimna – zwłaszcza jesienią i zimą, kiedy temperatury są bardzo niskie – musimy solidnie je rozgrzać, co wydarza się między innymi podczas pieczenia w wysokich temperaturach w piekarniku lub podczas smażenia (są jeszcze inne sposoby, ale o nich opowiem już następnym razem). Surowa żywność wygląda dobrze na talerzu i z pewnością przez krótki okres czasu może wpłynąć na nas pobudzająco ze względu na zawarte w niej enzymy, jednak odżywianie się w ten sposób przez dłuższy czas, zwłaszcza jesienią/zimą w Polsce, osłabi naszą energię, zdolność koncentracji oraz odporność. Niestety!

Jeśli więc chcemy zachować zdrowie na dłużej, a także być skuteczni w działaniu, zacznijmy przygotowywać posiłki w inny sposób i jeść je wtedy, kiedy są wciąż gorące lub przynajmniej ciepłe. Tak więc pieczmy często nasze warzywa, strączki, zboża w piekarniku, także w postaci zup i dań jednogarnkowych,  najlepiej w naczyniu (garnku) pod przykryciem, co sprawi, że potrawa nasyci się smakami, aromatami i przede wszystkim energią. Oczywiście czasami można też upiec warzywa na blasze, nie ma tutaj sztywnych zasad :) Jedzenie przyrządzonych w ten sposób warzyw, strączków oraz zbóż dostarczy nam dużo energii, potrzebnej do życia i dobrego funkcjonowania, zwłaszcza jesienią i zimą, w sytuacji, kiedy nie jemy białka zwierzęcego tylko roślinne. Oczywiście nie chodzi o to, żeby jeść tylko jedzenie pieczone lub smażone. W zrównoważonej diecie (TMC) najważniejsze jest to, że w zimnych porach roku rozgrzewamy się potrawami pieczonymi, smażonymi lub  długo gotowanymi, dodając do ich nieduże ilości sałatek ze świeżych warzyw, pijemy kompoty z gotowanych owoców z przyprawami i czasami jemy też świeże lokalne owoce dla enzymów i równowagi. Ważne jest, żeby przeważały potrawy przygotowane na ciepło, najlepiej byłoby, gdybyśmy jedli trzy ciepłe posiłki w ciągu dnia, składające się na przemian z potraw gotowanych (czasami długo, czasami krótko), smażonych i pieczonych z niewielkimi dodatkami surowych warzyw i owoców, czasem jakąś sałatkę z gotowanych lub pieczonych warzyw, zjedzoną na zimno, kawałek ciasta, deser :)

Jeśli nie jesteście przekonani do jedzenia ciepłych posiłków w ciągu dnia, proponuję Wam przeprowadzenie pewnego eksperymentu. Przez najbliższy tydzień jedzcie codziennie rano zupę zbożową lub zboża w formie owsianki, jaglanki, jęczmienki czy też komosanki, a na obiad oraz kolację ciepłą zupę warzywną, strączkową i/lub inne dania z gotowanych, smażonych lub pieczonych warzyw, strączków oraz zbóż. Tylko ciepłe (gorące) posiłki i napoje. Żadnych zimnych napojów, żadnych owoców (nawet do jaglanki), lodów, ciast, zwłaszcza serników na zimno, żadnych smoothie czy buddha bowls. Nic z tych rzeczy, tylko gotowane /pieczone /smażone dania, spożywane kiedy są gorące lub ciepłe. Ósmego dnia przygotujcie rano inne śniadanie – smoothie z surowych banana, awokado i szpinaku z dodatkiem kostek lodu i wypijcie je, a potem podzielcie się ze mną wrażeniami. Bardzo jestem ciekawa Waszych odczuć. Podejmiecie wyzwanie? :)

Powyższe wskazówki są dla osób, których organizm jest w miarę zrównoważony. Jeśli ktoś choruje, a jego ciało jest nadmiernie wychłodzone albo wręcz przeciwnie zbyt rozgrzane, powinien zasięgnąć porady dietetycznej np. u terapeuty lub lekarza Tradycyjnej Medycyny Chińskiej, zanim zdecyduje się na zmiany w diecie.

Dzisiejsza zupa to jedna z moich ulubionych. Przepis pochodzi z mojej książki „Zaskakujący kokos i jego uzdrawiające właściwości” – z drobnymi modyfikacjami. Dzięki pieczonej cytrynie zupa ma cudowny, trochę kwaśno-gorzki smak, który – jak już wiecie z moich wcześniejszych wpisów – pomaga przetrwać jesień w dobrym zdrowiu. Zupa ta podana na początku obiadu działa jak aperitif, pobudza soki trawienne właśnie ze względu na ten smak. Przygotowuje się ją z cukinii i kabaczka, które działają wzmacniająco na Płuca, a tym samym wzmacniają naszą odporność :)

Zapraszam na przepis!

Zupa-krem z warzyw pieczonych we własnym soku 

Rodzaj posiłku: zupa
Podajemy z: kwiatami jadalnymi, jogurtem kokosowym lub śmietanką kokosową, kawałkami świeżej cukinii, zieloną pietruszką, z grzankami (opcja)
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: wzmacnia Płuca oraz Jelito Grube, wzmacnia odporność
Ilość porcji: 4 – 5 małych porcji
Składniki: cukinia, kabaczek, czosnek, cebula, oregano, zmielony zielony pieprz, sól, cytryna, pestki z dyni lub mąka dyniowa, bazylia, olej kokosowy do pieczenia/smażenia

IMG_2824int

Składniki

  • 2 łyżki rozpuszczonego oleju kokosowego do pieczenia/smażenia
  • 600 g cukinii, najlepiej żółtej i zielonej, umytej, pozbawionej końcówek, ale ze skórką
  • 500 g umytego kabaczka ze skórką, również pozbawionego końcówek
  • 100 g cebuli
  • 2 duże ząbki czosnku
  • 1 łyżeczka oregano
  • 1/4 łyżeczki zielonego zmielonego pieprzu
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1/2 cytryny
  • 1 – 2 łyżki świeżo wyciśniętego soku z cytryny
  • jogurt kokosowy lub śmietanka kokosowa
  • 1 łyżeczka mąki dyniowej lub 1 łyżka posiekanych drobno pestek dyni
  • liście bazylii lub zielona pietruszka
  • trochę posiekanej drobno skórki z żółtej cukinii, wcześniej umytej
  • kwiaty jadalne – lwia paszcza

Przygotowanie

  1. Nagrzewamy piekarnik do 200°C
  2. Wlewamy olej kokosowy do naczynia do zapiekania z pokrywką
  3. Cukinie, kabaczka, cebulę oraz czosnek kroimy na mniejsze kawałki. (Jeśli kabaczek nie jest duży i ma miękkie pestki, nie usuwamy gniazd nasiennych). Następnie wkładamy warzywa do naczynia do zapiekania, dodajemy oregano, pieprz oraz sól i mieszamy tak, żeby kawałki warzyw zostały pokryte olejem. Na wierzch kładziemy cytrynę.
  4. Pieczemy pod przykryciem około godziny lub do momentu, aż warzywa będą miękkie. Można sprawdzić po upływie 50 minut, czy są już upieczone. Zazwyczaj zajmuje to 60 minut. Powinny być miękkie, a nawet lekko się rozpadać, a w naczyniu powinno być sporo soku z upieczonych warzyw. Ja często wyłączam piekarnik i jeszcze zostawiam na 30 minut, są wtedy aksamitne :)
  5. Kiedy warzywa przestygną i już nie parzą, wyjmujemy z cytryny środek (skórkę wyrzucamy) oraz usuwamy skórkę z kabaczka, jeśli kabaczek był duży i miał twardą skórkę, a następnie przekładamy wszystko, włącznie z płynem, do misy blendera/malaksera  i dokładnie miksujemy (można też użyć ręcznego blendera).
  6. Następie dodajemy 1 – 2 łyżki soku świeżo wyciśniętego z cytryny i doprawiamy do smaku pieprzem i solą. Jeśli zupa za bardzo się wychłodziła, podgrzewamy ją, ale już nie doprowadzamy do wrzenia.
  7. Nalewamy zupę do miseczek, dodając na wierzch schłodzony jogurt kokosowy lub schłodzoną śmietankę kokosową, trochę mąki dyniowej lub posiekanych pestek z dyni, posiekaną drobno zieloną pietruszkę/bazylię oraz posiekaną drobno skórkę żółtej cukinii. Podajemy od razu.

Pyszna zupka o cudownym smaku i aromacie!

Enjoy!

                       Wasza, Grainma

P.S. Zapraszam też do obserwowania mojego konta na Instagramie, które jest uzupełnieniem bloga i pojawiają się na nim zapowiedzi postów, dodatkowe informacje i przepisy :)

https://www.instagram.com/grainkitchen.pl/

………………………………………
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

IMG_2786int

Chlorella bowl, czyli miska pełna zdrowych pyszności

Czy wiecie, ile lat istnieje na Ziemi chlorella? Kiedy zadaję to pytanie moim znajomym, nikt nie potrafi zgadnąć, ponieważ trudno w to nawet uwierzyć. Ta wspaniała słodkowodna alga pojawiła się na  świecie już 3 miliardy lat temu i ma całe mnóstwo niesamowitych właściwości. Przede wszystkim rośnie w zawrotnym tempie – w ciągu doby jej masa zwiększa się aż czterokrotnie! Jest to możliwe dzięki unikalnemu związkowi, który jak do tej pory znaleziono tylko w chlorelli, a w którego skład wchodzą biologicznie czynne peptydy i nukleotydy – substancje wykorzystywane w naturze do budowania nowych DNA w niemal wszystkich formach życia na Ziemi – dotyczy to także ludzi. Ten związek nazywany jest Czynnikiem Wzrostu Chlorelli ( ang. CGF Chlorella Growth Factor) i to dzięki niemu regularne spożywanie chlorelli pomaga zregenerować nasze DNA :)

Podobnie widzi to Tradycyjna Medycyna Chińska, zgodnie z którą algi, w tym chlorella, są jednym z nielicznych produktów, które wzmacniają nasze jing. Pewnie się zastanawiacie w tym momencie, co to jest jing? Oznacza ono naszą podstawową siłę życiową – esencję, cenną substancję. Ajurweda nazywa to ojas. Bez odpowiedniej ilości i jakości jing/ojas nie jesteśmy w stanie się rozwijać i jakość naszego życia wyraźnie spada. Wystarczy spojrzeć, co dzieje się z nami, kiedy zaczynamy się starzeć, a co ma związek z naturalnym zanikaniem naszego jing. Dzięki chlorelli proces starzenia się możemy spowolnić, a także poprawić jakość naszego życia, również w przypadku, kiedy znacznie uszczuplimy nasze zasoby jing poprzez niewłaściwy tryb życia :) Dodam jeszcze, że według TMC to właśnie w jing – cennej substancji jest przechowywane nasze DNA!

Chlorella ma dużą gęstość odżywczą, zawiera całe mnóstwo witamin oraz minerałów. Jest bogatym źródłem beta-karotenu (prowitaminy A), witamin z grupy B, w tym także witaminy B12, zawiera też inne cenne składniki, które trudno pozyskać z roślinnych źródeł, takie jak np. cynk, a oprócz tego zawiera fosfor, potas, magnez, wapń, żelazo, mangan, cynk, molibden, miedź oraz kobalt.  Chlorella to jeden z tych produktów, które powinny znaleźć się w zdrowej diecie każdego weganina i wegetarianina, właśnie z tego względu, że jest ona najbogatszym roślinnym źródłem witaminy B12* oraz cynku. Poza tym 60% jej składu stanowi dobrej jakości białko – zawierające wszystkie aminokwasy egzogenne, potrzebne, żeby nasz organizm prawidłowo funkcjonował.

Dodajmy jeszcze, że chlorella jest najbogatszym znanym do tej pory źródłem chlorofilu na Ziemi – stąd pochodzi jej nazwa – zawiera ona 50 razy więcej chlorofilu niż lucerna. I to właśnie dzięki tak dużej zawartości chlorofilu, a także dzięki paru innym składnikom, chlorella ma niezwykłe właściwości usuwania z naszego ciała różnych toksyn, metali ciężkich, chemikaliów oraz alkoholu (jako ciekawostkę podam, że zaleca się wypicie napoju z chlorellą przed planowanym większym spożyciem alkoholu, żeby uniknąć nieprzyjemnych poimprezowych sensacji, czyli tzw. kaca :) ). Chlorella jest wyjątkowo skuteczna, jeśli chodzi o oczyszczanie naszego układu pokarmowego – wiąże obecne w nim toksyny, pochodzące z pokarmów, dlatego też warto ją spożywać razem z posiłkiem.

Warto też wiedzieć – co wykazały badania przeprowadzone przez japońskich naukowców – że chlorella bardzo korzystnie wpływa na florę jelitową naszego organizmu. Jeśli rano spożyjemy chlorellę, np. w formie „Chlorella bowl” :) zwiększy ona trzykrotnie ilość dobrych bakterii  – acidofilnych – w naszych jelitach i to w bardzo krótkim czasie. Wszystkie wymienione tu właściwości chlorelli, a także wiele innych tu nie ujętych, są na tyle interesujące, że NASA po przeprowadzeniu dogłębnych badań rozważa wprowadzenie chlorelli jako pożywienia dla astronautów podczas długich misji międzyplanetarnych.

Jeśli chcemy zakupić chlorellę, trzeba poszukać sprawdzonych źródeł. Alga ta ma wyjątkowe właściwości oczyszczające wodę, w której żyje, jeśli więc woda jest zanieczyszczona, alga z pewnością jeszcze bardziej. Dlatego powinniśmy zawsze kupować chlorellę pochodzącą z upraw ekologicznych. Rośnie ona wtedy w specjalnych akwenach, w których woda z pewnością nie jest zanieczyszczona. Czyli szukamy opakowań oznaczonych jako bio lub organic. Uważa się, że najwyższej jakości chlorellę – najczystszą i o największej zawartości składników odżywczych produkuje firma Sun Potion, u nas w Polsce produkty tej firmy nie są dostępne. Ich chlorella pochodzi z Tajwanu – światowego lidera w uprawie wysokiej jakości chlorelli. Dodatkowo jest ona pakowana w słoiczki z niebieskiego kobaltowego szkła, żeby była długo świeża i zachowała jak najwięcej składników odżywczych.

Dodam jeszcze jedną ważną rzecz – jeśli będziecie szukać dobrej chlorelli, nie tak drogiej, jak ta z Sun Potion, trzeba sprawdzić, czy jest ona opisana jako: „broken cel walls” – ‚rozerwane ściany komórkowe’. Chodzi o to, że chlorella ma mocne ściany komórkowe – nie są więc one łatwe do strawienia i nie można w związku z tym skorzystać w pełni z cennych składników, które są zawarte w chlorelli. Stąd też chlorellę poddaje się różnym procesom, które ułatwiają jej strawność, polegającym na rozerwaniu jej ścian komórkowych. Najlepiej kupić taką chlorellę, której ściany komórkowe zostały naruszone za pomocą dźwięku, ponieważ ta metoda nie niszczy składników odżywczych, zawartych w chlorelli.

Zapraszam na przepis!

Chlorella bowl, czyli miska pełna zdrowych pyszności

Rodzaj posiłku: śniadanie, deser
Podajemy z: owocami, kwiatami jadalnymi, ubitą śmietanką sojową, kokosową, słodem ryżowym, syropem klonowym, syropem z agawy, nasionami chia, wiórkami kokosowymi
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: wzmacnia Nerki, wzmacnia jing, regeneruje DNA
Ilość porcji: 2 małe porcje lub jedna duża
Składniki: kasza jaglana, mleko sojowe, woda, jarmuż, zielony kardamon, chlorella, skórka z cytryny, pieprz, sól, słód ryżowy

IMG_2762int

Składniki

  • 1/2 szklanki – o pojemności 250 ml – zmielonej na mąkę kaszy jaglanej
  • 375 ml mleka sojowego waniliowego
  • 375 ml zimnej wody
  • szczypta zmielonego zielonego pieprzu
  • 3 – 4 ziarna zielonego kardamonu
  • szczypta soli
  • 30 g drobno posiekanego jarmużu, najlepiej organic
  • 1 łyżka słodu ryżowego lub syropu z agawy
  • 1 łyżeczka chlorelli
  • otarta skórka z jednej średniej cytryny
  • kwiaty jadalne, np. lwia paszcza, ogórecznik
  • maliny lub inne owoce
  •  nasiona chia do posypania po wierzchu
  • wiórki kokosowe do posypania po wierzchu
  • ewentualnie śmietanka kokosowa, sojowa, syrop klonowy

Przygotowanie

  1. Kaszę jaglaną wrzucamy do szerokiego niedużego garnka (jeśli w kaszy po zmieleniu w młynku pozostaną drobne grudki, wyczuwalne pod palcami, to nie przeszkadza). Wlewamy mleko sojowe, wodę, dodajemy słód, wrzucamy pieprz, sól, oraz jarmuż. Następnie doprowadzamy do wrzenia na dużym ogniu, często mieszając trzepaczką, żeby nie porobiły się grudki i żeby kasza nie przywarła do dna garnka.
  2. Kiedy kasza zacznie się zagęszczać i wrzeć, zmniejszamy ogień i na małym ogniu gotujemy przez 5 minut, co jakiś czas mieszając.
  3. Zestawiamy z ognia, przekładamy do miski i dodajemy świeżo otartą skórkę z cytryny. Zostawiamy na 10 minut, żeby kasza przeszła aromatem i smakiem cytryny.
  4. Następnie wrzucamy chlorellę, dokładnie mieszamy i przekładamy masę do kielicha blendera lub miski malaksera, żeby dokładnie zmiksować. Można ewentualnie użyć blendera ręcznego. Ważne jest, żeby wszystko zostało dokładnie zmiksowane.
  5. Nakładamy do miseczek/miseczki – na tym etapie masa jest dość płynna, ale po kilku minutach zagęści się. Na wierzch kładziemy maliny (lub inne ulubione owoce) i kwiaty jadalne. Można posypać nasionami chia, wiórkami kokosowymi, prażonymi orzechami lub nasionami słonecznika, polać słodem ryżowym lub syropem klonowym/z agawy i/lub śmietanką kokosową czy sojową, ewentualnie nałożyć na wierzch ubitą śmietankę. Zostawiamy na kilka minut, żeby masa bardziej się zagęściła – wtedy ma naprawdę ciekawą konsystencję – ale można też zjeść od razu. Najlepiej smakuje, kiedy potrawa jest jeszcze ciepła.

Pyszne, o ciekawej lekko budyniowej konsystencji, zjedliśmy z wielką przyjemnością – i ta świadomość, że dajemy sobie coś naprawdę wartościowego, coś za co nasze ciało będzie nam długo wdzięczne :)

Love,

                             Grainma

*Niektórzy naukowcy uważają, że algi nie są bogatym źródłem witaminy B12, ja jednak mam zaufanie do badań NASA. Fakt, że chlorella jest rozpatrywana przez NASA jako główne źródło pożywienia w misjach międzyplanetarnych, jest dla mnie wystarczającą rekomendacją, żebym chciała wprowadzić chlorellę na stałe do mojego życia – ale sprawdźcie sami, co Wam odpowiada :) 

………………………………………..
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

IMG_2657int

Szoarma – danie roślinne

Kiedy się przeziębimy lub złapiemy grypę, zazwyczaj winimy za to warunki zewnętrzne – zimno, wiatr,  deszcz czy też śnieg oraz niedostosowany do nich ubiór, i do głowy nam nawet nie przyjdzie, że przyczyną przeziębienia wcale nie musi być brak szalika, kurtki czy też kontakt z kimś chorym. Zaskoczeni? :) Zgodnie z Tradycyjną Medycyną Chińską przeziębiamy się najczęściej nie dlatego, że zapomnieliśmy czapki i zmarzliśmy, ale dlatego, że przez jakiś czas byliśmy bardzo smutni. Kiedy czujemy smutek czy też żal, osłabia to nasze Płuca, które są odpowiedzialne za odporność. Jeśli za bardzo koncentrujemy się na tym, co straciliśmy, lub na krzywdach, których doznaliśmy od innych, Płuca nie mają dość siły, żeby dobrze wykonywać swoje zadania, przede wszystkim, żeby przekształcić świeże powietrze, które wdychamy (tlen) na energię i wydalić zużyte (dwutlenek węgla), czyli tak naprawdę oczyścić nasze ciało z zużytej już energii. Według TMC Płuca tę wytworzoną energię rozprowadzają po całym ciele, generując równocześnie wokół nas pole ochronne, tzw. wei czi, które nie tylko chroni nas przed atakiem różnych bakterii i wirusów czy nawet komarów, ale także przed różnymi wypadkami. Pewnie każdy zna takie osoby, którym ciągle się coś przydarza, często mają stłuczki, wsiadają do niewłaściwych pociągów, ich samolot się spóźnia, co generuje mnóstwo dodatkowych problemów, kaleczą się często w kuchni, przewracają. Te osoby z pewnością mają osłabione Płuca i w związku z tym niewystarczająco też rozwinięte pole ochronne. (Oczywiście, wszystko to podaję tu w pewnym uproszczeniu).

Jeśli chcemy wzmocnić Płuca, najlepiej to zrobić teraz, jesienią. Przede wszystkim musimy pogodzić się ze stratą, zamknąć poprzedni rozdział życia i zrobić wszystko, żeby znów zacząć cieszyć się życiem. Dobra komedia zamiast melodramatu i horroru z pewnością nam w tym pomoże :) Jeśli ćwiczycie jogę lub pracujecie z mudrami, dobrze jest wybrać te układy, które wspierają Płuca, a także robić rano ćwiczenia oddechowe. Dobrze jest też odpowiednio się odżywiać. Przede wszystkim jeść teraz więcej produktów o smaku ostrym takich, jak pory, chrzan, cebula, czosnek, rzodkiewki, rzodkiew, rzeżucha, kapusta, a także innych produktów, które według TMC wywierają szczególnie pozytywny wpływ na ten ważny narząd – gruszek, migdałów, mandarynek, oliwek, ryżu oraz tofu! Jeśli wzmocnimy Płuca, łatwiej będzie nam uporządkować nasze emocje, a równocześnie też utrzymać porządek w domu :)

Dzisiejsza potrawa została przygotowana właśnie w taki sposób, żeby wzmacniać Płuca – zawiera tofu, cebulę, szczypior, czosnek, pieprz oraz papryczkę pepperoni, a więc produkty, które korzystnie działają na ten wspaniały narząd, bez którego nie ma energii i nie ma życia.

So, enjoy your life! :)

Szoarma – danie roślinne

Rodzaj posiłku: wytrawne śniadanie, lunch, obiad
Podajemy do: ziemniaków, ryżu, chleba, bułki, sałatki warzywnej, gotowanych lub pieczonych warzyw, chlebka pita, tortilli, naleśników
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: wzmacnia Płuca i Jelito Grube
Ilość porcji: 2 porcje
Składniki: tofu, szpinak, cebula, czosnek, szczypior, papryczka pepperoni, suszony majeranek, sos sojowy tamari, zmielony zielony pieprz

IMG_2683int

Składniki

  • 180 g tofu naturalnego (1 kostka)
  • 1 średnia cebula, przekrojona na pół i pokrojona w bardzo cienkie plasterki
  • 2 łyżki drobno posiekanego szczypiorku dymki
  • 1/2 łyżeczki suszonego majeranku
  • 1/4 łyżeczki zmielonego zielonego pieprzu
  • 2 duże ząbki czosnku, pokrojonego w cienkie plasterki
  • 2 – 3 łyżki sosu sojowego Tamari (strong) lub innego dobrego sosu sojowego
  • garść szpinaku baby
  • 1 – 2 łyżeczki drobno posiekanej papryczki pepperoni
  • 2 łyżki oleju do smażenia

Przygotowanie

  1. Tofu kroimy w bardzo cienkie paski, o grubości około 1 – 2 mm – najlepiej ścinać je z boku kostki, żeby były wąskie. Przekładamy do miski.
  2. Rozgrzewamy olej na patelni, wrzucamy cebulę oraz szczypior. Mieszając podsmażamy na dużym ogniu przez około 30 sekund. Dodajemy tofu i podsmażamy przez 1 minutę, podrzucając składniki za pomocą np. dwóch łyżek. W ten sposób tofu rozpadnie się na mniejsze kawałki, które będą naturalnie wyglądać, i będzie soczyste. (oczywiście trzeba uważać, żeby się nie oparzyć). Dodajemy majeranek, czosnek oraz pieprz i ponownie przez chwilę (kilkanaście sekund) smażymy, znów podrzucając. Wlewamy sos sojowy, mieszamy tak, żeby tofu zostało pokryte z każdej strony sosem, a następnie smażymy przez około minutę, podrzucając co jakiś czas (patrz: uwagi, poniżej).  Na koniec wrzucamy szpinak – może być drobniej pokrojony lub w całości i podsmażamy do momentu, aż szpinak zmięknie.
  3. Podajemy od razu do ziemniaków, ryżu, warzyw, chlebka pita, tortilli lub naleśników, najlepiej polane sosem z masła orzechowego (np. Sosem peanut – przepis poniżej), sosem z tahiny lub z dodatkiem jogurtu roślinnego. Przed podaniem posypujemy po wierzchu drobno posiekaną pepperoni. Można też dodać świeżego ogórka i/lub zielony groszek – te smaki naprawdę do siebie pasują.
  4. Danie można też przełożyć do słoiczka/pojemnika i zabrać ze sobą do pracy lub na piknik.

Sos peanut
z mojej książki „Zaskakujące tofu”

  • 100 g dobrego masła orzechowego z orzeszków ziemnych
  • 125 ml gorącej wody
  • 90 g tofu naturalnego, rozdrobnionego
  • 1  średni ząbek czosnku
  • 1 łyżka sosu sojowego Tamari
  • 2 łyżki octu winnego jabłkowego lub octu z białego wina

Przygotowanie

  1. Wszystkie składniki dokładnie miksujemy. Można przechowywać w lodówce przez 2 – 3 dni. Wyjąć z lodówki na godzinę przed podaniem, ponieważ w lodówce gęstnieje.

Uwagi

  1. Smak tej potrawy zależy w dużym stopniu od sosu sojowego, warto więc postarać się o dobrej jakości sos sojowy :)
  2. Smażymy na dużym ogniu, ale trzeba pilnować, żeby nie był za duży, żeby cebulka i szczypior nie przypaliły się. Jeżeli jest za mocny, trzeba zmniejszyć. Jak zawsze potrzebne jest wyczucie i chociaż trochę doświadczenia.

 

Uwielbiamy to danie w domu, szybko się je przygotowuje, jest bardzo smaczne, zawiera dobrej jakości białka, a do tego chroni nas przed przeziębieniem i grypą. Życie czasami bywa piękne :)

Love,

                       Grainma :)

………………………………………..
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

IMG_2579int

Paprykarz szczeciński – roślinna wersja

Kiedy przychodzi jesień, w mojej kuchni coraz częściej goszczą warzywa korzeniowe, kasze i strączki. Inaczej też przygotowuję potrawy, grillowanie i krótkie podsmażanie zamieniam na długo gotowane potrawy jednogarnkowe lub zupy. Przygotowuję różne pasty i niechętnie jem sałatki z surowych owoców i warzyw. Na zewnątrz jest zimno, zwłaszcza rano, nic więc dziwnego, że wybieram gotowane jedzenie, które rozgrzewa i sprawia, że mamy więcej energii i chęci do działania :)

Wegański paprykarz szczeciński to jedna z tych jesiennych past, które sprawiają, że moje życie nabiera barw i to wcale nie jesiennych :) Przygotowuję go z fasolki adzuki i pomidorów suszonych na słońcu – zamknięte w słoiczku wnoszą do naszej kuchni kawałek lata.  Ostatnio coraz więcej mówi się o tym, że kasza jaglana to królowa kasz. Gdybyśmy w ten sposób spojrzeli na fasole, soczewice i groch, to zobaczylibyśmy, że wśród strączków najważniejsza jest fasolka adzuki, ale nie jest ona królową, tylko cesarzową :) Dzieje się tak, ponieważ te niewielkie czerwone ziarenka mają olbrzymią moc. Zawierają przynajmniej 29 różnych antyoksydantów i w ten sposób stają się jednym z największych ich źródeł na Ziemi. Wśród nich są na przykład bioflawonidy, które mają unikalne właściwości przeciwzapalne oraz przeciwstarzeniowe. Fasolka adzuki pomaga w leczeniu  chorób serca, nerek, jelita cienkiego oraz żołądka i z tego względu jest chętnie wykorzystywana w różnych terapiach Tradycyjnej Medycyny Chińskiej. Dodajmy jeszcze, że ma właściwości moczopędne, osusza wilgoć oraz odżywia krew, co oznacza, że jeśli będziemy regularnie spożywać tę fasolkę, poprawi nam się morfologia. Adzuki zawiera też dużo błonnika, kiedy więc zjemy potrawę zawierającą fasolkę adzuki, będziemy się czuli nasyceni przez długi czas. Z kolei wysoka zawartość witamin z grupy B sprawia, że fasolka ta wywiera korzystny wpływ na nasz system nerwowy i tym samym uspokaja nasz umysł :)

Adzuki zajmuje ważne miejsce w mojej diecie, okresowo piję wywar z tej fasolki, ponieważ oczyszcza on ciało z toksyn, reguluje ciśnienie krwi i poziom cholesterolu. Nie wszyscy o tym wiedzą, ale adzuki zawiera znaczną ilość molibdenu, pierwiastka śladowego rzadko spotykanego w roślinach, który jest kluczowy, jeśli chodzi o oczyszczanie wątroby. Zobaczcie, jak ważna jest ta fasolka dla osób, które odżywiają się wegańsko! Ponieważ nie jem mięsa ani jajek, strączki zapewniają mi odpowiednią ilość białka w diecie, a w 100 gramach ugotowanej fasolki adzuki znajduje się około 10 gramów białka, jest więc ona bogatym źródłem białka. Jak widać, trudno się obyć bez tej fasolki w codziennym roślinnym gotowaniu :)

Zapraszam na przepis!

Paprykarz szczeciński – roślinna wersja

Rodzaj posiłku: wytrawne śniadanie, lunch, obiad
Podajemy do: ziemniaków, ryżu, chleba, bułki, sałatki warzywnej, gotowanych lub pieczonych warzyw
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: wzmacnia Nerki, Serce, Żołądek, Jelito Cienkie, Krew
Ilość porcji: ok. 400 ml pasty
Składniki: fasolka adzuki, suszone pomidory w oleju, szczypior, kolendra, suszone oregano, olej lniany, sok z cytryny, sos sojowy tamari, zmielony zielony pieprz i sól do smaku

IMG_2628int

Składniki

  • 300 g  fasolki adzuki ugotowanej lekko al dente (patrz: uwagi, poniżej)
  • 130 g pomidorów w oleju, odsączonych z tłuszczu
  • 5 lekko czubatych łyżek posiekanego szczypiorku dymki (zielone części)
  • 5 – 6 lekko czubatych łyżek posiekanej świeżej kolendry
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 2 łyżeczki suszonego oregano
  • 1 łyżeczka sosu sojowego tamari – ciemnego/mocnego
  • 2 łyżki oleju lnianego
  • 2 łyżki oleju z pomidorów
  • zmielony zielony pieprz do smaku
  • różowa sól himalajska do smaku
  • kilka łyżek ugotowanego białego ryżu (opcja)

Przygotowanie

  1. Składniki wrzucamy do miski i za pomocą ręcznego blendera miksujemy do uzyskania jednolitej konsystencji. Na koniec można wymieszać z kilkoma łyżkami ugotowanego ryżu, ewentualnie ryż można podać razem z paprykarzem, tak jak widać na zdjęciu.
  2. Paprykarz można jeść od razu – jest to smaczna aromatyczna pasta, która smakuje zupełnie jak paprykarz szczeciński, chociaż nie zawiera ryb.
  3. Można przechowywać w lodówce w zamkniętym słoiczku do 3 – 4 dni. Ale chociaż pasty jest dużo, są małe szanse, żeby dotrwała do tego czasu – u nas nie ma jej już następnego dnia :)

Uwagi

  1. Fasolkę adzuki namaczam przynajmniej na 12 godzin, a następnie gotuję przez półtorej godziny, dodając 1 łyżkę suszonych glonów arame lub hijiki na 1 szklankę suchej fasolki (ewentualnie można dać kawałek kombu lub glony wakame). Czas gotowania fasoli zależy od tego, jak długo leżała ona na półce w sklepie. Tak więc podczas gotowania trzeba dość czesto sprawdzać, żeby uchwycić ten moment, kiedy jest już ugotowana, ale nie rozgotowana. Paprykarz jest najsmaczniejszy i ma najciekawszą konsystencję, kiedy ugotowana adzuki jest trochę twarda – ziarna nie powinny być popękane, tylko w całości. Jak zawsze potrzeba do tego pewnego wyczucia :)
  2. Suszone pomidory nie powinny ociekać tłuszczem, kiedy je dodajemy do tej pasty, olej trzeba odcisnąć.
  3. Bez świeżej kolendry nie da się uzyskać smaku paprykarza szczecińskiego, im więcej tym lepiej, ale 6 lekko czubatych łyżek jest moim zdaniem w sam raz. Sprawdźcie, co Wam pasuje :)
  4. Sos sojowy tamari jest bezglutenowy. Często występuje w wersji light i strong. Osobiście nie przepadam za wersją light, szkoda pieniędzy. Jeśli jednak już macie taki w domu, użyjcie 2  – 3 łyżeczki.

Smacznego!

                            Wasza, Grainma :)

………………………………………..
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

IMG_2534int

Trzy zaskakujące domowe kisiele

Kisiel wydaje się być takim pospolitym deserem i pewnie się zastanawiacie, czy rzeczywiście warto poświęcać mu uwagę? Jak Polska długa i szeroka z pewnością istnieje całe mnóstwo przepisów na zwykły domowy kisiel. Ja starałam się opracować coś, co nie tylko będzie smaczniejsze od popularnych wersji kisielu, zwłaszcza tego gotowego, ze sklepu, ale też zdrowsze. Tak więc wpis ten jest o tym, jak przekształcić zwykły kisiel w coś niezwykłego – we wspaniałe lekarstwo, które leczy nie tylko ciało, ale też duszę :)

Jeśli chcemy, żeby kisiel wpływał korzystnie na nasz organizm, przede wszystkim przygotujmy go na bazie skrobi ziemniaczanej, która ma lecznicze właściwości – łagodzi bóle żołądka i ma zbawienny wpływ na pracę jelita grubego, przyczyniając się do rozwoju pożytecznej flory bakteryjnej, która z kolei  wspiera prawidłowy przebieg metabolizmu w organizmie. Poza tym jako skrobia tzw. oporna chroni nas przed rakiem jelita grubego. Lecznicze właściwości kisielu od wieków są wykorzystywane w medycynie ludowej w przypadku stanów zapalnych żołądka, wrzodów żołądka czy niestrawności.

Właściwości te możemy zwiększyć, przygotowując kisiel w oparciu o lecznicze wywary z różnych roślin, także warzyw, które mają tego typu właściwości. Ja sięgnęłam dziś po koper włoski, czerwoną kapustę, skórkę cytrynową, skórkę pomarańczową oraz hibiskus i w ten sposób powstały trzy pyszne kisiele, które nie tylko dobrze smakują, ale także leczą. Tak więc od teraz możemy często przygotowywać w domu kisiel i nie mieć przy tym poczucia winy, że jemy coś niezdrowego :)

Składniki moich kisieli i ich właściwości

Nasiona kopru włoskiego – to jeden z tych wspaniałych produktów, który ułatwia trawienie pokarmów, ponieważ rozgrzewa żołądek i ułatwia tym samym wchłanianie składników odżywczych z pożywienia. Nasiona te poleca się zwłaszcza osobom po 50 roku życia, u których zdolność do pobierania składników odżywczych z jedzenia wyraźnie spada. Są one również pomocne w diecie wegańskiej oraz raw, ponieważ osoby te odżywiają się często (weganie) lub głównie (raw) pokarmami, które wpływają wychładzająco na nasz organizm (surowe owoce i warzywa), co po jakimś czasie skutkuje różnymi problemami trawiennymi i osłabioną witalnością. Tak więc kisiel z nasionami kopru włoskiego polecam zwłaszcza tym osobom. Ponadto zgodnie z Tradycyjną Medycyną Chińską (którą zajmuję się od wielu lat) nasiona te nie tylko rozgrzewają żołądek i całe ciało, ale też sprawiają, że mamy więcej energii i wpływają leczniczo na pęcherz, nerki oraz wątrobę. Są naprawdę wspaniałe, jedzmy je jak najczęściej :)

Skórka z cytryny

Do mojego kisielu z nasionami kopru włoskiego dodaję skórkę z cytryny – dla smaku i leczniczych właściwości. Skórka ta rozgrzewa ciało i osusza je z wilgoci, leczy żołądek oraz płuca (TMC). Korzystna dla osób chorych na astmę.

Czerwona kapusta

O cudownych właściwościach czerwonej kapusty pisałam już wielokrotnie na moich blogach i wciąż się nią zachwycam. Co tu dużo mówić, jest to po prostu nasza rodzima super żywność. Jedzmy jej jak najwięcej w każdej postaci, także w formie deseru. Czerwona kapusta zawiera przede wszystkim olbrzymią ilość antyoksydantów, dzięki czemu wykazuje wspaniałe działanie przeciwstarzeniowe i antynowotworowe.  Jest ona także bogatym źródłem błonnika zarówno rozpuszczalnego, jak i nierozpuszczalnego, manganu, potasu, magnezu, kwasu foliowego, a także różnych witamin – w tym witaminy C, witaminy A oraz witamin z grupy B – B1, B2, B6.  Ponadto zawiera dużą ilość witaminy K, dlatego osoby, które biorą lekarstwa rozrzedzające krew, powinny skonsultować się z lekarzem, czy w ich przypadku czerwona kapusta jest wskazana.  Zgodnie z Tradycyjną Medycyną Chińską leczy płuca, jelito grube oraz żołądek i jest szczególnie wskazana dla osób, którym jest ciągle za gorąco, a także dla osób, które mają problemy ze stawami, ponieważ poprawia krążenie w stawach i oczyszcza je z toksyn.

Skórka z pomarańczy

Jest wyjątkowa, ponieważ według TMC uwalnia nas z zastoju :) Działa osuszająco na ciało, jest więc pomocna przy mokrym kaszlu i katarze. Leczy płuca oraz żołądek.

Hibiskus

Według TMC leczy wątrobę oraz pęcherz i ma właściwości ochładzające ciało. Według medycyny zachodniej ma działanie przeciwzapalne, moczopędne, przeciwbakteryjne, oczyszcza organizm z toksyn i jest między innymi bogatym źródłem witaminy C.

Jeśli dodamy do tego jarzębinę, czerwoną borówkę oraz rokitnik, czy możemy powiedzieć, że kisiel to coś zwykłego? :)

Zapraszam na przepis!

Kisiel z nasionami kopru włoskiego

Dwie porcje

IMG_2471int

Składniki

  • 500 ml wody
  • 1 czubata łyżka nasion kopru włoskiego
  • 1 lekko czubata łyżka świeżo otartej skórki cytrynowej
  • 2 lekko czubate łyżki skrobi ziemniaczanej (nie mąki)
  • 2 łyżki nierafinowanego cukru trzcinowego /kokosowego /syropu z agawy / słodu ryżowego /miodu, jeśli ktoś używa
  • 3 – 4 łyżki leśnych czerwonych borówek lub innych owoców
  • dodatkowa 1 łyżka cukru – j. w. – do posłodzenia borówek
  • śmietanka kokosowa do polania po wierzchu

Przygotowanie

  1. W niedużym rondlu doprowadzamy wodę do wrzenia i wrzucamy nasiona kopru włoskiego. Gotujemy na małym ogniu pod przykryciem przez 10 minut.
  2. Zestawiamy z ognia i wrzucamy świeżo otartą skórkę z cytryny. Przykrywamy rondel i odstawiamy na 10 minut. Następnie odcedzamy na sicie o bardzo drobnych oczkach. Część wywaru – 125 ml, czyli pół szklanki – odlewamy do osobnej szklanki/kubka i zostawiamy do ostudzenia. Resztę wywaru przelewamy ponownie do rondla, dodajemy cukier (lub syrop/ słód) i zostawiamy pod przykryciem. (Jeśli nie możecie czekać, aż wywar ostygnie, można użyć 125 ml zimnej wody, czyli będziemy mieli 375 ml wywaru z nasion kopru i 125 ml wody. Ja wolę zaczekać, ponieważ wtedy smak jest intensywniejszy).
  3. Kiedy wywar w szklance ostygnie – może być lekko ciepły – dodajemy skrobię ziemniaczaną, a wywar w rondlu ponownie doprowadzamy do wrzenia pod przykryciem. Kiedy tylko zacznie wrzeć, łączymy dokładnie skrobię z płynem w szklance i wlewamy do gotującego się wywaru, ciągle mieszając, aż zgęstnieje – to trwa kilkanaście sekund. Następnie rondel ponownie przykrywamy i doprowadzamy nasz kisiel do wrzenia. Kiedy się zagotuje, trzymamy go na ogniu jeszcze przez chwilę – kilka sekund. Zdejmujemy z ognia, przelewamy do wybranych miseczek i zostawiamy, żeby trochę przestygł (można jeść na ciepło lub na zimno).
  4. W międzyczasie zagotowujemy wodę w osobnym garnku/rondlu i kiedy zacznie wrzeć, wrzucamy borówki na metalowe sito, które umieszczamy we wrzącej wodzie. Blanszujemy przez 30 sekund. Wyjmujemy sito z garnka/rondla, przekładamy borówki do osobnej miseczki i dodajemy wybrany słodzik, czyli cukier lub syrop/słód. Słodzimy tak jak lubimy, można dodać więcej lub mniej cukru.
  5. Tuż przed podaniem nakładamy borówki na kisiel i dodajemy śmietankę (mleko) kokosową. Jeśli kisiel serwujemy na zimno, śmietankę kokosową można ubić. Świeże borówki można zastąpić owocami z kompotu.
  6. Osobiście uwielbiam gorzkawy smak czerwonych borówek, jeśli jednak nie przepadacie za tymi owocami, można użyć mango lub nektarynek, najlepiej pieczonych :)

Kisiel z herbatki z hibiskusa

Dwie porcje

IMG_2457int

Składniki

  • 500 ml wrzącej wody
  • 2 torebki ulubionej herbatki z kwiatem hibiskusa i owocami lub ziołami – najlepiej organic
  • szczypta zmielonego anyżu lub cynamonu
  • 2 lekko czubate łyżki skrobi ziemniaczanej (nie mąki)
  • 2 łyżki nierafinowanego cukru trzcinowego/ kokosowego/ syropu z agawy/ słodu ryżowego/ miodu, jeśli ktoś używa
  • 3 łyżki owoców rokitnika lub innych owoców
  • dodatkowa 1 łyżka cukru – j.w. – do posłodzenia rokitnika
  • śmietanka kokosowa do polania po wierzchu

Przygotowanie

  1. Wkładamy torebki z herbatką z hibiskusa do rondla, dodajemy anyż i wlewamy wrzątek. Zostawiamy na 10 minut do naciągnięcia.
  2. Wyjmujemy torebki, odciskając z nich resztę płynu, dodajemy cukier (lub syrop/ słód), a następnie część herbaty – 125 ml, czyli pół szklanki – odlewamy do osobnej szklanki/kubka i zostawiamy do ostudzenia. (Jeśli nie możecie czekać, aż herbatka ostygnie, można użyć 125 ml zimnej wody, czyli będziemy mieli 375 ml herbatki i 125 ml wody. Ja wolę zaczekać, ponieważ wtedy smak jest  intensywniejszy).
  3. Kiedy herbata w szklance ostygnie – może być lekko ciepła – dodajemy skrobię ziemniaczaną, a następnie herbatę w rondlu ponownie doprowadzamy do wrzenia pod przykryciem. Kiedy tylko zacznie wrzeć, mieszamy dokładnie skrobię z chłodną herbatą i wlewamy do gotującej się herbaty w rondlu, przez cały czas mieszając, aż zgęstnieje – trwa to kilkanaście sekund. Następnie rondel ponownie przykrywamy i doprowadzamy nasz kisiel do wrzenia. Kiedy się zagotuje, trzymamy go na ogniu jeszcze przez chwilę – kilka sekund. Zdejmujemy z ognia, przelewamy do wybranych miseczek i zostawiamy, żeby trochę przestygł (można jeść na ciepło lub na zimno).
  4. W międzyczasie zagotowujemy wodę w osobnym garnku/rondlu i kiedy zacznie wrzeć, wrzucamy rokitnik na metalowe sito, które umieszczamy we wrzącej wodzie. Blanszujemy przez 20 – 30 sekund (w zależności od wielkości). Wyjmujemy sito z garnka/rondla, przekładamy owoce rokitnika do osobnej miseczki i dodajemy wybrany słodzik, czyli cukier lub syrop/słód. Słodzimy tak jak lubimy, można dodać więcej lub mniej cukru.
  5. Tuż przed podaniem nakładamy owoce rokitnika na kisiel i dodajemy śmietankę (mleko) kokosową. Jeśli kisiel serwujemy na zimno, śmietankę kokosową można ubić. Świeże owoce rokitnika można zastąpić owocami z kompotu.
  6. Jeśli nie przepadacie za tymi owocami, można użyć malin, mogą być z kompotu.

 Kisiel z czerwonej kapusty

Dwie porcje

IMG_2570int

Składniki

  • 350 g czerwonej kapusty, najlepiej organic, pokrojonej w nieduże kawałki – o boku ok. 2 cm
  • kawałek korzenia lukrecji – ok. 6 – 8 cm (opcja)
  • 4 ziarna zielonego kardamonu
  • 4 ziarna ziela angielskiego
  • woda
  • 1 lekko czubata łyżka świeżo otartej skórki pomarańczowej
  • 2 lekko czubate łyżki skrobi ziemniaczanej (nie mąki)
  • 2 łyżki nierafinowanego cukru trzcinowego/ kokosowego/ syropu z agawy/ słodu ryżowego/miodu
  • 2 łyżki owoców jarzębiny lub innych owoców, np. jeżyn, czarnych jagód lub borówek amerykańskich
  • dodatkowa 1 łyżka cukru – j.w. – do posłodzenia jarzębiny
  • śmietanka kokosowa do polania po wierzchu

Przygotowanie

  1. Czerwoną kapustę wrzucamy do rondla/garnka, dodajemy przyprawy i wlewamy wodę, taką ilość, żeby tylko przykryła kapustę. Doprowadzamy do wrzenia na dużym ogniu (garnek powinien być przykryty), a następnie gotujemy na małym ogniu pod przykryciem przez 20 minut.
  2. Zestawiamy z ognia i zlewamy fioletowy płyn do osobnego rondla, uważając, żeby się nie oparzyć. Powinniśmy uzyskać 500 ml płynu. Jeśli jest go za mało, wlewamy brakującą ilość wrzątku do garnka z kapustą i ponownie zlewamy.
  3.  Następnie część wywaru – 125 ml, czyli pół szklanki – odlewamy do osobnej szklanki/kubka i zostawiamy do ostudzenia. (Jeśli nie możecie czekać, aż wywar ostygnie, można użyć 125 ml zimnej wody, czyli będziemy mieli 375 ml wywaru z czerwonej kapusty i 125 ml wody. Ja wolę zaczekać, ponieważ wtedy smak jest intensywniejszy).
  4. Resztę wywaru doprowadzamy do wrzenia, zestawiamy z ognia i wrzucamy świeżo otartą skórkę z pomarańczy. Przykrywamy rondel i zostawiamy na 10 minut. Następnie odcedzamy płyn na sicie o bardzo drobnych oczkach. Wywar przelewamy ponownie do rondla, dodajemy cukier (lub syrop/ słód, przykrywamy, odstawiamy na bok.
  5. Dzięki dodaniu skórki pomarańczowej nie czuje się smaku kapusty. Najlepiej byłoby, gdyby pomarańcza była świeża, bo wtedy jej skórka zawiera sporo olejków eterycznych.
  6. Kiedy wywar w szklance ostygnie – może być lekko ciepły – dodajemy skrobię ziemniaczaną, a wywar w rondlu ponownie doprowadzamy do wrzenia pod przykryciem. Kiedy tylko zacznie wrzeć, mieszamy dokładnie skrobię z wywarem i wlewamy do gotującego się wywaru, ciągle mieszając, aż zgęstnieje – to trwa kilkanaście sekund. Następnie rondel ponownie przykrywamy i doprowadzamy nasz kisiel do wrzenia. Kiedy się zagotuje, trzymamy go na ogniu jeszcze przez chwilę – kilka sekund. Zdejmujemy z ognia, przelewamy do wybranych miseczek i zostawiamy, żeby trochę przestygł (można jeść na ciepło lub na zimno).
  7. W międzyczasie zagotowujemy wodę w osobnym garnku/rondlu i kiedy zacznie wrzeć, wrzucamy jarzębinę na metalowe sito, które umieszczamy we wrzącej wodzie. Blanszujemy przez 2 minuty. Wyjmujemy sito z garnka/rondla, przekładamy owoce jarzębiny do osobnej miseczki i dodajemy wybrany słodzik, czyli cukier lub syrop/słód. Słodzimy tak jak lubimy, można dodać więcej lub mniej cukru.
  8. Tuż przed podaniem nakładamy owoce jarzębiny na kisiel i dodajemy śmietankę (mleko) kokosową. Jeśli kisiel serwujemy na zimno, śmietankę kokosową można ubić. Świeże owoce jarzębiny można zastąpić owocami z kompotu lub użyć jeżyn albo innych owoców :)
  9. Kisiel na wywarze z czerwonej kapusty jest naprawdę niezwykły – obłędnie fioletowy kolor, delikatny smak, lekko orzeźwiający, i coś, czego nie potrafię określić, a co sprawia, że nie można przestać go jeść… Z pewnością zrobimy go w domu jeszcze nie raz – nie możemy się już doczekać :)

Przygotowane w ten sposób domowe kisiele przyjemnie odprężają i wywołują dużo pozytywnych emocji oraz wrażeń. Leczą nie tylko ciało, ale i duszę :)

With love,

                Grainma

………………………………………..
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

 

IMG_2263int

Zupa-krem z pieczonej białej kapusty

Dzisiejszą zupę polecam zwłaszcza osobom, które nie jedzą mięsa, jajek oraz sera. Warzywa pieczone w piekarniku pod przykryciem dają siłę i rozgrzewają ciało podobnie jak mięso. Ja dość często przygotowuję taką zupę w okresie jesienno-zimowym. Cudownie ogrzewa i daje duże poczucie komfortu. Jesień i zima to nie jest dobry czas na smoothie bowl z awokado, bananem, mango i szpinakiem. Te produkty są chłodne lub zimne z natury (według Tradycyjnej Medycyny Chińskiej) i mocno wychładzają ciało, co oznacza tak naprawdę, że spowalniają nasz metabolizm – w naszym ciele jest za mało ognia (ciepła), żeby to wszystko dobrze się kręciło, bo zamiast ognia (ciepła) dostarczamy sobie zimno. W rezultacie zaczyna brakować nam energii – z tych zimnych smoothie (często z lodem) nie da się jej wytworzyć. A według Tradycyjnej Medycyny Chińskiej brak energii = brak ochrony (tzw. wei czi) i zaczynamy chorować – wszystko się nas czepia. Zauważcie, że większość popularnych składników smoothie lub smoothie bowl (np. awokado, banany) rośnie w zupełnie innej strefie klimatycznej – w miejscach, gdzie jest naprawdę gorąco. Ludzie tam mieszkający przede wszystkim potrzebują się ochłodzić. Spędziłam kiedyś trochę czasu w Indiach, w Delhi, i chociaż nie była to najgorętsza pora roku, w ciągu dnia czuliśmy się dobrze jedynie w klimatyzowanych pomieszczeniach, na zewnątrz dało się wytrzymać głównie wieczorem. Kiedy temperatury utrzymują się w granicach 37 – 40°C, można myśleć jedynie o tym, żeby się ochłodzić, nikt wtedy nie myśli o rozgrzewającej zupie z piekarnika, tylko sięga po orzeźwiające lassi z mango.

Inaczej to wygląda w Polsce. Kiedy przyjrzymy się kuchni staropolskiej, a nawet naszym domowym tradycjom, zobaczymy, że dawniej – zarówno jesienią, jak i zimą – ludzie odżywiali się głównie gotowanym jedzeniem, dobrze przyprawionym, rozgrzewającym. Były gęste zupy, długo gotowane bigosy, gołąbki, pierogi, kasze, jajka. Nikt nie jadł na śniadanie musu z jabłek czy gruszek, tylko zazwyczaj jajka smażone na boczku. Jak wiecie od dłuższego już czasu nie jem mięsa ani jajek, więc nie polecam tych produktów, jednak znając zasady odżywiania się według Pięciu Przemian (TMC), widzę, że powinniśmy czerpać z mądrości naszych przodków i w okresie jesienno-zimowym dostarczać sobie jak najwięcej rozgrzewającego gotowanego jedzenia, ponieważ wtedy pod naszą szerokością geograficzną jest po prostu zimno, brakuje słońca i brakuje ognia. Jeśli do zimna na zewnątrz dołożymy zimno pochodzące z jedzenia, możemy sobie naprawdę zaszkodzić. Pamiętajmy, że Polska to nie Kalifornia czy Delhi. Ciekawe jest to, że naturalne produkty, które od wieków rosną w Polsce i możemy korzystać z nich jesienią i zimą, to nie chłodne z natury szpinak czy cukinia, tylko rozgrzewające pory, marchewki, dynie, pietruszki, cebule czy brukselki. Do nich dochodzą inne produkty, które nie są tak rozgrzewające, ale w żaden sposób nas nie wychłodzą, takie jak buraki, kalarepki, kapusty, kalafiory, soczewica, groch czy też czarna rzepa. Jak widać Natura ma swoją mądrość i w odpowiednim czasie daje nam dokładnie to, czego potrzebujemy.

Być może zastanawiacie się, o co w tym wszystkim chodzi – wychładzające, rozgrzewające? Zgodnie z Tradycyjną Medycyną Chińską, a także Ajurwedą czy też Tradycyjną Medycyną Tybetańską, to, co jemy, wpływa w określony sposób na nasze ciało – pobudzająco (czyli rozgrzewająco), uspokajająco (czyli wychładzająco) oraz neutralnie (ani nie rozgrzewa, ani nie wychładza). Kiedy na przykład zjemy ogórka, który jest wychładzający, czyli wpływa nasze ciało uspokajająco, nasz  metabolizm zwolni, a my odprężymy się, wyciszymy. Kiedy jednak zjemy papryczkę chili, która jest bardzo rozgrzewająca, nasze ciało zareaguje inaczej – metabolizm mocno przyspieszy, a my będziemy pobudzeni – te właściwości chili często wykorzystuje się w kremach, napojach lub tabletkach na odchudzanie, ponieważ łatwiej w ten sposób spalić tłuszcz. W podobny sposób działają na nas zimne i gorące napoje, czy ogólnie zimne lub gorące jedzenie. Jeśli więc zmieszamy ogórka z jogurtem (też wychładzający) i jeszcze dodamy do tego kostki lodu (zimne jedzenie), wzmocnimy wychładzające (uspokajające) działanie tej potrawy. W rezultacie ciśnienie spadnie, a wszystkie procesy życiowe zaczną spowalniać się i z czasem zamierać – przecież wszyscy wiemy, co może się wydarzyć, kiedy za długo przebywamy na mrozie. Z odwrotną sytuacją mamy do czynienia, kiedy zjemy bardzo rozgrzewającą papryczkę habanero upieczoną (gorące jedzenie) z czosnkiem (też bardzo rozgrzewający) – ciśnienie podniesie się, a wszystkie procesy życiowe zaczną przyspieszać. W rezultacie mamy taką sytuację, jakbyśmy leżeli wiele godzin na plaży w tropikach bez żadnej ochrony. Oczywiście wszystko to pokazałam tutaj w sposób trochę przerysowany, ale chciałam dobrze wyjaśnić tę różnicę i pokazać, co się dzieje, kiedy fundujemy naszemu ciału takie ekstremalne warunki. Myślę, że warto rozumieć te zasady i z nich korzystać, żeby mieć dobre zrównoważone życie – moje bardzo się zmieniło od momentu, kiedy po raz pierwszy o tym usłyszałam :)

Dodam jeszcze, że wszystkie zawarte tu porady są dla osób zdrowych, których organizm jest w miarę zrównoważony. Jeśli ktoś źle się czuje lub jest chory, jest mu ciągle zimno lub wręcz przeciwnie czuje się przegrzany, polecam zasięgnięcie porady u lekarza lub specjalisty TMC :)

Zupa-krem z pieczonej białej kapusty

IMG_2236int

 

Składniki

  • 800 g białej kapusty – ok. 1/2 główki
  • 400 g świeżych ogórków
  • 2 duże ząbki czosnku
  • 1 średnia cebula
  • 2 łyżki posiekanego szczypiorku-dymki (białe i zielone części)
  • 3 łyżki oleju
  • 1 łyżeczka nasion kopru włoskiego
  • 1 łyżeczka majeranku
  • 1/2 łyżeczki proszku laurowego (czyli zmielonych w młynku liści laurowych)
  • 200 ml wody
  • 200 ml soku jabłkowego
  • 1 litr bulionu warzywnego (gotowanego lub gotowego – proszek/kostka)
  • 8 lekko czubatych łyżek ugotowanej ciecierzycy
  • 20 g świeżej zielonej pietruszki, najlepiej kędzierzawej
  • 10 g świeżego koperku
  • 1 – 2 łyżki soku z cytryny
  • mleko kokosowe do polania po wierzchu
  • olej z orzechów włoskich lub inny smakowy do polania po wierzchu

Przygotowanie

  1. Kapustę oczyszczamy z zewnętrznych liści, myjemy, usuwamy głąb i kroimy na kilka kawałków, przekładamy do dużej miski.
  2. Ogórki obieramy ze skórki, myjemy, kroimy na mniejsze kawałki i wrzucamy do miski, w której znajduje się kapusta.
  3. Cebulę i czosnek obieramy ze skórki, kroimy na kilka cząstek i wrzucamy do miski z kapustą. Podobnie postępujemy ze szczypiorkiem – myjemy, kroimy na mniejsze kawałki i do miski. Następnie wlewamy olej i mieszamy wszystkie składniki tak, żeby zostały pokryte olejem. Odstawiamy na bok.
  4. W międzyczasie nagrzewamy piekarnik do 200°C, z włączonym termoobiegiem.
  5. Osobno wrzucamy do naczynia do pieczenia nasiona kopru włoskiego, majeranek i proszek laurowy, a następnie wlewamy wodę, sok jabłkowy i wrzucamy warzywa wymieszane z olejem. Pieczemy pod przykryciem przez 1 godzinę i 15 minut.
  6. Wyjmujemy z piekarnika, odkrywamy, studzimy przez kilkanaście minut, a następnie przekładamy wszystko – włącznie z płynem, który pozostał z pieczenia – do pojemnika blendera, dodając ostudzony bulion warzywny, ciecierzycę,  koperek i zieloną pietruszkę.
  7. Zblendowaną zupę przekładamy ponownie do garnka, wlewamy sok z cytryny, doprawiamy do smaku pieprzem i solą, a następnie podgrzewamy. Warto podgrzać tylko trochę,  tak do około 50°C, żeby zachować enzymy pochodzące ze świeżej pietruszki i koperku.
  8. Nalewamy do miseczek, polewając po wierzchu mlekiem kokosowym, najlepiej trochę zagęszczonym i schłodzonym wcześniej przez kilka godzin w lodówce. Bardzo lubię to połączenie ciepłej zupy i chłodnego mleka kokosowego na wierzchu. Na koniec polewamy olejem smakowym (po 1 łyżeczce na porcję) i posypujemy po wierzchu posiekaną drobno pietruszką i/lub koperkiem.

Pyszna, rozgrzewająca zupa, którą możemy też wlać do butelki i pić przez papierową! słomkę (nie używam słomek plastikowych ze względu na ich szkodliwość dla zwierząt żyjących w morzach i oceanach). Zupa jest dość gęsta, możemy ją rozrzedzić, dodając więcej bulionu, tak żeby można było ją łatwiej pić. Osobiście bardzo mi ten sposób odpowiada – taką zupę sączę często przez słomkę, pracując przy komputerze nad tekstem – nic się nie rozleje :) Zachęcam :)

 

With love,

                Grainma

………………………………………..
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

IMG_2146int

Siekane kotlety roślinne – z pieczarkami

Nie uwierzycie, ale mamy już jesień – prawdziwą – z chłodnymi nocami, wilgotnymi porankami i tym cudownym, lekko orzechowym, trochę zbutwiałym zapachem, który czujemy podczas spacerów w parku i w lesie, a który tak wspaniale wzmacnia nasze Płuca. Według Tradycyjnej Medycyny Chińskiej jesteśmy w fazie jesieni już od 17 sierpnia, a zakończy się ona 27 października I to się naprawdę czuje, z pewnością zauważyliście, że od kilku dni powietrze nie jest już takie suche, a w nocy temperatury zaczęły wyraźnie spadać.

Chcąc być w zgodzie z tą fazą przyrody, powinniśmy skoncentrować się teraz na pozbyciu się z naszego życia wszystkiego, co nam nie służy. Może to związki, które dawno już się wypaliły, a my trzymamy się ich kurczowo, jakby już nigdy nic dobrego miało nas w życiu nie spotkać, może mało satysfakcjonująca praca, złe nawyki żywieniowe, a może jesteśmy pogrążeni w głębokim smutku, ponieważ opuścił nas ktoś dla nas ważny. Jesień to dobry czas, żeby uwolnić się od smutku – natura nas w tym wspiera. Ale nie powinniśmy zamiatać go pod dywan. Głęboko schowany zacznie pracować przeciwko nam i może zaszkodzić naszym Płucom lub Jelitom. Ważne jest, żebyśmy nauczyli się wyrażać nasz smutek w kreatywny sposób. Zobaczyć, czym jest, namalować go lub opisać, a następnie tę artystyczną ekspresję wyrzucić lub spalić, żeby smutek odszedł. W dawnych Chinach ludzie zawsze stosowali różne rytuały, żeby pogodzić się z czyjąś śmiercią i uwolnić się od smutku związanego z odejściem tej osoby. Nie mówili sobie, że nic się nie stało, tylko dawali sobie czas, żeby poczuć ten smutek, wyrazić go i pozwolić mu odejść.

Jedna z moich znajomych po śmierci ojca, z którym miała bardzo bliskie relacje, zaczęła mieć duże problemy z oddychaniem. Trwało to przez kilka miesięcy i miało związek z płucami. Lekarstwa nie pomagały. Jeden z terapeutów TMC poradził jej, żeby spróbowała wyobrazić sobie, czym jest smutek, którego doświadcza w związku ze śmiercią ojca, a następnie opisała go, namalowała lub wyraziła w inny jeszcze sposób. Kiedy się nad tym zastanowiła, zobaczyła wielką meduzę, która siedzi na jej płucach. Wzięła kartkę i namalowała tę meduzę, a następnie wrzuciła kartkę do rzeki, bo tam jest miejsce meduzy – w wodzie. Ciekawe jest to, że w kilka dni po przeprowadzeniu tego rytuału, znów zaczęła normalnie oddychać.

Kiedy wchodzimy w fazę jesieni, czas na zmiany w naszym sposobie odżywiania się i chociaż sierpień oraz wrzesień zazwyczaj bywają ciepłe i ciągnie nas do zimnych napojów, lodów oraz surowych warzyw i owoców, naprawdę powinniśmy teraz zrezygnować z tego wszystkiego. W zamian pić kompoty z owoców gotowanych z dodatkiem anyżu, cynamonu, kardamonu czy też imbiru lub jeść owoce pieczone, ewentualnie gotowane w małej ilości wody z dodatkiem wspomnianych wyżej przypraw. Zamiast surówek, jedzmy teraz sałatki przyrządzane z pieczonych lub gotowanych warzyw, dania jednogarnkowe lub zupy zawierające warzywa korzeniowe. To nie czas na smoothie z awokado czy ogórka, które są zimne z natury i działają ochładzająco. Teraz jedzmy więcej takich warzyw, jak dynia, brukselka, pory, cebula, czosnek, czarna rzepa, koper włoski, bataty, jedzmy też kasze (zboża), orzechy, zwłaszcza włoskie, oraz rośliny strączkowe. Większość tych produktów działa na nasze ciało rozgrzewająco i z pewnością sprawią one, że nie będziemy się łatwo przeziębiać. Oczywiście, wszystko, co tutaj piszę, przeznaczone jest dla osób, których organizm jest w miarę zrównoważony. Jeśli ktoś choruje, powinien zasięgnąć porady terapeuty TMC i stosować się do udzielonych mu wskazówek dietetycznych :)

Jeśli chcemy, żeby nasze Płuca mogły dobrze wypełniać swoje funkcje (TMC – wkrótce napiszę o tym więcej), wprowadzajmy do naszego jadłospisu przez cały okres jesieni żywność o smaku gorzkim i kwaśnym, np. świeży tymianek, bazylię, cząber, buraki, quinoę, amarantus, zielony orkisz (jeśli ktoś może jeść produkty zawierające gluten) granaty, mak, herbatkę z głogu, roszponkę, śliwki, zieloną pietruszkę. Chodzi o to, żebyśmy dodawali do potraw wymienione tu przyprawy przynajmniej kilka razy w tygodniu, a także kilka razy w tygodniu przyrządzali potrawy ze wspomnianych wyżej warzyw i innych produktów o smaku gorzkim i kwaśnym – nie chodzi o to, żebyśmy jedli tylko te produkty :) Chociaż teraz jest czas na gotowane warzywa i owoce, możemy dodawać do potraw świeżą bazylię, tymianek czy inne zioła w niedużych ilościach. Z kolei surowe warzywa, sałaty można także od czasu do czasu dodać do ugotowanej potrawy – posiekane lub starte na tarce, też w niewielkiej ilości.

Zapraszam na przepis. Potrawa zawiera leśne grzyby – jeden z najwspanialszych darów jesieni :)

 Siekane kotlety roślinne – z pieczarkami

Rodzaj posiłku: wytrawne śniadanie, lunch, obiad
Podajemy do: ziemniaków, ryżu, chleba, bułki, sałatki warzywnej, gotowanych lub pieczonych warzyw
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: wzmacnia Nerki
Ilość porcji: 8 – 10 kotletów
Składniki: kasza jaglana, pieczarki, proszek grzybowy, cebula, szczypior, mąka kokosowa, mąka ryżowa, zielona pietruszka (kędzierzawa), siemię lniane z proszkiem laurowym, zmielona kolendra, zmielony zielony pieprz i sól do smaku

IMG_2136int

Składniki

  • 250 g kaszy jaglanej ugotowanej na wegetariańskim rosole grzybowym lub z dodatkiem podgrzybków, gorącej – od razu po ugotowaniu,
  • 500 g pieczarek
  • olej do smażenia
  • 1 duża cebula (ok. 120 g)
  • 2 czubate łyżki posiekanego szczypiorku dymki
  • 1 łyżeczka zmielonej kolendry
  • 1 łyżka proszku grzybowego (przepis poniżej)
  • 1/4 łyżeczki zmielonego zielonego pieprzu
  • 1/2 łyżeczki różowej soli himalajskiej
  • garść posiekanej zielonej pietruszki, najlepiej kędzierzawej
  • 2 łyżeczki siemienia z proszkiem laurowym (przepis poniżej)
  • 4 lekko czubate łyżki mąki kokosowej
  • 3 łyżki mąki ryżowej
  • zmielony zielony pieprz do smaku
  • różowa sól himalajska do smaku
  • 50 – 70 g namoczonych nasion słonecznika (opcja)
  • mąka kukurydziana do obtaczania kotletów

Przygotowanie

  1. Pieczarki myjemy, obcinamy obeschnięte końcówki ogonków, a następnie kroimy na pół i w plasterki o grubości kilku milimetrów, odstawiamy na bok.
  2. Cebulę i szczypior drobno siekamy, a następnie rozgrzewamy olej na patelni (2 – 3 łyżki), wrzucamy cebulę i smażymy na średnim ogniu przez dwie minuty, mieszając, żeby się nie przypaliła. Dodajemy szczypior, podsmażamy przez kilkanaście sekund i wrzucamy kolendrę. Mieszając,  ponownie krótko podsmażamy. Jeśli kolendra wchłonie płyny, trzeba dodać więcej tłuszczu lub 3 – 4 łyżki wody i zacząć wrzucać partiami pieczarki. Po wrzuceniu każdej partii, mieszamy składniki i podsmażamy. Kiedy już wszystkie pieczarki znajdą się na patelni, smażymy je przez pięć minut pod przykryciem. Następnie odkrywamy, dodajemy proszek grzybowy i smażymy przez kolejne 5 minut. Tutaj potrzebne jest pewne wyczucie, niektóre pieczarki są bardzo suche, jeśli trafi nam się coś takiego, możemy dłużej smażyć po przykryciem. Po 10 minutach sprawdzamy, czy są usmażone – jeśli nadal są twarde, możemy je jeszcze smażyć przez kolejne 3 – 5 minut, ale już nie dłużej.
  3. Usmażone pieczarki odsączamy z płynu na sicie, studzimy przez kilka minut, a następnie wykładamy na deskę i siekamy na drobniejsze kawałki przez około 2 minuty. Nie trzeba tego robić idealnie, jeśli niektóre kawałki pozostaną duże, nic się nie stanie :) Przekładamy do dużej miski.
  4. Kiedy pieczarki są już posiekane, osobno gotujemy kaszę jaglaną – przepis w tym miejscu: http://grainkitchen.pl/?p=540 Gotujemy ją na rosole grzybowym lub na wodzie, dodając suszone podgrzybki.
  5. Ugotowaną kaszę jaglaną zostawiamy na 5 minut do ostudzenia, a następnie odmierzamy 250 g i wrzucamy do pieczarek, dodając zieloną pietruszkę. Składniki łączymy najpierw za pomocą łyżki, starając się rozgniatać je przez chwilę łyżką, a kiedy masa już trochę przestygnie, ale wciąż jest gorąca, wrzucamy siemię lniane zmiksowane z liściem laurowym, nasiona słonecznika (jeśli dajemy), mąkę kokosową i mąkę ryżową i ponownie łączymy składniki, ale najlepiej w tym momencie zacząć wyrabiać masę dłońmi (o ile składniki nie parzą, jeśli parzą, trzeba chwilę odczekać). Wyrabiamy tak przez 2 – 3 minuty, aż wszystko wyraźnie zacznie się sklejać i formujemy kotlety (burgery), najlepiej za pomocą kołnierza cukierniczego lub w inny ulubiony sposób :)
  6. Kotlety obtaczamy w mące kukurydzianej, a następnie rozgrzewamy olej na patelni. Wrzucamy kotlety na rozgrzany olej i smażymy po 2 minuty z każdej strony na średnim ogniu. Na koniec przykrywamy patelnię i smażmy jeszcze przez 30 sekund pod przykryciem (ewentualnie można z tego etapu zrezygnować, zobaczcie, co bardziej Wam smakuje).

Przepisy dodatkowe

Proszek grzybowy

  1. Kilka suszonych podgrzybków miksujemy w młynku do kawy na proszek, używamy do zup, sosów lub smażonych pieczarek, żeby wzmocnić ich smak.

Proszek laurowy

  1. 2 łyżki nasion siemienia lnianego miksujemy w młynku do kawy razem z 3 średnimi liśćmi laurowymi na proszek. Używamy do potraw wytrawnych, wszędzie tam, gdzie zagęszczamy potrawę za pomocą siemienia lnianego. Nadaje potrawie niepowtarzalny wyrazisty smak.

Uwagi

Jeśli ktoś lubi coś pochrupać, warto dodać do masy namoczone wcześniej nasiona słonecznika, ja wolę wersję bez słonecznika, ale moja rodzina jest zachwycona kotlecikami ze słonecznikiem. Możecie na początek podzielić masę na dwie części i do jednej części dodać połowę wskazanej ilości słonecznika – w ten sposób wszyscy będą mieli okazję przekonać się, co bardziej lubią :)

Siekane kotlety roślinne stanowią wspaniałą alternatywę dla kotletów mięsnych i wegetariańskich, aromatyczne, smaczne, sycące, razem z ziemniakami, ryżem lub kaszą stanowią pełnowartościowy posiłek, wart polecenia. Jedna z tych potraw, które chętnie weźmiemy ze sobą na piknik lub do lunch boxa.

Love,

                     Grainma

………………………………………..
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

IMG_1970int

Domowe ciepłe lody – bez jajek, bez glutenu

Kiedy przychodzi lato i takie upały jak ostatnio, przede wszystkim chcemy się ochłodzić i zazwyczaj sięgamy po zimne napoje, najlepiej prosto z lodówki, lub stajemy w długiej kolejce  po najzimniejsze lody w mieście. Jemy i pijemy te wszystkie lodowate rzeczy, a gorąco i tak wraca, ponieważ trudno w ten sposób trwale schłodzić ciało, a do tego zarówno jedzenie, jak i picie o takich właściwościach przyniesie nam w rezultacie więcej szkody niż pożytku. Już dawno temu chińscy lekarze zauważyli, że nasz żołądek nie lubi tego rodzaju pożywienia i kiedy zafundujemy mu takie arktyczne klimaty, buntuje się i przestaje prawidłowo trawić pozostałe pokarmy :)

O co w tym wszystkim chodzi?

Wielu lekarzy medycyny naturalnej – ajurweda, medycyna tybetańska, medycyna chińska – zwraca uwagę, że naszym największym problemem na Zachodzie jest trawienie pokarmów. Co z tego, że kupimy najlepszą żywność ekologiczną, kiedy nasz system trawienny nie jest w stanie pobrać składników odżywczych z tego super mega jedzenia. Czy w takim razie możemy coś z tym zrobić? Przede wszystkim powinniśmy jeść taką żywność i pić takie napoje, których temperatura jest zbliżona do temperatury naszego ciała. Nasz żołądek produkuje enzymy trawienne, które mogą przetrwać tylko w pewnym przedziale temperatur, tak więc kiedy spożywamy zimne jedzenie, na przykład lody czy też granitę, lub pijemy lodowatą colę z dystrybutora, obniża to temperaturę w żołądku mocno poniżej 37°C, co powoduje, że enzymy trawienne nie mogą dobrze pełnić swojej roli. W tej ekstremalnej dla naszego ciała sytuacji, musi ono wyrównać różnice temperatur, żeby lodowaty pokarm mógł zostać przynajmniej w jakimś stopniu strawiony. Problem w tym, że nie jest to standardowa sytuacja i nasz organizm sięga w tym celu do rezerw energetycznych, co w konsekwencji osłabia naszą życiową energię i najzwyczajniej w świecie zaczyna nam jej brakować.

Rozwiązaniem jest spożywanie gotowanych potraw, warto też pić gorącą wodę, zamiast zimnych napojów prosto z lodówki. Kiedy na zewnątrz temperatury są ekstremalnie wysokie, dobrze jest pić gorącą herbatę przygotowaną ze świeżych listków mięty – taka herbatka naprawdę dobrze gasi pragnienie, jak miałam okazję przekonać się podczas moich pobytów w Hiszpanii w tych miesiącach, kiedy panują tam tropikalne upały :) Inne produkty, które dobrze gaszą pragnienie to: melon, arbuz, ogórek, pomidor, gruszki, zielona sałata, a także kwiat czarnego bzu i grapefruit. Oczywiście dla naszego żołądka najlepiej byłoby, gdybyśmy te produkty spożywali gotowane lub pieczone :)

W największe upały warto też stosować metodę starą jak świat – zimne okłady. Sprawdzone i naprawdę skuteczne. Sama stosuję. Wystarczy lniana/bawełniana ściereczka i zimna woda. Odciśniętą ściereczkę nakładamy na ciało i zdejmujemy po 1 – 2 minutach lub w momencie, kiedy zrobi się ciepła. Podczas upałów pomagają też kąpiele w chłodnej wodzie. Polecam! :)

A zimne lody najlepiej zastąpić ciepłymi lodami z orzeźwiającym musem z aronii!

Nie wiem, czy pamiętacie/znacie technikę przygotowywania tzw. ciepłych lodów, które kiedyś można było bez problemu kupić w każdym sklepie spożywczym, cukierni, a nawet w piekarni. Otóż przygotowuje się je na bazie bezy. Ja postanowiłam wypróbować tutaj bezę szwajcarską, czyli taką, w której podgrzewa się cukier razem z białkami jajek. Oczywiście w moim przepisie nie ma jajek, tylko woda z cieciorki (inaczej: aquafaba), podgrzewana razem z cukrem, a następnie ubijana – jeszcze ciepła. Rezultat jest zaskakujący i z pewnością wypróbuję to odkrycie jeszcze w innych przepisach. Wegańska beza przygotowywana tą techniką jest bardzo delikatna i ma cudownie kremiastą konsystencję. Poza tym dłużej zachowuje kształt. Koniecznie musicie wypróbować. Beza zawsze zawiera dużo cukru, który został tutaj zrównoważony karobem, cynamonem i musem z aronii, dzięki czemu nie będzie się tak szybko wchłaniał :)

Domowe ciepłe lody – bez jajek, bez glutenu

Rodzaj posiłku: deser
Podajemy do: kawy, herbaty, na zakończenie obiadu
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: wzmacnia jin, nawilża, wzmacnia energię (qi)
Ilość porcji: 2 – 4
Składniki: aquafaba (woda z cieciorki), cukier trzcinowy nierafinowany demerara, karob, cynamon, mus z aronii

IMG_2030int

Składniki

Beza

  • 100 ml aquafaby (wody z cieciorki)
  • 4 lekko czubate łyżki cukru
  • 1/4 łyżeczki cynamonu
  • 1 łyżka karobu w proszku lub 1/2 łyżki kakao
  • 1 łyżka gęstego musu z aronii lub czarnej porzeczki

Czekolada z karobu

  • 3 łyżki rozpuszczonego oleju kokosowego, organic, extra virgin
  • 2 łyżki karobu w proszku
  • 1/4 łyżeczki cynamonu
  • 1 łyżka cukru pudru

Dodatkowo

  • po 1 – 2 łyżki musu z aronii (lub czarnej porzeczki) na porcję

Przygotowanie

  1. Doprowadzamy wodę do wrzenia w niedużym rondlu, a następnie stawiamy na nim miskę – ważne, żeby jej spód nie dotykał wody. Do miski wrzucamy cukier i wlewamy wodę z cieciorki.
  2. Pozostawiamy na średnim ogniu przez 4 minuty, a następnie mieszając od czasu do czasu, staramy się, żeby cukier całkowicie się rozpuścił – to powinno zająć około 3 – 4 minut. Kiedy cukier nie będzie już wyczuwalny – można to sprawdzić palcami, nabierając trochę płynu na łyżeczkę, ale zachowując ostrożność, żeby się nie oparzyć – sprawdzamy termometrem np. do herbaty, jaką temperaturę ma płyn. Powinien mieć  60°C lub trochę powyżej. Jeśli ma niższą temperaturę, zostawiamy go jeszcze na ogniu, aż osiągnie właściwą. Jeśli nie macie termometru, można ostrożnie sprawdzić temperaturę palcem – płyn powinien lekko parzyć.
  3. Przelewamy do większej, najlepiej szklanej miski i ubijamy do momentu, aż piana na tyle się zagęści, że nie będzie wypadać z miski, kiedy ją odwrócimy.
  4. Następnie dodajemy karob – najlepiej przesiać przez sito, bo zazwyczaj ma grudki – i ponownie ubijamy przez 1 minutę. Na koniec dodajemy mus z aronii i krótko ubijamy.
  5. Osobno przygotowujemy czekoladę z karobu. W niedużej miseczce łączymy ze sobą cukier puder, cynamon oraz karob i ucieramy, aż powstanie jednolita masa.
  6. Następnie nakładamy ciepłe lody do miseczek lub na wafelek, przekładając musem z aronii i czekoladą z karobu, na koniec polewając całość czekoladą z karobu, tak jak widać na zdjęciach.
  7. Wstawiamy do lodówki na około 30 minut, żeby czekolada zastygła.

Uwagi

  1. Jeśli nie lubicie karobu, można użyć kakao, a następnie polać ciepłe lody rozpuszczoną gorzką czekoladą.
  2. Według najnowszych badań, karob pomaga w przypadkach, kiedy jelita nie są w stanie pobierać prawidłowo składników odżywczych z pożywienia. Oczywiście, gdyby ktoś chciał stosować karob w celach leczniczych, powinien skonsultować to z lekarzem.
  3. Więcej o karobie i pewnym tajemniczym składniku – pinitolu – pod tym linkiem: http://mariolabialolecka.com/?p=489
  4. Czekolada z karobu przygotowana według proporcji, które podałam, będzie dość gęsta i twarda – taką właśnie lubię. Jeśli wolicie delikatniejszą, można dać 1 łyżkę karobu zamiast dwóch :)

IMG_2014int

 

Enjoy!

                   Love,

                                           Grainma

………………………………………..
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

IMG_1884int

Wykwintny smalczyk kokosowy z cebulką i rzodkiewką

Moda na produkty kokosowe z pewnością nigdy nie przeminie, przede wszystkim ze względu na wyjątkowe właściwości lecznicze kokosa – tej wspaniałej wielkiej pestki. Zaskoczeni? Potwierdzam – tak naprawdę „orzech” kokosowy to pestka owocu palmy kokosowej, tak jak pestka brzoskwini czy nektarynki. Nie wiem, czy wiecie, ale przeciętny owoc tej palmy waży około 8 kilogramów, a są nawet takie gatunki, które ważą 30 i więcej kilogramów – z pewnością lepiej nie spać pod palmą kokosową i nie szukać w takich miejscach schronienia. Brązowy „orzech” kokosowy, który możemy znaleźć na półkach sklepowych, to tylko niewielka część owocu palmy kokosowej – ważąca około kilograma. Palma kokosowa to najbardziej niezwykłe drzewo na świecie, jest w stanie żyć w warunkach, w jakich większość roślin nie byłaby w stanie przetrwać – porasta nadmorski brzeg i atole, czyli miejsca, w których  jest tylko piasek, a równocześnie wytwarza owoc tak pełen odżywczych wartości – roślinne perpetum mobile :)

Kokosem i jego produktami zainteresowałam się, kiedy okazało się, że mój organizm produkuje za mało erytropoetyny, hormonu odpowiedzialnego za produkcję czerwonych ciałek krwi. Szukając naturalnych rozwiązań, przypomniałam sobie, że dawniej w Chinach podawano kobietom w połogu mleko kokosowe i różne zupy przygotowywane na mleku kokosowym, żeby wzmocnić organizm kobiety osłabiony z powodu wysiłku i dużej utraty krwi.  Pomyślałam, że warto spróbować, i nie zawiodłam się. Już po miesiącu stosowania produktów pochodzących z „orzecha” kokosowego, w tym głównie oleju kokosowego, okazało się, że moje wyniki krwi dawno nie były tak dobre, co więcej zmniejszyła się ilość białych ciałek krwi, co oznacza, że zmniejszył się stan zapalny w organizmie. Zaczęłam mieć więcej energii i mogłam wrócić do bardziej aktywnego trybu życia. Zgodnie z Tradycyjną Medycyną Chińską kokos jest szczególnym produktem, jeśli chodzi o wzmocnienie naszego ciała i dostarczenie mu dużej ilości energii.

Temat leczniczych właściwości kokosa tak bardzo mnie zainteresował, że w rezultacie napisałam książkę „Zaskakujący kokos i jego uzdrawiające właściwości”. W książce dzielę się także swoją wiedzą z dziedziny Tradycyjnej Medycyny Chińskiej i oczywiście przepisami – prostymi domowymi, bezglutenowymi, w większości wegańskimi. Wśród potraw propozycje śniadań, obiadów, kolacji oraz deserów – wszystko na bazie produktów kokosowych: oleju kokosowego, mleka kokosowego, mąki kokosowej, wody kokosowej, wiórków kokosowych, koncentratu (kremu) kokosowego i paru innych mniej znanych, ale dostępnych składników. I tak z kokosa wyczarowałam różne pasty, jogurty, majonezy, twarożki, kotlety, placki, pulpety, zupy oraz ciekawe desery :) Zapraszam do wypróbowania!

Dzisiejszy smalczyk pochodzi właśnie z tej książki i jest jednym z jej najbardziej zaskakujących i docenianych przepisów. Do jego przygotowania używam zawsze dobrej jakości oleju kokosowego extra virgin, pochodzącego z upraw ekologicznych – w książce opisuję różne rodzaje oleju kokosowego i wyjaśniam, do czego powinno się ich używać. Książka powstała między innymi przy współpracy z Kuchniami Świata i przy nieocenionej pomocy ich technologa żywości Pana Dariusza Richtera. (Także przy współpracy z firmami Agrovis oraz Planeta Zdrowia).

Książka jeszcze dostępna na rynku. Możecie ją też zamówić, wysyłając do mnie wiadomość mailem lub na Instagramie. Zachęcam do obserwowania mojego konta na Instagramie, wpisy pojawiają się prawie codziennie i są uzupełnieniem bloga :)

Zapraszam na przepis!

Wykwintny smalczyk kokosowy z cebulką i rzodkiewką

Rodzaj posiłku: smarowidło
Podajemy do: chleba, pieczonych warzyw, ziemniaków
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: wzmacnia Krew oraz Czi (kokos), a także wzmacnia Płuca (rzodkiewka, cebula)
Ilość porcji: kilkanaście
Składniki: dobrej jakości olej kokosowy (extra virgin, organic), czerwona cebula, rzodkiewka, szczypiorek dymka, tymianek, pieprz, liść laurowy, sól, ocet winny jabłkowy, świeżo otarta skórka z pomarańczy (opcja)

IMG_1917int

Składniki

  • 6 łyżek rozpuszczonego oleju kokosowego, extra virgin, organic
  • 130 g czerwonej cebuli, drobno posiekanej
  • 130 g rzodkiewek, drobno posiekanych
  • 1 czubata łyżka drobno posiekanego szczypiorku dymki
  • 1 łyżeczka suszonego tymianku
  • 1 duży liść laurowy
  • 1/4 łyżeczki zmielonego czarnego pieprzu
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 1 łyżeczka winnego octu jabłkowego lub 1 łyżka soku z cytryny
  • 1/2 łyżeczki świeżo otartej skórki z pomarańczy
  • ewent. zmielony pieprz i sól do smaku

Przygotowanie

  1. Rozgrzewamy olej kokosowy w niewielkim rondlu na dużym ogniu. Wrzucamy cebulę i mieszając dość często, podsmażamy przez 2 minuty. Dodajemy rzodkiewki, szczypiorek, tymianek, liść laurowy, pieprz oraz sól, krótko podsmażamy, a następnie dusimy na małym ogniu przez 20 minut pod przykryciem.
  2. Zestawiamy z ognia, dodajemy ocet, skórkę pomarańczową (opcja), mieszamy i ewentualnie doprawiamy do smaku pieprzem oraz solą. Przelewamy do słoiczka, studzimy i wstawiamy do lodówki, żeby smalczyk stężał. Przed użyciem wyjmujemy z lodówki i zostawiamy tak mniej więcej na 15 minut, żeby łatwiej można było go rozsmarować.

Jest cudowny – pyszny, zaskakujący, kolorowy…

IMG_1907int

Love,

                     Grainma :)

………………………………………..
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

IMG_1839int

Wegański bezglutenowy biszkopt z borówkami

Jagody, borówki amerykańskie, jeżyny oraz czarne porzeczki to pełne uroku drobne owoce, które warto jeść w dużych ilościach zwłaszcza teraz, latem, a które najlepiej smakują zerwane prosto z krzaczka w lesie lub w przydomowym ogródku. Wszystkie one zawierają całe mnóstwo przeciwutleniaczy i działają odmładzająco na nasz organizm, poza tym są przepyszne! Nic więc dziwnego, że zainspirowały mnie do przygotowania ciasta, w którym pełnią rolę ciekawego  dodatku, podnoszącego walory smakowe tego ciasta i jego atrakcyjność.

Borówki tzw. amerykańskie od wieków są doceniane za ich właściwości odżywcze i zdrowotne. Badania wykazały, że mogą one zwiększać poziom dopaminy w ciele, a tym samym poprawiać naszą pamięć. Równocześnie są one bogatym źródłem związków o trudnej do wymówienia nazwie – proantocyjanidyny – które, jak wykazały badania, mają wyjątkowe właściwości przeciwnowotworowe, zwłaszcza pomocne w przypadku raka prostaty. Borówki są także wspaniałym źródłem antocyjanów, które korzystnie wpływają na nasz wzrok, a zwłaszcza na siatkówkę. Poza tym regularne spożywanie borówek wzmacnia jelita oraz pęcherz.  Jedzmy więc borówki jak najczęściej, bo to samo zdrowie :)

Ciasto, które przygotowałam, to wynik moich kolejnych eksperymentów z aquafabą. Ten niezwykły płyn, który powstaje z gotowania ciecierzycy, a który wygląda po ubiciu dokładnie tak, jak ubite białka jajek, z pewnością jeszcze nie raz nas zaskoczy. Mnie zaskoczyła puszystość ciasta, które przygotowałam, i to z powszechnie dostępnej mąki bezglutenowej – kukurydzianej, do której dodałam mąkę ryżową i kokosową. Jak się okazuje, nie trzeba wydawać majątku, żeby przygotować smaczne ciasto, w niczym nie ustępujące ciastom z mąki pszennej, kiedy pozostaje się na diecie bezglutenowej :) Przekonajcie się sami :)

Wegański, bezglutenowy biszkopt z borówkami

Rodzaj posiłku: deser
Podajemy razem z: bezą z aquafaby lub ubitą śmietanką roślinną, np. kokosową
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: wzmacnia Serce oraz Czi
Ilość porcji: kilka/kilkanaście
Składniki: mąka kukurydziana, mąka kokosowa, mąka ziemniaczana, zmielony cynamon, aquafaba, cukier trzcinowy, mleko sojowe, olej, borówki amerykańskie

IMG_1821int

Składniki

  • 100 g mąki kukurydzianej
  • 50 g mąki ryżowej
  • 50 g mąki kokosowej
  • 15 g skrobi ziemniaczanej ( 1 łyżka, lekko czubata)
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1/2  łyżeczki cynamonu
  • 250 ml mleka sojowego waniliowego
  • 60 ml oleju rafinowanego, do pieczenia
  • 200 ml aquafaby (wody z ciecierzycy)
  • 100 g cukru trzcinowego nierafinowanego
  • 1 szklanka (250 ml) borówek amerykańskich
  • 1 łyżka, lekko czubata, mąki kokosowej

Beza

  • 125 ml aquafaby (wody z ciecierzycy)
  • 90 – 100 g cukru trzcinowego  nierafinowanego

Osobno

  • olej do wysmarowania formy
  • mąka kokosowa do wysypania formy

Przygotowanie

  1. Do miski wsypuję po kolei: mąkę kukurydzianą, ryżową, kokosową, skrobię ziemniaczaną, proszek do pieczenia, sodę oraz cynamon. Łączę ze sobą, a następnie przesiewam do osobnej dużej miski.
  2. Do kolejnej miski wlewam mleko sojowe i olej.
  3. I do osobnej niedużej miski wrzucam umyte borówki amerykańskie.
  4. Nagrzewam piekarnik do 180°C z włączonym termoobiegiem.
  5. Tortownicę smaruję olejem, a następnie wysypuję mąką kokosową.
  6. W osobnej misce ubijam aquafabę na sztywno – czyli do momentu, kiedy nie będzie wypadać z odwróconej miski. Następnie dodaję partiami cukier trzcinowy – po 2 łyżki – przez cały czas ubijając aquafabę. Po wrzuceniu partii cukru ubijam przez chwilę – kilkanaście sekund –  i wrzucam następną partię cukru. Po dodaniu ostatniej partii cukru ubijam jeszcze przez dwie minuty.
  7. Do miski z przesianą mąką wlewam mleko z olejem i ubijam mikserem, dopóki składniki się nie połączą. Następnie dodaję połowę ubitej aquafaby i ponownie ubijam mikserem, dopóki składniki się nie połączą. Na koniec wrzucam resztę aquafaby i mieszam (już nie ubijam) tak, żeby aquafaba połączyła się z ciastem, ale żeby nie zniknęła w nim całkowicie, w masie powinny być widoczne białe ślady aquafaby. Mieszam tak, jak podczas przygotowywania biszkoptu – zagarniam masę od spodu.
  8. Do borówek wrzucam łyżkę mąki kokosowej i potrząsając miską, staram się, żeby mąka pokryła wszystkie borówki.
  9. Nakładam część masy do tortownicy – warstwę o wysokości około 2 cm – na niej rozkładam równomiernie borówki obtoczone w mące kokosowej, a następnie przykrywam resztą masy. Najlepiej nakładać resztę masy łyżką, bo w ten sposób borówki pozostaną w środku ciasta.
  10. Powierzchnię ciasta wyrównuję łyżką i wstawiam ciasto do nagrzanego piekarnika. Ciasto powinno się piec przez 40 minut. Po upływie tego czasu otwieramy piekarnik i sprawdzamy patyczkiem, czy ciasto się upiekło. Można ewentualnie włożyć do piekarnika jeszcze na 5 – 10 minut. Upieczone ciasto będzie miało brązowy kolor, w środku powinno być puszyste.
  11. Po upieczeniu wyłączamy ogień, ale biszkoptu nie wyjmujemy od razu z piekarnika. Wysuwamy blachę z tortownicą do połowy i pozostawiamy przy otwartych drzwiczkach piekarnika jeszcze przez 4 – 5 minut. Następnie wyjmujemy na zewnątrz i trzymamy jeszcze w tortownicy przez 3 – 4 minuty, ale nie dłużej. Na koniec wyjmujemy z tortownicy i zostawiamy do ostudzenia.
  12. Osobno ubijamy aquafabę na bezę. Postępujemy dokładnie tak samo, jak zostało opisane powyżej, Najpierw ubijamy samą aquafabę, a następnie ubijamy z cukrem – tym razem około 5 minut, aż masa mocno zgęstnieje. Tak przygotowaną aquafabę nakładamy na ostudzone ciasto – tak jak widać na zdjęciach – a następnie opalamy opalarką. Na koniec posypujemy owocami oraz ziołami – pietruszką kędzierzawą lub miętą/bazylią.
  13. Teraz, latem, podajemy od razu. Kiedy temperatury będą niższe, można przygotować godzinę przed podaniem. W lodówce można ciasto przechowywać do 3 dni. Beza opadnie, ale nie zniknie zupełnie.

IMG_1852int

Love,

                              Grainma

………………………………………..
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved