Latest Posts

IMG_5139web

Jaglane muffinki z jabłkowym musem

Osoby, które interesują się kulturą tybetańską, z pewnością wiedzą, że właśnie rozpoczął się Nowy Rok tybetański. Wśród Tybetańczyków – rozproszonych obecnie po całej Azji (głównie Nepal, Bhutan i Indie) – jest to czas wielkiego świętowania i ucztowania. Moje dzisiejsze babeczki dedykuję więc wszystkim Tybetańczykom z najlepszymi noworocznymi życzeniami  :)

W ciągu mojego życia spotkałam wielu wspaniałych Tybetańczyków, a także Bhutańczyków. Życie większości z nich poświęcone jest medytacji i duchowemu rozwojowi. To niezwykle spokojni, a także szczodrzy ludzie z dużym poczuciem humoru. Miałam zaszczyt poznać też Królową Bhutanu, Ashi Dorji Wangmo Wangchuk, kiedy pracowałam nad polską wersją jej książki „Skarby Królestwa Grzmiącego Smoka”.  O książce pisałam już kilkakrotnie na blogu, dla mnie jest ona prawdziwym skarbem ze względu na wartości, które przedstawia, oraz unikalne opisy bhutańskich realiów. W książce tej Królowa opisuje swoje podróże po Bhutanie, często także do rejonów odległych i niedostępnych dla większości osób. W Bhutanie niewiele jest miejsc, do których można dostać się samochodem, dlatego mieszkańcy często podróżują na mułach lub po prostu na własnych nogach. Niezwykłe jest to, a także niezgodne z naszymi wyobrażeniami o życiu ludzi piastujących wysokie funkcje w Państwie, że Królowa podczas swoich licznych podróży po Bhutanie często poruszała się pieszo, mimo naprawdę trudnych warunków – deszczu, błota, konieczności wspinania się po stromych skałach, obolałych sóp – a wszystko po to, żeby nieść pomoc potrzebującym i osobiście poznać warunki życia mieszkańców, często osiedlających się w tak niedostępnych miejscach, że nie jest w stanie do nich dotrzeć nawet pomoc medyczna. Książka Królowej wywarła na mnie wielkie wrażenie i byłam wdzięczna Ashi Dorji za to, że podzieliła się z nami szczegółami swojego życia. Myślę, że jest to książka o wielkiej mocy kobiet, równocześnie dająca moc kobietom. Podczas spotkania w Starej Pomarańczarni, w Warszawie (w 2011 roku) podziękowałam Królowej za tę książkę, jednak Królowa spojrzała na mnie i z pełną mocą odpowiedziała: „Nie, to ja dziękuję”. I taka jest właśnie Królowa Bhutanu i taka też jest większość Tybetańczyków – szlachetni ludzie, których moc ducha może być dla nas przykładem :)

Zapraszam na przepis!

JAGLANE MUFFINKI Z JABŁKOWYM MUSEM

IMG_5149web

Składniki

9 muffinek

190 g kaszomąki (patrz: uwagi – poniżej)
40 g mąki kokosowej
3 lekko czubate łyżki skrobi (lub mąki) ziemniaczanej
1/2 łyżeczki zmielonego zielonego kardamonu
1/2 łyżeczki zmielonego cynamonu
szczypta soli
1 łyżeczka proszku do pieczenia
250 ml rzadkiego musu jabłkowego (konsystencja smoothie)
2 łyżki grubo posiekanych orzechów włoskich
1 lekko czubata łyżka owoców goji, wcześniej namoczonych (patrz: uwagi – poniżej)
1 łyżka owoców berberysu lub rodzynków, również wcześniej namoczonych
60 ml oleju z orzechów włoskich lub innego
2 jajka – żółtka i białka osobno
2 łyżki cukru (opcja)

Polewa

200 g cukru pudru
3 łyżki oleju kokosowego (nierozpuszczonego) lub miękkiego masła
szczypta kardamonu
szczypta soli
trzy łyżki świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy
świeżo otarta skórka z 1/2 dużej pomarańczy

 

Przygotowanie

  1. Do miski wrzucamy kaszomąkę, mąkę kokosową, skrobię ziemniaczaną, kardamon, cynamon, szczyptę soli oraz proszek do pieczenia. Dokładnie mieszamy.
  2. Wlewamy mus jabłkowy, wrzucamy orzechy włoskie, dodajemy olej oraz żółtka jaj. Mieszamy, aż składniki dobrze się połączą, i wrzucamy owoce goji oraz berberys. Ponownie, ale krótko mieszamy.
  3. Osobno ubijamy pianę z białek i dodajemy do ciasta. Delikatnie mieszamy, zagarniając masę od spodu i uważając, żeby piana nie opadła.
  4. Nakładamy do formy na muffinki (babeczki) wysmarowanej tłuszczem oraz wysypanej mąką kokosową i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180°C – z włączoną funkcją termoobiegu. Pieczemy przez 30 minut.
  5. Wyjmujemy z piekarnika i studzimy w formie przez 10 minut, a następnie wyjmujemy z formy i odstawiamy na bok do całkowitego wystudzenia. Kiedy muffinki zupełnie wystygną, nakładamy polewę.
  6. Jeśli zachowacie kolejność dodawania składników, uzyskacie potrawę przygotowaną według Pięciu Przemian, która wzmocni Waszą energię.

Przygotowanie polewy

  1. Do niedużej miski wrzucamy cukier puder, dodajemy olej kokosowy (lub masło), kardamon oraz sól, a następnie ucieramy składniki, tak żeby dobrze się połączyły. Wlewamy sok z pomarańczy, wrzucamy skórkę pomarańczową i ponownie mieszamy do uzyskania jednolitej, dość gęstej masy. Nakładamy na wystudzone muffinki i posypujemy po wierzchu namoczonymi owocami goji i/lub owocami granatu (lub innymi ulubionymi składnikami). Odstawiamy na bok, żeby polewa zastygła (ewent. można też od razu podać).

Uwagi

  1. Kaszomąkę przygotowujemy według tego przepisu (klik). Kaszę można krótko podprażyć przed zmieleniem, muffinki będą wówczas miały bardziej orzechowy smak, a w przypadku gdyby kasza długo leżała, pozbędziemy się lekkiej goryczki.
  2. Do tego ciasta dodajemy owoce wcześniej namoczone, żeby nie wchłonęły za dużo płynów, potrzebnych innym składnikom (mogłoby się też okazać, że po upieczeniu muffinek pozostają suche i twarde).
  3. Zamiast musu jabłkowego można dać sok jabłkowy, ale konsystencja nie będzie już taka ciekawa.
  4. Do ciasta możemy dodać całe jajka od razu, nie trzeba ubijać piany, ale wówczas muffinki będą mniej puszyste :)
  5. Zamiast polewy opartej na cukrze pudrze, można użyć polewy z białej czekolady lub innej – warto poeksperymentować, żeby znaleźć coś odpowiedniego. Staramy się zawsze jeść jak najzdrowiej, ale czasami można sobie pozwolić na drobne odstępstwo. Pamiętajmy, że ciało idzie za umysłem, a zadowolenie z życia jest naszym największym skarbem :)

IMG_5138web

Love,

                                        Grainma :)

………………………………………………………………………………………………………
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka.
Zdjęcia potraw, w tym aranżacja potrawy i zdjęć: Mariola Białołęcka
Copyright © 2017 by Mariola Białołęcka|All Rights Reserved

IMG_5110web

Buraczki hasselback z jabłkiem i winogronami

Z pewnością wiele osób zetknęło się już z ziemniakami hasselback – potrawą pochodzącą ze Szwecji, a dokładnie z restauracji Hasselbacken, należącej obecnie do jednego ze sztokholmskich hoteli – Scandic Hasselbacken. Miejsce to ma długą historię. Już w połowie XVIII wieku powstała tu pierwsza tawerna, a sto lat później, w 1853 roku, stał już w tym miejscu hotel z restauracją Hasselbacken. Na początku było to zwykłe miejsce, restauracja jak wiele innych, dopóki nie zaczął się w niej uczyć na szefa kuchni Leif Elisson. To własnie on w 1953 roku, czyli znów 100 lat później :) po raz pierwszy podał gościom restauracji ziemniaczki pocięte, a w zasadzie ponacinane :) w cienkie plasterki. Wyglądały naprawdę efektownie, a do tego miały chrupiącą skórkę i miękkie wnętrze – zrobiły furorę i stały się sławne na całym świecie. Ziemniaki te z racji miejsca, w którym zostały wymyślone, nazwano ziemniakami hasselback. Czasami nazywa się je też ziemniakami pillbug, ponieważ według niektórych przypominają stonogę :) Metodę tę można wykorzystać także do pieczenia innych warzyw czy też owoców. Ja przetestowałam buraki, które upiekłam razem z czerwonymi winogronami i jabłkiem. Smaki te pasują do siebie i razem tworzą doskonałe słodkie trio :)

Pięć Przemian – wskazówki dietetyczne na najbliższe dwa tygodnie

Być może nie wszyscy to wiedzą, ale według TMC Zima już za nami i przez następnych kilkanaście dni będziemy znajdować się w okresie przejściowym pomiędzy Zimą a Wiosną, zwanym dojo. To dobry czas na wzmocnienie naszych narządów trawiennych. Marchewka, burak, seler, pietruszka, dynia, słodkie ziemniaki, kokos, rodzynki, daktyle, czyli naturalne produkty o smaku słodkim są teraz naszym największym sprzymierzeńcem. Bo właśnie tego smaku teraz potrzebujemy najbardziej. Na dwa najbliższe tygodnie zapomnijcie o surowym szpinaku, koktajlu na bazie awokado, świeżych sokach, owocach i innych surówkach, a także o zimnej wodzie, piwie :) i mleku prosto z lodówki oraz o lodach i innych zimnych napojach. To czas na regenerację Śledziony, Żołądka i Trzustki, które lubią nieprzetworzone gotowane oraz ciepłe produkty o słodkim smaku (ale nie chodzi tu o słodycze) i potrafią się za nie odwdzięczyć :) To też dobry czas na masaże i wszelkie ćwiczenia rozciągające, które wręcz uwielbia nasza Śledziona, podobnie jak dotyk życzliwej nam osoby :) Ćwiczmy więc rozciąganie, przytulajmy się jak najwięcej i jedzmy ciepłe posiłki, przyrządzone na bazie warzyw o słodkim smaku, a nasze zimowe zmęczenie zniknie szybciej, niż się spodziewamy :)

Zapraszam na przepis!

Buraczki hasselback z jabłkiem i winogronami

IMG_5118web

 

Składniki

7 – 8 buraczków ćwikłowych – podłużnych, polecam opolskie, najlepiej eko
1 szklanka umytych czerwonych winogron
2 – 3 słodkie jabłka
2 – 3 ząbki czosnku (opcja)
3 – 4 łyżki oleju z orzechów włoskich lub innego
zmielony czarny pieprz oraz sól do smaku
2 łyżki zimnej wody
2 łyżki soku z cytryny
1 – 2 łyżki drobno posiekanej zielonej pietruszki

Przygotowanie

  1. Blaszkę do pieczenia wykładamy papierem do pieczenia, którego powinno być dwa i pół raza więcej niż długość blaszki, w taki sposób, żeby środek papieru znalazł się na blaszce, a reszta papieru, żeby zwisała po obu bokach.
  2. Piekarnik nagrzewamy do 200°C z włączonym termoobiegiem.
  3. Buraki szorujemy pod bieżącą wodą za pomocą szczotki do warzyw, tak żeby je dobrze oczyścić, ponieważ zostaną upieczone ze skórką. Dlatego też najlepiej byłoby użyć tutaj buraczków pochodzących z upraw ekologicznych. Następnie nacinamy je bardzo cienko, w taki sposób, żeby kawałek buraczka wielkości 2 – 3 cm pozostał nie przecięty (patrz: zdjęcie powyżej). Zadanie można sobie ułatwić, kładąc buraczka na głęboką łyżkę lub inny przedmiot, który ma wgłębienie. Pocięte buraczki smarujemy z każdej strony olejem, a następnie przekładamy na przygotowaną blaszkę.
  4. Osobno obtaczamy w oleju winogrona i dodajemy je do buraków.
  5. Jabłka kroimy również w plasterki hasselback, smarujemy olejem i układamy na blaszce obok buraków i winogron. Można też dodać kilka ząbków czosnku.
  6. Dodajemy pieprz, sól oraz dwie łyżki wody, a następnie łączymy ze sobą wszystkie końce papieru, najlepiej za pomocą metalowych spinaczy biurowych, tak żeby składniki zostały zamknięte w papierze, tak jak w garnku z pokrywką.
  7. Pieczemy przez 30 minut, a następnie zdejmujemy spinacze (ostrożnie, żeby się nie poparzyć), rozchylamy papier, wyjmujemy jabłko, a pozostałe składniki pieczemy – już odkryte – przez dalsze 30 minut w tej samej temperaturze (czas pieczenia może się trochę wydłużyć, to wszystko zależy od rodzaju i wielkości buraczków, najlepiej wyjąć jednego buraczka i sprawdzić, czy jest już OK).
  8. Po wyjęciu z piekarnika polewamy sokiem z cytryny, posypujemy zieloną pietruszką i podajemy do ryżu lub kaszy z ulubionym sosem. Pasują tu sosy na bazie pasty tahini lub masła orzechowego. Można też posypać zmielonymi orzechami, np. włoskimi.

Przepyszna przekąska, wyjątkowo udane połączenie składników, a smak długo pieczonych, czerwonych winogron przewyższa wszystkie inne smaki. Be happy!

 

With love,

                                Grainma

………………………………………….                                                                                       Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2016 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

 

IMG_5072web1

Pyszne rosti jaglano-dyniowe

Rösti (rosti), czyli szwajcarskie placki ziemniaczane, zazwyczaj przygotowuje się z grubo tartych ziemniaków, często podgotowanych, do których dodaje się jajko. Rosti można też przygotowywać z surowych ziemniaków i wówczas nie trzeba dodawać do nich jajek, gdyż zawarta w nich skrobia ziemniaczana pięknie skleja utarte ziemniaki podczas smażenia rosti :) Ta szwajcarska potrawa narodowa zawojowała świat i obecnie rosti przygotowuje się także z innych warzyw. Moje wegańskie rosti jaglano-dyniowe to kolejny udany wariant tej potrawy. Do tego zawiera ono składniki, które wzmacniają organizm Zimą (według Pięciu Przemian): dynia podnosi poziom energii (czi), a kasza jaglana wzmacnia Nerki. Siemię lniane natomiast działa ochraniająco i także wzmacniająco na Jelito Grube (polecane jest zwłaszcza osobom alergicznym). Nasiona lnu zawierają całe mnóstwo wielonienasyconych kwasów tłuszczowych Omega-3, a także kwasów tłuszczowych omega-6. Uważa się, że w siemieniu lnianym zawartych jest tak dużo kwasów Omega-3, jak w rybach. Nasiona lnu zawierają także witaminy z grupy B, witaminę E, cynk, flawonoidy, fitoestrogeny oraz dużo błonnika. Co więcej, w siemieniu lnianym znajdziemy korzystny dla nas zestaw aminokwasów egzogennych, które służą odnowie organizmu. Warto więc dodawać siemię do różnych potraw, a także spróbować zastąpić nim jajka w różnych plackach, kotletach i naleśnikach. Tradycyjna Medycyna Chińska (Pięć Przemian) nie zaleca regularnego spożywania jajek oraz mięsa, ponieważ są one ciężkostrawne, przez co często stają się przyczyną zastojów energii.

Zapraszam na przepis :)

Pyszne rosti jaglano-dyniowe

Bez glutenu, bez jajek oraz bez produktów mlecznych

IMG_5083web1

Składniki

600 g dyni hokkaido lub innej, bez skórki i pestek
250 ml mleka sojowego lub innego roślinnego
100 g kaszomąki (zmiksowanej suchej kaszy jaglanej), przepis tu
2 łyżki złotego siemienia lnianego, zmiksowanego
2 łyżki mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka majeranku
2 łyżki drobno posiekanego szczypiorku dymki
1 łyżeczkę soli morskiej lub innej
3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka otartej skórki z cytryny
szczypta wędzonej papryki lub kurkumy
olej do smażenia

Jak przygotować?

  1. Dynię ucieramy na tarce o grubych oczkach (lub w malakserze) i wrzucamy do dużej miski.
  2. Podgrzewamy mleko sojowe w rondelku tak, żeby było ciepłe.
  3. Do osobnej miski wrzucamy kaszomąkę jaglaną, siemię lniane, mąkę ziemniaczaną, majeranek, szczypiorek, sól morską, proszek do pieczenia, skórkę z cytryny, wędzoną paprykę lub kurkumę. Wlewamy ciepłe mleko sojowe, a następnie mieszamy za pomocą rózgi (lub miksujemy blenderem ręcznym) do uzyskania jednolitej konsystencji. Na koniec dodajemy do utartej dyni i łączymy tak, żeby dynia została dobrze pokryta kaszomąką jaglaną połączoną z mlekiem oraz przyprawami.
  4. Rozgrzewamy olej na patelni, a następnie nakładamy po jednej bardzo czubatej łyżce masy na patelnię, lekko ją spłaszczając i tworząc w ten sposób placek rosti. (Chociaż masa w misce jest dość luźna i składa się z kawałków dyni, które wydają się nie łączyć się dobrze ze sobą, to  jednak kiedy nałożymy ją na patelnię, podczas smażenia przekształci się w zwarte piękne placki rosti).
  5. Smażymy po 1 – 2 minuty z każdej strony na dość dużym ogniu, uważając, żeby się nie przypaliły, są dość delikatne. Po usmażeniu przekładamy na ręcznik papierowy, żeby odsączyć z nadmiaru tłuszczu.
  6. Do placków podaję prosty sos – miksuję pikle ogórkowe z wegańskim majonezem domowej roboty (ok. 4 – 5 pikli miksuję z 2 – 3 łyżkami majonezu. Wychodzi pyszny, lekko kwaskowaty sos).

Jak podawać?

Jaglano-dyniowe rosti zazwyczaj jem na drugie śniadanie lub lunch. Wieczorem staram się unikać potraw smażonych z tego względu, że bardzo obciążają Wątrobę. Placki te można jeść same, z dodatkiem ulubionego sosu (pasuje smak kwaśny), lub podać do ryżu, ziemniaków, a także gotowanych lub pieczonych warzyw. Wspaniale pasują do kanapek. Są naprawdę delicious, zwłaszcza z sosem z ogórkowych pikli :)

I dodam jeszcze, że podobnie jak w poprzednich przepisach, jeśli zachowacie kolejność wrzucania składników, uzyskacie potrawę przygotowaną według Pięciu Przemian, dzięki czemu Wasz organizm otrzyma wszystkie składniki potrzebne do prawidłowego funkcjonowania w odpowiedniej kolejności.

Love,

            Grainma

IMG_5088web

 

………………………………………………………………………………………………………………                   Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka                                   Zdjęcia potraw, w tym  aranżacja potrawy i zdjęć: Mariola Białołęcka                                 Copyright © 2017 by Mariola Białołęcka| All Rights Reserved

IMG_5003web222

Acai bowl z kaszą gryczaną

Acai bowl to popularna ostatnio potrawa śniadaniowa, którą przyrządza się zazwyczaj z różnych owoców oraz zbóż, dodając do niej owoce acai – surowe lub sproszkowane, a następnie podaje w miseczce. Owoce acai są bardzo delikatne i źle znoszą transport, dlatego można je jeść w stanie surowym tylko w Brazylii, czyli tam, gdzie rosną:) Tutaj, w Europie, pozostają nam owoce mrożone lub sproszkowane. Ja nie używam mrożonek (chyba że czasami – wyjątkowo i tylko latem – lody), dlatego do mojej acai bowl zawsze dodaję owoce acai (wym: asai) w formie proszku, który kupuję w sklepach ze zdrową żywnością. Acai bowl, na którą przepis znajdziecie poniżej, traktuję jak lekarstwo i przygotowuję ją 2 – 3 razy w tygodniu, żeby dostarczyć sobie więcej energii, witamin oraz antyoksydantów. Składniki, które wrzucam do tej miseczki, nie tylko podnoszą odporność oraz poziom energii, ale są też skutecznym środkiem stosowanym w profilaktyce antynowotworowej. Co więcej, niszczą komórki rakowe (owoce acai), działają przeciwzapalnie, obniżają ciśnienie i zmniejszają ryzyko chorób serca. Często zmieniam składniki mojej acai bowl, w zależności od tego, czego potrzebuje mój organizm  w danym momencie, dziś dodałam sok z czerwonych owoców i warzyw, zawierający olbrzymią ilość witaminy C oraz kaszę gryczaną, która zawiera rutynę, czyli składnik ułatwiający wchłanianie witaminy C :) Dodam jeszcze, że jest to jeden z przepisów, który zaprezentowałam podczas warsztatów w Bytowie i który bardzo spodobał się uczestnikom :)

Acai bowl z kaszą gryczaną

1 – 2 porcje

IMG_5008web1

Składniki

1/2 szklanki ugotowanej kaszy gryczanej niepalonej, jeszcze gorącej
1/4 szklanki mleka migdałowego, najlepiej świeżo wyciśniętego
1 czubata łyżeczka nasion chia
szczypta zmielonego zielonego kardamonu
szczypta różowej soli himalajskiej
3/4 szklanki soku z czerwonych owoców i warzyw – przepis poniżej
1 łyżeczka sproszkowanych owoców acai
1/4 łyżeczki naturalnego kakao
nasiona czarnego sezamu, nasiona słonecznika oraz prażone orzechy do posypania po wierzchu
miód/słód ryżowy/słód z tapioki – opcja

Przygotowanie

  1. Gorącą kaszę gryczaną wrzucam do pojemnika malaksera lub miksuję za pomocą blendera ręcznego, następnie dodaję mleko migdałowe, nasiona chia, kardamon oraz sól i ponownie miksuję, aż składniki się połączą.
  2. Sprawdzam temperaturę kaszy, powinna mieć maksymalnie 40°C, zanim dodamy sok, gdyż inaczej straci on swoje właściwości. Można to zrobić termometrem do żywności lub po prostu sprawdzić palcem, czy nie jest gorąca (uważając oczywiście, żeby się nie poparzyć).
  3. Kiedy mieszanka kaszy i mleka migdałowego osiągnie właściwą temperaturą, wlewamy sok z czerwonych owoców i warzyw, wrzucamy proszek acai oraz kakao. Miksujemy do uzyskania jednolitej konsystencji, a następnie sprawdzamy, czy nasze acai bowl ma smak, który lubimy i ewentualnie doprawiamy do smaku cukrem kokosowym/miodem/słodem, itp. – ponownie miksujemy.
  4. Odstawiamy na 10 minut na bok, żeby chia zagęściły nasze acai bowl, a następnie posypujemy po wierzchu różnymi nasionami i ewentualnie polewamy czymś płynnym i słodkim według uznania. Na wierzch możemy też położyć kawałki karamboli, która również zawiera sporo witaminy C :)
  5. Jeśli zachowacie kolejność dodawania składników, otrzymacie potrawę przygotowaną według Pięciu Przemian.

Warto wiedzieć!

  1. Owoce acai zawierają olbrzymią ilość antyoksydantów – i są, wśród owoców, na trzecim miejscu w skali ORAC, zaraz po indyjskim agreście i baobabie, z wynikiem 102 700 mikromoli na 100 g. Chronią serce i obniżają ciśnienie krwi.
  2. Owoce granatu zawierają duże ilości witaminy C, K oraz witamin z grupy B.
  3. Surowa czerwona papryka ma 3 razy więcej witaminy C niż pomarańcze.

Sok z czerwonych owoców i warzyw – bogaty w witaminę C : )

Dojrzała czerwona papryka, świeże, pachnące pomarańcze, słodkie granaty, ostra rzodkiewka i kwaskowate jabłko stworzyły razem niepowtarzalny sok, wyciśnięty w najwolniejszej na rynku wyciskarce wolnoobrotowej. Kiedy po raz pierwszy usłyszałam od znajomej o wyciskarce wolnoobrotowej, powiedziałam jej, że mi w zupełności wystarcza moje stare Mesko :), ale kiedy już spróbowałam soków wyciśniętych przez tę wyciskarkę – tak naprawdę czystych esencji roślin, zrozumiałam, że w żaden sposób nie przypominają one soków z sokowirówki, nawet tak dobrej jak Mesko :) Soki, które powstają z roślin wolno wytłaczanych, są balsamiczne, łagodne dla Żołądka i zachowują wszystkie enzymy oraz witaminy, ponieważ nie są przez wyciskarkę podgrzewane, tak jak to się dzieje podczas obróbki warzyw i owoców w sokowirówce. Jakości takiego soku wolno wytłaczanego i jego pozytywnego wpływu na organizm nie da się opisać, tego trzeba spróbować. A kiedy już spróbujecie, dozgonnie się zakochacie :)

Osoby zainteresowane nabyciem z korzystnymi rabatami wyciskarki wolnoobrotowej, dzięki której można przygotować soki wyraźnie odnawiające organizm, zapraszam do kontaktu mailowego (adres e-mail w zakładce: O mnie). Do wyciskarki dołączam broszurę, jak spożywać soki, żeby wzmacniać swój organizm, a nie osłabiać. Dodam jeszcze, że do końca roku taką wyciskarkę można nabyć na nieoprocentowane raty. Zachęcam :)

Dodam jeszcze, że w wyciskarce wolnoobrotowej można wyciskać sok z takich produktów, jak pestki granatu, trawy zbóż, jarmuż czy inne produkty zawierające drobne pestki lub włókna, z których nie da się pozyskać soku w sokowirówce :)

IMG_5026web11

Składniki

Można uzyskać ok. 800 ml soku

250 g dojrzałych czerwonych papryk*
300 g pomarańczy, najlepiej bezpestkowych
400 g dojrzałych granatów
4 – 5 rzodkiewek**
250 g czerwonych, lekko kwaskowatych jabłek
300 g buraków

  1. Papryki kroimy na kilka części, oczyszczamy z gniazd nasiennych, myjemy, a następnie kroimy na mniejsze kawałki i wrzucamy do miski.
  2. Pomarańcze obieramy ze skórki i kroimy na mniejsze kawałki, wybierając pestki, jeśli nie uda nam się kupić pomarańczy bezpestkowych. Następnie dodajemy do papryk.
  3. Granaty kroimy na cztery części, a następnie wyjmujemy pestki, najlepiej wprost do miski z paprykami i pomarańczami. Trzeba uważać, żeby nie dodać albedo z granatów, ponieważ jest gorzkie.
  4. Rzodkiewki myjemy, kroimy na kawałki, a jabłka po umyciu kroimy w cząstki (wyciskarka wolnoobrotowa, którą Państwu polecam, ma świetny nóż do jabłek, dzięki któremu w sekundę jabłko zostaje podzielone na osiem części). Buraki obieramy ze skóry i podobnie kroimy na kawałki. Wszystko dodajemy do miski z paprykami, pomarańczami i granatami. Mieszamy i wrzucamy partiami do wyciskarki wolnoobrotowej. W ten sposób powstaje wspaniały, aksamitny sok, wytłoczony z tych roślin jak w wielkiej tłoczni.

Uwagi:

*najlepiej użyć do soku czerwonych papryk odmiany toro lub barbadillo – to moja ulubiona, jest pękata i bardziej płaska, ma intensywny czerwony kolor, miejscami jest ciemnozielona, a kiedy jest w pełni dojrzała, ma w sobie dużo słodyczy.

**na rynku są zarówno rzodkiewki ostre w smaku, jak i łagodniejsze. Jeśli zakupione przez Was rzodkiewki są bardzo ostre, dodajcie tylko 2 – 3 sztuki, gdyż inaczej sok będzie bardzo ostry w smaku.

Sokowe zasady

1. Nigdy nie pij soków rano – na czczo – nawet tak dobrej jakości, jak te pochodzące z wyciskarki wolnoobrotowej, jeśli nie chcesz mieć później problemów trawiennych. Rano Twój żołądek potrzebuje ciepłego pożywienia. Ale możesz spróbować zastosować mały trik i sok połączyć z ciepłymi jeszcze zbożami :)

2. Nie pij soków w ogóle, jeśli masz zimne dłonie oraz stopy, ciągle marzniesz i nie możesz się w żaden sposób ogrzać.

3. Nie pij dużej ilości soku jednorazowo. Soki, zwłaszcza te wyciskane z wyciskarki wolnoobrotowej, to cenne esencje roślin, które mają działanie lecznicze, traktuj je więc z szacunkiem i używaj tak jak lekarstwo.

4. Nie wyrzucaj pulpy, która powstaje po wyciśnięciu soku z warzyw czy owoców takich, jak marchewka, burak, jabłko czy innych, jeśli można ją zjeść (nie dotyczy to np. owoców, które mają pestki, takich chociażby jak granaty). Te resztki są bardzo cenne, wyrzucanie ich to marnotrawstwo. Upiecz z nich ciasto, dodaj do sałatki lub ugotuj warzywny bulion.

5. Jeśli możesz, staraj się wyciskać tylko owoce i warzywa pochodzące z upraw ekologicznych.

Love,

                       Grainma

…………………………………………….                                                                                      Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2016 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

 

IMG_4964web1

Kukurydziana polenta z dynią

Dzisiejszy przepis zamieszczam na prośbę uczestników warsztatów w Bytowie. Otóż 29 października w siedzibie Fundacji Parasol poprowadziłam kolejne warsztaty kulinarne, tym razem było to „Kreatywne gotowanie kasz”, wsparte teorią Pięciu Przemian. Warsztaty były poprzedzone wykładem podczas którego opowiadałam o zasadach odżywiania się i gotowania zgodnie z Tradycyjną Medycyną Chińską. Wyjaśniłam między innymi, jak komponować posiłki, żeby zawierały one najbardziej dla nas korzystne zestawienia produktów, a mówiąc dokładniej, które produkty powinniśmy jeść codziennie, a które rzadziej i dlaczego. Zgodnie z dietetyką chińską (TMC) podstawę naszego pożywienia powinny stanowić zboża oraz strączkowe z dodatkiem warzyw i nabiału. Jest to jedna z przyczyn, dla których napisałam książkę „Zaskakująca kasza & ryż”. Jak zapewne wiecie, wprowadziła ona na rynek sporo nowych, nieznanych wcześniej potraw. Książka odniosła spory sukces i wygląda na to, że przyczyniła się w znacznym stopniu do zmiany naszych nawyków żywieniowych, co naprawdę mnie cieszy :) Przy okazji dziękuję Wam wszystkim za pozytywne komentarze dotyczące „Zaskakującej kaszy” oraz za wszystkie Wasze budujące maile z podziękowaniami :)

W Bytowie byłam już po raz drugi z wykładem i warsztatami, tym razem przyszło naprawdę dużo osób, co było dla mnie miłym zaskoczeniem :) Bytów jest uroczym miastem, położonym na skraju Borów Tucholskich, otoczonym lasami, co wyraźnie przekłada się na panującą w mieście atmosferę bezpieczeństwa i ciszy oraz wyraźnie wyczuwalne świeże powietrze. Warsztaty odbyły się w zabytkowym budynku Fundacji Parasol, położonym tuż przy Zamku Krzyżackim – wspaniałe miejsce i wspaniali ludzie :) Jeszcze raz dziękuję organizatorom, a zwłaszcza Fundacji Parasol, prowadzonej przez P. Anitę Radtke.

Podczas warsztatów kulinarnych przygotowywaliśmy między innymi pyszne „Acai bowl z kaszą gryczaną” (przepis wkrótce), „Wzmacniającą kokosową jaglankę”, „Jaglane lassi z jagodami”, „Tortille jaglano-ziemniaczano-buraczane” (przepis tu), „Omlet jaglany z warzywami”, „Budyń czekoladowy na kaszomleku jaglanym” (przepisy również wkrótce), a także „Polentę kukurydzianą z dodatkiem dyni”. Dziś pokażę na blogu przepis podstawowy na tę polentę oraz pokażę, jak łatwo można z niej przygotować pyszne kulki, które mogą stanowić razem z ryżem czy też z ziemniakami danie główne lub stać się smaczną przekąską podczas lunchu, przyjęcia lub podróży. Prawdziwe pyszności :)

Kukurydziana polenta z dynią

IMG_4962web

Składniki

500 ml intensywnego w smaku bulionu warzywnego
(lub 500 ml wody z warzywną kostką rosołową)
250 ml mleka migdałowego lub innego
80 g dyni hokkaido, utartej na tarce o średnich oczkach
1 – 2 łyżki drobno posiekanego szczypiorku dymki
1 łyżeczka suszonego tymianku
180 g drobnej kaszki kukurydzianej
100 g utartego sera cheddar – ważne, żeby był dobrej jakości i miał wyraźny smak
pieprz i sól do smaku

Dodatki

ugotowany szpinak
nasiona hempu
nasiona sezamu
śmietanka kokosowa lub inna

Przygotowanie

1. Bulion oraz mleko migdałowe wlewamy do garnka i  doprowadzamy do wrzenia, uważając, żeby nie wykipiało.

2. Kiedy zaczyna wrzeć, wrzucamy dynię, tymianek oraz szczypior, a następnie wsypujemy kaszkę kukurydzianą, równocześnie mieszając całość trzepaczką (rózgą), żeby nie porobiły się grudki. Kiedy kasza zgęstnieje i zacznie odchodzić od dna (trzeba uważać, żeby się nie poparzyć gorącą kaszą), co zajmuje około 1 minuty, przykrywamy garnek i na małym ogniu gotujemy przez 6 – 8 minut (zależy od grubości kaszy).

3. Następnie odstawiamy garnek na bok, wrzucamy ser cheddar i łączymy z kaszą. Dodajemy pieprz i sól do smaku. Przez chwilę studzimy.

4. Podajemy do ugotowanych/pieczonych warzyw, kotletów warzywnych, itp., najlepiej z ugotowanym szpinakiem oraz z nasionami hempu i sezamu, z odrobiną śmietanki kokosowej lub innej. Ma wspaniałą puszystą konsy-stencję i cudowny, lekko jajeczny smak – jest tak pyszna, że nie można się od niej oderwać :)

5. Z tak przygotowanej polenty można przyrządzić różnego rodzaju kotlety, kulki czy też nuggetsy. Poniżej przepis na smaczne, chrupiące kuleczki z kukurydzianej polenty.

Kulki z kukurydzianej polenty z dynią

IMG_4977web

Składniki

kukurydziana polenta z dynią
biały sezam, obłuszczony
olej do głębokiego smażenia
wok

Jak przyrządzić?

  1. Przygotowujemy polentę kukurydzianą z dynią według przepisu zamieszczonego powyżej, a następnie wykładamy ją na talerz, przykrywając z góry papierowym ręcznikiem, żeby za bardzo nie wyschła. Studzimy przez około 20 minut lub do momentu, aż będzie na tyle wystudzona, że będziemy mogli uformować z niej kulki bez ryzyka poparzenia sobie rąk.
  2. Po wystudzeniu polentę ugniatamy i formujemy z niej kulki o średnicy około 3 – 4 cm. Następnie do szerokiego, głębokiego talerza lub miski wsypujemy sezam. Wkładamy każdą kulkę do miski z sezamem i lekko ją dociskając do sezamu, obtaczamy w sezamie.
  3. Sezam można też położyć na środku dłoni i obracając kulką w obu dłoniach lekko wetrzeć w nią ziarno sezamu.
  4. Rozgrzewamy olej w woku. Olej musi osiągnąć wysoką temperaturę, zanim wrzucimy nasze kulki, ponieważ inaczej sezam może odpaść od kulek. Tak więc najpierw sprawdzamy temperaturę oleju, wrzucając jedną kulkę. Jeśli wokół kulki pojawią się od razu bąble powietrza i usłyszymy chara-kterystyczny dźwięk smażenia się potrawy, możemy zacząć wrzucać pojedynczo pozostałe kulki, z małymi przerwami, ale nie powinniśmy smażyć w woku więcej niż 7 – 8 kulek jednorazowo. W woku powinno być tyle oleju, żeby kulki były w nim zanurzone do połowy.
  5. Smażymy przez jedną minutę i przewracamy np. za pomocą szczypiec tak, żeby dolna połówka znalazła się na górze. Ponownie smażymy przez  jedną minutę. Po usmażeniu kulki mają dzięki sezamowi cudowną chrupiącą skórkę :)
  6. Odsączamy usmażone kulki na papierowym ręczniku, podajemy od razu z ulubionym sosem do ryżu, ziemniaków, tortilli, itp. Możemy też wziąć je jako przekąskę do pracy, w podróż lub podać podczas przyjęcia, np. garden party.

Love,

                           Grainma

…………………………………………….                                                                                       Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2016 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

IMG_4955web

Pieczone jaglanki

Wiele wieków temu pewien mądry człowiek – nazywał się Heraklit :) – wypowiedział słynne słowa: Panta rhei, co oznacza – jak zapewne wiecie – Wszystko płynie. I chociaż wielu osobom słowa te mogą wydać się banalne, mnie wciąż one zachwycają, podobnie jak równie znana maksyma starożytnych żeglarzy: Navigare necesse est vivere non est necesse. Tak naprawdę obie mówią o ruchu – o zmianach w życiu, których często się boimy. Kiedy przychodzi jesień i możemy obserwować zamieranie świata roślin, nie nastraja nas to optymistycznie, ponieważ widzimy, jak pewne procesy zachodzą nieubłaganie w otaczającym nas świecie – rzeczy po prostu się dzieją, nie jesteśmy w stanie zatrzymać obiegu Ziemi wokół Słońca ani związanych z nim zmieniających się pór roku. Wszystko jest w nieustannych ruchu zarówno wewnątrz nas, jak i na zewnątrz. Nasze myśli, poglądy, komórki naszego ciała – wszystko to zmienia się w ciągu naszego życia, podobnie jak to, co nas otacza. Nasi znajomi wyjeżdżają do innego miasta lub kraju, obok powstają nowe drogi i nowe budynki, sklepy oraz firmy. My jednak często trzymamy się przeszłości albo żyjemy przyszłością, nie chcąc lub nie umiejąc żyć tu i teraz – w tej zmieniającej się wciąż chwili. Kurczowo uczepieni partnera, nie wyobrażamy już sobie innego związku, chociaż ten już od dawna nie funkcjonuje. Lęk przed zmianą często tłumaczymy sobie dobrem naszych dzieci, które tak naprawdę miałyby szczęśliwe dzieciństwo tylko wówczas, gdyby ich rodzice byli szczęśliwi. Kłótnie i wzajemna niechęć rodziców z pewnością nie pomogą dzieciom w stworzeniu w przyszłości własnych dobrych związków. Dlaczego tak jest? Dlaczego trzymamy się na przykład nudnej i źle płatnej pracy, w której nie jesteśmy dobrze traktowani, a potem, kiedy już uda się nam z niej wyrwać, zastanawiamy się, jak w ogóle mogliśmy sobie na coś takiego pozwolić, jak do tego doszło, że spędziliśmy tyle lat w tak strasznym dla nas miejscu? Tłumaczymy to sobie różnie – karmą, kredytem, miłością, trudnym dzieciństwem czy brakiem wiary we własne możliwości, a tak naprawdę pod tymi wszystkimi rzeczami gdzieś głęboko w naszej psychice czai się lęk – lęk przed nieznanym, przed prawdziwą wolnością, przed prawdziwą niezależnością, przed swobodnym płynięciem z nurtem rzeki życia i wreszcie lęk przed opuszczeniem swojej niekomfortowej strefy komfortu :)

Jeśli nie chcemy być w jakiejś sytuacji, a jednak w niej tkwimy, szkodzimy mocno swojemu ciału, ponieważ tworzą się w nim różnego rodzaju zastoje energii, nazywane przez TMC np. zastojem czi Wątroby czy zastojem Krwi, a wtedy jeszcze trudniej jest nam coś zmienić. Czy jest na to jakaś rada? Ruch jest zawsze odpowiedzią. Jeśli na razie jest Ci trudno wprowadzić duże zmiany, takie jak zmiana pracy czy partnera, zacznij od mniejszych zmian. Na początek zmień coś w swoim sposobie odżywiania się, np. przygotuj inaczej swoją ulubioną potrawę. A jeśli od jakiegoś czasu jesz dużo białka zwierzęcego i większość Twoich posiłków jest ciężkostrawna (sprzyjająca zastojom), zacznij pić soki, gotować lekkie wegetariańskie zupy lub jeść lekkostrawne dania warzywne. Połącz to z tańcem latynoskim lub wyjedź na weekend do Paryża – ale bez partnera :), żeby zobaczyć rzeczy z nowej perspektywy. Te drobne zmiany zapoczątkują duże zmiany :)

Dziś chciałabym się podzielić z Wami przepisem na moje ulubione pieczone jaglanki. W podobny sposób przygotowywałam już wcześniej pyszne pieczenie jaglane, przepisy można znaleźć tu. Dziś polecam zwłaszcza pieczoną jaglankę z sokiem z buraka i czarną porzeczką. Te jaglanki to mój mały, słodki i korzystny dla zdrowia sposób na większą zmianę :)

PIECZONE JAGLANKI 

IMG_4936web

1. Jaglanka z sokiem z marchewki

1 porcja

1/4 szklanki kaszy jaglanej (50 g)
120 ml świeżo wyciśniętego soku z ekologicznej marchewki (można zastąpić sokiem jednodniowym ze sklepu)
60 ml śmietanki roślinnej lub mleka roślinnego
1 łyżka owoców goji
1 łyżeczka oleju kokosowego, roztopionego
1 łyżeczka ulubionego, ale zdrowego cukru :) (opcjonalnie, ponieważ sok z marchewki ekologicznej jest bardzo słodki)
1 łyżeczka nasion chia
szczypta pieprzu
szczypta soli
ok. 1/2 łyżeczki świeżo otartej skórki z pomarańczy

słoik typu WECK, nadający się do pieczenia potraw, o pojemności ok. 300 ml

Jak przygotować?

Do słoika wrzucamy kaszę jaglaną, wlewamy sok z marchwi, dodajemy śmietankę, owoce goji, olej kokosowy, cukier (opcja), nasiona chia, pieprz, sól oraz skórkę pomarańczy. Mieszamy składniki i wstawiamy słoik do zimnego piekarnika nastawionego na 180°C z termoobiegiem. Gdybyśmy wstawili od razu do nagrzanego piekarnika, słoik mógłby pęknąć. Pieczemy przez ok. 40 minut od momentu, kiedy piekarnik nagrzeje się do 180°C. Wyjmujemy z piekarnika i przez chwilę studzimy przed podaniem. Możemy podać z odrobiną smietanki lub mleka, polać miodem, słodem ryżowym lub syropem klonowym. Jest cudowna, wręcz rozpływa się w ustach :)

2. Jaglanka z sokiem z buraka

1 porcja

1/4 szklanki kaszy jaglanej (50 g)
120 ml świeżo wyciśniętego soku z ekologicznych buraków (można zastąpić sokiem jednodniowym ze sklepu)
60 ml śmietanki roślinnej lub mleka roślinnego
1 łyżka suszonych owoców czarnej porzeczki (ewent. można dać rodzynki)
1 łyżeczka oleju kokosowego, roztopionego
1 łyżeczka ulubionego, ale zdrowego cukru :) (opcjonalnie, ponieważ sok z ekologicznych buraków jest bardzo słodki)
1 łyżeczka nasion białego sezamu
szczypta pieprzu
szczypta soli
ok. 1/2 łyżeczki świeżo otartej skórki z cytryny lub limonki
kilka drobno posiekanych listków świeżego rozmarynu (niewielką ilość ok. 1/8 łyżeczki)

słoik typu WECK, nadający się do pieczenia potraw, o pojemności ok. 300 ml

Jak przygotować?

Do słoika wrzucamy kaszę jaglaną, wlewamy sok z buraka, dodajemy śmietankę, czarną porzeczkę, olej kokosowy, cukier (opcja), nasiona sezamu, pieprz, sól, skórkę z cytryny oraz posiekane listki rozmarynu. Mieszamy składniki i wstawiamy słoik do zimnego piekarnika nastawionego na 180°C z termoobiegiem. Gdybyśmy wstawili od razu do nagrzanego piekarnika, słoik mógłby pęknąć. Pieczemy przez ok. 40 minut od momentu, kiedy piekarnik nagrzeje się do 180°C. Wyjmujemy z piekarnika i przez chwilę studzimy przed podaniem. Możemy podać z odrobiną śmietanki lub mleka, polać miodem, słodem ryżowym lub syropem klonowym. Jest to najlepsza z tych trzech jaglanek, dzięki suszonej czarnej porzeczce smakuje obłędnie :)

3. Jaglanka z sokiem z pietruszki

1 porcja

1/4 szklanki kaszy jaglanej (50 g)
120 ml świeżo wyciśniętego soku z ekologicznej pietruszki (pasternaku) połączonego pół na pół z sokiem z kalafiora.
60 ml śmietanki kokosowej lub mleka kokosowego
1 łyżka wiórków kokosowych
1 łyżka rodzynków (opcja)
1 łyżeczka oleju kokosowego, roztopionego
1 łyżeczka ulubionego, ale zdrowego cukru :) (opcjonalnie, ponieważ zarówno kokos, jak i pietruszka mają słodki smak)
1 łyżeczka nasion czarnego sezamu
szczypta pieprzu
szczypta soli
ok. 1/2 łyżeczki świeżo otartej skórki z cytryny lub limonki
kilka drobno posiekanych listków świeżej bazylii (niewielką ilość ok. 1/8 łyżeczki)

słoik typu WECK, nadający się do pieczenia potraw, o pojemności ok. 300 ml

Jak przygotować?

Do słoika wrzucamy kaszę jaglaną, wlewamy sok z pietruszki, dodajemy śmietankę, wiórki kokosowe, rodzynki (opcja), olej kokosowy, cukier (opcja), nasiona sezamu, pieprz, sól, skórkę z cytryny oraz posiekane listki bazylii. Mieszamy składniki i wstawiamy słoik do zimnego piekarnika nastawionego na 180°C z termoobiegiem. Gdybyśmy wstawili od razu do nagrzanego piekarnika, słoik mógłby pęknąć. Pieczemy przez ok. 40 minut od momentu, kiedy piekarnik nagrzeje się do 180°C. Wyjmujemy z piekarnika i przez chwilę studzimy przed podaniem. Możemy podać z odrobiną śmietanki lub mleka, polać miodem, słodem ryżowym lub syropem klonowym.

Uwaga! Słoiki po wyjęciu są bardzo gorące, powinniśmy więc zabezpieczyć się przed poparzeniem.

IMG_4951web

Jaglanki te robimy w domu bardzo często, zwłaszcza jesienią i zimą, zazwyczaj zapiekając w słoikach równocześnie kilka rodzajów. Są bardzo proste w przygotowaniu. Czasami dodajemy inne składniki, np. berberys, mak, czasami robimy tylko na samym soku, bez śmietanki. Zawsze mamy fun zarówno w trakcie tworzenia nowych wariantów, jak i później, kiedy delektujemy się gotowymi już jaglankami. Zachęcam więc zarówno do wypróbowania tych przepisów, jak i do tworzenia własnych wersji.

With love,

              Wasza Grainma

P.S. Jeśli zachowacie kolejność dodawania składników, uzyskacie potrawę przygotowaną według Pięciu Przemian.

………………………………………….                                                                                        Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2016 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

Warsztaty

Warsztaty „Odżywianie według Pięciu Przemian dla Matki i Dziecka”

 

Kochani! Jutro w Bytowie prowadzę warsztaty odżywiania według Pięciu Przemian. Warsztaty są poprzedzone wykładem – wstęp na wykład wolny. Zapraszam, jeśli jesteście gdzieś w pobliżu. Warsztaty są również bezpłatne, nie wiem, czy są jeszcze wolne miejsca, pytajcie na facebooku: 

https://www.facebook.com/ZdrowyBytow/?fref=ts

lub pod nr telefonu: 59 721 24 77

 

Pozdrawiam :)

                            Wasza Grainma

IMG_4891

Kukurydziana granola z tofu

Tofu jest obecne w moim życiu od wielu, wielu lat. Ten niezwykły serek został prawdopodobnie wymyślony przez mnichów żyjących w buddyjskich klasztorach. Wcale by mnie to nie zdziwiło, ponieważ istnieje wiele przekazów buddyjskich związanych z kreatywnością. Jeden z wielkich mistrzów medytacji buddyjskiej, nieżyjący już Chogyam Trungpa Rinpocze, który założył w Stanach organizację Dharmadatu i pisał piękne książki (dostępne w Polsce), dawał już wiele lat temu przekazy kreatywności. Brałam kiedyś udział w warsztatach rozwoju kreatywności, które prowadziła jedna z uczennic Trungpy Rinpocze – pochodząca z USA tancerka, Diane Butler, która obecnie mieszka i uczy na wyspie Bali. Warsztaty te organizowała w swoim ośrodku w Śliwicach znana gdańska terapeutka, Ania Maroszek. I chociaż już jako dziecko miałam głowę pełną pomysłów, to jednak te warsztaty coś we mnie zmieniły – coś się otworzyło, jakiś głębszy poziom – dlatego wciąż jestem wdzięczna Ani za inspirację i zorganizowanie tych warsztatów :)

Piszę o tym, ponieważ kreatywność jest ważnym aspektem naszego życia i zdrowia. Zarówno nasze samopoczucie, jak i samoocena zależą w dużym stopniu od tego, jak bardzo jesteśmy kreatywni w życiu. Kreatywność ma też wpływ na nasze życiowe osiągnięcia – twórcze podejście do rozwiązywania problemów ma znaczenie w każdym zawodzie – podobnie jak w codziennym życiu. Jako Polacy jesteśmy narodem bardzo kreatywnym, ale wszystko wskazuje na to, że boimy się tę kreatywność wyrażać, zwłaszcza w codziennych sytuacjach – mam tu na myśli ubiór, włosy, czy też codzienne gotowanie. To trochę tak, jakbyśmy mieli za plecami cenzora, Wielkiego Krytyka, którego ocen się boimy, ale czy jest to uzasadnione? Na początek zachęcam Was do zrobienia chociażby jednej rzeczy inaczej – przynajmniej raz dziennie albo chociaż raz na tydzień. Może to być zakup butów, o których od dawna marzymy, ale według nas nie wypada nam ich nosić, albo podarte na kolanach dżinsy, które nie pasują do naszej społecznej pozycji, zróbmy coś szalonego raz na jakiś czas, a nasze życie zacznie się zmieniać i odblokowywać.

Nie chodzi tu o to, żebyśmy od razu zostali genialnymi artystami, topowymi szefami kuchni czy wynaleźli lekarstwo na raka. Na początek chodzi o to, żebyśmy sami sobie zaufali i uwierzyli, że mamy taki sam potencjał jak Picasso, Szymborska czy Bill Gates, nawet jeśli na razie nie odkryliśmy dziedziny, w której może on się zrealizować. Tak naprawdę najważniejszy jest sam proces twórczy, ponieważ on pomoże nam skontaktować się z naszą prawdziwą naturą – krok po kroku, powoli dotrzemy do naszych ukrytych skarbów, zaczynając nawet od prostych rzeczy, takich jak tworzenie pięknego bukietu z kwiatów zerwanych na łące, ustawienia zastawy na stole w niekonwencjonalny – ale nasz – sposób, uszycia czegoś na domowej maszynie do szycia według naszego projektu i oczywiście ugotowania wspaniałej potrawy, którą sami stworzyliśmy – od początku do końca. Taka twórcza aktywność wnosi w nasze życie całe mnóstwo radości, podnosi naszą samoocenę, a w ślad za tym idą pozytywne zmiany w naszym życiu. Kiedy coś tworzymy, wymyślamy, po prostu pozwólmy rzeczom się dziać. Chodzi o to, żeby nie oceniać tego, co się wydarza, nie myśleć, że coś jest głupie albo że nie wyjdzie. W myśl zasady pierwsza myśl to najlepsza myśl, idźmy za tym, co się pojawia, a rezultat końcowy może okazać się zaskakujący i zaskakująco dobry – just try :)

Zgodnie z TMC tworzenie nowych rzeczy ma olbrzymie znaczenie dla naszego zdrowia, gdyż odblokowuje energię i sprawia, że zaczyna ona w końcu prawidłowo płynąć w naszym ciele, uruchamiając proces zmian w zewnętrznym świecie. Może nagle stwierdzimy, że nie chcemy już dłużej być w związku, który tak bardzo nas ogranicza, może poszukamy lepiej płatnej pracy z większymi dla nas perspektywami rozwoju. Nigdy nie wiadomo, dokąd zaprowadzi nas chociażby wymyślenie bajki dla naszego dziecka. Nie bójmy się więc tworzyć nowych rzeczy z pożytkiem dla siebie i dla innych :)

Wytrawną kukurydzianą granolę z patelni – z dodatkiem tofu – wymyśliłam już dość dawno temu, jeszcze podczas pracy nad książką „Zaskakujące tofu”, teraz „podrasowałam” ją trochę i wyszła całkiem smaczna potrawa, która ma wiele zastosowań. Najczęściej dodaję ją do moich bezglutenowych tortilli buraczano-jaglanych (tu przepis), które robimy w domu przynajmniej dwa razy w tygodniu. Tortille te widać na zdjęciu powyżej, smaruję je najczęściej klasycznym dipem bakłażanowym, czyli baba ganoush, układając na nim różne warzywa oraz zioła, a na koniec posypując moją granolą z tofu – jest przepysznie! :)

Kukurydzianą granolę z tofu można też dodawać do sałatek, posypać nią zupę lub podać jako danie główne z ryżem lub kaszą – jaglaną, gryczaną czy też komosą ryżową, itp. Może stanowić też pyszną przekąskę do piwa zamiast klasycznych paluszków czy orzeszków ziemnych, lub stać się wartościową przegryzką, którą dorzucimy do naszego lunch-boxa i weźmiemy ze sobą do pracy lub w podróż. Możliwości jest wiele, sprawdźcie sami, co najbardziej Wam odpowiada.

Dodam jeszcze, że chociaż granolę kochają wszyscy, ma ona jednak pewną niewielką wadę – jej przygotowanie zajmuje dość dużo czasu, ponieważ trzeba ją upiec w piekarniku. Moją granolę z patelni przygotowuje się w dwie minuty i już możemy delektować się jej rewelacyjnym smakiem oraz wspaniałą chrupiącą konsystencją.

Kukurydziana granola

IMG_4862

Składniki

1/2 kostki tofu naturalnego (90 g)
1 łyżka oleju kokosowego
1 – 2 łyżki sosu sojowego
2 łyżki drobnej kaszki kukurydzianej (błyskawicznej)
1 łyżka nasion słonecznika
1 łyżka mieszanych pestek i nasion (np. orzechy cashew, włoskie, pestki dyni, czarny/biały sezam, mak, nasiona chia, itp)
świeżo zmielony pieprz i sól do smaku
świeże zioła, np. rozmaryn, tymianek
miód i cytryna (opcja)

Przygotowanie

  1. Nieodsączone tofu rwiemy na mniejsze kawałki (kilkanaście) i przekładamy do miseczki.
  2. Rozgrzewamy olej na patelni, wrzucamy kawałki tofu i podsmażamy na dużym ogniu przez kilka sekund, a następnie wlewamy sos sojowy w taki sposób, żeby każdy kawałek tofu został pokryty sosem, i poruszając przez cały czas tofu, tak żeby wchłonęło sos sojowy, podsmażamy – wciąż na dużym ogniu – przez 20 – 30 sekund.
  3. Dodajemy kaszkę kukurydzianą i ponownie podsmażamy przez ok. dwadzieścia sekund lub do momentu, aż prawie cała kasza znajdzie się na tofu. Wrzucamy słonecznik i pozostałe nasiona, orzechy, pestki i krótko podsmażamy – przez kilkanaście sekund. Przekładamy na ręcznik kuchenny, żeby odsączyć z tłuszczu, a potem przekładamy do miski i doprawiamy do smaku pieprzem, solą oraz świeżymi ziołami. Podajemy od razu lub po wystudzeniu – jeśli ma być przekąską.
  4. Wspaniale smakuje z miodem i sokiem z cytryny.

Uwagi

  1. Podczas przygotowywania tej granoli, powinniśmy kierować się wyczuciem, ponieważ składniki mogą być różne, i dopasować długość ich smażenia do tego, jaką konsystencję chcemy uzyskać. Dotyczy to momentu po wrzuceniu pestek słonecznika i pozostałych orzechów i nasion. Jeśli chcemy uzyskać bardziej chrupiącą konsystencję, musimy w tym momencie dłużej podsmażać składniki, sprawdzając co jakiś czas efekt .

Enjoy!

                       Wasza,

                                                      Grainma :)

IMG_4850

 

…………………………………………….                                                                                        Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2016 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

1200x800IMG_4824 (1)

Sznycle warzywne z cukinii

Drodzy Czytelnicy bloga! Przez ten czas, kiedy nie byłam aktywna na blogu, przygotowałam do wydania bardzo interesującą książkę o  związkach – „Karma Miłości” Gesze Michaela Roacha (tu więcej informacji). Jakiś czas temu jeden z moich nauczycieli, Lama Tseczu Rinpocze, powiedział, że w związkach nie chodzi o miłość, tylko o pracę z ego. Książka Gesze Michaela wspaniale to potwierdza i nie pozostawia złudzeń. Wszystko tak naprawdę pochodzi z naszego umysłu, czyli z naszych zachowań, naszego podejścia do ludzi – z tego, jak ich traktujemy, a zwłaszcza najbliższe nam osoby. Jeśli chcemy mieć dobry związek z drugą osobą, nie ma drogi na skróty, musimy po prostu stać się dobrymi ludźmi i zacząć troszczyć się o innych – także o ludzi spotkanych w pracy czy w autobusie. Jednak książka Gesze Michaela Roacha ma nam do zaproponowania dużo więcej niż takie proste porady. Przede wszystkim w bardzo przystępny sposób wyjaśnia proces powstawania karmy – zasiewania nasion karmicznych. Znajdziemy tu bardzo szczegółowe wyjaśnienia, jak powstają nasiona karmiczne, w jakim tempie wzrastają i jak możemy ten proces powstrzymać i czy w ogóle? Kiedy już zrozumiemy, że z każdą naszą myślą, każdym słowem i działaniem tworzymy nasze przyszłe doświadczenia, zobaczymy, że jest tylko jedna droga do spełnionego życia – stanie się naprawdę dobrym człowiekiem. Gesze Michael Roach, wyjaśniając nam, w jaki sposób tak naprawdę działa świat – na czym się opiera – nie zostawia nas bez pomocy, nie mówi jest tak i tak, a o resztę martwcie się sami, tylko daje nam wiele pomocnych technik, które pomogą nam pracować z karmą w taki sposób, że zaczniemy osiągać rezultaty w każdej dziedzinie życia. Jego główna teza brzmi: „Jeśli czegoś pragniesz, daj to najpierw komuś innemu, lub spraw, żeby ktoś inny mógł to uzyskać, a wówczas to, czego sam pragniesz, pojawi się w twoim życiu bez większego wysiłku”. Szczegóły i rozwiązania wielu problemów, z którymi musimy się zmierzyć w naszych związkach, w książce „Karma Miłości”, opartej na starodawnej, ale wciąż aktualnej wiedzy o pracy z umysłem, pochodzącej z Tybetu. Szczerze polecam! :)

I zapraszam na przepis :)

Sznycle warzywne z cukinii

IMG_4833

Składniki

1 średnia okrągła cukinia, lub duża cukinia podłużna
1 – 2 szklanki b. drobnej kaszki kukurydzianej
3 – 4 duże jajka
świeżo zmielony pieprz – lub/i inne zmielone przyprawy, np. kmin rzymski
sól, najlepiej himalajska
2 łyżki wody (na 4 jajka)
olej kokosowy do smażenia
musztarda kremska
słodzony mus jabłkowy
świeży tymianek
paski cukinii i marchewki do ozdoby (opcja)

Jak przygotować?

To prosta potrawa, ale tak smaczna, że trudno się od niej oderwać :)

  1. Kroimy cukinię w plastry o grubości około 6 – 9 mm
  2. Każdy plaster cukinii – z obu stron – ścieramy lekko na tarce, tak żeby pojawiły się drobne rowki – chodzi tylko o przetarcie powierzchni, tak żeby zwiększyć jej przyczepność :)
  3. Do szerokiej miski wsypujemy kaszkę kukurydzianą, tak żeby stanowiła grubą warstwę, a do osobnej miski wbijamy jajka (ilość jajek zależy od ilości cukinii) dodajemy pieprz, sól oraz wodę, a następnie rozbijamy widelcem lub trzepaczką, tak żeby powstała jednolita konsystencja.
  4. W międzyczasie rozgrzewamy olej kokosowy na patelni. Następnie obtaczamy plaster cukinii najpierw w kaszce kukurydzianej, a potem w jajku – trzeba to zrobić szybko, żeby kasza znajdująca się na cukinii nie wpadła do miski z jajkiem (chociaż i tak zawsze trochę wpadnie). Ponownie obtaczamy cukinię w kaszce kukurydzianej i przekładamy na rozgrzany na patelni tłuszcz. Smażymy przez 2 minuty pod przykryciem na średnim ogniu, odkrywamy, przewracamy sznycel na drugą stronę i już bez przykrywania patelni smażymy przez kolejne dwie minuty. Przekładamy na talerz przykryty ręcznikiem papierowym do odsączenia. I tak samo postępujemy z każdym kolejnym sznyclem. Jeśli przygotowujemy sznycle z okrągłej cukinii, zazwyczaj na patelni mieści się jeden sznycel, w przypadku cukinii podłużnej będzie ich więcej.
  5. Sznycle układamy jeden na drugim, przekładając je papierowym ręcznikiem, to jest ważne, gdyż dzięki temu nie tylko odsączymy je z nadmiaru tłuszczu, ale sprawimy, że kasza kukurydziana zmięknie i nada naszym warzywnym sznyclom mięsną konsystencję (co jest oczywiście ważne dla tych członków naszej rodziny, którzy nie są „królikami” :)
  6. Cukinię można obtoczyć w kaszy kukurydzianej tylko raz, ale wtedy uzyskamy bardziej warzywny smak i konsystencję naszych sznycli.
  7. Sznycle podajemy razem z sosem musztardowo-jabłkowym. Wystarczy, że na każdy sznycel nałożymy trochę musztardy kremskiej, a na nią mus jabłkowy i trochę świeżego tymianku, po prostu pycha!!
  8. Możemy też podać z cukinią i marchewką pociętą w paski i krótko podsmażoną.

Sznycle te po raz pierwszy zrobiłam w maju, gdy wybraliśmy się nad jezioro na piknik. Świetnie się  spisały, zachowały swój kształt i smak przez wiele godzin. Sznycle z cukinii pasują do ryżu i można je podać razem z sałatką z pomidorów na obiad. Można też wrzucić do lunch-boxa i wziąć ze sobą do pracy, pasują do tortilli, chlebka pita, itp. Są rewelacyjne, robiliśmy je już w domu wielokrotnie, naprawdę zachęcam :)

IMG_4843

(Sznycle podajemy na talerzu w całości, ja moje pokroiłam, żeby pokazać, jak wyglądają w środku)

Smacznego i na zdrowie!

Wasza,

                              Grainma :)

…………………………………………….                                                                                          Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2016 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

IMG_4803web

Ochładzający mus truskawkowy – bez jajek, laktozy i bez glutenu

Kiedy nadchodzą takie upały, jak ostatnio, marzymy tylko o tym, żeby się schować w jakimś igloo i zaczynamy nawet sprawdzać ceny lotów na Grenlandię:) Szybko się jednak okazuje, że trudno te marzenia zrealizować, więc biegniemy do sklepu, żeby chociaż kupić lody lub zaczynamy przyrządzać zimne napoje z lodem. Tu, gdzie mieszkam, lodów zabrakło dziś w okolicznych sklepikach już przed południem. Nie ukrywam, że lody, podobnie jak napoje z lodem, przynoszą chwilową ulgę, i przez moment jest nam nawet chłodniej, ale jeśli spożywamy je regularnie, mogą stać się przyczyną wielu dolegliwości trawiennych, ponieważ gaszą tzw. ogień trawienny, obniżając drastycznie temperaturę w Żołądku.

Co w takim razie robić? Jak się chłodzić w upalne dni? Najlepszym antidotum jest woda – w systemie Pięciu Przemian Woda gasi Ogień – warto więc wybrać się nad morze, jezioro lub spędzać czas przy basenie, zażywając regularnych kąpieli, pamiętając jednak, żeby nie wystawiać się na słońce w godzinach między 12 a 15 – jest to zresztą czas sjesty w wielu krajach, gdzie występuje duże nasłonecznienie. Hiszpanie naprawdę przestrzegają sjesty, większość sklepów i lokali jest zamknięta, a ulice są opustoszałe. Warto brać z nich przykład, kiedy temperatura na zewnątrz kształtuje się w okolicach 30°C. Ruch jest jang i zwiększa gorąco w ciele, lepiej jest więc nie spacerować i nie ruszać się za bardzo, kiedy jest tak gorąco :) Nieoceniony w takich sytuacjach jest też chłodny/zimny prysznic. Pamiętam, jak wiele lat temu pracowaliśmy latem nad książką Lamy Ole Nydahla „Dosiadając tygrysa” – w moim mieszkaniu, które mieściło się na najwyższym piętrze wieżowca. Książka była dość obszerna, a tłumacz dużo podróżował, żeby więc skończyć ją na kurs letni, pracowaliśmy po kilkanaście godzin dziennie przez prawie miesiąc. Warunki nie były raczej sprzyjające – przez większość czasu żar lał się z nieba, a dach budynku rozgrzany był wręcz do czerwoności. W te najbardziej gorące dni nie pomagały ani otwarte okna, ani chłodne napoje, jedyna rzecz, która przynosiła wtedy ulgę, to były właśnie zimne prysznice, które każde z nas brało tak mniej więcej co dwie godziny. Jeśli nie czytaliście jeszcze tej książki, szczerze ją Wam polecam – świat widziany oczami buddyjskiego Lamy – bezcenne! To w tej książce Lama Ole napisał słynne słowa, wielokrotnie później cytowane: „Umysł posiada takie poziomy szczęścia i znaczenia, do których nasza kultura nie ma dostępu” :)

Jeśli natomiast chodzi o zimne jedzenie i lodowate napoje, starajmy się ich unikać. Można zastąpić je żywnością, która według Pięciu Przemian ma właściwości ochładzające z natury, ale nie zimne z natury. Do tego rodzaju żywności należą między innymi: truskawki, pomarańcze, jabłka, agrest, herbatka z głogu, kiszona kapusta, szpinak. Polecam książki Barbary Temelie, które wydaliśmy w naszym wydawnictwie, np. „Gotowanie według Pięciu Przemian”, w których znajdziecie więcej informacji na ten temat, a także wiele wspaniałych przepisów.

Mus z truskawek i kwiatów czarnego bzu z ubitą śmietanką kokosową jest wspaniałym przykładem dobrze zrównoważonej, ochładzającej potrawy, która z pewnością nam nie zaszkodzi. Przepis poniżej, a ja wracam do pracy nad kolejną książką, którą znów kończę w upalne dni,  z miseczką pełną truskawkowego musu, żeby się ochłodzić :)

OCHŁADZAJĄCY MUS TRUSKAWKOWY

IMG_4804web

Przygotowanie tego musu jest bardzo łatwe, zwłaszcza jeśli macie już przygotowaną wcześniej konfiturę z truskawek i kwiatów czarnego bzu. Jeśli nie, trzeba najpierw ją przygotować według poniższego przepisu:

Konfitura z truskawek i kwiatów czarnego bzu

Ważne jest to, żeby do konfitury dodać agar, tak jak podaję w przepisie, dzięki temu mus będzie gęściejszy. Z podanych składników powinniśmy uzyskać około 1 litra musu. Jeśli aż tyle nie potrzebujemy, po prostu zmniejszamy wszystkie składniki np. o połowę.

Składniki

1 litr konfitury ze słodkich truskawek i kwiatów czarnego bzu, wystudzonej i zagęszczonej
1 puszka (400 ml) gęstego mleka kokosowego, schłodzonego w lodówce przez noc
3 łyżki cukru pudru

Przygotowanie

  1. Konfiturę przekładamy do kielicha blendera i miksujemy do uzyskania jednolitej konsystencji. Nakładamy od razu do miseczek/szklanek.
  2. Otwieramy puszkę ze schłodzonym mlekiem kokosowym. W puszce powinniśmy znaleźć gęsty, zbity kawałek mleka (chociaż brzmi to trochę dziwnie, najlepiej oddaje sytuację) i trochę płynu – to jest właśnie nasza śmietanka, którą będziemy ubijać. Jeśli w puszce, która spędziła noc w lodówce, jest nadal tylko płyn, z takiego mleka nie uda nam się zrobić śmietanki i trzeba będzie je wykorzystać do czegoś innego, np. do zupy lub koktajlu. Pojawia się tu pytanie, jak rozróżnić przy zakupie mleko, z którego uzyskamy śmietankę, od tego, które nie będzie się nadawać. Taką wiedzę pozyskuje się metodą prób i błędów. Ponieważ taką śmietankę przygotowuję już od wielu lat, zauważyłam, że nie ma tu żadnych reguł, jedyne, co można zrobić, to poruszać puszką mleka przed zakupem – jeśli słyszymy i czujemy, że w puszce jest głównie płyn, to mleko raczej nie będzie się nadawać do naszych celów. Trzeba znaleźć taką puszkę, w której mleko już zgęstniało, co słychać i czuć, kiedy poruszamy puszką :)
  3. Wyjmujemy z puszki gęsty kawałek mleka kokosowego, przekładamy go do miski i zaczynamy ubijać – najpierw na małych obrotach, a potem na dużych. Ubijamy przez 4 minuty, dodajemy cukier puder i ubijamy jeszcze przez 1 minutę.
  4. Nakładamy ubitą śmietankę kokosową na mus i przekładamy do lodówki na 2 godziny, żeby zgęstniał.
  5. Można podać ze świeżymi truskawkami.

Pyszny, ochładzający i relaksujący mus, który polecam zwłaszcza na upalne dni.

Love,

                           Grainma

…………………………………………….                                                                                         Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2016 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved