Latest Posts

IMG_3336int2

Zimowa zupa z dyni i soczewicy

Dynia, soczewica i czerwona papryka to nie tylko udane połączenie smakowe. Ważne też jest to, jak na te smaki reagujemy. Dynia i papryka wpływają na nas rozgrzewająco, stając się w ten sposób naszym sprzymierzeńcem w  zimowe, mroźne dni.  Z kolei soczewica, podobnie zresztą jak mleko kokosowe, wpływa wzmacniająco na Serce, a także wpływa leczniczo na Nerki, tak samo zresztą jak czerwona papryka i kozieradka. Zimą Nerki są najważniejsze. Teraz powinniśmy o nie szczególnie dbać – to naprawdę dobry czas na ich wzmocnienie. Jeśli odnowimy energię Nerek w Zimie, będziemy mieli dość siły, żeby zmierzyć się z wyzwaniami, które przyniosą nam Wiosna, Lato oraz Jesień. Zupa, którą dziś proponuję, wpływa wzmacniająco na Nerki, podobnie jak wszystkie te piękne chwile, kiedy odpoczywamy. Ludzie żyjący dawniej w Tybecie, Chinach oraz w Indiach mieli olbrzymią wiedzę na temat oddziaływania na nas świata roślin, na bazie tej wiedzy powstały trzy wyjątkowe systemy medyczne – Tradycyjna Medycyna Tybetańska, Chińska oraz Ajurweda. To wspaniałe, że nadal możemy korzystać z tej unikalnej wiedzy. Wszystkie te systemy podkreślają, jak ważne dla naszego zdrowia są emocje. Kiedy na przykład w naszym życiu jest dużo złości i gniewu, zaczynamy mieć problemy z Wątrobą, a kiedy długo odczuwamy żal z powodu utraty kogoś lub czegoś ważnego, zaczynają chorować nasze Płuca. Podobnie sytuacja wygląda z Nerkami – przewlekły stres, lęk, strach, przerażenie osłabiają nasze Nerki.

Na temat pracy z emocjami napisano już wiele książek, mało kto jednak o tym wie, że to, co jemy również wpływa na nasze stany emocjonalne. Jedząc często żywność wzmacniającą Wątrobę, na przykład szpinak, seler naciowy czy inne zielone warzywa, złagodniejemy i w naszym życiu będzie coraz mniej rzeczy, które nas irytują i wywołują nasz gniew. Staniemy się bardziej cierpliwymi osobami i nie będziemy już tak gwałtownie reagować na różne sytuacje. Jeśli z kolei będziemy jeść więcej porów, cebuli, rzepy czy rzodkwi, wzmocnimy Płuca i łatwiej poradzimy sobie z żalem oraz ze smutkiem. Natomiast jedząc rośliny strączkowe, wodorosty oraz leśne grzyby, zmniejszymy poziom lęku w naszym życiu, ponieważ w ten sposób wzmocnimy Nerki. W wymienionych wyżej systemach medycznych najbardziej podoba mi się to, że nie trzeba tych zasad przyjmować na wiarę. Wystarczy przez jakiś czas odżywiać się według nich, żeby przekonać się samemu, jak to działa :) Rezultaty przychodzą naprawdę szybko :)

Jeśli więc pod tym kątem spojrzymy na naszą „Zimową zupę z dyni i soczewicy”, zobaczymy, że zapewni nam ona nie tylko miłe doznania smakowe, czy też przyjemne ciepło rozchodzące się po całym ciele, ale też sprawi, że poczujemy się bardziej bezpiecznie w naszym życiu :)

Zapraszam na przepis!

Zimowa zupa z dyni i soczewicy

Rodzaj posiłku: zupa
Podajemy z: grzankami, chlebem, pasztecikiem lub jako zupę do picia
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: wzmacnia energię, narządy trawienne, a także Serce i Nerki
Ilość porcji: 4 -6
Składniki: dynia prowansalska, czerwona soczewica, czerwona papryka, cebula, szczypiorek, zmielona kolendra, zmielony kmin rzymski, zmielony zielony pieprz, jałowiec zmiksowany z liściem laurowym, kozieradka, kurkuma, sól himalajska, mleko kokosowe

IMG_3296int

 

Składniki

  • 1 dość duża cebula
  • 800 g dyni prowansalskiej lub piżmowej, pokrojonej w niedużą kostkę
  • 150 g czerwonej papryki, drobno pokrojonej
  • 2 czubate łyżki posiekanego szczypiorku dymki
  • 200 g soczewicy czerwonej
  • 1 łyżeczka mieszanki kmin – kolendra (przepis tu – patrz: uwagi)
  • 1 łyżeczka mieszanki jałowiec – liść laurowy (przepis tu – patrz: uwagi )
  • 1 duży liść laurowy lub dwa mniejsze
  • 1 łyżeczka kurkumy
  • 1 łyżeczka zmielonej kozieradki
  • 1 łyżka soli himalajskiej
  • 1250 ml wody
  • 1 łyżka posiekanej zielonej pietruszki
  • 1/2 łyżeczki wędzonej słodkiej papryki
  • 250 ml mleka kokosowego
  • 3 łyżki oleju kokosowego extra virgin  (lub innego oleju)

Dodatkowo

Olej z nasion słonecznika extra virgin – lub inny olej – do polania zupy po wierzchu, śmietanka kokosowa, kwiaty jadalne oraz 1/2 czerwonej papryki

Przygotowanie

  1. Rozgrzewamy przez chwilę garnek na dużym ogniu, a następnie wrzucamy olej kokosowy extra virgin. Kiedy się rozgrzeje, wrzucamy cebulę. Smażymy przez 1 minutę, przez cały czas mieszając. Dodajemy dynię, paprykę oraz przyprawy (oprócz wędzonej papryki) i smażymy mieszając przez kolejne dwie minuty. Następnie wrzucamy szczypiorek oraz soczewicę, krótko podsmażamy i dodajemy sól. Mieszamy i wlewamy wodę.
  2. Kiedy zupa się zagotuje, wrzucamy zieloną pietruszkę oraz wędzoną paprykę, a następnie wlewamy mleko kokosowe. Ponownie zagotowujemy, uważając, żeby zupa nie wykipiała. Kiedy zacznie wrzeć, zmniejszamy ogień i gotujemy przez 30 minut.
  3. Jeśli soczewica jest już miękka (lub się rozgotowała), zupę zestawiamy z ognia, a po ostudzeniu przekładamy do blendera/malaksera i miksujemy do uzyskania gładkiej, jednolitej konsystencji.
  4. Jeśli jednak soczewica już trochę leżała na półce i po 30 minutach nadal jest dość twarda, gotujemy zupę dłużej, do miękkości soczewicy, ale nie dłużej niż 15 minut.
  5. Po zmiksowaniu zupę podgrzewamy, a następnie nakładamy na talerze/do miseczek i polewamy po wierzchu olejem. Dodajemy kwiaty jadalne, odrobinę śmietanki kokosowej oraz polewamy „sosem” z czerwonej papryki zmiksowanej z wodą (1/2 czerwonej papryki i pół szklanki wody).
  6. Zupę możemy też podać schłodzoną (jako chłodnik), nalewając ją do wysokiej szklanki lub butelki, koniecznie z papierową słomką :)
  7. Zupa jest też bardzo smaczna bez miksowania – jeśli decyduję się na przygotowanie takiego wariantu, czerwonej papryki nie kroję w kostkę tylko  miksuję najpierw z wodą i w takiej formie dodaję do zupy.
  8. Zupę przygotowałam według Pięciu Przemian – wystarczy zachować kolejność wrzucania składników :)

Jest boska! Zapewniam :)

IMG_3257int

Pięknego dnia!

                  Wasza Grainma

P.S. Niektóre słowa wyróżniam, używając dużych liter, chcę w ten sposób zaznaczyć, że chodzi tu zarówno o narządy, jak i sezony w rozumieniu Tradycyjnej Medycyny Chińskiej.

……….…………………………
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

IMG_3113int

Świąteczna pieczeń z dyni

Odpoczynek jest bardzo ważny, zwłaszcza teraz, zimą. Kiedy cała natura odpoczywa po pracowitym roku i zbiera siły do kolejnych zadań, my również powinniśmy iść jej śladem, zwolnić tempo i nie pracować tak intensywnie jak zazwyczaj, tylko wyjechać w jakieś przyjemne i spokojne miejsce, żeby się zregenerować – przyroda będzie nas w tym wspierać. Żyjemy w świecie, którego podstawą jest ekstremalna aktywność – w każdej formie. Jeśli ktoś przestaje być aktywny, życie odstawia go na boczny tor, trzeba więc działać prężnie i być wszędzie :) Generalnie nasza kultura nie ceni takich wartości, jak cisza, spokój, kontemplacja, medytacja, relaks czy odpoczynek, ponieważ według wielu osób, niewiele mają one wspólnego z efektywnym osiąganiem celów. Konkurencja na rynku jest olbrzymia i coraz więcej osób szuka środków lub metod, dzięki którym staną się bardziej wydajni – czyli bardziej aktywni, będą mogli prężniej działać i osiągać cele. Mało kto szuka sposobów na relaks. Nie chciałabym w tym miejscu oceniać systemu wartości, który za tym wszystkim stoi, stwierdzam tylko fakty. Niemiej idąc taką drogą i wykorzystując siebie – swoje ciało i umysł – do realizacji czasami nierealistycznych lub z natury nieosiągalnych celów, szybko się wyczerpujemy. Tradycyjna Medycyna Chińska promuje bardziej zrównoważony styl życia. Jeśli chcesz cieszyć się nie tylko dobrym zdrowiem, ale też otwartym i szczęśliwym umysłem po czterdziestym roku życia, zadbaj o to, kiedy jesteś jeszcze młody. Żelazna zasada jest taka, żeby dzielić czas, który mamy, na okresy aktywności i odpoczynku, zarówno w ciągu dnia, jak i w ciągu roku. Zwłaszcza zimą powinniśmy  jak najwięcej odpoczywać tak, jak robią to zwierzęta i rośliny – one wiedzą, co jest dobre i właściwe, mają to w swoim DNA :)  Dobre rzeczy dojrzewają długo, trzeba dać sobie czas na wzrost, nie połykać wszystkiego w biegu – w końcu chodzi o jakość, a nie o ilość :)

Zima to wspaniały czas, żeby zaszyć się gdzieś w górach w chacie z kominkiem – chociaż na tydzień i najlepiej samemu, żeby być w stanie przemyśleć sobie różne sprawy zarówno osobiste, jak i zawodowe. Odpoczynek to nie tylko leżenie na kanapie lub siedzenie w fotelu z książką w ręku. Tak naprawdę chodzi o oderwanie się od sytuacji, w której jesteśmy – ucieczka od zgiełku, od „systemu”, w którym na co dzień jesteśmy zanurzeni, a w którym trudno oddzielić własne cele i potrzeby od celów i potrzeb innych osób. Naprawdę teraz, zimą, potrzebujemy tego czasu dla siebie, żeby wszystko na nowo poukładać i odświeżyć swoją energię, gdyż inaczej po jakimś czasie będziemy mieć tylko tyle siły, żeby posłusznie i bezwiednie wykonywać czyjeś polecenia, i w końcu zapomnimy, że kiedyś o coś innego nam chodziło :)

Ja w każdym razie staram się trzymać tych zasad, w naszym domu odpoczynek to rzecz święta. Kiedy przychodzi weekend, poświęcamy czas sobie i rodzinie, gotujemy, chodzimy na spacery, medytujemy, spotykamy się z przyjaciółmi, znajdujemy czas na relaks, na bycie razem i osobno – odświeżamy w ten sposób swoją energię w rytmie tygodniowym. Naprawdę polecam!

I zapraszam na przepis! :)

Świąteczna pieczeń z dyni

Rodzaj posiłku: pieczeń
Podajemy do: ryżu, ziemniaków, chleba, bułek, tortilli
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: wzmacnia energię i narządy trawienne,
Ilość porcji: dwie keksówki
Składniki: dynia prowansalska, kasza kukurydziana, orzechy brazylijskie, nasiona słonecznika,  jarmuż zielony, jarmuż fioletowy (opcja), czosnek, cebula, szczypiorek, nasiona chia, zmielona kolendra, zmielony kmin rzymski, zmielony zielony pieprz, jałowiec zmiksowany z liściem laurowym, papryczka pepperoni lub chili (opcja), sól himalajska, mleko kokosowe, mleko sojowe, skórka z pomarańczy, sok z pomarańczy, olej kokosowy, olej do pieczenia

IMG_3147int

Składniki

  • 800 g dyni prowansalskiej lub piżmowej – obranej, bez nasion
  • 50 g orzechów brazylijskich, grubo posiekanych
  • 50 g nasion słonecznika
  • 250 ml mleka kokosowego
  • 500 ml mleka sojowego
  • 125 ml świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy
  • 80 ml rozpuszczonego oleju kokosowego extra virgin
  • 50 ml zwykłego oleju
  • 2 łyżeczki proszku jałowcowego –  jałowiec + liść laurowy (patrz: uwagi)
  • 1 i 1/2 łyżki mieszanki aromatycznej – kolendra + kmin rzymski (patrz: uwagi)
  • 1 łyżka drobnej soli himalajskiej
  • 2 czubate łyżki zmielonych nasion chia (patrz: uwagi)
  • 1 lekko czubata łyżeczka zmielonych nasion chia
  • 1/4 łyżeczki zmielonego zielonego pieprzu
  • 3 czubate łyżki posiekanego szczypiorku-dymki, zielone części
  • otarta skórka z jednej średniej pomarańczy (ok. 200 g)
  • 1 nieduża, drobno posiekana czerwona papryczka pepperoni/chili (opcja – patrz: uwagi)
  • 2 duże ząbki czosnku
  • 1 duża cebula
  • 25  g zielonego jarmużu, drobno posiekanego
  • 25 g fioletowego jarmużu, drobno posiekanego, (ewent. można dać zielony zamiast fioletowego)
  • 230 g drobnej kaszki kukurydzianej
  • 2 keksówki – ok. 20 – 25 cm x 10 – 12 cm

Przygotowanie

  1. Dynię kroję na mniejsze kawałki, a następnie ścieram w malakserze na tarczy o średnich oczkach (można też użyć tarki).
  2. Osobno wrzucam orzechy i słonecznik do pojemnika malaksera i rozdrabniam tak, żeby miały grubość kaszy mazurskiej średniej – coś pomiędzy pęczakiem a kaszą jaglaną (przed ugotowaniem).
  3. Do dużej miski wlewam mleko kokosowe, mleko sojowe, sok z pomarańczy, olej kokosowy, olej zwykły i dodaję proszek jałowcowy, mieszankę aromatyczną, nasiona chia (2 łyżki i 1 łyżeczka) oraz sól himalajską. Następnie składniki łączę za pomocą ręcznego blendera – głównie chodzi o to, żeby chia i przyprawy nie pozbijały się w grudki. Wrzucam szczypiorek-dymkę, skórkę pomarańczową, papryczkę pepperoni (jeśli zdecydujemy się użyć) oraz czosnek, który przeciskam przez praskę.
  4. Osobno ścieram cebulę – na tarce o najdrobniejszych oczkach, czyli na tej, na której zawsze ścieramy ziemniaki na placki – i dodaję do składników w misce. Mieszam.
  5. Na koniec wrzucam do miski utartą dynię, zmielone orzechy, posiekany jarmuż i kaszę kukurydzianą. Składniki dokładnie mieszam, tak żeby warzywa zostały dobrze pokryte płynnymi składnikami.
  6. W międzyczasie nagrzewam piekarnik do temperatury 200°C z włączonym termoobiegiem.
  7. Dwie keksówki wykładam papierem do pieczenia, lekko go natłuszczając, i nakładam przygotowaną masę, na koniec lekko ją dociskając. Staram się tak nakładać, żeby w obu keksówkach była mniej więcej taka sama ilość płynu.
  8. Piekę w temperaturze 200°C z włączonym termoobiegiem przez jedną godzinę. Wyjmuję z piekarnika i zostawiam w blaszce jeszcze przez 20 – 30 minut, żeby masa dobrze zastygła.

Aromatyczna, delikatna pieczeń roślinna, którą każdy zje z przyjemnością. Przetestowane na roślino- i mięsożercach. Wszyscy prosili o dokładkę :) Z pewnością nie powinno jej zabraknąć na świątecznym stole. Polecam!

IMG_3208int

Uwagi

  1. Mieszanka aromatyczna to zmielona w równych proporcjach kolendra z kminem rzymskim, np. 2 łyżki ziaren kolendry + 2 łyżki ziaren kminu rzymskiego mielimy na proszek w młynku do kawy.
  2. Proszek jałowcowy przygotowujemy, miksując razem 20 ziaren jałowca i 2 gramy liści laurowych. Bardzo ciekawy smak i zapach, pasuje do warzyw, strączkowych, a nawet owoców.
  3. Kilka łyżek nasion chia mielę w młynku do kawy na proszek. Używam do zagęszczania potraw.
  4. Do pieczeni można dodać drobno posiekaną pepperoni lub chili, jeśli lubicie bardziej ostry, wyrazisty smak.

Przydatne linki – jak się odżywiać zimą, i dlaczego tak ważny jest odpoczynek:

Love,

                  Grainma

……….…………………………
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

IMG_3026int

Kotlety królewskie z selera na zielonym ryżu

Wiosna, Lato oraz Jesień dawno już za nami. Aktualnie wchodzimy w ostatnią już fazę cyklu rocznego – w Zimę. Oczywiście mówię tu o tzw. fazach energetycznych, a nie o porach roku, które zaczynają się przecież w innym czasie :) Zgodnie z Tradycyjną Medycyną Chińską energetyczna Zima zacznie się w tym roku 16 listopada, a wraz z nią nadejdzie Wielkie Jin, czyli czas, kiedy cała przyroda odpoczywa i regeneruje się, żeby powrócić do aktywności na Wiosnę. Jeśli chcemy być w zgodzie z tą fazą, my również powinniśmy tak sobie zorganizować czas do końca stycznia, żeby jak najmniej pracować, dużo odpoczywać, nie wydatkowywać nadmiernie energii, nie robić dużych zakupów i nie wydawać za dużo pieniędzy. Zima to czas gromadzenia energii, dlatego nie powinniśmy angażować się za bardzo w zewnętrzne działania, raczej skoncentrować się na medytacji i przemyśleniu sobie różnych osobistych spraw. To także odpowiedni moment, żeby spotkać się z najbliższą rodziną i może przy okazji odwiedzić też dalszych krewnych. Takie spotkania odnawiają nasze DNA, regenerują nas i mają działanie terapeutyczne, nawet jeśli te relacje nie są łatwe. Zresztą może uda się podczas tych spotkań wyjaśnić nieporozumienia? Zimą – a zwłaszcza podczas Świąt Bożego Narodzenia łatwiej to zrobić – natura nas w tym wspiera :) Konflikty są bardzo kosztowne, a płacimy za nie najdroższą walutą – naszą własną energią. Róbmy więc wszystko, żeby ich unikać. Jeden z moich nauczycieli medytacji, Lama Tsechu Rinpoche, powiedział kiedyś, że nigdy nie powinniśmy angażować się w konflikt – nawet jeśli ktoś nas obraża lub mówi coś, co wywołuje nasz gniew. Trzeba mu wtedy powiedzieć uprzejmym tonem: „Tak, masz rację” „Zgadzam się”, „Oczywiście, tak zrobię” – to zdecydowanie mniej kosztuje, niż wejście z tą osobą na ścieżkę wojenną, każdy przecież wie, jak to się zazwyczaj kończy :)

Równocześnie Zima to czas na zmianę diety. Teraz jest ważne, żeby przygotowywane przez nas jedzenie było bardzo odżywcze i esencjonalne. Warto więc wprowadzać do naszego jadłospisu superżywność, a także długo gotowane potrawy takie, jak np. bigos, dania jednogarnkowe, czy też długo gotowane, esencjonalne zupy. Chociaż zimą powinniśmy jeść produkty takie,  jak hemp, nasiona chia czy różne orzechy, pamiętajmy jednak, żeby dodawać je do gotowanych potraw a nie do surowych. Zapomnijcie o smoothie z surowych bananów, awokado i nasion konopi, a także o chia bowl ze świeżo wyciśniętym sokiem z pomarańczy. To raczej czas na kompoty z owoców, gotowane z dodatkiem rozgrzewających przypraw takich, jak cynamon czy anyż gwiazdkowaty oraz na warzywa (lub inne produkty) długo pieczone w naczyniu z pokrywką – ten kierunek, jeśli naprawdę chcemy zachować zdrowie i żyć w zgodzie z naturą :)

Głównym składnikiem mojej dzisiejszej potrawy jest seler korzeniowy, nieprzypadkowo właśnie teraz zamieszczam ten przepis na blogu. Zgodnie z TMC podczas Zimy powinniśmy jeść jak najwięcej warzyw korzeniowych, ponieważ mają one korzystny wpływ na nasze Nerki i pomogą nam się zregenerować. Seler połączyłam tutaj z kaszą jaglaną, która również wpływa korzystnie na ten arcyważny narząd, oraz z tofu, które z kolei jest bardzo odżywcze, a więc warte naszej uwagi Zimą :)

 

Kotlety królewskie z selera

Rodzaj posiłku: kotlety
Podajemy do: ryżu, ziemniaków, chleba, bułek, tortilli
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: wzmacnia narządy trawienne, Nerki oraz Pęcherz
Ilość porcji: 12 kotletów
Składniki: seler korzeniowy, tofu, kasza jaglana,  czosnek, cebula, szczypiorek, mąka kukurydziana, mąka ryżowa, mąką kokosowa, skrobia ziemniaczana, suszony tymianek, zielona pietruszka, zmielony zielony pieprz, siemię lniane zmiksowane z liściem laurowym, liść laurowy, gałka muszkatołowa, sól himalajska, sok z cytryny, olej do smażenia

IMG_3051int

 

Składniki

  • 250 g utartego selera
  • 100 g kaszy jaglanej
  • 1 liść laurowy, dość duży
  • 1 łyżeczka suszonego tymianku
  • 1/2 łyżeczki utartej gałki muszkatołowej
  • 1 ząbek czosnku
  • 1/4 łyżeczki zmielonego zielonego pieprzu
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 250 ml mleka sojowego
  • 200 ml zimnej wody
  • 1 średnia cebula, drobno posiekana
  • 2 łyżki posiekanego drobno szczypiorku-dymki
  • 1 łyżka oleju do smażenia
  • 3  łyżki zimnej wody
  • 2 czubate łyżki mąki kukurydzianej
  • 1 czubata łyżka mąki ryżowej
  • 1 czubata łyżka mąki kokosowej
  • 1 lekko czubata łyżka skrobi ziemniaczanej
  • 1 łyżeczka siemienia lnianego zmielonego z liściem laurowym (patrz: uwagi)
  • 180 g tofu naturalnego, drobno rozdrobnionego
  • 2 czubate łyżki posiekanej zielonej pietruszki, najlepiej kędzierzawej
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • zmielony zielony pieprz i sól do smaku

dodatkowo

  • mąka kukurydziana do obtaczania kotletów
  • olej do smażenia

Przygotowanie

  1. Część utartego selera – 150 g – wrzucamy do garnka, dodajemy kaszę jaglaną, liść laurowy, suszony tymianek, gałkę muszkatołową, czosnek, zmielony zielony pieprz, sól, mleko sojowe oraz wodę i doprowadzamy do wrzenia pod przykryciem na dużym ogniu. Kiedy zaczyna wrzeć, zdejmujemy pokrywkę i gotujemy przez 20 sekund. Następnie zmniejszamy ogień, garnek ponownie przykrywamy i gotujemy przez 20 minut na bardzo małym ogniu. Przez pierwsze minuty trzeba pilnować, żeby mleko nie wykipiało. Ugotowaną kaszę z selerem odstawiamy na bok do wystudzenia.
  2. Osobno rozgrzewamy na niedużej patelni 1 łyżkę oleju, wrzucamy cebulę, podsmażamy przez 1 minutę na średnim ogniu, przez cały czas mieszając, dodajemy seler i ponownie podsmażamy przez 1 minutę, mieszając. Następnie wrzucamy szczypiorek i mieszając podsmażamy przez kilkanaście sekund. Wlewamy wodę – 3 łyżki – zmniejszamy ogień i na małym ogniu dusimy przez 5 minut pod przykryciem. Zestawiamy z ognia, przekładamy do dużej miski. Studzimy.
  3. Do selera podsmażonego z cebulą dodajemy następnie kaszę ugotowaną z selerem oraz: mąkę kukurydzianą, mąkę ryżową, mąkę kokosową, skrobię ziemniaczaną, siemię lniane, rozdrobnione tofu naturalne, zieloną pietruszkę oraz sok z cytryny. Składniki mieszamy łyżką, a następnie (jeśli nie parzą) rozcieramy palcami/dłońmi przez chwilę i zaczynamy je wyrabiać tak, jak się wyrabia ciasto na chleb, czyli ugniatamy i zagarniamy spod spodu i tak przez 2 minuty. Następnie masę dzielimy na 12 części i z każdej formujemy kulę, którą spłaszczamy, żeby uzyskać okrągły kotlet. Brzegi tych kotletów często pękają po spłaszczeniu kulki, trzeba je po prostu zlepić, lekko ściskając masę.
  4. Kotlety obtaczamy w mące kukurydzianej i smażymy na patelni po 2 minuty z każdej strony na średnim ogniu. Następnie patelnię przykrywamy i smażymy jeszcze przez 1 minutę pod przykryciem.
  5. Podajemy z sosem chrzanowym lub tatarskim do zielonego ryżu, chleba, tortilli.

Zielony ryż

IMG_3042int

 

Składniki

  • 200 g białego ryżu
  • 100 g brokułów, drobno pokrojonych
  • 1 liść laurowy
  • 4 zielone kardamony lub 1/2 łyżeczki zmielonego kardamonu
  • 1 ząbek czosnku
  • 2 łyżki posiekanego szczypiorku
  • 1 łyżeczka mieszanki aromatycznej – zmielona w równych proporcjach kolendra z kminem rzymskim
  • 1/4 łyżeczki zmielonego zielonego pieprzu
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 625 ml zimnej wody
  • 100 – 150 g szpinaku baby
  • 100 – 150 g pokrojonego jarmużu
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • 2 łyżki soku z pomarańczy
  • 1 łyżeczka skórki pomarańczowej

Przygotowanie

  1. Do garnka wrzucamy ryż, brokuły, liść laurowy, kardamon, czosnek, szczypiorek, oregano, kmin z kolendrą, pieprz oraz sól i wlewamy wodę. Doprowadzamy do wrzenia pod przykryciem na dużym ogniu, Kiedy zaczyna wrzeć, zdejmujemy pokrywkę i gotujemy przez 20 sekund. Następnie zmniejszamy ogień, garnek ponownie przykrywamy i gotujemy przez 20 minut na bardzo małym ogniu. Zdejmujemy z ognia, odstawiamy na bok, wyjmujemy liść laurowy oraz nasiona kardamonu.
  2. Osobno zagotowujemy 250 ml wody w dużym rondlu. Kiedy zaczyna wrzeć, wrzucamy szpinak i jarmuż, przykrywamy, gotujemy przez 1 minutę. Zestawiamy z ognia, odcedzamy i wrzucamy do ugotowanego ryżu. Dodajemy sok z cytryny, sok z pomarańczy oraz skórkę z pomarańczy i miksujemy na gładką masę za pomocą ręcznego blendera. Ewentualnie doprawiamy do smaku pieprzem, solą i/lub sokiem z cytryny.
  3. Nakładamy na talerze razem z kotletami z selera i wybranym sosem, np. chrzanowym (patrz: uwagi). Do tego zestawu pasuje sałata z ziołami i prostym dressingiem lub mizeria.

Uwagi

  1. Przygotowanie tych kotletów zajmuje trochę czasu, ale są nieziemskie, warto je więc przygotować na specjalne okazje lub od czasu do czasu na rodzinny obiad. W smaku i konsystencji przypominają kotlety rybne, dlatego pasują do nich sosy, które podaje się do ryb, takie jak sos tatarski czy chrzanowy.
  2. Kolor zielonego ryżu zależy od ilości dodanego szpinaku i jarmużu, ja staram się dodać więcej, żeby zarówno kolor, jak i smak były bardziej intensywne.
  3. Być może zwróciliście uwagę, że takie słowa, jak ‚zima’, ‚lato’, itp. piszę dużą literą? Powód jest prosty – chciałabym w ten sposób odróżnić sezony energetyczne od pór roku :)
  4. Sos chrzanowy przygotowuję, łącząc utarty chrzan z majonezem w proporcjach pół na pół.
  5. Siemię lniane z liściem laurowym przygotowujemy w następujący sposób: dwie łyżki nasion siemienia lnianego miksujemy w młynku do kawy razem z 3 średnimi liśćmi laurowymi na proszek.
  6. Zamiast tofu do kotletów można dodać 180 g twardego twarogu, np. typu klinek. Ale wtedy to już nie będzie danie wegańskie :)

Moja rodzina uwielbia te kotlety, nie pozostaje mi więc nic innego, jak zabrać się za przygotowanie kolejnej partii :) :)

Love, love and love :)

                                 Wasza Grainma

 

……….…………………………
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

IMG_2954int

Pasztetowa ze słoika – danie roślinne

Warto wiedzieć, że teraz jest dobry czas, żeby wzmocnić żołądek i pozbyć się wszelkich problemów trawiennych, jeśli oczywiście takie mamy. Zgodnie z Tradycyjną Medycyną Chińską pory roku nie przechodzą jedna w drugą, tylko są rozdzielone okresami przejściowymi, które pomagają nam zakończyć dobrze minioną fazę i zaadaptować się do nowych warunków. Okresy te nazywane są dojo i w czasie ich trwania potrzebna jest zmiana diety na taką, która ułatwi nam to przejście. W tym roku dojo pomiędzy jesienią a zimą będzie trwało do 15  listopada. Do tego czasu nasza uwaga powinna się skoncentrować na produktach spożywczych, które mają słodki smak, ale nie chodzi tu o cukier i słodkości, tylko o kaszę jaglaną, kaszę kukurydzianą, marchewkę, seler, dynię, cukinię, zielony groszek, fasolkę szparagową, kukurydzę, orzechy ziemne, nerkowce, migdały i mleko migdałowe, kokos i mleko kokosowe, a także pestki słonecznika, suszone daktyle, morele, figi. Jedząc często w tym okresie potrawy przygotowane w oparciu o te produkty, z dodatkiem rozgrzewających przypraw ułatwiających ich trawienie, z pewnością nie popełnimy żadnych błędów żywieniowych i gładko przejdziemy do następnego etapu – czyli do zimy :) Co więcej, wszystkie one działają wzmacniająco, a nawet leczniczo na narządy trawienne, pod warunkiem jednak, że będą gotowane, a nie spożywane na surowo. Trzy ciepłe gotowane posiłki dziennie, z przewagą produktów o smaku słodkim, i pod koniec dojo będziemy jak nowo narodzeni, a nasz żołądek będzie nam naprawdę wdzięczny. Zachęcam! :) Oczywiście potrawy gotowane dobrze jest uzupełniać niewielką ilością surowych utartych warzyw, a także owoców lub kiszonek.

Dzisiejsza potrawa to przykład zrównoważonego żywienia w okresie dojo. Zawiera seler, czerwoną kapustę i prażone nasiona słonecznika. Pasuje do chleba, naleśników, tortilli. Warzywa użyte do tej potrawy są przygotowywane metodą krótkiego prażenia-smażenia. Dzięki temu działają rozgrzewająco, ale nie są tak ciężkie do strawienia, jak potrawy długo smażone lub smażone w głębokim tłuszczu, których powinniśmy unikać w okresie dojo, podobnie jak potraw pieczonych. Chodzi o to, żeby nasz system trawienny mógł przez chwilę odpocząć i się zregenerować.

I jak zawsze dodam, że powyższe porady są dla osób, których organizm jest w miarę zrównoważony, jeśli ktoś choruje, lub nie jest pewny stanu swojego zdrowia, najlepiej byłoby, gdyby skonsultował się z lekarzem lub terapeutą Tradycyjnej Medycyny Chińskiej lub swoim lekarzem rodzinnym.

Zapraszam na przepis, który powstał w oparciu o moje „Pesto z prażonego selera”.

Pasztetowa ze słoika – danie roślinne

Rodzaj posiłku: roślinna pasztetowa, pasta
Podajemy do: chleba, naleśników, tortilli
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: wzmacnia narządy trawienne, Nerki oraz Pęcherz
Ilość porcji: około 250 ml
Składniki: seler korzeniowy, czerwona kapusta, nasiona słonecznika, suszony majeranek, suszony tymianek, świeży tymianek, zmielony zielony pieprz, sos sojowy tamari, proszek jałowcowy, sól himalajska, sok z cytryny, sos sojowy tamari, olej do smażenia, olej kokosowy

IMG_2940int

Składniki

  • 200 g selera korzeniowego, oczyszczonego i obranego ze skórki
  • 50 g czerwonej kapusty
  • 3 łyżki oleju do smażenia
  • 1 łyżeczka suszonego majeranku
  • 1 łyżeczka suszonego tymianku
  • 1/2 łyżeczki proszku jałowcowego (patrz: uwagi)
  • 90 g nasion słonecznika
  • 1/4 łyżeczki zmielonego zielonego pieprzu
  • 2 łyżeczki sosu sojowego tamari
  • 1/2 łyżeczki soli himalajskiej
  • 2 łyżki świeżo wyciśniętego soku z cytryny
  • nieduża garść świeżego tymianku (opcja)
  • 2 – 3 łyżki oleju kokosowego

Przygotowanie

  1. Seler ścieramy na tarce o średnich oczkach, kapustę drobno siekamy.
  2. Rozgrzewamy mocno patelnię, wrzucamy seler oraz kapustę i na dużym ogniu prażymy przez 1 minutę, przez cały czas mieszając/podrzucając.
  3. Następnie dodajemy olej i smażymy przez 2 minuty, również mieszając/podrzucając przez cały czas. Przykrywamy patelnię – najlepiej szklaną pokrywką, żebyśmy mogli obserwować, co dzieje się z warzywami -zmniejszamy ogień i na małym ogniu smażymy jeszcze przez 1 minutę, od czasu do czasu mieszając, żeby warzywa się nie przypaliły.
  4. Zestawiamy z ognia, dodajemy majeranek, tymianek oraz proszek jałowcowy, mieszamy i zostawiamy pod przykryciem na 5 minut.
  5. Na osobnej patelni prażymy słonecznik przez 1 – 2 minuty lub do momentu, aż zacznie lekko dymić i „strzelać”. Zestawiamy z ognia i przekładamy do niedużej miski.
  6. Następnie seler z kapustą i przyprawami, prażony słonecznik, zielony pieprz, sos sojowy, sól himalajską, sok z cytryny oraz świeży tymianek wrzucamy do miski lub pojemnika malaksera. Miksujemy do uzyskania jednolitej gładkiej konsystencji. Ewentualnie doprawiamy do smaku pieprzem oraz solą i przekładamy do słoiczka.
  7. Osobno rozpuszczamy olej kokosowy i zalewamy nim roślinną pasztetową. Do oleju można dodać trochę posiekanego świeżego tymianku dla smaku i koloru.

Możecie wierzyć lub nie, ale ma zaskakującą mięsną konsystencję i smak. Polecam zwłaszcza osobom, które przestawiają się na dietę bezmięsną lub chciałyby spożycie mięsa ograniczyć. Wspaniała potrawa dla każdego, kto odżywia się roślinnie.

Uwagi

  1. Proszek jałowcowy przygotowujemy, miksując razem 20 ziaren jałowca i 2 gramy liści laurowych. Bardzo ciekawy smak i zapach, pasuje do warzyw, strączkowych, a nawet owoców.

With love,

                       Grainma

………………………………………
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

IMG_2927int

Pesto z prażonego selera

Mówią o nim seler zwyczajny, a przecież jest warzywem o wielu niezwykłych właściwościach. Już w starożytności znany był z tego, że uspokaja umysł, dlatego też sok z jego korzenia podawano osobom chorym na bezsenność oraz osobom medytującym. Jego biały kolor wpływa harmonizująco na nasz organizm –  w końcu jest to kolor najwyższej czakry, utożsamianej z rozwojem duchowym i stanami medytacyjnymi, kojarzący się z równowagą i dobrostanem.  Nieprzypadkowo wielcy mistycy ubierali się zazwyczaj na biało. Uspokajające właściwości selera są nadal wykorzystywane w profilaktyce i leczeniu wielu chorób, w tym nadciśnienia. Osobom z wysokim ciśnieniem krwi zaleca się picie krótko gotowanego soku z selera trzy razy dziennie po pół szklanki. Seler zawiera tzw. kumaryny i to właśnie dzięki nim wywiera tak korzystny wpływ na układ krążenia, pomagając między innymi obniżyć ciśnienie krwi. Co więcej, zawiera też inne bardzo ciekawe składniki tzw. ftalidy – antykoagulanty – które zmniejszają ryzyko powstawania zakrzepów i udaru oraz obniżają poziom kortyzolu – hormonu stresu – we krwi.  Równocześnie seler jest bogatym źródłem mikroelementów, a także witaminy B, K oraz krzemu. Regularne spożywanie selera jest więc korzystne dla naszych stawów, mięśni, włosów oraz naszej skóry.

Podobnie widzi to Tradycyjna Medycyna Chińska, zgodnie z którą seler pomoże nam w chorobach układu krążenia, układu trawiennego oraz moczowego. Wzmocni nasze Nerki, Pęcherz Moczowy oraz Żołądek. Usunie z ciała gorąco i wzmocni Krew. Pomoże też kobietom podczas menstruacji, ponieważ hamuje krwawienie. Jako warzywo korzeniowe jest zalecany zwłaszcza zimą, która rozpocznie się dosłownie za moment –  już w połowie listopada. Niektórzy uważają, że seler, podobnie jak inne warzywa tego typu (korzeniowe), może pomóc w naprawieniu relacji rodzinnych, bo przecież rodzina to nasze „korzenie”. Może warto więc podać ciekawie przyrządzonego selera, kiedy zapraszamy na obiad rodzinę, z którą chcemy się pogodzić :)

Dzisiejszą potrawę przygotowałam z selera, czerwonej kapusty i nasion słonecznika prażonych na patelni. Ta metoda przyrządzania posiłków (prażenie) jest bardzo korzystna dla osób, które odżywiają się wegańsko, ponieważ działa rozgrzewająco – daje więc siłę i chroni przed chorobami pochodzącymi z wychłodzenia ciała. Do potrawy dodałam bazylię (świeżą), kmin rzymski oraz kolendrę, które wywierają podobny wpływ na nasz organizm, a dodatkowo ułatwiają trawienie potraw. Pesto to pasuje najbardziej do penne i tagliatelle, w moim wydaniu wegańskich i bezglutenowych. Ma wspaniały, wyrazisty smak i jest dość gęste, dlatego można je też stosować jako pyszną pastę na kanapki :)

Zapraszam na przepis! :)

Pesto z prażonego selera

Rodzaj posiłku: pesto, pasta
Podajemy do: makaronu, chleba, naleśników, jako nadzienie do pierogów
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: wzmacnia Nerki oraz Pęcherz Moczowy
Ilość porcji: na 3 – 4 porcje makaronu
Składniki: seler korzeniowy, czerwona kapusta, nasiona słonecznika, bazylia, czosnek, kolendra, kmin rzymski, majeranek, zmielony zielony pieprz, sól, cytryna, sos sojowy tamari, orzechy cashew, olej

IMG_2882int

Składniki

  • 60 g nasion słonecznika
  • 130 g selera korzeniowego, obranego ze skórki, umytego
  • 50 g czerwonej kapusty, bez głąba, umytej
  • 2 łyżki oleju do smażenia
  • 1 duży ząbek czosnku, drobno pokrojony
  • 2 łyżki oleju słonecznikowego – lub innego – tłoczonego na zimno
  • 15 – 20 g posiekanej świeżej bazylii – listki i gałązki
  • 1/4 łyżeczki zmielonej  kolendry
  • 1/4 łyżeczki zmielonego kminu rzymskiego
  • 1/2 łyżeczki suszonego majeranku
  • zmielony zielony pieprz do smaku
  • 1 łyżeczka sosu sojowego tamari
  • sól do smaku
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • kilkanaście orzechów cashew
  • makaron
  • dodatkowo bazylia, sok z cytryny

Przygotowanie

  1. Na suchej dobrze rozgrzanej patelni prażymy nasiona słonecznika, często mieszając,  przez 1 – 2 minuty lub do momentu, aż zaczną lekko się dymić i podskakiwać. Przekładamy do niedużej miseczki i odstawiamy na bok.
  2. Seler ścieramy na tarce o dużych oczkach, a kapustę kroimy jak najdrobniej. Wrzucamy na dużą, dobrze rozgrzaną suchą patelnię. Prażymy przez jedną minutę na dużym ogniu, przez cały czas mieszając. Następnie dodajemy 2  łyżki oleju i mieszając przez cały czas, podsmażamy przez kolejną minutę.  Na koniec patelnię przykrywamy i podsmażamy warzywa przez następną minutę pod przykryciem, kilkakrotnie mieszając, żeby się nie przypaliły. Zdejmujemy z ognia, przekładamy do dużej miski.
  3. Dodajemy nasiona słonecznika, czosnek, olej słonecznikowy, bazylię, kolendrę, kmin rzymski, majeranek, trochę zmielonego zielonego pieprzu, sos sojowy, trochę soli i sok z cytryny. Miksujemy za pomocą blendera ręcznego do uzyskania w miarę jednolitej konsystencji. Ewentualnie doprawiamy do smaku pieprzem, solą i sokiem z cytryny. Odstawiamy na bok.
  4. Makaron gotujemy i odcedzamy, zostawiając trochę wody, w której się gotował.
  5. Do pesto dodajemy 1 – 2 łyżki wody z gotowania makaronu, żeby je trochę rozrzedzić, a następnie wrzucamy makaron. Mieszamy, żeby makaron dobrze połączył się z pesto i ewentualnie krótko podgrzewamy.
  6. Osobno ścieramy orzechy cashew na tarce o średnich oczkach, żeby uzyskać „cashew parmezan”.
  7. Makaron nakładamy na talerze, posypujemy „cashew parmezanem”, listkami bazylii oraz skrapiamy sokiem z cytryny. Podajemy od razu.
  8. Pesto można przechowywać przez dwa, trzy dni w lodówce, zalewając je z wierzchu olejem, żeby nie wyschło.

Uwagi

  1. Jeśli pesto ma być rzadsze, można dodać więcej oleju, ja zdecydowałam się przygotować tym razem wersję z mniejszą ilością tłuszczu 😉

Aromatyczna, pyszna potrawa, która ma wiele zastosowań. Polecam :)

Love,

                         Grainma

P.S. Zapraszam do obserwowania mojego konta na Instagramie, które jest uzupełnieniem bloga i pojawiają się na nim zapowiedzi postów, dodatkowe informacje i przepisy :)

https://www.instagram.com/grainkitchen.pl/

………………………………………
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

IMG_2808int

Zupa-krem z warzyw pieczonych we własnym soku

Warzywa są wspaniałe, wielkie bogactwo smaków oraz form i całe mnóstwo niezwykłych właściwości. Nie wiem, czy już się kiedyś z tym zetknęliście, ale niektóre warzywa, kiedy je spożyjemy, działają na nas uspokajająco, inne pobudzająco, a jeszcze inne pozostawiają nas po prostu w stanie równowagi. I chociaż wszystko to robi duże wrażenie, podobnie jak smaki i aromaty warzyw, to jednak warzywa same w sobie (podobnie jak strączki oraz zboża) nie mają tak dużych właściwości rozgrzewających i energetyzujących, jak mięso. Oczywiście wolałabym powiedzieć w tym miejscu coś innego, ale fakty są takie, jakie są. Kiedy więc przestajemy jeść mięso, powinniśmy zwrócić uwagę na sposoby przyrządzania warzyw, a także strączków oraz zbóż, ponieważ niektóre z nich pomogą nam uzupełnić niedobory energii. Już wyjaśniam, o co chodzi. Owoce i warzywa, które jemy na surowo, podobnie jak warzywa gotowane w wodzie, nie są w stanie zastąpić mięsa na poziomie energetycznym,  ponieważ albo ich nie gotujemy w ogóle (surowe), czyli nie dostarczamy żadnej energii z zewnątrz, albo temperatura ich przyrządzania jest stosunkowo niska (gotowanie w wodzie), czyli dostarczamy niewiele energii. Jeśli chcemy, żeby jedzenie roślinne rozgrzewało nasze ciało podobnie jak mięso, a tym samym chroniło nas przed chorobami pochodzącymi z zimna – zwłaszcza jesienią i zimą, kiedy temperatury są bardzo niskie – musimy solidnie je rozgrzać, co wydarza się między innymi podczas pieczenia w wysokich temperaturach w piekarniku lub podczas smażenia (są jeszcze inne sposoby, ale o nich opowiem już następnym razem). Surowa żywność wygląda dobrze na talerzu i z pewnością przez krótki okres czasu może wpłynąć na nas pobudzająco ze względu na zawarte w niej enzymy, jednak odżywianie się w ten sposób przez dłuższy czas, zwłaszcza jesienią/zimą w Polsce, osłabi naszą energię, zdolność koncentracji oraz odporność. Niestety!

Jeśli więc chcemy zachować zdrowie na dłużej, a także być skuteczni w działaniu, zacznijmy przygotowywać posiłki w inny sposób i jeść je wtedy, kiedy są wciąż gorące lub przynajmniej ciepłe. Tak więc pieczmy często nasze warzywa, strączki, zboża w piekarniku, także w postaci zup i dań jednogarnkowych,  najlepiej w naczyniu (garnku) pod przykryciem, co sprawi, że potrawa nasyci się smakami, aromatami i przede wszystkim energią. Oczywiście czasami można też upiec warzywa na blasze, nie ma tutaj sztywnych zasad :) Jedzenie przyrządzonych w ten sposób warzyw, strączków oraz zbóż dostarczy nam dużo energii, potrzebnej do życia i dobrego funkcjonowania, zwłaszcza jesienią i zimą, w sytuacji, kiedy nie jemy białka zwierzęcego tylko roślinne. Oczywiście nie chodzi o to, żeby jeść tylko jedzenie pieczone lub smażone. W zrównoważonej diecie (TMC) najważniejsze jest to, że w zimnych porach roku rozgrzewamy się potrawami pieczonymi, smażonymi lub  długo gotowanymi, dodając do ich nieduże ilości sałatek ze świeżych warzyw, pijemy kompoty z gotowanych owoców z przyprawami i czasami jemy też świeże lokalne owoce dla enzymów i równowagi. Ważne jest, żeby przeważały potrawy przygotowane na ciepło, najlepiej byłoby, gdybyśmy jedli trzy ciepłe posiłki w ciągu dnia, składające się na przemian z potraw gotowanych (czasami długo, czasami krótko), smażonych i pieczonych z niewielkimi dodatkami surowych warzyw i owoców, czasem jakąś sałatkę z gotowanych lub pieczonych warzyw, zjedzoną na zimno, kawałek ciasta, deser :)

Jeśli nie jesteście przekonani do jedzenia ciepłych posiłków w ciągu dnia, proponuję Wam przeprowadzenie pewnego eksperymentu. Przez najbliższy tydzień jedzcie codziennie rano zupę zbożową lub zboża w formie owsianki, jaglanki, jęczmienki czy też komosanki, a na obiad oraz kolację ciepłą zupę warzywną, strączkową i/lub inne dania z gotowanych, smażonych lub pieczonych warzyw, strączków oraz zbóż. Tylko ciepłe (gorące) posiłki i napoje. Żadnych zimnych napojów, żadnych owoców (nawet do jaglanki), lodów, ciast, zwłaszcza serników na zimno, żadnych smoothie czy buddha bowls. Nic z tych rzeczy, tylko gotowane /pieczone /smażone dania, spożywane kiedy są gorące lub ciepłe. Ósmego dnia przygotujcie rano inne śniadanie – smoothie z surowych banana, awokado i szpinaku z dodatkiem kostek lodu i wypijcie je, a potem podzielcie się ze mną wrażeniami. Bardzo jestem ciekawa Waszych odczuć. Podejmiecie wyzwanie? :)

Powyższe wskazówki są dla osób, których organizm jest w miarę zrównoważony. Jeśli ktoś choruje, a jego ciało jest nadmiernie wychłodzone albo wręcz przeciwnie zbyt rozgrzane, powinien zasięgnąć porady dietetycznej np. u terapeuty lub lekarza Tradycyjnej Medycyny Chińskiej, zanim zdecyduje się na zmiany w diecie.

Dzisiejsza zupa to jedna z moich ulubionych. Przepis pochodzi z mojej książki „Zaskakujący kokos i jego uzdrawiające właściwości” – z drobnymi modyfikacjami. Dzięki pieczonej cytrynie zupa ma cudowny, trochę kwaśno-gorzki smak, który – jak już wiecie z moich wcześniejszych wpisów – pomaga przetrwać jesień w dobrym zdrowiu. Zupa ta podana na początku obiadu działa jak aperitif, pobudza soki trawienne właśnie ze względu na ten smak. Przygotowuje się ją z cukinii i kabaczka, które działają wzmacniająco na Płuca, a tym samym wzmacniają naszą odporność :)

Zapraszam na przepis!

Zupa-krem z warzyw pieczonych we własnym soku 

Rodzaj posiłku: zupa
Podajemy z: kwiatami jadalnymi, jogurtem kokosowym lub śmietanką kokosową, kawałkami świeżej cukinii, zieloną pietruszką, z grzankami (opcja)
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: wzmacnia Płuca oraz Jelito Grube, wzmacnia odporność
Ilość porcji: 4 – 5 małych porcji
Składniki: cukinia, kabaczek, czosnek, cebula, oregano, zmielony zielony pieprz, sól, cytryna, pestki z dyni lub mąka dyniowa, bazylia, olej kokosowy do pieczenia/smażenia

IMG_2824int

Składniki

  • 2 łyżki rozpuszczonego oleju kokosowego do pieczenia/smażenia
  • 600 g cukinii, najlepiej żółtej i zielonej, umytej, pozbawionej końcówek, ale ze skórką
  • 500 g umytego kabaczka ze skórką, również pozbawionego końcówek
  • 100 g cebuli
  • 2 duże ząbki czosnku
  • 1 łyżeczka oregano
  • 1/4 łyżeczki zielonego zmielonego pieprzu
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1/2 cytryny
  • 1 – 2 łyżki świeżo wyciśniętego soku z cytryny
  • jogurt kokosowy lub śmietanka kokosowa
  • 1 łyżeczka mąki dyniowej lub 1 łyżka posiekanych drobno pestek dyni
  • liście bazylii lub zielona pietruszka
  • trochę posiekanej drobno skórki z żółtej cukinii, wcześniej umytej
  • kwiaty jadalne – lwia paszcza

Przygotowanie

  1. Nagrzewamy piekarnik do 200°C
  2. Wlewamy olej kokosowy do naczynia do zapiekania z pokrywką
  3. Cukinie, kabaczka, cebulę oraz czosnek kroimy na mniejsze kawałki. (Jeśli kabaczek nie jest duży i ma miękkie pestki, nie usuwamy gniazd nasiennych). Następnie wkładamy warzywa do naczynia do zapiekania, dodajemy oregano, pieprz oraz sól i mieszamy tak, żeby kawałki warzyw zostały pokryte olejem. Na wierzch kładziemy cytrynę.
  4. Pieczemy pod przykryciem około godziny lub do momentu, aż warzywa będą miękkie. Można sprawdzić po upływie 50 minut, czy są już upieczone. Zazwyczaj zajmuje to 60 minut. Powinny być miękkie, a nawet lekko się rozpadać, a w naczyniu powinno być sporo soku z upieczonych warzyw. Ja często wyłączam piekarnik i jeszcze zostawiam na 30 minut, są wtedy aksamitne :)
  5. Kiedy warzywa przestygną i już nie parzą, wyjmujemy z cytryny środek (skórkę wyrzucamy) oraz usuwamy skórkę z kabaczka, jeśli kabaczek był duży i miał twardą skórkę, a następnie przekładamy wszystko, włącznie z płynem, do misy blendera/malaksera  i dokładnie miksujemy (można też użyć ręcznego blendera).
  6. Następie dodajemy 1 – 2 łyżki soku świeżo wyciśniętego z cytryny i doprawiamy do smaku pieprzem i solą. Jeśli zupa za bardzo się wychłodziła, podgrzewamy ją, ale już nie doprowadzamy do wrzenia.
  7. Nalewamy zupę do miseczek, dodając na wierzch schłodzony jogurt kokosowy lub schłodzoną śmietankę kokosową, trochę mąki dyniowej lub posiekanych pestek z dyni, posiekaną drobno zieloną pietruszkę/bazylię oraz posiekaną drobno skórkę żółtej cukinii. Podajemy od razu.

Pyszna zupka o cudownym smaku i aromacie!

Enjoy!

                       Wasza, Grainma

P.S. Zapraszam też do obserwowania mojego konta na Instagramie, które jest uzupełnieniem bloga i pojawiają się na nim zapowiedzi postów, dodatkowe informacje i przepisy :)

https://www.instagram.com/grainkitchen.pl/

………………………………………
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

IMG_2786int

Chlorella bowl, czyli miska pełna zdrowych pyszności

Czy wiecie, ile lat istnieje na Ziemi chlorella? Kiedy zadaję to pytanie moim znajomym, nikt nie potrafi zgadnąć, ponieważ trudno w to nawet uwierzyć. Ta wspaniała słodkowodna alga pojawiła się na  świecie już 3 miliardy lat temu i ma całe mnóstwo niesamowitych właściwości. Przede wszystkim rośnie w zawrotnym tempie – w ciągu doby jej masa zwiększa się aż czterokrotnie! Jest to możliwe dzięki unikalnemu związkowi, który jak do tej pory znaleziono tylko w chlorelli, a w którego skład wchodzą biologicznie czynne peptydy i nukleotydy – substancje wykorzystywane w naturze do budowania nowych DNA w niemal wszystkich formach życia na Ziemi – dotyczy to także ludzi. Ten związek nazywany jest Czynnikiem Wzrostu Chlorelli ( ang. CGF Chlorella Growth Factor) i to dzięki niemu regularne spożywanie chlorelli pomaga zregenerować nasze DNA :)

Podobnie widzi to Tradycyjna Medycyna Chińska, zgodnie z którą algi, w tym chlorella, są jednym z nielicznych produktów, które wzmacniają nasze jing. Pewnie się zastanawiacie w tym momencie, co to jest jing? Oznacza ono naszą podstawową siłę życiową – esencję, cenną substancję. Ajurweda nazywa to ojas. Bez odpowiedniej ilości i jakości jing/ojas nie jesteśmy w stanie się rozwijać i jakość naszego życia wyraźnie spada. Wystarczy spojrzeć, co dzieje się z nami, kiedy zaczynamy się starzeć, a co ma związek z naturalnym zanikaniem naszego jing. Dzięki chlorelli proces starzenia się możemy spowolnić, a także poprawić jakość naszego życia, również w przypadku, kiedy znacznie uszczuplimy nasze zasoby jing poprzez niewłaściwy tryb życia :) Dodam jeszcze, że według TMC to właśnie w jing – cennej substancji jest przechowywane nasze DNA!

Chlorella ma dużą gęstość odżywczą, zawiera całe mnóstwo witamin oraz minerałów. Jest bogatym źródłem beta-karotenu (prowitaminy A), witamin z grupy B, w tym także witaminy B12, zawiera też inne cenne składniki, które trudno pozyskać z roślinnych źródeł, takie jak np. cynk, a oprócz tego zawiera fosfor, potas, magnez, wapń, żelazo, mangan, cynk, molibden, miedź oraz kobalt.  Chlorella to jeden z tych produktów, które powinny znaleźć się w zdrowej diecie każdego weganina i wegetarianina, właśnie z tego względu, że jest ona najbogatszym roślinnym źródłem witaminy B12* oraz cynku. Poza tym 60% jej składu stanowi dobrej jakości białko – zawierające wszystkie aminokwasy egzogenne, potrzebne, żeby nasz organizm prawidłowo funkcjonował.

Dodajmy jeszcze, że chlorella jest najbogatszym znanym do tej pory źródłem chlorofilu na Ziemi – stąd pochodzi jej nazwa – zawiera ona 50 razy więcej chlorofilu niż lucerna. I to właśnie dzięki tak dużej zawartości chlorofilu, a także dzięki paru innym składnikom, chlorella ma niezwykłe właściwości usuwania z naszego ciała różnych toksyn, metali ciężkich, chemikaliów oraz alkoholu (jako ciekawostkę podam, że zaleca się wypicie napoju z chlorellą przed planowanym większym spożyciem alkoholu, żeby uniknąć nieprzyjemnych poimprezowych sensacji, czyli tzw. kaca :) ). Chlorella jest wyjątkowo skuteczna, jeśli chodzi o oczyszczanie naszego układu pokarmowego – wiąże obecne w nim toksyny, pochodzące z pokarmów, dlatego też warto ją spożywać razem z posiłkiem.

Warto też wiedzieć – co wykazały badania przeprowadzone przez japońskich naukowców – że chlorella bardzo korzystnie wpływa na florę jelitową naszego organizmu. Jeśli rano spożyjemy chlorellę, np. w formie „Chlorella bowl” :) zwiększy ona trzykrotnie ilość dobrych bakterii  – acidofilnych – w naszych jelitach i to w bardzo krótkim czasie. Wszystkie wymienione tu właściwości chlorelli, a także wiele innych tu nie ujętych, są na tyle interesujące, że NASA po przeprowadzeniu dogłębnych badań rozważa wprowadzenie chlorelli jako pożywienia dla astronautów podczas długich misji międzyplanetarnych.

Jeśli chcemy zakupić chlorellę, trzeba poszukać sprawdzonych źródeł. Alga ta ma wyjątkowe właściwości oczyszczające wodę, w której żyje, jeśli więc woda jest zanieczyszczona, alga z pewnością jeszcze bardziej. Dlatego powinniśmy zawsze kupować chlorellę pochodzącą z upraw ekologicznych. Rośnie ona wtedy w specjalnych akwenach, w których woda z pewnością nie jest zanieczyszczona. Czyli szukamy opakowań oznaczonych jako bio lub organic. Uważa się, że najwyższej jakości chlorellę – najczystszą i o największej zawartości składników odżywczych produkuje firma Sun Potion, u nas w Polsce produkty tej firmy nie są dostępne. Ich chlorella pochodzi z Tajwanu – światowego lidera w uprawie wysokiej jakości chlorelli. Dodatkowo jest ona pakowana w słoiczki z niebieskiego kobaltowego szkła, żeby była długo świeża i zachowała jak najwięcej składników odżywczych.

Dodam jeszcze jedną ważną rzecz – jeśli będziecie szukać dobrej chlorelli, nie tak drogiej, jak ta z Sun Potion, trzeba sprawdzić, czy jest ona opisana jako: „broken cel walls” – ‚rozerwane ściany komórkowe’. Chodzi o to, że chlorella ma mocne ściany komórkowe – nie są więc one łatwe do strawienia i nie można w związku z tym skorzystać w pełni z cennych składników, które są zawarte w chlorelli. Stąd też chlorellę poddaje się różnym procesom, które ułatwiają jej strawność, polegającym na rozerwaniu jej ścian komórkowych. Najlepiej kupić taką chlorellę, której ściany komórkowe zostały naruszone za pomocą dźwięku, ponieważ ta metoda nie niszczy składników odżywczych, zawartych w chlorelli.

Zapraszam na przepis!

Chlorella bowl, czyli miska pełna zdrowych pyszności

Rodzaj posiłku: śniadanie, deser
Podajemy z: owocami, kwiatami jadalnymi, ubitą śmietanką sojową, kokosową, słodem ryżowym, syropem klonowym, syropem z agawy, nasionami chia, wiórkami kokosowymi
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: wzmacnia Nerki, wzmacnia jing, regeneruje DNA
Ilość porcji: 2 małe porcje lub jedna duża
Składniki: kasza jaglana, mleko sojowe, woda, jarmuż, zielony kardamon, chlorella, skórka z cytryny, pieprz, sól, słód ryżowy

IMG_2762int

Składniki

  • 1/2 szklanki – o pojemności 250 ml – zmielonej na mąkę kaszy jaglanej
  • 375 ml mleka sojowego waniliowego
  • 375 ml zimnej wody
  • szczypta zmielonego zielonego pieprzu
  • 3 – 4 ziarna zielonego kardamonu
  • szczypta soli
  • 30 g drobno posiekanego jarmużu, najlepiej organic
  • 1 łyżka słodu ryżowego lub syropu z agawy
  • 1 łyżeczka chlorelli
  • otarta skórka z jednej średniej cytryny
  • kwiaty jadalne, np. lwia paszcza, ogórecznik
  • maliny lub inne owoce
  •  nasiona chia do posypania po wierzchu
  • wiórki kokosowe do posypania po wierzchu
  • ewentualnie śmietanka kokosowa, sojowa, syrop klonowy

Przygotowanie

  1. Kaszę jaglaną wrzucamy do szerokiego niedużego garnka (jeśli w kaszy po zmieleniu w młynku pozostaną drobne grudki, wyczuwalne pod palcami, to nie przeszkadza). Wlewamy mleko sojowe, wodę, dodajemy słód, wrzucamy pieprz, sól, oraz jarmuż. Następnie doprowadzamy do wrzenia na dużym ogniu, często mieszając trzepaczką, żeby nie porobiły się grudki i żeby kasza nie przywarła do dna garnka.
  2. Kiedy kasza zacznie się zagęszczać i wrzeć, zmniejszamy ogień i na małym ogniu gotujemy przez 5 minut, co jakiś czas mieszając.
  3. Zestawiamy z ognia, przekładamy do miski i dodajemy świeżo otartą skórkę z cytryny. Zostawiamy na 10 minut, żeby kasza przeszła aromatem i smakiem cytryny.
  4. Następnie wrzucamy chlorellę, dokładnie mieszamy i przekładamy masę do kielicha blendera lub miski malaksera, żeby dokładnie zmiksować. Można ewentualnie użyć blendera ręcznego. Ważne jest, żeby wszystko zostało dokładnie zmiksowane.
  5. Nakładamy do miseczek/miseczki – na tym etapie masa jest dość płynna, ale po kilku minutach zagęści się. Na wierzch kładziemy maliny (lub inne ulubione owoce) i kwiaty jadalne. Można posypać nasionami chia, wiórkami kokosowymi, prażonymi orzechami lub nasionami słonecznika, polać słodem ryżowym lub syropem klonowym/z agawy i/lub śmietanką kokosową czy sojową, ewentualnie nałożyć na wierzch ubitą śmietankę. Zostawiamy na kilka minut, żeby masa bardziej się zagęściła – wtedy ma naprawdę ciekawą konsystencję – ale można też zjeść od razu. Najlepiej smakuje, kiedy potrawa jest jeszcze ciepła.

Pyszne, o ciekawej lekko budyniowej konsystencji, zjedliśmy z wielką przyjemnością – i ta świadomość, że dajemy sobie coś naprawdę wartościowego, coś za co nasze ciało będzie nam długo wdzięczne :)

Love,

                             Grainma

*Niektórzy naukowcy uważają, że algi nie są bogatym źródłem witaminy B12, ja jednak mam zaufanie do badań NASA. Fakt, że chlorella jest rozpatrywana przez NASA jako główne źródło pożywienia w misjach międzyplanetarnych, jest dla mnie wystarczającą rekomendacją, żebym chciała wprowadzić chlorellę na stałe do mojego życia – ale sprawdźcie sami, co Wam odpowiada :) 

………………………………………..
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

IMG_2657int

Szoarma – danie roślinne

Kiedy się przeziębimy lub złapiemy grypę, zazwyczaj winimy za to warunki zewnętrzne – zimno, wiatr,  deszcz czy też śnieg oraz niedostosowany do nich ubiór, i do głowy nam nawet nie przyjdzie, że przyczyną przeziębienia wcale nie musi być brak szalika, kurtki czy też kontakt z kimś chorym. Zaskoczeni? :) Zgodnie z Tradycyjną Medycyną Chińską przeziębiamy się najczęściej nie dlatego, że zapomnieliśmy czapki i zmarzliśmy, ale dlatego, że przez jakiś czas byliśmy bardzo smutni. Kiedy czujemy smutek czy też żal, osłabia to nasze Płuca, które są odpowiedzialne za odporność. Jeśli za bardzo koncentrujemy się na tym, co straciliśmy, lub na krzywdach, których doznaliśmy od innych, Płuca nie mają dość siły, żeby dobrze wykonywać swoje zadania, przede wszystkim, żeby przekształcić świeże powietrze, które wdychamy (tlen) na energię i wydalić zużyte (dwutlenek węgla), czyli tak naprawdę oczyścić nasze ciało z zużytej już energii. Według TMC Płuca tę wytworzoną energię rozprowadzają po całym ciele, generując równocześnie wokół nas pole ochronne, tzw. wei czi, które nie tylko chroni nas przed atakiem różnych bakterii i wirusów czy nawet komarów, ale także przed różnymi wypadkami. Pewnie każdy zna takie osoby, którym ciągle się coś przydarza, często mają stłuczki, wsiadają do niewłaściwych pociągów, ich samolot się spóźnia, co generuje mnóstwo dodatkowych problemów, kaleczą się często w kuchni, przewracają. Te osoby z pewnością mają osłabione Płuca i w związku z tym niewystarczająco też rozwinięte pole ochronne. (Oczywiście, wszystko to podaję tu w pewnym uproszczeniu).

Jeśli chcemy wzmocnić Płuca, najlepiej to zrobić teraz, jesienią. Przede wszystkim musimy pogodzić się ze stratą, zamknąć poprzedni rozdział życia i zrobić wszystko, żeby znów zacząć cieszyć się życiem. Dobra komedia zamiast melodramatu i horroru z pewnością nam w tym pomoże :) Jeśli ćwiczycie jogę lub pracujecie z mudrami, dobrze jest wybrać te układy, które wspierają Płuca, a także robić rano ćwiczenia oddechowe. Dobrze jest też odpowiednio się odżywiać. Przede wszystkim jeść teraz więcej produktów o smaku ostrym takich, jak pory, chrzan, cebula, czosnek, rzodkiewki, rzodkiew, rzeżucha, kapusta, a także innych produktów, które według TMC wywierają szczególnie pozytywny wpływ na ten ważny narząd – gruszek, migdałów, mandarynek, oliwek, ryżu oraz tofu! Jeśli wzmocnimy Płuca, łatwiej będzie nam uporządkować nasze emocje, a równocześnie też utrzymać porządek w domu :)

Dzisiejsza potrawa została przygotowana właśnie w taki sposób, żeby wzmacniać Płuca – zawiera tofu, cebulę, szczypior, czosnek, pieprz oraz papryczkę pepperoni, a więc produkty, które korzystnie działają na ten wspaniały narząd, bez którego nie ma energii i nie ma życia.

So, enjoy your life! :)

Szoarma – danie roślinne

Rodzaj posiłku: wytrawne śniadanie, lunch, obiad
Podajemy do: ziemniaków, ryżu, chleba, bułki, sałatki warzywnej, gotowanych lub pieczonych warzyw, chlebka pita, tortilli, naleśników
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: wzmacnia Płuca i Jelito Grube
Ilość porcji: 2 porcje
Składniki: tofu, szpinak, cebula, czosnek, szczypior, papryczka pepperoni, suszony majeranek, sos sojowy tamari, zmielony zielony pieprz

IMG_2683int

Składniki

  • 180 g tofu naturalnego (1 kostka)
  • 1 średnia cebula, przekrojona na pół i pokrojona w bardzo cienkie plasterki
  • 2 łyżki drobno posiekanego szczypiorku dymki
  • 1/2 łyżeczki suszonego majeranku
  • 1/4 łyżeczki zmielonego zielonego pieprzu
  • 2 duże ząbki czosnku, pokrojonego w cienkie plasterki
  • 2 – 3 łyżki sosu sojowego Tamari (strong) lub innego dobrego sosu sojowego
  • garść szpinaku baby
  • 1 – 2 łyżeczki drobno posiekanej papryczki pepperoni
  • 2 łyżki oleju do smażenia

Przygotowanie

  1. Tofu kroimy w bardzo cienkie paski, o grubości około 1 – 2 mm – najlepiej ścinać je z boku kostki, żeby były wąskie. Przekładamy do miski.
  2. Rozgrzewamy olej na patelni, wrzucamy cebulę oraz szczypior. Mieszając podsmażamy na dużym ogniu przez około 30 sekund. Dodajemy tofu i podsmażamy przez 1 minutę, podrzucając składniki za pomocą np. dwóch łyżek. W ten sposób tofu rozpadnie się na mniejsze kawałki, które będą naturalnie wyglądać, i będzie soczyste. (oczywiście trzeba uważać, żeby się nie oparzyć). Dodajemy majeranek, czosnek oraz pieprz i ponownie przez chwilę (kilkanaście sekund) smażymy, znów podrzucając. Wlewamy sos sojowy, mieszamy tak, żeby tofu zostało pokryte z każdej strony sosem, a następnie smażymy przez około minutę, podrzucając co jakiś czas (patrz: uwagi, poniżej).  Na koniec wrzucamy szpinak – może być drobniej pokrojony lub w całości i podsmażamy do momentu, aż szpinak zmięknie.
  3. Podajemy od razu do ziemniaków, ryżu, warzyw, chlebka pita, tortilli lub naleśników, najlepiej polane sosem z masła orzechowego (np. Sosem peanut – przepis poniżej), sosem z tahiny lub z dodatkiem jogurtu roślinnego. Przed podaniem posypujemy po wierzchu drobno posiekaną pepperoni. Można też dodać świeżego ogórka i/lub zielony groszek – te smaki naprawdę do siebie pasują.
  4. Danie można też przełożyć do słoiczka/pojemnika i zabrać ze sobą do pracy lub na piknik.

Sos peanut
z mojej książki „Zaskakujące tofu”

  • 100 g dobrego masła orzechowego z orzeszków ziemnych
  • 125 ml gorącej wody
  • 90 g tofu naturalnego, rozdrobnionego
  • 1  średni ząbek czosnku
  • 1 łyżka sosu sojowego Tamari
  • 2 łyżki octu winnego jabłkowego lub octu z białego wina

Przygotowanie

  1. Wszystkie składniki dokładnie miksujemy. Można przechowywać w lodówce przez 2 – 3 dni. Wyjąć z lodówki na godzinę przed podaniem, ponieważ w lodówce gęstnieje.

Uwagi

  1. Smak tej potrawy zależy w dużym stopniu od sosu sojowego, warto więc postarać się o dobrej jakości sos sojowy :)
  2. Smażymy na dużym ogniu, ale trzeba pilnować, żeby nie był za duży, żeby cebulka i szczypior nie przypaliły się. Jeżeli jest za mocny, trzeba zmniejszyć. Jak zawsze potrzebne jest wyczucie i chociaż trochę doświadczenia.

 

Uwielbiamy to danie w domu, szybko się je przygotowuje, jest bardzo smaczne, zawiera dobrej jakości białka, a do tego chroni nas przed przeziębieniem i grypą. Życie czasami bywa piękne :)

Love,

                       Grainma :)

………………………………………..
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

IMG_2579int

Paprykarz szczeciński – roślinna wersja

Kiedy przychodzi jesień, w mojej kuchni coraz częściej goszczą warzywa korzeniowe, kasze i strączki. Inaczej też przygotowuję potrawy, grillowanie i krótkie podsmażanie zamieniam na długo gotowane potrawy jednogarnkowe lub zupy. Przygotowuję różne pasty i niechętnie jem sałatki z surowych owoców i warzyw. Na zewnątrz jest zimno, zwłaszcza rano, nic więc dziwnego, że wybieram gotowane jedzenie, które rozgrzewa i sprawia, że mamy więcej energii i chęci do działania :)

Wegański paprykarz szczeciński to jedna z tych jesiennych past, które sprawiają, że moje życie nabiera barw i to wcale nie jesiennych :) Przygotowuję go z fasolki adzuki i pomidorów suszonych na słońcu – zamknięte w słoiczku wnoszą do naszej kuchni kawałek lata.  Ostatnio coraz więcej mówi się o tym, że kasza jaglana to królowa kasz. Gdybyśmy w ten sposób spojrzeli na fasole, soczewice i groch, to zobaczylibyśmy, że wśród strączków najważniejsza jest fasolka adzuki, ale nie jest ona królową, tylko cesarzową :) Dzieje się tak, ponieważ te niewielkie czerwone ziarenka mają olbrzymią moc. Zawierają przynajmniej 29 różnych antyoksydantów i w ten sposób stają się jednym z największych ich źródeł na Ziemi. Wśród nich są na przykład bioflawonidy, które mają unikalne właściwości przeciwzapalne oraz przeciwstarzeniowe. Fasolka adzuki pomaga w leczeniu  chorób serca, nerek, jelita cienkiego oraz żołądka i z tego względu jest chętnie wykorzystywana w różnych terapiach Tradycyjnej Medycyny Chińskiej. Dodajmy jeszcze, że ma właściwości moczopędne, osusza wilgoć oraz odżywia krew, co oznacza, że jeśli będziemy regularnie spożywać tę fasolkę, poprawi nam się morfologia. Adzuki zawiera też dużo błonnika, kiedy więc zjemy potrawę zawierającą fasolkę adzuki, będziemy się czuli nasyceni przez długi czas. Z kolei wysoka zawartość witamin z grupy B sprawia, że fasolka ta wywiera korzystny wpływ na nasz system nerwowy i tym samym uspokaja nasz umysł :)

Adzuki zajmuje ważne miejsce w mojej diecie, okresowo piję wywar z tej fasolki, ponieważ oczyszcza on ciało z toksyn, reguluje ciśnienie krwi i poziom cholesterolu. Nie wszyscy o tym wiedzą, ale adzuki zawiera znaczną ilość molibdenu, pierwiastka śladowego rzadko spotykanego w roślinach, który jest kluczowy, jeśli chodzi o oczyszczanie wątroby. Zobaczcie, jak ważna jest ta fasolka dla osób, które odżywiają się wegańsko! Ponieważ nie jem mięsa ani jajek, strączki zapewniają mi odpowiednią ilość białka w diecie, a w 100 gramach ugotowanej fasolki adzuki znajduje się około 10 gramów białka, jest więc ona bogatym źródłem białka. Jak widać, trudno się obyć bez tej fasolki w codziennym roślinnym gotowaniu :)

Zapraszam na przepis!

Paprykarz szczeciński – roślinna wersja

Rodzaj posiłku: wytrawne śniadanie, lunch, obiad
Podajemy do: ziemniaków, ryżu, chleba, bułki, sałatki warzywnej, gotowanych lub pieczonych warzyw
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: wzmacnia Nerki, Serce, Żołądek, Jelito Cienkie, Krew
Ilość porcji: ok. 400 ml pasty
Składniki: fasolka adzuki, suszone pomidory w oleju, szczypior, kolendra, suszone oregano, olej lniany, sok z cytryny, sos sojowy tamari, zmielony zielony pieprz i sól do smaku

IMG_2628int

Składniki

  • 300 g  fasolki adzuki ugotowanej lekko al dente (patrz: uwagi, poniżej)
  • 130 g pomidorów w oleju, odsączonych z tłuszczu
  • 5 lekko czubatych łyżek posiekanego szczypiorku dymki (zielone części)
  • 5 – 6 lekko czubatych łyżek posiekanej świeżej kolendry
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 2 łyżeczki suszonego oregano
  • 1 łyżeczka sosu sojowego tamari – ciemnego/mocnego
  • 2 łyżki oleju lnianego
  • 2 łyżki oleju z pomidorów
  • zmielony zielony pieprz do smaku
  • różowa sól himalajska do smaku
  • kilka łyżek ugotowanego białego ryżu (opcja)

Przygotowanie

  1. Składniki wrzucamy do miski i za pomocą ręcznego blendera miksujemy do uzyskania jednolitej konsystencji. Na koniec można wymieszać z kilkoma łyżkami ugotowanego ryżu, ewentualnie ryż można podać razem z paprykarzem, tak jak widać na zdjęciu.
  2. Paprykarz można jeść od razu – jest to smaczna aromatyczna pasta, która smakuje zupełnie jak paprykarz szczeciński, chociaż nie zawiera ryb.
  3. Można przechowywać w lodówce w zamkniętym słoiczku do 3 – 4 dni. Ale chociaż pasty jest dużo, są małe szanse, żeby dotrwała do tego czasu – u nas nie ma jej już następnego dnia :)

Uwagi

  1. Fasolkę adzuki namaczam przynajmniej na 12 godzin, a następnie gotuję przez półtorej godziny, dodając 1 łyżkę suszonych glonów arame lub hijiki na 1 szklankę suchej fasolki (ewentualnie można dać kawałek kombu lub glony wakame). Czas gotowania fasoli zależy od tego, jak długo leżała ona na półce w sklepie. Tak więc podczas gotowania trzeba dość czesto sprawdzać, żeby uchwycić ten moment, kiedy jest już ugotowana, ale nie rozgotowana. Paprykarz jest najsmaczniejszy i ma najciekawszą konsystencję, kiedy ugotowana adzuki jest trochę twarda – ziarna nie powinny być popękane, tylko w całości. Jak zawsze potrzeba do tego pewnego wyczucia :)
  2. Suszone pomidory nie powinny ociekać tłuszczem, kiedy je dodajemy do tej pasty, olej trzeba odcisnąć.
  3. Bez świeżej kolendry nie da się uzyskać smaku paprykarza szczecińskiego, im więcej tym lepiej, ale 6 lekko czubatych łyżek jest moim zdaniem w sam raz. Sprawdźcie, co Wam pasuje :)
  4. Sos sojowy tamari jest bezglutenowy. Często występuje w wersji light i strong. Osobiście nie przepadam za wersją light, szkoda pieniędzy. Jeśli jednak już macie taki w domu, użyjcie 2  – 3 łyżeczki.

Smacznego!

                            Wasza, Grainma :)

………………………………………..
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

IMG_2534int

Trzy zaskakujące domowe kisiele

Kisiel wydaje się być takim pospolitym deserem i pewnie się zastanawiacie, czy rzeczywiście warto poświęcać mu uwagę? Jak Polska długa i szeroka z pewnością istnieje całe mnóstwo przepisów na zwykły domowy kisiel. Ja starałam się opracować coś, co nie tylko będzie smaczniejsze od popularnych wersji kisielu, zwłaszcza tego gotowego, ze sklepu, ale też zdrowsze. Tak więc wpis ten jest o tym, jak przekształcić zwykły kisiel w coś niezwykłego – we wspaniałe lekarstwo, które leczy nie tylko ciało, ale też duszę :)

Jeśli chcemy, żeby kisiel wpływał korzystnie na nasz organizm, przede wszystkim przygotujmy go na bazie skrobi ziemniaczanej, która ma lecznicze właściwości – łagodzi bóle żołądka i ma zbawienny wpływ na pracę jelita grubego, przyczyniając się do rozwoju pożytecznej flory bakteryjnej, która z kolei  wspiera prawidłowy przebieg metabolizmu w organizmie. Poza tym jako skrobia tzw. oporna chroni nas przed rakiem jelita grubego. Lecznicze właściwości kisielu od wieków są wykorzystywane w medycynie ludowej w przypadku stanów zapalnych żołądka, wrzodów żołądka czy niestrawności.

Właściwości te możemy zwiększyć, przygotowując kisiel w oparciu o lecznicze wywary z różnych roślin, także warzyw, które mają tego typu właściwości. Ja sięgnęłam dziś po koper włoski, czerwoną kapustę, skórkę cytrynową, skórkę pomarańczową oraz hibiskus i w ten sposób powstały trzy pyszne kisiele, które nie tylko dobrze smakują, ale także leczą. Tak więc od teraz możemy często przygotowywać w domu kisiel i nie mieć przy tym poczucia winy, że jemy coś niezdrowego :)

Składniki moich kisieli i ich właściwości

Nasiona kopru włoskiego – to jeden z tych wspaniałych produktów, który ułatwia trawienie pokarmów, ponieważ rozgrzewa żołądek i ułatwia tym samym wchłanianie składników odżywczych z pożywienia. Nasiona te poleca się zwłaszcza osobom po 50 roku życia, u których zdolność do pobierania składników odżywczych z jedzenia wyraźnie spada. Są one również pomocne w diecie wegańskiej oraz raw, ponieważ osoby te odżywiają się często (weganie) lub głównie (raw) pokarmami, które wpływają wychładzająco na nasz organizm (surowe owoce i warzywa), co po jakimś czasie skutkuje różnymi problemami trawiennymi i osłabioną witalnością. Tak więc kisiel z nasionami kopru włoskiego polecam zwłaszcza tym osobom. Ponadto zgodnie z Tradycyjną Medycyną Chińską (którą zajmuję się od wielu lat) nasiona te nie tylko rozgrzewają żołądek i całe ciało, ale też sprawiają, że mamy więcej energii i wpływają leczniczo na pęcherz, nerki oraz wątrobę. Są naprawdę wspaniałe, jedzmy je jak najczęściej :)

Skórka z cytryny

Do mojego kisielu z nasionami kopru włoskiego dodaję skórkę z cytryny – dla smaku i leczniczych właściwości. Skórka ta rozgrzewa ciało i osusza je z wilgoci, leczy żołądek oraz płuca (TMC). Korzystna dla osób chorych na astmę.

Czerwona kapusta

O cudownych właściwościach czerwonej kapusty pisałam już wielokrotnie na moich blogach i wciąż się nią zachwycam. Co tu dużo mówić, jest to po prostu nasza rodzima super żywność. Jedzmy jej jak najwięcej w każdej postaci, także w formie deseru. Czerwona kapusta zawiera przede wszystkim olbrzymią ilość antyoksydantów, dzięki czemu wykazuje wspaniałe działanie przeciwstarzeniowe i antynowotworowe.  Jest ona także bogatym źródłem błonnika zarówno rozpuszczalnego, jak i nierozpuszczalnego, manganu, potasu, magnezu, kwasu foliowego, a także różnych witamin – w tym witaminy C, witaminy A oraz witamin z grupy B – B1, B2, B6.  Ponadto zawiera dużą ilość witaminy K, dlatego osoby, które biorą lekarstwa rozrzedzające krew, powinny skonsultować się z lekarzem, czy w ich przypadku czerwona kapusta jest wskazana.  Zgodnie z Tradycyjną Medycyną Chińską leczy płuca, jelito grube oraz żołądek i jest szczególnie wskazana dla osób, którym jest ciągle za gorąco, a także dla osób, które mają problemy ze stawami, ponieważ poprawia krążenie w stawach i oczyszcza je z toksyn.

Skórka z pomarańczy

Jest wyjątkowa, ponieważ według TMC uwalnia nas z zastoju :) Działa osuszająco na ciało, jest więc pomocna przy mokrym kaszlu i katarze. Leczy płuca oraz żołądek.

Hibiskus

Według TMC leczy wątrobę oraz pęcherz i ma właściwości ochładzające ciało. Według medycyny zachodniej ma działanie przeciwzapalne, moczopędne, przeciwbakteryjne, oczyszcza organizm z toksyn i jest między innymi bogatym źródłem witaminy C.

Jeśli dodamy do tego jarzębinę, czerwoną borówkę oraz rokitnik, czy możemy powiedzieć, że kisiel to coś zwykłego? :)

Zapraszam na przepis!

Kisiel z nasionami kopru włoskiego

Dwie porcje

IMG_2471int

Składniki

  • 500 ml wody
  • 1 czubata łyżka nasion kopru włoskiego
  • 1 lekko czubata łyżka świeżo otartej skórki cytrynowej
  • 2 lekko czubate łyżki skrobi ziemniaczanej (nie mąki)
  • 2 łyżki nierafinowanego cukru trzcinowego /kokosowego /syropu z agawy / słodu ryżowego /miodu, jeśli ktoś używa
  • 3 – 4 łyżki leśnych czerwonych borówek lub innych owoców
  • dodatkowa 1 łyżka cukru – j. w. – do posłodzenia borówek
  • śmietanka kokosowa do polania po wierzchu

Przygotowanie

  1. W niedużym rondlu doprowadzamy wodę do wrzenia i wrzucamy nasiona kopru włoskiego. Gotujemy na małym ogniu pod przykryciem przez 10 minut.
  2. Zestawiamy z ognia i wrzucamy świeżo otartą skórkę z cytryny. Przykrywamy rondel i odstawiamy na 10 minut. Następnie odcedzamy na sicie o bardzo drobnych oczkach. Część wywaru – 125 ml, czyli pół szklanki – odlewamy do osobnej szklanki/kubka i zostawiamy do ostudzenia. Resztę wywaru przelewamy ponownie do rondla, dodajemy cukier (lub syrop/ słód) i zostawiamy pod przykryciem. (Jeśli nie możecie czekać, aż wywar ostygnie, można użyć 125 ml zimnej wody, czyli będziemy mieli 375 ml wywaru z nasion kopru i 125 ml wody. Ja wolę zaczekać, ponieważ wtedy smak jest intensywniejszy).
  3. Kiedy wywar w szklance ostygnie – może być lekko ciepły – dodajemy skrobię ziemniaczaną, a wywar w rondlu ponownie doprowadzamy do wrzenia pod przykryciem. Kiedy tylko zacznie wrzeć, łączymy dokładnie skrobię z płynem w szklance i wlewamy do gotującego się wywaru, ciągle mieszając, aż zgęstnieje – to trwa kilkanaście sekund. Następnie rondel ponownie przykrywamy i doprowadzamy nasz kisiel do wrzenia. Kiedy się zagotuje, trzymamy go na ogniu jeszcze przez chwilę – kilka sekund. Zdejmujemy z ognia, przelewamy do wybranych miseczek i zostawiamy, żeby trochę przestygł (można jeść na ciepło lub na zimno).
  4. W międzyczasie zagotowujemy wodę w osobnym garnku/rondlu i kiedy zacznie wrzeć, wrzucamy borówki na metalowe sito, które umieszczamy we wrzącej wodzie. Blanszujemy przez 30 sekund. Wyjmujemy sito z garnka/rondla, przekładamy borówki do osobnej miseczki i dodajemy wybrany słodzik, czyli cukier lub syrop/słód. Słodzimy tak jak lubimy, można dodać więcej lub mniej cukru.
  5. Tuż przed podaniem nakładamy borówki na kisiel i dodajemy śmietankę (mleko) kokosową. Jeśli kisiel serwujemy na zimno, śmietankę kokosową można ubić. Świeże borówki można zastąpić owocami z kompotu.
  6. Osobiście uwielbiam gorzkawy smak czerwonych borówek, jeśli jednak nie przepadacie za tymi owocami, można użyć mango lub nektarynek, najlepiej pieczonych :)

Kisiel z herbatki z hibiskusa

Dwie porcje

IMG_2457int

Składniki

  • 500 ml wrzącej wody
  • 2 torebki ulubionej herbatki z kwiatem hibiskusa i owocami lub ziołami – najlepiej organic
  • szczypta zmielonego anyżu lub cynamonu
  • 2 lekko czubate łyżki skrobi ziemniaczanej (nie mąki)
  • 2 łyżki nierafinowanego cukru trzcinowego/ kokosowego/ syropu z agawy/ słodu ryżowego/ miodu, jeśli ktoś używa
  • 3 łyżki owoców rokitnika lub innych owoców
  • dodatkowa 1 łyżka cukru – j.w. – do posłodzenia rokitnika
  • śmietanka kokosowa do polania po wierzchu

Przygotowanie

  1. Wkładamy torebki z herbatką z hibiskusa do rondla, dodajemy anyż i wlewamy wrzątek. Zostawiamy na 10 minut do naciągnięcia.
  2. Wyjmujemy torebki, odciskając z nich resztę płynu, dodajemy cukier (lub syrop/ słód), a następnie część herbaty – 125 ml, czyli pół szklanki – odlewamy do osobnej szklanki/kubka i zostawiamy do ostudzenia. (Jeśli nie możecie czekać, aż herbatka ostygnie, można użyć 125 ml zimnej wody, czyli będziemy mieli 375 ml herbatki i 125 ml wody. Ja wolę zaczekać, ponieważ wtedy smak jest  intensywniejszy).
  3. Kiedy herbata w szklance ostygnie – może być lekko ciepła – dodajemy skrobię ziemniaczaną, a następnie herbatę w rondlu ponownie doprowadzamy do wrzenia pod przykryciem. Kiedy tylko zacznie wrzeć, mieszamy dokładnie skrobię z chłodną herbatą i wlewamy do gotującej się herbaty w rondlu, przez cały czas mieszając, aż zgęstnieje – trwa to kilkanaście sekund. Następnie rondel ponownie przykrywamy i doprowadzamy nasz kisiel do wrzenia. Kiedy się zagotuje, trzymamy go na ogniu jeszcze przez chwilę – kilka sekund. Zdejmujemy z ognia, przelewamy do wybranych miseczek i zostawiamy, żeby trochę przestygł (można jeść na ciepło lub na zimno).
  4. W międzyczasie zagotowujemy wodę w osobnym garnku/rondlu i kiedy zacznie wrzeć, wrzucamy rokitnik na metalowe sito, które umieszczamy we wrzącej wodzie. Blanszujemy przez 20 – 30 sekund (w zależności od wielkości). Wyjmujemy sito z garnka/rondla, przekładamy owoce rokitnika do osobnej miseczki i dodajemy wybrany słodzik, czyli cukier lub syrop/słód. Słodzimy tak jak lubimy, można dodać więcej lub mniej cukru.
  5. Tuż przed podaniem nakładamy owoce rokitnika na kisiel i dodajemy śmietankę (mleko) kokosową. Jeśli kisiel serwujemy na zimno, śmietankę kokosową można ubić. Świeże owoce rokitnika można zastąpić owocami z kompotu.
  6. Jeśli nie przepadacie za tymi owocami, można użyć malin, mogą być z kompotu.

 Kisiel z czerwonej kapusty

Dwie porcje

IMG_2570int

Składniki

  • 350 g czerwonej kapusty, najlepiej organic, pokrojonej w nieduże kawałki – o boku ok. 2 cm
  • kawałek korzenia lukrecji – ok. 6 – 8 cm (opcja)
  • 4 ziarna zielonego kardamonu
  • 4 ziarna ziela angielskiego
  • woda
  • 1 lekko czubata łyżka świeżo otartej skórki pomarańczowej
  • 2 lekko czubate łyżki skrobi ziemniaczanej (nie mąki)
  • 2 łyżki nierafinowanego cukru trzcinowego/ kokosowego/ syropu z agawy/ słodu ryżowego/miodu
  • 2 łyżki owoców jarzębiny lub innych owoców, np. jeżyn, czarnych jagód lub borówek amerykańskich
  • dodatkowa 1 łyżka cukru – j.w. – do posłodzenia jarzębiny
  • śmietanka kokosowa do polania po wierzchu

Przygotowanie

  1. Czerwoną kapustę wrzucamy do rondla/garnka, dodajemy przyprawy i wlewamy wodę, taką ilość, żeby tylko przykryła kapustę. Doprowadzamy do wrzenia na dużym ogniu (garnek powinien być przykryty), a następnie gotujemy na małym ogniu pod przykryciem przez 20 minut.
  2. Zestawiamy z ognia i zlewamy fioletowy płyn do osobnego rondla, uważając, żeby się nie oparzyć. Powinniśmy uzyskać 500 ml płynu. Jeśli jest go za mało, wlewamy brakującą ilość wrzątku do garnka z kapustą i ponownie zlewamy.
  3.  Następnie część wywaru – 125 ml, czyli pół szklanki – odlewamy do osobnej szklanki/kubka i zostawiamy do ostudzenia. (Jeśli nie możecie czekać, aż wywar ostygnie, można użyć 125 ml zimnej wody, czyli będziemy mieli 375 ml wywaru z czerwonej kapusty i 125 ml wody. Ja wolę zaczekać, ponieważ wtedy smak jest intensywniejszy).
  4. Resztę wywaru doprowadzamy do wrzenia, zestawiamy z ognia i wrzucamy świeżo otartą skórkę z pomarańczy. Przykrywamy rondel i zostawiamy na 10 minut. Następnie odcedzamy płyn na sicie o bardzo drobnych oczkach. Wywar przelewamy ponownie do rondla, dodajemy cukier (lub syrop/ słód, przykrywamy, odstawiamy na bok.
  5. Dzięki dodaniu skórki pomarańczowej nie czuje się smaku kapusty. Najlepiej byłoby, gdyby pomarańcza była świeża, bo wtedy jej skórka zawiera sporo olejków eterycznych.
  6. Kiedy wywar w szklance ostygnie – może być lekko ciepły – dodajemy skrobię ziemniaczaną, a wywar w rondlu ponownie doprowadzamy do wrzenia pod przykryciem. Kiedy tylko zacznie wrzeć, mieszamy dokładnie skrobię z wywarem i wlewamy do gotującego się wywaru, ciągle mieszając, aż zgęstnieje – to trwa kilkanaście sekund. Następnie rondel ponownie przykrywamy i doprowadzamy nasz kisiel do wrzenia. Kiedy się zagotuje, trzymamy go na ogniu jeszcze przez chwilę – kilka sekund. Zdejmujemy z ognia, przelewamy do wybranych miseczek i zostawiamy, żeby trochę przestygł (można jeść na ciepło lub na zimno).
  7. W międzyczasie zagotowujemy wodę w osobnym garnku/rondlu i kiedy zacznie wrzeć, wrzucamy jarzębinę na metalowe sito, które umieszczamy we wrzącej wodzie. Blanszujemy przez 2 minuty. Wyjmujemy sito z garnka/rondla, przekładamy owoce jarzębiny do osobnej miseczki i dodajemy wybrany słodzik, czyli cukier lub syrop/słód. Słodzimy tak jak lubimy, można dodać więcej lub mniej cukru.
  8. Tuż przed podaniem nakładamy owoce jarzębiny na kisiel i dodajemy śmietankę (mleko) kokosową. Jeśli kisiel serwujemy na zimno, śmietankę kokosową można ubić. Świeże owoce jarzębiny można zastąpić owocami z kompotu lub użyć jeżyn albo innych owoców :)
  9. Kisiel na wywarze z czerwonej kapusty jest naprawdę niezwykły – obłędnie fioletowy kolor, delikatny smak, lekko orzeźwiający, i coś, czego nie potrafię określić, a co sprawia, że nie można przestać go jeść… Z pewnością zrobimy go w domu jeszcze nie raz – nie możemy się już doczekać :)

Przygotowane w ten sposób domowe kisiele przyjemnie odprężają i wywołują dużo pozytywnych emocji oraz wrażeń. Leczą nie tylko ciało, ale i duszę :)

With love,

                Grainma

………………………………………..
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved