Latest Posts

Ciasto marchewkowe zero waste

Marchew to warzywo must have dla wegan, ponieważ dostarcza energii. Kiedy przestajemy jeść mięso i nabiał, musimy znaleźć alternatywne źródła energii – marchew to jedno z nich. I chociaż u nas jest ona trochę niedoceniana, przez Medycynę Wschodu jest polecana jako remedium na wiele chorób i często nazywana „małym żeńszeniem”, ponieważ podobnie jak żeńszeń jest bardzo odżywcza, pomaga zmniejszyć stres, wzmacnia odporność, dodaje energii i wytrzymałości, poprawia nastrój, a nawet jest uważana za afrodyzjak – podobnie uważali starożytni Grecy, według których po zjedzeniu potrawy zawierającej marchewkę mamy większą ochotę na „amory” 🙂 Poza tym poprawia wygląd skóry, pomaga regulować poziom cukru we krwi i jest zalecana przy schorzeniach płuc (np. astma) – podobnie jak żeńszeń 🙂

Marchew zawiera całe mnóstwo alfa- i beta-karotenu, jednak wcałe nie jest tak łatwo wydobyć go z marchewki. Najlepiej marchew utrzeć i podać z olejem w formie sałatki lub zrobić koktajl zawierający sok z marchwi i coś tłustego – np. olej, orzechy. Naprawdę warto powalczyć o karoten, ponieważ chroni on między innymi przed chorobami układu krążenia i przed rakiem 🙂 A jednym z cudownie przyjemnych i smacznych sposobów na dostarczenie sobie większej ilości karotenu jest oczywiście… uwielbiane przez wszystkich ciasto marchewkowe 🙂

Kiedy spojrzymy na ciasto marchewkowe okiem Medycyny Wschodu, zobaczymy, że wzmacnia ono narządy trawienne, a także Nerki i nasze jing (więcej o  jing w poprzednim wpisie). Podobnie to widzi Claude Diolosa, znany lekarz Tradycyjnej Medycyny Chińskiej – według niego ciasto marchewkowe to jeden z lepszych i tańszych sposobów na wzmocnienie jing, a także układu odpornościowego oraz trawiennego.  Warto tu dodać, że kiedy jesteśmy weganami i chcemy mieć dzieci, spożywanie ciasta marchewkowego może być pomocne z tego względu, że odżywia ono Śledzionę (więcej wkrótce) oraz regeneruje nasze jing, co wpływa korzystnie na poczęcie 🙂

Moje ciasto marchewkowe to mały eksperyment. Podobnie jak wielu z Was zastanawiałam się, co zrobić z pulpą marchewkową, która powstaje podczas produkcji soku marchewkowego – nie lubię marnować jedzenia! Pulpa jest lekko wilgotna i wciąż zawiera mnóstwo korzystnych dla zdrowia składników, pomyślałam, że warto zaryzykować i przygotować na jej bazie właśnie ciasto marchewkowe. Eksperyment się udał 🙂 Ciasto jest bardzo smaczne, nie jest suche i naturalnie jest wegańskie oraz bezglutenowe. Enjoy!

 

Ciasto marchewkowe zero waste

Rodzaj posiłku: ciasto
Podajemy z:  kubkiem dobrej kawy oraz ubitą śmietanką kokosową/ dżemem/ lodami
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: składniki tego ciasta wzmacniają czi, Wątrobę, Śledzionę oraz Płuca
Ilość porcji: kilka/kilkanaście
Składniki: kasza jaglana, wiórki marchewkowe, cukier, siemię lniane, nasiona chia, anyż, sól, proszek do pieczenia, soda oczyszczona, mleko sojowe, sok jabłkowy, olej, woda z cieciorki (aquafaba), skórka z pomarańczy, gorzka czekolada
Przyrządy kuchenne: sokowirówka wolnoobrotowa lub zwykła, tortownica o średnicy ok. 20 – 22 cm, młynek do kawy

Składniki

1 łyżka nasion chia
300 g zmielonej na mąkę kaszy jaglanej, przepis tu: http://grainkitchen.pl/?p=278 
100 g cukru trzcinowego lub kokosowego lub innego ulubionego
+ 60 g cukru do ubicia piany – trzcinowego lub innego
3 lekko czubate łyżki złotego zmielonego siemienia lnianego
1 łyżeczka anyżu
szczypta soli
1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody oczyszczonej
300 g pulpy marchewkowej (pozostałej po odsączeniu soku)
250 ml mleka sojowego
125 ml soku jabłkowego
125 ml oleju słonecznikowego
12 – 14 łyżek aquafaby (wody z cieciorki z puszki lub ze słoika)
otarta skórka z 1 pomarańczy

120 – 140 g gorzkiej czekolady

Przygotowanie

  1. Nasiona chia mielimy drobno w młynku do kawy.
  2. Do dużej miski wrzucamy kaszę zmieloną na mąkę, cukier, zmielone siemię lniane, zmielone nasiona chia, anyż, sól, proszek do pieczenia oraz sodę oczyszczoną. Składniki dokładnie mieszamy, a następnie dodajemy pulpę marchewkową i ponownie mieszamy tak, żeby wszystko dobrze się połączyło.
  3. Do osobnej miski wlewamy mleko sojowe, wodę, olej słonecznikowy oraz wrzucamy świeżo otartą skórkę pomarańczową. Mieszamy za pomocą rózgi, żeby składniki dobrze się połączyły. Następnie dodajemy do suchych składników i mieszamy wszystko, dopóki składniki się nie połączą. Odstawiamy na bok.
  4. W międzyczasie nagrzewamy piekarnik do temperatury 180°C.
  5. Do ostatniej już miski wlewamy aquafabę i zaczynamy ubijać ją ręcznym mikserem – najpierw na małych obrotach, a potem stopniowo je zwiększamy. Aquafaba będzie gotowa, jeśli na końcówkach do ubijania piany utworzy się niewielki stożek z piany, który będzie zachowywał swój kształt, a piana nie będzie wypadać z przechylonej miski. Do ubitej już piany dodajemy partiamy cukier (60 g). Po dodaniu każdej partii cukru, ubijamy pianę przez kilkanaście sekund, a kiedy wsypiemy już cały cukier, ubijamy jeszcze przez dwie minuty.
  6. Następnie dodajemy pianę z aquafaby do połączonych wcześniej składników  i staramy się ją połączyć z ciastem w podobny sposób, jak przygotowuje się biszkopty –  delikatnie zagarniamy kilkakrotnie ciasto od spodu, starając się, żeby piana połączyła się z resztą, ale żeby nie zniknęła w cieście. Masa powinno być puszysta.
  7. Przekładamy do tortownicy wysmarowanej tłuszczem oraz wysypaną mąką – najlepiej kokosową. Pieczemy w temperaturze 180°C, z włączonym termoobiegiem, przez 40 minut lub do momentu, kiedy patyczek włożony w środek ciasta będzie suchy. Wyjmujemy z piekarnika i zostawiamy w blaszce do ostudzenia.
  8. Kiedy ciasto jest już wystudzone, wyjmujemy je z tortownicy, a następnie rozpuszczamy czekoladę w kąpieli wodnej i polewamy nią ciasto. Kiedy czekolada zastygnie, można je kroić i podawać. Mniam! Mniam! 🙂

Uwagi

  1. Do mojego ciasta użyłam pulpy marchewkowej pozostałej z soku, który przygotowałam w wyciskarce wolnoobrotowej. Ta pulpa jest dość wilgotna. Jeśli wyciskacie sok z warzyw w sokowirówce, pulpa może być bardziej sucha, można wtedy dodać kilka łyżek soku lub mleka więcej.

Love,

                Grainma 🙂

………………………
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka
Zdjęcia potrawy: Mariola Białołęcka, Copyright © 2020 by Mariola Białołęcka II
All rights reserved

Pasztet z selera i białej kapusty

Uwielbiamy ten pasztet całą rodziną 🙂 Jest nie tylko smaczny, ale też bardzo odżywczy, a do tego  zawiera składniki, których nie może zabraknąć w wegańskim odżywianiu się. Przede wszystkim dodałam do niego orzechy włoskie, które mają zbawienny wpływ na nasz organizm i jako jeden z niewielu produktów roślinnych są w stanie zastąpić jajka i niektóre rodzaje mięsa oraz ryb. Nazywam je „orzechowymi jajkami”, ponieważ mają one podobne właściwości jak jajka kurze. Jednak nie chodzi tu tylko o to, że orzechy włoskie są bardzo odżywcze. Dodaję je często do moich wegańskich potraw, ponieważ orzechy te wzmacniają najbardziej podstawowe źródło naszej życiowej energii, które Medycyna Wschodu nazywa jing. Tak naprawdę jing to według dawnej medycyny najcenniejszy składnik naszego organizmu, który należy chronić i wzmacniać za wszelką cenę, ponieważ to właśnie od niego zależy nasz rozwój, zdrowie, płodność i poziom życiowej energii, bez której ciężko coś przecież osiągnąć 🙂 Wschodnie jing możemy porównać do naszego  zachodniego DNA, ale nie jest ono dokładnie tym samym, co DNA, jest czymś bardziej złożonym. Nie chciałabym Was tutaj zamęczać szczegółowymi naukowymi wyjaśnieniami, bo mogłoby to zająć kilka stron 🙂 ale naprawdę warto zapamiętać, że kiedy przestajemy jeść mięso, ryby oraz nabiał, które regenerują nasz organizm (w tym jing), powinniśmy dość często jeść produkty roślinne, które podobnie oddziałują na nas i wzmacniają nasze jing – takie jak na przykład: orzechy włoskie, karczochy, pokrzywa, wodorosty. Jest to nawet bardziej istotne, jeśli w naszym życiu jest dużo stresu, ciężko pracujemy i nie mamy czasu na przygotowywanie zdrowych posiłków. Zasoby tej podstawowej energii zużywają się z wiekiem i są tylko w małym stopniu odnawialne, łatwo je więc wyczerpać i możemy już nigdy nie wrócić do poprzedniej formy.  Jing wpływa też na naszą płodność, ma związek z jakością nasienia i jajeczek, jeśli  więc jesteśmy weganami i myślimy o założeniu rodziny, warto spożywać więcej produktów, które wymieniłam wyżej, ale nie musi być tego dużo, wystarczy kilka potraw w tygodniu.

Więcej na temat jing napiszę w kolejnych postach, ponieważ jest to ważna kwestia, z którą warto lepiej się zapoznać. Dodam jeszcze tylko, że kiedy posiadamy dużo jing, starzejemy się wolniej i długo pozostajemy atrakcyjni fizycznie 🙂

Zapraszam na przepis 🙂

Pasztet z selera i białej kapusty

Rodzaj posiłku: pasztet warzywny
Podajemy z:  chlebem, ziemniakami; można użyć jako farszu do naleśników, pierogów
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: składniki tej zupy wzmacniają Serce, Wątrobę, Śledzionę, Jelito Grube, Płuca, Nerki, Pęcherz
Ilość porcji: dwie keksówki pasztetu
Składniki: seler korzeniowy, cebula, biała kapusta, orzechy włoskie, mąka jaglana, mleko sojowe, mleko kokosowe (opcja), siemię lniane, nasiona chia, kolendra, kmin rzymski, liście laurowe, oregano, pieprz kolorowy, sól morska (ewent. kamienna), sos sojowy
Przyrządy kuchenne: malakser z tarczą do ucierania warzyw lub tarka, dwie keksówki, młynek do kawy (ziół)

Składniki

500 g obranego i oczyszczonego selera
300 g białej kapusty – oczyszczonej, bez głąba
2 średnie cebule
200 g orzechów włoskich łuskanych
10 g (1 łyżka) nasion chia, całych
100 g mąki jaglanej
20 g (4 łyżki) zmielonego siemienia lnianego
1 łyżeczka zmielonych liści laurowych
1 czubata łyżka oregano
1/3 łyżeczki zmielonego kolorowego pieprzu (lub innego)
1 łyżeczka zmielonej kolendry
1 łyżka soli morskiej (lub kamiennej)
2 łyżki sosu sojowego tamari (lub innego)
250 ml mleka sojowego
2 lekko czubate łyżki gęstego mleka kokosowego (ewent. 3 łyżki mleka sojowego)
125 ml wody

dwie keksówki – około 25 dł/11 szer./7 wys. każda
tłuszcz oraz mąka do wysypania keksówek – kukurydziana/kokosowa/jaglana

 

Przygotowanie

  1. Seler, kapustę oraz cebulę ścieramy za pomocą malaksera na tarczy o średnich oczkach (można też zetrzeć na tarce) i przekładamy do dużej miski.
  2. Orzechy mielimy bardzo drobno również za pomocą malaksera. Powinny być tak rozdrobnione, żeby powstała jednolita masa – mogą pozostać małe grudki, chodzi o to, żeby to było chociaż trochę „maziste” 🙂
  3. Rozdrobnione orzechy wrzucamy do miski z warzywami i łączymy wszystko razem, lekko rozcierając i ugniatając.
  4. Nasiona chia rozdrabniamy w młynku do kawy na proszek.
  5. Do osobnej miski wrzucamy mąkę jaglaną, rozdrobnione chia, siemię lniane, zmielone liście laurowe, oregano, zmielony kolorowy pieprz, zmieloną kolendrę oraz sól. Dokładnie mieszamy i dodajemy do miski z warzywami, a następnie łączymy ze sobą składniki, rozcierając wszystko i ugniatając.
  6. W osobnej misce łączymy ze sobą mleko sojowe, mleko kokosowe, wodę oraz sos sojowy i na koniec wlewamy płynne składniki do miski z warzywami. Mieszamy.
  7. Keksówki natłuszczamy i wysypujemy mąką kukurydzianą/kokosową/ jaglaną (ja użyłam kokosowej, ale jest wtedy wyczuwalny lekko słodki smak, osobiście lubię, ale nie wiem, czy każdemu będzie to pasowało).
  8. Masę na pasztet rozdzielamy na dwie części i napełniamy nią keksówki. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 200°C. Pieczemy przez 60 minut z włączoną grzałką dolną i górną.
  9. Piekarnik wyłączamy, polewamy pasztet po wierzchu wodą (po 5 łyżek na keksówkę) i zostawiamy w piekarniku jeszcze na 10 minut. Wyjmujemy i pozostawiamy w keksówkach do wystudzenia. Pyszny, pyszny, pyszny! 🙂

          Uwagi

  1. Czasami dodaję niedużą garść namoczonej wcześniej suszonej żurawiny – ciekawe zestawienie smaków 🙂
  2. Pasztet przygotowałam z warzyw pochodzących z gospodarstwa ekologicznego 🙂

Love,

               Grainma

………………………
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka
Zdjęcia potrawy: Mariola Białołęcka, Copyright © 2020 by Mariola Białołęcka II
All rights reserved

 

 

Pełna smaków zupa z tartych warzyw

Weganizm jest obecny w moim życiu od wielu, wielu lat, testowałam przepisy wegańskie jeszcze wtedy, kiedy niewiele osób w Polsce znało to słowo 🙂 Później zostałam wydawcą książek o tej tematyce („Nakarmić duszę”, „Ubrać duszę” – gdzie są też moje przepisy) i wreszcie sama zostałam autorką książki „Zaskakujące tofu” i zaczęłam prowadzić bloga, gdzie większość przepisów jest wegańska. Dzięki mojej pracy zetknęłam się z wieloma osobami, które szukały dobrych przepisów wegańskich – smacznych, a równocześnie wzmacniających zdrowie i dających energię. Rozmowy z ludźmi, którzy byli weganami lub chcieli nimi zostać, wywarły wpływ na przepisy, które obecnie przygotowuję. Podczas tych rozmów często pojawiała się kwestia smaku warzywnych potraw, zwłaszcza zup. I chociaż minęło już kilka lat i powstało wiele przepisów wegańskich, widzę, że nadal jest sporo do zrobienia i wyjaśnienia, jeśli chodzi o wegańskie odżywianie się.  Przygotowując więc dzisiejszy przepis, chciałam pokazać, co zrobić, żeby zupy nie zawierające mięsa miały wyrazisty smak i dostarczały nam takiej energii, jakiej dostarczają te, które są gotowane na mięsnych wywarach. Zresztą nie tylko o zupy tu chodzi 🙂

Jeśli odżywiamy się głównie warzywami, owocami, strączkami, grzybami oraz orzechami, naszemu organizmowi po jakimś czasie zaczyna brakować ciepła, ponieważ produkty te w większości są wychładzające (zgodnie z Medycyną Wschodu). Tym bardziej że wiele osób chętnie sięga po chłodne lub zimne z natury awokado, szpinak, cukinię, ogórek oraz banany i spożywa je na surowo, a przecież są to produkty, które nawet na ciepło nie są łatwe do strawienia (według Medycyny Wschodu gaszą nasz ogień trawienny). Po jakimś czasie takiego stylu odżywiania się zaczynamy rozglądać się za kubkiem gorącego kakao z cynamonem oraz… ciepłym kocem i chociaż niechętnie się do tego przyznajemy, marzy nam się przytulny koc z wełny, który jak wiadomo najlepiej nas ogrzeje 🙂

Dieta warzywno-owocowa staje się problemem zwłaszcza wtedy, kiedy nie wiemy, jak zrównoważyć wychładzające działanie warzyw, owoców oraz strączków. Oczywiście jest to szeroki temat i trudno go przedstawić w krótkim tekście, ale warto pamiętać przynajmniej tyle, żeby do potraw warzywnych i owocowych dodawać często następujące przyprawy: czosnek, imbir, ziele angielskie, anyż gwiazdkowaty, cynamon, chilli, pieprz cayenne, bazylię, rozmaryn oraz cząber. Nie żałujmy też cebuli i porów. Poza tym ważne jest, żeby osoby na diecie wegetariańskiej, a przede wszystkim wegańskiej, spożywały więcej potraw gotowanych lub pieczonych. Dzięki temu organizm pozostanie w równowadze nawet w chłodne dni i wełniany koc nie będzie już potrzebny 🙂

Dzisiejsza zupa jest właśnie taką potrawą, która rozgrzeje serce i ciało nawet w bardzo zimowe dni 🙂 Pełno w niej rozgrzewających i pobudzających przypraw, jest też por, czosnek i cebula, które mają podobne działanie, a równocześnie jest całkiem dobrze zrównoważoną potrawą, ponieważ część składników, takich jak passata, jabłko czy seler, to produkty wychładzające. Niemniej zupa ta rozgrzewa i równocześnie przyspiesza metabolizm, podnosi też ciśnienie krwi, tak więc osoby, którym często jest gorąco, mają gorące dłonie i stopy (w nocy wysuwają stopy spod kołdry), mają nadciśnienie, powinny tę zupę spożywać okazjonalnie, ewentualnie w ogóle z niej zrezygnować.

Zazwyczaj przygotowuję „duży gar” tej zupy, ponieważ uwielbia ją moja rodzina i przyjaciele. Jest więc okazja, żeby się spotkać w większym gronie lub obdarować kilka osób tymi zdrowymi pysznościami. Zdrowymi także dlatego że przygotowuję ją z eko warzyw, które są pełne smaków, aromatów i mają piękny kolor, zwłaszcza marchewka i buraczki.

Zapraszam na przepis i zachęcam do wypróbowania – zupa ma wyrazisty smak i daje energię, której wszyscy potrzebujemy 🙂

Pełna smaków zupa z tartych warzyw

Rodzaj posiłku: zupa warzywna
Podajemy ze: śmietanką kokosową i świeżą bazylią
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: składniki tej zupy wzmacniają wiele narządów: Serce, Wątrobę, Śledzionę, Jelito Grube, Płuca, Nerki, Pęcherz
Ilość porcji: dużo około 8 litrów zupy
Składniki: buraki, marchew, seler, pietruszka korzeń, cebula, por, czosnek, kolendra, kmin rzymski, liście laurowe, ziele angielskie, goździki, majeranek, pieprz kolorowy, sól himalajska, tofu naturalne, sos sojowy, kwaśne jabłka, passata, ocet winny
Przyrządy kuchenne: malakser z tarczą do ucierania warzyw lub tarka, duży garnek -10 litrów

Składniki

2 kg buraków (warzywa najlepiej eko)
1 kg marchwi
300 g korzenia pietruszki
400 g selera korzeniowego
2 duże cebule
1 por (biała i zielona część, ok. 20 cm)
3 duże kwaśne jabłka
1,5 łyżki nasion kolendry
1 łyżka nasion kminu rzymskiego
3 duże liście laurowe
7 dużych ziaren ziela angielskiego
7 dużych goździków
2 anyże gwiazdkowate
1 łyżeczka ziaren kolorowego pieprzu
2 czubate łyżki majeranku
4 łyżki oleju do smażenia
1 – 2 duże ząbki czosnku
400 g tofu naturalnego, pokrojonego na kawałki (6 – 8 kawałków)
2 łyżki soli himalajskiej grubo zmielonej
3 łyżki sosu sojowego tamari (bezglutenowego)
3 łyżki octu winnego jabłkowego
750 ml passaty bez dodatków
świeże listki bazylii
mleko/śmietanka kokosowa do polania po wierzchu
po 1 łyżeczce oleju słonecznikowego/z orzechów włoskich/lnianego na porcję

Przygotowanie

  1. Za pomocą malaksera – tarcza o średnich oczkach – ucieramy buraki, marchew, pietruszkę, seler, cebulę, por oraz jabłka na nieduże wiórki
  2. W młynku do kawy mielimy kmin rzymski i kolendrę.
  3. Rozgrzewamy niedużą patelnię i wrzucamy wszystkie suche przyprawy: zmieloną kolendrę i kmin rzymski, liście laurowe, ziele angielskie, gożdziki,  anyż gwiazdkowaty, pieprz oraz majeranek. Prażymy przez kilkanaście sekund na suchej patelni –  lekko nią poruszając od czsau do czasu – do momentu, aż zaczną pachnieć, i od razu przerzucamy do osobnej miseczki.
  4. Rozgrzewamy olej w dużym garnku, wrzucamy utarte warzywa z jabłkiem i mieszając podsmażamy około 2 – 3 minut,  dodajemy uprażone przyprawy, czosnek, tofu oraz sól i wlewamy wodę – taką ilość, żeby tylko przykryła warzywa.
  5. Garnek przykrywamy i gotujemy przez 20 minut od momentu zagotowania się wody.
  6. Wyjmujemy tofu, przekładamy do osobnej miski, a następnie wlewamy do zupy sos sojowy oraz passatę. Zupę ponownie zagotowujemy i gotujemy jeszcze przez 2 – 3 minuty.
  7. Zestawiamy z ognia, wlewamy ocet winny, mieszamy. Następnie odlewamy 2 szklanki zupy (sam płyn) i miksujemy razem z tofu. Powstałą w ten sposób śmietankę wlewamy do zupy, mieszamy. Ewentualnie doprawiamy całość do smaku świeżo zmielonym pieprzem, solą oraz octem winnym.
  8. Podajemy w miseczkach lub na talerzach polane śmietanką kokosową i odrobiną oleju tłoczonego na zimno (np. słonecznikowego, z orzechów włoskich lub lnianego), z dodatkiem świeżej bazylii i ewent. innych ziół.

Pyszna i rozgrzewająca 🙂

Uwagi

  1. Jeśli nie potrzebujecie takiej ilości zupy, zmniejszcie proporcjonalnie składniki, nadal będzie smaczna i zachowa swoje właściwości 🙂

 

Love,

                 Grainma

………………………
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka
Zdjęcia potrawy: Mariola Białołęcka, Copyright © by Mariola Białołęcka II
All rights reserved

Wegański omlet z cukinią i marchewką

Lubicie kurkumę? Dodajecie ją do wszystkiego, wierząc w jej zdrowotne właściwości? Jeśli tak, to chyba Was zaskoczę 🙂 Chociaż kurkuma wzmacnia układ trawienny, pomaga odbudować florę jelitową, uwalnia z zastoju i ma całe mnóstwo innych dobrych właściwości – na przykład leczy stany zapalne, oczyszcza krew oraz wątrobę, to jednak niektórym osobom może niestety zaszkodzić. Warto wiedzieć, że kurkuma rozrzedza krew, jeśli więc ktoś bierze lekarstwa rozrzedzające krew, powinien skonsultować się z lekarzem, zanim sięgnie po tę przyprawę/zioło. Z tego też powodu kobiety w ciąży również nie powinny dodawać za często kurkumy do potraw – jedynie niewielkie ilości od czasu do czasu. Dotyczy to także przyprawy curry, gdzie kurkuma jest jednym z głównych składników. Warto również pamiętać, że jako typowa hinduska przyprawa kurkuma jest dość mocno rozgrzewająca i wysuszająca. Jeśli więc ktoś ma gorące dłonie i stopy lub uderzenia gorąca, powinien omijać kurkumę szerokim łukiem 🙂 Tego typu przyprawy generalnie nie są zalecane dla kobiet 40+, lepiej używać kolendry, mięty, majeranku lub skórki cytrynowej (flavedo). Nie powinno się też spożywać potraw zawierających dużo kurkumy podczas miesiączki, ponieważ przyprawa ta porusza krew, może więc zwiększyć krwawienie.

Jeśli kurkuma jest obecna w Waszej kuchni w dużych ilościach – na przykład pijecie sporo „złotego mleka”, jesteście weganami i często dosypujecie ją do potraw, żeby nadać im „jajeczny” kolor – obserwujcie reakcje swojego organizmu. Jeśli stwierdzicie u siebie zawroty głowy, pieczenie dłoni i stóp, jeśli zaczniecie często budzić się w nocy i nie będziecie mogli później zasnąć, zaczniecie się nadmiernie pocić, także w nocy, lub będziecie mieli wysuszone i podrażnione oczy, w ogóle zrezygnujcie z kurkumy (i podobnie rozgrzewających przypraw – takich, jak np. imbir, czosnek, cynamon, ziele angielskie czy też liść laurowy). A nawet jeśli nie macie powyższych objawów, traktujcie kurkumę z szacunkiem 🙂 i ograniczcie jej ilość w potrawach. To bardzo silne zioło, ostatnio nadmiernie spożywane przez wiele osób (także w formie suplementów), które może mocno zaburzyć równowagę organizmu (jin-jang), jeśli nie będziemy uważni 🙂

A gdybyście chcieli stosować kurkumę terapeutycznie (leczniczo), najlepiej byłoby skonsultować się z lekarzem medycyny naturalnej, specjalizującym się w tego typu terapiach (lub fitoteraputą), który ustali odpowiednią dla Was dawkę dzienną i określi, czy w Waszym przypadku kurkuma jest w ogóle zalecana (warto na przykład zachować ostrożność w przypadku kamieni żółciowych, na co zwracał uwagę już dawno temu słynny lekarz Avicenna w swoim „Kanonie medycyny”).

Piszę o tym, ponieważ podobnie jak wiele innych osób, ja również uległam przez chwilę modzie – piłam często „złote mleko” i dodawałam duże ilości kurkumy do moich wegańskich potraw. Ostatnio jednak przestałam się z tym czuć komfortowo i zaczęłam się zastanawiać, czy rzeczywiście warto, skoro skutki dla organizmu mogą być aż tak opłakane? Postanowiłam więc ograniczyć spożycie kurkumy i zaczęłam szukać nowych rozwiązań. Dlatego też tym razem, przygotowując wegański omlet z tofu, zamiast kurkumy dodałam do niego marchewkę oraz cukinię i uzyskałam ciekawą w smaku potrawę, która przypomina omlet przygotowany na bazie jajek. Moi testerzy byli zachwyceni i przekonani, że jedzą omlet, jaki babcia serwowała im na śniadanie, kiedy byli  jeszcze dziećmi 🙂

Zapraszam na przepis!

Wegański omlet z cukinią i marchewką

Rodzaj posiłku: warzywny omlet
Podajemy z: chlebem, ziemniakami, ryżem, kaszą, z dodatkiem świeżych ziół i ewentualnie z pomidorowym lub majonezowym sosem
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: składniki potrawy działają korzystnie na Wątrobę, Śledzionę, Jelito Grube oraz Płuca (wzmacniają odporność)
Ilość porcji: 1 – 2
Składniki: tofu naturalne, mleko sojowe, mąka ryżowa, skrobia ziemniaczana, cebula, marchewka, cukinia, siemię lniane, sok jabłkowy, proszek do pieczenia, soda oczyszczona, mleko sojowe, sól oraz pieprz
Przyrządy kuchenne: spiralizer (może też być tarka), mandolina (szatkownica), malakser, patelnia o średnicy 20 – 21 cm+ pokrywka

Składniki

60 g mąki ryżowej
30 g skrobi ziemniaczanej
1 lekko czubata łyżka siemienia lnianego
1/4 łyżeczki świeżo zmielonego zielonego pieprzu
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
200 g tofu, rozdrobnionego
125 ml mleka sojowego + 2 łyżki
2 łyżki soku jabłkowego
pieprz oraz sól do smaku
80 g cukinii – „utartej” na makaron za pomocą spiralizera, ewent. startej na tarce
80 marchewki – „utartej” na makaron za pomocą spiralizera, ewent. startej na tarce
60 g cebuli, pokrojonej na talarki, najlepiej za pomocą mandoliny
2 łyżki oleju do smażenia + 1 łyżeczka
pieprz oraz sól do smaku

Przygotowanie

  1. W misce łączymy mąkę ryżową, skrobię ziemniaczaną (nie mąkę), siemię lniane, pieprz, sól, proszek do pieczenia oraz sodę. Mieszamy, żeby składniki dobrze się połączyły, a następnie wrzucamy do pojemnika malaksera.
  2. Dodajemy rozdrobnione tofu, mleko sojowe oraz sok jabłkowy i miksujemy do uzyskania jednolitej, gładkiej konsystencji. Odstawiamy na bok.
  3. Rozgrzewamy olej (2 łyżki) na patelni (powinna mieć średnicę 20 – 21 cm), wrzucamy cebulę i na dużym ogniu smażymy przez jedną minutę, mieszając od czasu do czasu, żeby się nie przypaliła. Dodajemy marchewkę oraz cukinię i smażymy przez dwie minuty pod przykryciem na małym ogniu, również mieszając od czasu do czasu. Warto dodać marchewkę i cukinię w tej właśnie formie – „utartą” na makaron za pomocą spiralizera – ponieważ dzięki temu omlet jest bardziej puszysty 🙂 Jednak możecie też po prostu zetrzeć warzywa na tarce 🙂
  4. Zestawiamy patelnię z ognia i wrzucamy masę z tofu i mąki, równomiernie ją rozprowadzając. Musimy działać szybko, ponieważ masa łatwo się ścina. Patelnię stawiamy ponownie na ogniu i smażymy omlet na średnim ogniu pod przykryciem przez 5 minut. Znów zestawiamy z ognia, zsuwamy omlet na talerz, a następnie nakładamy na niego patelnię (trzeba uważać, bo wszystko jest gorące i łatwo się oparzyć), odwracamy i smażymy drugą stronę omletu przez 4 minuty również pod przykryciem. Patelnię warto jeszcze wysmarować tłuszczem (1 łyżeczka), zanim nałożymy ją na omlet
  5. Podajemy od razu – z chlebem, ziemniakami, ryżem, kaszą, z dodatkiem ziół i ewentualnie z ulubionym sosem. Pasuje tu na przykład sos pomidorowy lub  majonezowy. Pychota! Musicie spróbować 🙂

Love,

                   Wasza Grainma

………………………
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka
Zdjęcia potrawy: Mariola Białołęcka, Copyright © by Mariola Białołęcka II
All rights reserved

Budyń na mleku gruszkowym

Jak często łączycie gruszkę z miętą w deserach lub daniach wytrawnych? Lubicie to połączenie? Czy wiecie, dlaczego warto dodawać je razem do potrawy? Mięta wspaniale chłodzi organizm i moim zdaniem powinna znaleźć się w każdym ogrodzie, a nawet na każdym balkonie. Kiedy przychodzi lato i upalne dni, kojący zmysły zapach mięty jest nie do przecenienia. To czysta przyjemność móc przy niej chociaż przez chwilę posiedzieć, kiedy żar leje się z nieba, delektując się przy okazji pyszną herbatką przygotowaną z jej świeżych liści – tak, jak robią to Hiszpanie 🙂 Gruszka nie jest gorsza 🙂 Jej odżywcze i chłodzące ciało właściwości znane są od wieków i chętnie wykorzystywane w różnych recepturach. Obie korzystnie wpływają na Płuca i Jelito Grube, podobnie jak bialy sezam i migdały, ponieważ działają nie tylko chłodząco ale też nawilżająco, co w przypadku tych narządów ma duże znaczenie. Zarówno Płuca, jak i Jelito Grube nie lubią upałów i suszy – muszą być odpowiednio nawilżone, żeby prawidłowo wykonywały swoją pracę. Płuca są szczególnie wrażliwe na warunki zewnętrzne, ponieważ to one bezpośrednio łączą nas z otoczeniem, nie tylko poprzez oddech, ale też poprzez skórę. Klimatyzacja wydaje się być błogosławieństwem, kiedy na zewnątrz jest 30+, ale ma też swoje słabsze strony – wysusza nas. Warto o tym pamiętać, kiedy wybieramy się latem w dłuższą podróż samochodem z klimatyzacją lub klimatyzowanym autobusem (pociągiem) i przygotować kontratak, chociażby w postaci produktów, które nawilżają i równocześnie odżywiają ciało, takich właśnie jak gruszka, sezam, pokrzywa, mleko kokosowe czy nasiona hempu. Nie musi to być skomplikowane – herbatka z pokrzywy w termosie, kompot z gruszek, trochę truskawek lub poziomek, a także dobrej jakości chałwa czy koktajl z mleka kokosowego i nasion konopi (hempu) szybko pomogą nawilżyć i odżywić ciało. Pomocne będą też pomidory, szpinak i nasze poczciwe ziemniaki. Zobaczcie, co będzie Wam najbardziej odpowiadać. (Jak się okazuje, to wcale nie przypadek, że osoby podróżujące samochodem tak chętnie sięgają po frytki w McDonalds – chociaż nie o takie ziemniaki chodzi). 🙂

Chociaż gruszka nie jest tak popularna jak jabłko, ma ona wiele wspaniałych właściwości. Jest jednym z tych produktów, które pomagają nam, kiedy mamy zatkane drogi oddechowe, ponieważ rozpuszcza zalegający w nich śluz. Podobnie działa mięta 🙂 Więc już teraz wiecie, dlaczego i kiedy warto łączyć gruszkę z miętą 🙂 Oba produkty wzmacniają Płuca i wpływają korzystnie na Jelito Grube, wzmacniają też Żołądek i Śledzionę. Kiedy je połączymy, ten korzystny wpływ będzie mocniejszy. Ciekawe jest to, że chociaż gruszka ma działanie nawilżające, to równocześnie jest jednym z niewielu produktów, które przeciwdziałają skutkom wilgoci 🙂 Niemniej osoby, którym ciągle jest zimno, często się przeziębiają i mają mało energii, powinny spożywać takie produkty, jak gruszki, mięta, pomidory, ogórki czy szpinak okazjonalnie.

Budyń na mleku gruszkowym ma działanie odżywcze, chłodzące i nawilżające, dlatego polecam go zwlaszcza latem w okresie upałów, suszy lub zimą, kiedy często przebywamy w klimatyzowanych pomieszczeniach. Można go też przygotować, kiedy chorujemy, żeby wspomóc usuwanie śluzu zalegającego w drogach oddechowych. Poza tym jest przyjemną w smaku i mocno relaksujacą potrawą, którą można też przygotować ot tak po prostu, bez specjalnej okazji 🙂 Dodam jeszcze, że jednym ze składników tego budyniu jest kompot z suszonych gruszek, który jest naturalnie słodki i w związku z tym do potrawy nie musimy już dodawać cukru.

Jak widzicie na zdjęciach, budyń podaję z poziomkami, które także wzmacniają Płuca i także mają chłodzące, odżywcze i nawilżające działanie, a przy tym smakują obłędnie 🙂 Do budyniu można dodać też rozgrzewający syrop klonowy, dzięki któremu będzie miał on bardziej wyrazisty smak, i ewentualnie śmietankę sojową. Sprawdźcie sami, który wariant najbardziej Wam pasuje  🙂

Budyń na mleku gruszkowym

Rodzaj posiłku: budyń wzmacniający zdrowie
Podajemy z: poziomkami, truskawkami, świeżą miętą, ewentualnie ze śmietanką sojową
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: składniki potrawy działają wzmacniająco na Płuca i Jelito Grube
Ilość porcji: 2
Składniki: suszone gruszki, mleko sojowe, świeża mięta, skrobia ziemniaczana, syrop klonowy (opcja), poziomki/truskawki, śmietanka sojowa (opcja)

Składniki

80 g suszonych gruszek
250 ml wrzącej wody
125 ml zimnej wody
375 ml mleka sojowego lub innego rośłinnego (patrz: uwagi)
2 czubate łyżki skrobii ziemniaczanej
gałązka świeżej mięty – o długości ok. 15 – 17 cm
2 łyżki syropu klonowego (opcja)
kilka łyżek śmietanki sojowej (opcja)
3/4 szklanki poziomek lub truskawek

Przygotowanie

  1. Poprzedniego dnia wieczorem wrzucamy suszone gruszki do miski i zalewamy 1 szklanką wrzącej wody (250 ml). Przykrywamy miskę i zostawiamy gruszki na noc do namoczenia.
  2. Rano przekładamy gruszki razem z płynem do niedużego rondla, dodajemy pół szklanki (125 ml) zimnej wody, stawiamy rondel na kuchence i doprowadzamy płyn z gruszkami do wrzenia na dużym ogniu. Następnie na małym ogniu gotujemy przez 5 minut.
  3. Zestawiamy gruszki z ognia i odsączamy na sicie. Powinniśmy uzyskać 250 ml słodkiego  kompotu z gruszek. Gruszki wyrzucamy.
  4. Osobno do niedużej miski wlewamy 125 ml mleka sojowego, wrzucamy 2 łyżki skrobii ziemniaczanej i mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji.
  5. Kompot (250 ml) wlewamy do rondla, dodajemy pozostałe mleko sojowe (250 ml) i doprowadzamy całość do wrzenia. Kiedy nasze „mleko gruszkowe” (mleko połączone z kompotem gruszkowym) zaczyna iść do góry, wrzucamy gałązkę mięty i gotujemy przez około 20 sekund, uważając, żeby mleko nie wykipiało, a następnie wlewamy mleko połączone ze skrobią i mieszamy, dopóki budyń nie zgęstnieje. Wyjmujemy miętę, zmniejszamy ogień, a następnie przykrywamy garnek i gotujemy przez 30 sekund.
  6. Od razu nakładamy do miseczek. Kiedy już trochę przestygnie – powinien być ciepły, ale nie gorący – podajemy z poziomkami i ewentualnie innymi dodatkami. Jest przepyszny, z delikatnym posmakiem chłodzącej mięty – jesz i czujesz, jak całe napięcie z Ciebie opada. Enjoy! 🙂

Uwagi

  1. Do przygotowania budyniu można użyć każdego mleka roślinnego, ale użycie mleka sojowego zwiększy nawilżające, odżywcze i chłodzące właściwości budyniu.
  2. Kiedy już przygotujemy kompot z gruszek, nie musimy od razu robić na jego bazie budyniu. Kompot można odstawić do lodówki, a budyń przygotować tuż przed posiłkiem, żeby był ciepły, kiedy będziemy go podawać. Jeśli przygotujemy go dużo wcześniej, rozrzedzi się i zamiast budyniu będziemy mieli koktajl 🙂
  3. Jeśłi po odsączeniu gruszek uzyskacie mniej kompotu niż 250 ml, nie musicie się tym przejmować, po prostu dodajcie więcej mleka sojowego tak, żeby ilość się zgadzała. To zależy od gruszek, może się okazać, że kupicie gruszki, które będą bardziej wysuszone i one wchłoną więcej wody.

Love,

                       Grainma

………………………
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka
Zdjęcia potrawy: Mariola Białołęcka, Copyright © by Mariola Białołęcka II
All rights reserved

Jaglanka z czerwoną papryką

Czujecie się ostatnio zmęczeni? Bardziej niż kiedykolwiek wcześniej? Obawiacie się, że ma to związek z koronawirusem i pandemią? Wcale nie musi tak być! Przyczyna tego zmęczenia może leżeć zupełnie gdzie indziej. Gorące letnie miesiące to wielkie wyzwanie dla Nerek – podstawowego źródła naszej życiowej energii. Latem Nerki znajdują się w swoim energetycznym minimum – w przeciwieństwie do Serca, które doświadcza właśnie swojej szczytowej formy, czyli energetycznego maksimum.  Zgodnie z Medycyną Wschodu (medycyną energetyczną) to własnie w Nerkach przechowywana jest energia, którą otrzymaliśmy w momencie poczęcia od naszych rodziców, a także tzw. kosmiczna energia. Starożytni Chińczycy nazywali ten rodzaj energii – „kosmicznym czi”, czasami też „karmicznym czi”. W trakcie naszego życia do Nerek trafia także nadwyżka energii pochodząca z pożywienia i oddechu – w ten sposób możemy w pewnym stopniu odnowić nasze zasoby energetyczne – tzw. jing – chociaż generalnie większa część tych zasobów jest nieodnawialna. Co więcej, ich ilość zmniejsza się wraz z wiekiem. A jeśli na dodatek dostarczamy sobie za mało odpowiedniej jakości jedzenia, jeśli nie oddychamy prawidłowo, żyjemy w ciągłym stresie i pracujemy ponad siły, zwłaszcza w pozycji stojącej lub dźwigając ciężary, zaczynamy zużywać nasze rezerwy energetyczne, nasze jing, szybciej niż powinniśmy, i w przyspieszonym tempie zaczynamy się starzeć. Włosy zaczynają siwieć i wypadać, tracimy zęby, zaczynamy chorować na osteoporozę, pogarsza nam się słuch i pamięć, a także zmniejsza się nasza potencja i płodność. Wszystko dlatego że nieprawidłowo gospodarujemy naszymi zasobami energetycznymi. Jeśli więc chcemy jak najdłużej pozostać młodzi i pełni wigoru, powinniśmy przestrzegać następujących zasad:

  1. Odpoczywać jak najwięcej, zwłaszcza latem, kiedy Nerki są najsłabsze. Być może to, co za chwilę powiem, oburzy zwolenników długich letnich spacerów, ale najlepszy wypoczynek w czerwcu i w lipcu, to miłe spędzanie czasu w pozycji leżącej, ponieważ to wzmacnia Nerki 🙂
  2. Ale uwaga! Nadmiar gorąca szkodzi Nerkom, dlatego jeśli chcemy spędzać czas na plaży, powinniśmy mieć możliwość schowania się w cieniu  – pod parasolem, w namiocie plażowym, na osłoniętym od słońca łóżku plażowym, możliwości jest wiele. Chodzi o to, żeby nie przebywać przez cały czas na słońcu. Zwłaszcza pomiędzy godziną 10 a 14 powinniśmy często chować się pod parasolem lub w np. w namiocie.
  3. O tym nie trzeba przypominać, ale jedzmy jak najwięcej żywności pochodzącej z gospodarstw ekologicznych. Zrezygnujmy w ogóle z żywności przetworzonej, żeby nie obciążać Nerek konserwantami i innymi dodatkami do żywności.
  4. Unikajmy sytuacji, w których musimy długo stać lub nosić ciężkie rzeczy.
  5. Zimno także szkodzi Nerkom. Zimą unikajmy pracy na zewnątrz, a jeśli nie jest to możliwe, ograniczmy czas spędzany na zewnątrz. Ważne, żeby chronić dolną część pleców, zawsze kiedy jest zimno i wietrznie, a my jesteśmy na zewnątrz.
  6. Ograniczmy najlepiej do zera – lody i zimne napoje z lodem lub z lodówki, ponieważ ich spożywanie wyczerpuje energię Nerek (jing). Chodzi tu także o ograniczenie spożycia produktów zimnych z natury, takich jak np.: arbuz, ogórek, pomidor, banan, grapefruit, jogurt, zwłaszcza na surowo. Produkty takie lepiej jeść gotowane, pieczone, smażone i/lub z dodatkiem rozgrzewających przypraw – np. cynamonu, anyżu, kardamonu, pieprzu, chili, a w przypadku warzyw z dodatkiem cebuli, szczypiorku, itp.
  7. Spożywajmy produkty wzmacniające Nerki takie, jak: orzechy włoskie, szparagi, seler, ziemniaki, czarna fasola, czerwona papryka, maliny, truskawki, poziomki, winogrona, kasza jaglana, pokrzywa. Dzięki tym produktom wróci nasza siła. Osobiście sprawdzone 🙂
  8. Spożywajmy produkty wzmacniające jing – orzechy włoskie, migdały, nasiona sezamu, pyłek pszczeli, jajka (te dwa ostatnie nie są oczywiście odpowiednie dla wegan)

Dzisiejszą potrawę przygotowałam w taki sposób, żeby wzmacniała Nerki, dlatego w jej skład wchodzą: kasza jaglana, czerwona papryka (jej smak jest w tej jaglance niewyczuwalny) oraz maliny i migdały. Dodatkowo czerwona papryka poprawia krążenie krwi, a skórka pomarańczowa poprawia krążenie czi, w tym energii ochronnej – wei czi – co z punktu widzenia Tradycyjnej Medycyny Chińskiej oznacza, że nie tylko będziemy mieli więcej energii, ale też zwiększy się naszą odporność 🙂 Enjoy!

Jaglanka z czerwoną papryką

Rodzaj posiłku: potrawa śniadaniowa wzmacniająca zdrowie
Podajemy z: śmietanka sojowa/kokosowa, maliny, truskawki, migdały, skórka pomarańczowa
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: składniki potrawy działają wzmacniająco na Nerki
Ilość porcji: 2 – 3
Składniki: kasza jaglana, mleko sojowe, nasiona chia, czerwona papryka, skórka pomarańczowa, maliny/truskawki/poziomki, śmietanka sojowa/kokosowa, syrop z agawy

Składniki

200 g kaszy jaglanej
375 ml wody
250 ml mleka sojowego
1 lekko czubata łyżka świeżo otartej skórki pomarańczowej
1 czerwona papryka, ok. 200 g, drobno pokrojona
1 łyżka cukru kokosowego/palmowego lub innego ulubionego
1 łyżka nasion chia
1 płaska łyżeczka zmielonych nasion anyżu
szczypta soli

Osobno

maliny/truskawki/poziomki – wszystkie tu pasują
śmietanka sojowa/kokosowa
syrop z agawy lub słód ryżowy (patrz: uwagi)
posiekane migdały lub orzechy włoskie

Przygotowanie

  1. Do garnka wrzucamy kaszę jaglaną, wlewamy wodę, mleko sojowe, wrzucamy skórkę pomarańczową, czerwoną paprykę, cukier, nasiona chia, nasiona anyżu oraz sól.
  2. Doprowadzamy kaszę do wrzenia na dużym ogniu, a następnie gotujemy na małym ogniu przez 20 minut pod przykryciem.
  3. Jeszcze gorącą przekładamy do pojemnika malaksera i miksujemy do uzyskania jednolitej gładkiej konsystencji. Można też użyć ręcznego blendera (patrz: uwagi).
  4. Zmiksowaną kaszę nakładamy do miseczek, polewamy śmietanką roślinną, nakładamy owoce (mogą być z kompotu), polewamy syropem z agawy i posypujemy posiekanymi migdałami oraz skórką pomarańczową.

Uwagi

  1. Osoby na diecie bezglutenowej, które chcą używać słodu ryżowego, powinny sprawdzić, z czego jest zrobiony – jeśli ze słodkiego ryżu, będzie zawierał gluten.
  2. Kaszę jaglaną miksujemy, kiedy jest jeszcze gorąca – to jedno z moich odkryć, kiedy pracowałam nad „Zaskakującą kaszą”. Jeśli kasza przestygnie, już nie uzyskamy gładkiej konsystencji, pozostaną grudki.

Love,

                Grainma

………………………
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka
Zdjęcia potrawy: Mariola Białołęcka, Copyright © by Mariola Białołęcka II
All rights reserved

Jak urządzić ziołowy pachnący balkon?

Kiedy byłam dzieckiem, wakacje spędzaliśmy w niedużej wiosce na Kurpiach, do dziś jednym z najczystszych ekologicznie obszarów Polski. Wioska była położona w środku lasu, żeby do niej dotrzeć, jechało się około 10 kilometrów przez las. Ludzie ją zamieszkujący żyli wówczas w odosobnieniu, dla nich czas trochę się zatrzymał, nie mieli prądu, wodę brali ze studni, a podstawowym środkiem transportu był wóz drabiniasty. Oczywiście później cywilizacja dotarła też do nich, ale przez pierwszych kilka lat, wyjeżdżając na wakacje, tak naprawdę podróżowaliśmy w czasie 🙂 Warto pamiętać, że Kurpie to równocześnie jeden z najbiedniejszych regionów Polski. Co zawsze mnie dziwiło, ponieważ są położone na złożach bursztynu i nie raz się zdarzało, że podczas orki tamtejsi rolnicy wykopywali bursztyny wielkie jak głowy, ale być może nie potrafili dobrze wykorzystać pojawiających się możliwości.

Chata mojej ciotki położona była na skraju lasu, w ogrodzie rosły jabłonie, grusze, czereśnie oraz wiśnie – typowe drzewa dla polskiej wsi – a także mnóstwo ziół. Nie był to jakoś specjalnie uporządkowany ogród, ale rosło w nim wszystko, czego potrzebowała do życia rodzina mieszkająca na wsi –  także różne warzywa i owoce. Moja ciotka jako jedyna nie jadła mięsa, tylko warzywa i nabiał, do których dodawała mnóstwo ziół. W lesie zbierała jagody, maliny, poziomki oraz grzyby, a także dzikie zioła – niektóre rosły tuż przy domu 🙂 Dożyła w dobrym zdrowiu do 96 lat. Warto dodać, że latem wstawała razem ze słońcem i przez cały czas była aktywna, nie siedziała w domu, patrząc w telewizor i to nie tylko dlatego, że go nie miała. Po prostu lubiła ruch. Wyjazdy na wieś do mądrej ciotki-wegetarianki ukształtowały moje podejście do życia. Od tamtej pory kontakt z naturą jest dla mnie najważniejszy. Niezależnie gdzie mieszkam, czy mam ogród, czy tylko balkon, zawsze staram się stworzyć chociażby namiastkę tego klimatu, który panował w ogrodzie mojej ciotki, tak żeby znów – chociaż przez chwilę –  poczuć tamte aromaty i smaki.

Jakie więc rośliny uprawiam na moim balkonie?

W moim ogrodzie czy na balkonie nie znajdziecie rododendronów i oleandrów, chociaż to piękne kwiaty i zachwycam się nimi tak jak wszyscy 🙂 Wolę otaczać się roślinami jadalnymi, które pięknie pachną i mają właściwości lecznicze (w tym roku wyjątek stanowi heliotrop,  który nie jest rośliną jadalną, ale jego słodki waniliowy zapach ma kojący wpływ na ciało i duszę). Lubię więc posiedzieć blisko lawendy, róży, mięty, kocimiętki, melisy, bazylii, heliotropu, tymianku czy oregano. Jeśli jest ciepło, latem zaczynamy dzień od wypicia na balkonie porannej kawy, chłonąc równocześnie zapachy roślin, które wpływają korzystnie na nasz umysł i budują pozytywne nastawienie na cały dzień. W myśl buddyjskiej zasady, że rano napełniamy swój umysł jak największą ilością dobrych wrażeń, żeby w ciągu dnia wydarzały się tylko dobre rzeczy 🙂

Jak dobrać odpowiednie rośliny?

Ziołowy pachnący balkon to miejsce, w którym rano można naładować akumulatory, a wieczorem odprężyć się przed snem, powinny więc znaleźć się na nim rośliny, które lubimy – to podstawowa zasada. Równocześnie warto zadbać o to, żeby były to rośliny lecznicze i jadalne, ponieważ podnoszą one jakość naszego życia. Olejki eteryczne, które uwalniają, kiedy są poruszane – przez wiatr lub przez nas – nie tylko korzystnie wpływają na postrzeganie przez nas różnych spraw, ale także leczą nasze ciało. Co więcej, zarówno kwiaty jak i liście tych roślin możemy dodawać do herbatek, sałatek, deserów lub innych potraw, pamiętając, że świeżo zerwane zawierają najwięcej życiowej energii (czi) i właściwości leczniczych 🙂 Wybierając rośliny na balkon, warto udać się do gospodarstwa ogrodniczego i zakupić sadzonki. Osobiście wolę takie właśnie rozwiązanie, jeśli nie mam ogrodu, niż uprawianie roślin we własnym zakresie, ponieważ trzeba długo czekać, zanim z nasion wyrosną sadzonki, nigdy też nie wiemy, jaka jest jakość zakupionych nasion i czy w związku z tym w ogóle coś z nich wyrośnie, a co więcej zazwyczaj tych sadzonek jest dużo i nie wiadomo, co z nimi później robić, jeśli do doniczek najczęściej sadzi się jedną lub maksymalnie 3 🙂 Poza tym w ogrodnictwie możemy zobaczyć, jak roślina wygląda, poczuć jej zapach, energię, sprawdzić, czy do nas pasuje. Nasiona nie przekażą nam tych wszystkich informacji. Oczywiście, kiedy mamy już lepsze rozeznanie, jakie rośliny chcemy mieć u siebie, można pokusić się o własną uprawę, o ile faktycznie znamy się na tym na tyle, żeby mieć później na balkonie zdrowe i silne rośliny, które będą nas zachwycać przez całe lato i będą dla nas źródłem wspaniałych smaków i aromatów. Jeśli zdecydujemy się kupić sadzonki, warto znaleźć takie gospodarstwo, które produkuje naprawdę wysokiej jakości rośliny, łatwo adaptujące się do nowych warunków. Kiedyś kupowałam je w centrach handlowych, ale dostępne tam rośliny często chorują po przesadzeniu, wyraźnie są przenawożone. Moja rada – znaleźć w okolicy odpowiednie ogrodnictwo, najlepiej takie, gdzie rośliny uprawiane są naturalnymi metodami 🙂 Jak się o tym przekonać? Najlepsza metoda – prób i błędów. Kupujcie rośliny w różnych gospodarstwach i sprawdzajcie, jak się zachowują 🙂 Dodam jeszcze, że po pewnym czasie od razu będziemy wiedzieli, w jakim stanie jest roślina, którą chcemy kupić, to naprawdę widać, ale potrzebne jest doświadczenie. Kiedy chcemy kupić rośliny lecznicze, powinniśmy znać nazwę łacińską danej rośliny, żeby nie popełnić błędu.

Jak rośliny na nas wpływają?

Jak zapewne pamiętacie, od lat korzystam z mądrości Medycyny Wschodu – Tradycyjnej Medycyny Chińskiej oraz Tradycyjnej Medycyny Tybetańskiej – zarówno w życiu osobistym, jak i  w pracy zawodowej (jestem chociażby wydawcą książek o tej tematyce). Ta unikalna wiedza pozwala lepiej rozumieć prawa natury i pomaga w dokonywaniu lepszych życiowych wyborów. Kierując się nią, wiem na przykład, jaki wpływ wywierają na nas rośliny, także na poziomie energetycznym (chodzi tu też o związek z meridianami). Niektóre z nich są rozgrzewające, co oznacza, że pobudzają naszą energię, żebyśmy mogli coś ważnego osiągnąć, inne są ochładzające, co oznacza, że nas spowalniają, żebyśmy mogli się odprężyć, a jeszcze inne są neutralne. Wybierając rośliny na balkon lub do ogrodu, zawsze biorę pod uwagę ten wpływ i staram się tak je grupować, żeby ten wpływ zwiększyć. W ten sposób sadzę/stawiam blisko siebie następujące rośliny pobudzające do życia: bazylię, szałwię, rozmaryn, oregano, tymianek (macierzankę), geranium, jaśmin, lawendę, pachnotkę (shiso). Drugą grupę stanowią rośliny uspokajające, do których należą: melisa, róża, werbena cytrynowa (lippia trójlistna), rumianek, mięta, majeranek, wiciokrzew pomorski, fiołek pachnący, surfinia fioletowa, kocimiętka, wieczornik damski. Jeśli rano potrzebujemy dodatkowej stymulacji, najlepiej posiedzieć przez chwilę w pobliżu bazylii, rozmarynu i szałwii, lekko poruszając roślinami, żeby zaczęły uwalniać olejki eteryczne. Co więcej, zioła te wpływają wzmacniająco na Nerki (bazylia, rozmaryn, szałwia) i na Serce (szałwia, rozmaryn), co oznacza także, że dzięki tym olejkom nie zabraknie nam pomysłów, jak coś rozwiązać, poczujemy przypływ radości i co najważniejsze – przestaniemy się bać. Wiele  z wymienionych tu roślin, które możecie znaleźć na moim balkonie, korzystnie wpływa na Nerki – oregano, jaśmin, geranium, melisa, werbena – i na Serce: lawenda, fiołek, róża, melisa 🙂 Niektóre wzmacniają  też Wątrobę, na przykład melisa, róża, fiołek, inne Płuca – chociażby bazylia, werbena czy majeranek. Warto pamiętać o właściwościach roślin i dobierać je w taki sposób, żeby stanowiły antidotum na różne nasze problemy. Ja staram się właśnie w taki sposób podchodzić do roślin, którymi się otaczam 🙂

Dodatkowe uwagi dotyczące umieszczania roślin na balkonie

  1. Balkon nie powinien tonąć w kwiatach i roślinach. Rośliny zwłaszcza wieczorem oddają dużo wilgoci, która nie jest korzystna dla zdrowia. Stosuj zasadę mniej znaczy lepiej. Wszystko oczywiście zależy od wielkości balkonu/tarasu, ale nie powinniśmy mieć poczucia przeładowania roślinami.
  2. Druga rzecz, która przemawia za powyższą zasadą, to ciężar doniczek, zwłaszcza glinianych, z ziemią. Mokra ziemia jest bardzo ciężka. Trzeba się upewnić, czy konstrukcja balkonu jest wystarczająco mocna – sprawdzić, jaki ciężar uniesie, tym bardziej że na balkonie trzymamy też meble i często różne skrzynie na rzeczy, które nie mieszczą się w domu
  3. Nie powinno się sadzić zbyt wielu roślin, które są wysokie – powyżej 70 cm. Wystarczy jedna lub dwie takie rośliny, ponieważ będą za bardzo dominować nad pozostałymi – mniejszymi – i ograniczać ich wpływ.
  4. Balkon powinien być osłonięty przed wiatrem, inaczej rośliny szybko się połamią i pszczoły będą zwiewane z roślin. Poza tym wiatr będzie rozwiewał zapach roślin, należy więc stawiac doniczki z pachnącymi ziołami i innymi roślinami w zacisznym miejscu.
  5. Meble balkonowe, na których będziemy wypoczywać wieczorem lub rano zbierać siły do wyjścia z domu, również powinniśmy umieścić w zacisznym miejscu. Wiatr i przeciągi robią zbyt duże zamieszanie w naszej aurze i ani nie odpoczniemy, ani się nie skupimy dobrze na naszych sprawach 🙂
  6. Jeśli balkon znajduje się od strony południowej, powinniśmy zapewnić trochę cienia roślinom. Można to osiągnąć stawiając na balkonie np. pergolę/kratkę drewnianą lub dać osłonę balkonową (matę) pomiędzy roślinami a słońcem. Inaczej słońce wypali rośliny.
  7. W przypadku dużej ekspozycji roślin na słońce nie wystarczy podlewać roślin raz dziennie, prawdopodobnie trzeba to będzie robić kilka razy dziennie.
  8. Ogród/balkon ma być dla nas, nie musimy wygrać konkursu na najlepszy balkon w mieście – chyba że chcemy 🙂 Nie musimy też zostać perfekcyjną ogrodniczką. Rozumiejąc, jaki wpływ wywierają na nas rośliny i znając ich właściwości, możemy w świadomy sposób indywidualnie je dobierać do naszych potrzeb 🙂

Love,

                  Grainma 🙂

 

………………………
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka
Zdjęcie roślin: Mariola Białołęcka, współpraca: Jacek Białołęcki, Copyright © by Mariola Białołęcka II All rights reserved

 

Trufle dla anemika

Chociaż lubię każdą porę roku, to jednak lato jest dla mnie najważniejsze 🙂 Myślę, że większość z nas odbiera to podobnie i nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ to właśnie latem stery przejmuje nasze Serce – czyli centrum zarządzania naszym życiem 🙂 Latem słońce stoi wysoko nad horyzontem, dni są długie, a noce krótkie i ciepłe, często więc wychodzimy z domu na zewnątrz na niekończące się spacery nad morzem, po leśnych ścieżkach lub górskich szlakach. W kontakcie z naturą przestajemy być tak bardzo przytłoczeni obowiązkami i nie doświadczamy już tak wielu ograniczeń. Mamy poczucie własnej mocy i możliwość wyboru – nasze święte prawa, o których w codziennym życiu często zapominamy, godząc się na ich ograniczanie w pracy lub w związkach. Latem na szczęście jest inaczej 🙂 Teraz mamy także mnóstwo okazji do spotkań nie tylko z przyjaciółmi, ale również z ludźmi, których wcześniej nie znaliśmy. Wszystkie te wspaniałe spotkania wzmacniają nas na wielu poziomach, ale przede wszystkim leczą nasze Serce, głównie dlatego że dzięki nim doświadczamy radości, tej wyjątkowej emocji, która wzmacnia Serce i Układ Krążenia. Poczucie wolności i brak ograniczeń, których łatwiej doświadczyć z nowymi przyjaciółmi, oddziałują podobnie 🙂 Co nie oznacza, że mamy odrzucić naszych starych przyjaciół, po prostu warto też poznawać innych ludzi, nie zamykać się na nowe doświadczenia – tego potrzebuje Serce, żeby mogło pozostać zdrowe 🙂  Zgodnie z Medycyną Wschodu Lato to najlepszy czas na wzmocnienie Serca i Układu Krążenia, także dlatego że jesteśmy w Przemianie Ognia, co oznacza, że energia, która jest w przestrzeni, ma określone właściwości. Jeśli je znamy i potrafimy wykorzystać, możemy poprawić zarówno pewne funkcje naszego ciała, jak i ogólnie nasze życie 🙂 

Według danych WHO co trzecia osoba na świecie choruje na anemię. Dla mnie te dane są szokujące, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że niedokrwistość to nie tylko problem fizyczny. Zgodnie z Medycyną Wschodu Krew pełni ważną rolę, jeśli chodzi o emocje i relacje z innymi ludźmi, ponieważ to właśnie Krew przechowuje nasze emocje i wspomnienia. Kiedy jest jej za mało lub ma słabą jakość – z różnych powodów – zaczynamy mieć też problemy w relacjach z innymi, zwłaszcza z rodziną i przyjaciółmi, gdzie wymiana emocjonalna jest podstawą tych relacji. Poza tym Krew przenosi też aspekt duchowy (tzw. Shen – według TMC), i dlatego kiedy chorujemy na anemię, zazwyczaj trudno nam znaleźć rozwiązanie dla naszych problemów – brakuje pomysłów, inspiracji, „tracimy ducha”, a czasami nawet pogrążamy się w depresji. Jest wiele przyczyn niedokrwistości, mogą to być przewlekłe choroby, takie jak niewydolność nerek, w wyniku których organizm produkuje za mało krwi (za mało czerwonych ciałek), może to być  też utrata krwi np. podczas miesiączki lub z powodu krwawień wewnętrznych, jakie występują przy wrzodach żołądka. Jednak duży problem stanowi także spowolniony przepływ krwi. Medycyna Wschodu mówi tutaj o tzw. „zastoju krwi”, spowodowanym na przykład traumatycznymi wydarzeniami, w wyniku których doświadczyliśmy szoku – czegoś, co nam „zmroziło krew w żyłach”. Chociaż ten związek frazeologiczny odbieramy jako przenośnię, dobrze oddaje on charakter powyższej sytuacji – krew przestaje krążyć w naszych żyłach w odpowiednim tempie i wszystkie procesy zachodzące w ciele tracą impet. W rezultacie w naszym życiu zaczynają pojawiać się problemy – jeden za drugim. 

Jak widzicie, bez odpowiedniej ilości i jakości Krwi, trudno jest nam żyć tak, jakbyśmy chcieli. Życie traci swoją dynamikę. Oczywiście nie mamy wpływu na wydarzenia losowe, ale sposób odżywiania się zależy tylko od nas 🙂 Teraz, latem, warto skupić się na produktach wzmacniających Krew i Serce takich, jak na przykład: czereśnie, winogrona, mniszek, szpinak, figi, buraki oraz przede wszystkim pokrzywa, która ma nieprawdopodobną zdolność do regeneracji naszego Układu Krążenia. Pewne badanie pokrzywy nepalskiej wykazało, że w 100 g suchego proszku pokrzywy znajduje się aż 227.89 mg żelaza, a dla porównania w mące pszennej – w 100 g – tylko 3,37 mg. Jak więc wyglądałoby nasze życie, gdybyśmy jedli chleb z mąki pokrzywowej? Czy poprawiłyby się nasze kontakty z rodziną i przyjaciółmi? Czy wszystko układałoby się gładko i bezproblemowo? Jak na razie taki chleb kosztowałby fortunę, ze względu na aktualne koszty suszonej pokrzywy, ale myślę, że warto dodawać proszek pokrzywowy do różnych deserów i wypieków – chociażby do trufli, do których przygotowania użyłam także innych wartościowych produktów wzmacniających Serce i Krew – melasy, mleka kokosowego, oleju kokosowego oraz gorzkiej czekolady 🙂

Zapraszam na przepis!

Trufle dla anemika

Rodzaj posiłku: deser
Podajemy z: wiórki kokosowe, proszek z pokrzywy
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: wzmacnia Jin oraz Jing, odżywia Krew, wspomaga krążenie
Ilość porcji: 6 – 8 trufli
Składniki: czekolada; proszek z pokrzywy; melasa; olej kokosowy; mleko kokosowe; gałka muszkatołowa; suszone śliwki

Składniki

100 g gorzkiej czekolady – 70% kakao
2  łyżki proszku z pokrzywy (patrz: uwagi)
2 łyżki melasy karobowej
2 łyżki mleka kokosowego lub śmietanki kokosowej
1 łyżka oleju kokosowego extra virgin
1/5 łyżeczki świeżo utartej gałki muszkatołowej
20 g suszonych miękkich śliwek, drobno pokrojonych

Przygotowanie

  1. Czekoladę łamiemy na mniejsze kawałki i przerzucamy do miski. Następnie rozpuszczamy w kąpieli wodnej.
  2. Kiedy czekolada jest już płynna i stanowi jednolitą masę, dodajemy proszek z pokrzywy, melasę, mleko kokosowe, olej kokosowy oraz gałkę muszkatołową i mieszając dokładnie łączymy. Na koniec wrzucamy śliwki i ponownie mieszamy. Odstawiamy na bok do przestudzenia, a następnie wstawiamy do lodówki na około 2 godziny – do momentu, aż masa stwardnieje.
  3. Do osobnych misek wrzucamy proszek z pokrzywy i wiórki kokosowe (najlepiej drobno zmielone).
  4. Po wyjęciu z lodówki ugniatamy masę w dłoniach, aż trochę zmięknie, i formujemy nieduże kulki, wrzucając je od razu do miski z pokrzywą lub z wiórkami. Poruszając miską, obtaczamy trufle w proszku z pokrzywy lub w zmielonych drobno wiórkach – tak jak widać na zdjęciach.

Uwagi

  1. Jak zrobić proszek pokrzywowy? To bardzo proste. Kupujemy „Liść pokrzywy” w sklepie zielarskim, w formie sypkiej – nie w torebkach do zaparzania – a następnie mielimy w młynku do kawy na proszek.

 

Love,

                       Grainma

………………………
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka
Zdjęcia potrawy: Mariola Białołęcka, Copyright © by Mariola Białołęcka II
All rights reserved

 

Ziołowy kisiel z pokrzywy

Tak naprawdę ten wpis jest o tym, jak zwykłą, codzienną potrawę zamienić we wspaniałe lekarstwo. Zioła rosną wszędzie, nawet na trawniku przed naszym domem. Często postrzegamy je jak zwykłe chwasty i chętnie się ich pozbywamy z naszych ogrodów, nie zdając sobie sprawy z ich wyjątkowych właściwości. Jednym z ziół, których zwłaszcza nie lubimy, a nawet wręcz się boimy, jest pokrzywa. Posiada ona parząco-kłujące włoski, które nieprzyjemnie podrażniają skórę, kiedy ich przez przypadek dotkniemy. Wszyscy znamy takie sytuacje, jak łatwo nie zauważyć pokrzywy, ukrywającej się w trawie lub w krzakach i się oparzyć. Te parzące właściwości pokrzyw od wieków były wykorzystywane w medycynie ludowej do leczenia artretyzmu. Jednak stosując tę terapię, trzeba mieć na uwadze fakt, że każde takie „oparzenie” przez pokrzywę wywołuje szok w ciele i najlepiej byłoby tę formę terapii omówić wcześniej z lekarzem 🙂

Kiedy jednak potrafimy właściwie postępować z pokrzywą, okazuje się ona niezwykłym lekarstwem. Przede wszystkim pokrzywa traci swoje parzące właściwości po ugotowaniu/sparzeniu/ususzeniu i można ją w takiej formie bezpiecznie jeść. A naprawdę warto o nią powalczyć. Przede wszystkim zawiera ona wiele cennych minerałów i jest bardzo odżywcza, tak bardzo, że Tradycyjna Medycyna Chińska uważa, że odbudowuje ona to, co mamy najcenniejsze – esencję naszego życia (tzw. Jing). Poza tym zawierając mnóstwo żelaza, odbudowuje Krew, którą dodatkowo oczyszcza z toksyn. To dobra wiadomość dla osób chorych na anemię, a także dla osób, które mają problemy z układem krążenia. Ten pozytywny efekt można jeszcze wzmocnić, łącząc pokrzywę z melasą, np. buraczaną.

Pokrzywy – oczywiście po ugotowaniu/sparzeniu, a także w formie suszonej – mają też pozytywny wpływ na Wątrobę, także dlatego że oczyszczają ją z toksyn. Poza tym są moczopędne, leczą Nerki oraz Pęcherz i są błogosławieństwem dla kobiet w okresie menopauzy, ponieważ odbudowują tzw. Jin, które kobieta traci w tym czasie, stając się mniej kobieca. Warto przy tym pamiętać, że kiedy kobieta traci swoje właściwości, swoje Jin, mężczyźnie trudno z nią zostać, ponieważ przestaje się przy niej odprężać – odbudowywać własne Jin. Dlatego generalnie kobiety, które mają mniej Jin, często pozostają samotne – mężczyźni nie są nimi za bardzo zainteresowani i pewnie nikt nie wie nawet do końca dlaczego 🙂

Kisiel, który dziś dla Was przygotowałam, ma więc mnóstwo leczniczych właściwości, ale też jest tak zwyczajnie, po ludzku, pyszny, że aż chce się go jeść codziennie 🙂 Warto jednak wziąć pod uwagę, że regularne picie (spożywanie) ziół dłużej niż przez 7 dni powinniśmy skonsultować z lekarzem 🙂

Kisiel posypuję kwiatami jasnoty białej (Lamium album), które wykazują podobne właściwości – oczyszczają i wzmacniają Krew, wzmacniają Wątrobę i są pomocne dla kobiet w okresie menstruacji – zmniejszają nadmierne krwawienie 🙂

Zapraszam na przepis!

Ziołowy kisiel z pokrzywy

Rodzaj posiłku: kisiel leczniczy Podajemy z: kwiatami jasnoty białejmleczkiem kokosowym; i/lub melasą Wegetariański: tak Wegański: tak Bezglutenowy: tak Pięć Przemian: wzmacnia Układ Krążenia, Nerki, Pęcherz, Wątrobę oraz Jing (esencję), odbudowuje Jin Ilość porcji: 2 porcje Składniki: suszona pokrzywa; skórka z cytryny; sok z cytryny; cukier palmowy (lub inny ulubiony), ewent. syrop z agawy; skrobia ziemniaczana; mleczko kokosowe, ewent. melasa; kwiaty jasnoty białej

IMG_4717int

Składniki

500 ml zimnej wody 2 lekko czubate łyżki suszonej pokrzywy 1 lekko czubata łyżka świeżo otartej skórki z cytryny 1 i 1/2 łyżki soku z cytryny 2 łyżki drobno zmielonego cukru palmowego lub: inny cukier/syrop z agawy 2 lekko czubate łyżki skrobi ziemniaczanej

Przygotowanie

  1. Do garnka wlewamy zimną wodę i wsypujemy suszoną pokrzywę. Doprowadzamy do wrzenia na dużym ogniu, następnie zmniejszamy ogień i na małym ogniu gotujemy przez 5 minut. Zdejmujemy z ognia, przecedzamy wywar przez sito o drobnych oczkach do miski i wrzucamy skórkę cytrynową. Zostawiamy na 30 minut.
  2. Ponownie przecedzamy przez sito, tym razem do garnka, w którym będziemy gotować kisiel. Część wywaru – 1/2 szklanki – odlewamy do osobnego naczynia, żeby rozpuścić skrobię. Następnie do garnka wrzucamy cukier, wlewamy sok z cytryny i ponownie zagotowujemy. W międzyczasie rozprowadzamy skrobię w zimnej wodzie i kiedy wywar z pokrzywy zacznie się gotować, od razu wlewamy rozrobioną skrobię, przez cały czas mieszając. Kisiel zacznie błyskawicznie gęstnieć, a kiedy stanie się szklisty, przestajemy mieszać, garnek przykrywamy i gotujemy jeszcze przez 30 sekund.
  3. Wciąż gorący nalewamy do pucharków/miseczek. Kiedy trochę przestygnie polewamy mleczkiem kokosowym i/lub odrobiną melasy* (patrz: uwagi). Na koniec posypujemy kwiatami jasnoty białej, które też mają lecznicze właściwości. Pychota i do tego samo zdrowie 🙂

Uwagi

  1. Suszoną pokrzywę można zastąpić świeżą, młodą pokrzywą. Żeby uzyskać podobny efekt, trzeba użyć około garści na szklankę. Jeśli wybieracie się do lasu lub na łąkę, żeby zebrać pokrzywę, załóżcie wysokie buty i koniecznie rękawiczki 🙂
  2. Nie powinno się zbierać pokrzywy, która zakwitła, ponieważ może mieć niekorzystny wpływ na zdrowie.
  3. Kwiaty jasnoty białej są słodkie, nektarowe, jeśli pochodzą z młodej niedużej rośliny. Jeśli roślina mocno już wyrosła i ma kwiaty, mogą nie mieć już one smaku, ale mimo wszystko warto je dodać do kisielu ze względu na wartości lecznicze i ciekawą konsystencję. Dodam jeszcze, że jasnota biała – chociaż podobna do pokrzywy – należy do innego gatunku roślin, dlatego jej kwiaty jak najbardziej możemy jeść.
  4. Jeśli chcemy wzmocnić krwiotwórcze działanie tego kisielu, możemy do niego dodać melasę, warto jednak pamiętać, że melasa ma dość intensywny smak, który może trochę przytłoczyć smak tego kisielu, dlatego polecam polanie kisielu mleczkiem kokosowym, które ma podobne właściwości, choć trochę słabsze, i jego smak bardziej tu pasuje 🙂
  5. W czasie ciąży spożywanie większych ilości pokrzyw nie jest wskazane.

 

Love,

                 Grainma

……….………………………… Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka  Zdjęcia potrawy: Mariola Białołęcka  Copyright © 2020 by Mariola Białołęcka ||  All Rights Reserved

Antywirusowa zupa zbożowa

Kochani! Wracam do Was z nowymi przepisami i już wkrótce z nowym blogiem. Chociaż ostatnio prawie każdy z nas musiał ograniczyć swoją aktywność na zewnątrz, nie oznacza to, że nie możemy się nawzajem inspirować i razem szukać rozwiązań służących naszemu zdrowiu. W czasach pandemii koronawirusa jak zawsze zwracam się do nieocenionej Tradycyjnej Medycyny Chińskiej – ponieważ od wielu lat doświadczam korzystnych skutków jej działania na mój organizm. Nawet ostatnio jeden ze znanych w Polsce lekarzy TMC powiedział mi, że mam zadziwiająco silny organizm – mimo problemów zdrowotnych, z którymi borykam się od dzieciństwa. Gdybym nie stosowała Pięciu Przemian w codziennym życiu, prawdopodobnie wiele rzeczy nie byłoby teraz możliwych.

Z pewnością zastanawiacie się, czy TMC może w jakiś sposób pomóc nam w walce z pandemią? Nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć jednoznacznie, ponieważ koronawirus to coś nam nieznanego i jak się okazuje bardzo niebezpiecznego, ale jestem przekonana, że jeśli będziemy mieli silny układ odpornościowy, wirus nie będzie nas w stanie zaatakować, a jeśli nawet przebije się przez barierę ochronną, nie wyrządzi nam tak dużo szkody. Chciałabym więc podzielić się z Wami metodami, które sama stosuję, żeby wzmocnić własną odporność, a także odporność mojej rodziny. Zgodnie z Tradycyjną Medycyną Chińską (TMC) nasza odporność jest zależna od poziomu naszej życiowej energii (tzw. energii czi), co zresztą możemy zaobserwować na przykładzie rozwoju choroby COVID-19 u ludzi starszych i młodszych. Ludzie starsi z reguły mają niższy poziom energii i jak wszyscy mogliśmy zaobserwować, gorzej przechodzą przez chorobę wywołaną przez koronawirusa. Jeśli ktoś ma wysoki poziom energii, to zgodnie z TMC wokół jego ciała wytwarza się odpowiednio silna bariera ochronna w postaci pola energetycznego, która nazywana jest energią wei czi. Osoby, u których wei czi działa prawidłowo, rzadko ulegają wypadkom i rzadko chorują – wirusy trzymają się na dystans, a także komary 🙂 Organem, który ma największy związek z prawidłowym funkcjonowaniem wei czi, są Płuca – odpowiadają one zwłaszcza za jej rozprzestrzenianie się wokół naszego ciała. Tak więc teraz powinniśmy przede wszystkim wzmacniać Płuca, żeby w naszym polu ochronnym nie było dziur 🙂 Najbardziej są tu przydatne migdały w każdej postaci, a także cebula, gruszki, rzodkiew (daikon, rzodkiewki, rzepa) – klasyka w TMC – oraz takie produkty, jak słodki ryż, owies, kapusta, marchew, jarmuż, rzeżucha, pory, bazylia, mięta, szałwia, szczypiorek, imbir, morele i cytrusy (najlepiej grapefruit). Warto te produkty jeść teraz regularnie (osoby, które mają oznaki gorąca w ciele, powinny zasięgnąć porady specjalisty TMC, żeby się dowiedzieć, w jakim zakresie mogą odżywiać się powyższymi produktami, ponieważ większość z nich jest rozgrzewająca, zwłaszcza pory). Poza tym bardzo ważne! jest, żebyśmy się ciepło ubierali i w ogóle przebywali w ciepłych pomieszczeniach, ponieważ zimno może zablokować swobodne krążenie wei czi wokół naszego ciała i otworzyć drzwi dla patogenów.

Na poziomie emocjonalnym powinniśmy zadbać o to, żeby jak najwięcej się śmiać. Smutek osłabia Płuca, oglądajmy więc teraz jak najwięcej komedii i raczej zrezygnujmy z rozmów, które przywrócą złe wspomnienia. Pozytywne nastawienie i mnóstwo radości, zamiast przygnębienia i żalu to wspaniała broń w walce z koronawirusem. Ważne jest, żebyśmy pozostawali w „tu i teraz”, żebyśmy nie koncentrowali się za bardzo na przeszłości i nie wybiegali zbytnio do przodu, w ten sposób wzmocnimy nasze Płuca. Ważne są też ćwiczenia oddechowe, które poprawią nasze zdolności oddechowe i co ważne, pomogą też utrzymać koncentrację na obecnym momencie. W Tradycyjnej Medycynie Chińskiej każdy narząd ma swojego „ducha”, Płuca również. Nazywa się on Po i ma między innymi związek z miejscem naszych narodzin. To jest bardzo ciekawe zwłaszcza w kontekście wielkich powrotów ludzi do swoich krajów – ta tendencja utrzymuje się obecnie na całym świecie – wracamy do kraju, do domu, żeby wzmocnić swoje Płuca 🙂

Więcej materiału na ten temat już wkrótce, zaglądajcie na bloga.

Zapraszam na przepis! Zupa zawiera składniki wzmacniające naszą odporność, zwłaszcza migdały są teraz naprawdę ważne!

Antywirusowa zupa zbożowa

3 – 4 porcje

IMG_4608najint

Składniki

1/2 szklanki* słodkiego ryżu (lub białego, jeśli dieta bezglutenowa)
1/2 szklanki kaszy jaglanej
1/2 szklanki płatków owsianych (bezglutenowych, jeśli dieta bezglutenowa)
1/2 szklanki migdałów ze skórką
1 łyżeczka cynamonu
2 szklanki wody
2 szklanki mleka roślinnego, ja użyłam mleka sojowego
świeżo otarta skórka z jednej pomarańczy
1 łyżeczka kurkumy
2 – 3 łyżki prażonych orzechów włoskich
2 łyżki prażonego czarnego sezamu
1 – 2 łyżki miodu lub słodu ryżowego** (jeśli ktoś nie je produktów odzwierzęcych)
kilka listków mięty

Osobno

1 szklanka wody
1/2 szklanki mleka roślinnego

Przygotowanie

  1. Do garnka wrzucamy po kolei: słodki ryż, kaszę jaglaną, płatki owsiane, migdały (ze skórką) oraz cynamon. Następnie wlewamy wodę oraz mleko i dodajemy skórkę pomarańczy oraz kurkumę. Doprowadzamy do wrzenia na dużym ogniu, następnie ogień zmniejszamy i na wolnym ogniu gotujemy 20 – 25 minut. Jeśli zboża zaczynają przywierać do dna garnka, można dolać 1/2 szklanki gorącej wody.
  2. Chociaż może to się komuś wydać dziwne, zalecam zachowanie kolejności wrzucania składników, ponieważ dzięki temu uzyskacie potrawę przygotowaną według Pięciu Przemian, co dodatkowo wzmocni odporność.
  3. Zestawiamy z ognia i wyjmujemy ugotowane migdały, które następnie miksujemy, dodając 1 szklankę wody i 1/2 szklanki mleka roślinnego. Kiedy wybieramy migdały z naszej zupy zbożowej, nie trzeba ich płukać, miksujemy razem z kawałkami zbóż, które przylepią się do migdałów, dzięki temu uzyskane mleko ma ciekawy kolor, tak jak na zdjęciu. Oczywiście migdały można też ugotować osobno, jeśli ktoś woli, dodając jednak trochę cynamonu i kurkumy.
  4. Nakładamy ugotowane zboża do miseczek, wlewamy mleko ze zmiksowanych migdałów, dodajemy orzechy, sezam i polewamy po wierzchu miodem/słodem/syropem, a na koniec ozdabiamy listkami mięty. Zupa samo zdrowie 🙂 A do tego jest naprawdę pyszna! Polecam 🙂

Uwagi

*chodzi o szklankę o pojemności 250 ml, osobiście korzystam z cupa o tej pojemności
**osoby na diecie bezglutenowej powinny się upewnić, z jakiego ryżu został wyprodukowany słód, jeśli ze słodkiego ryżu, niestety nie mogą go użyć, ponieważ słodki ryż zawiera gluten. W tym przypadku polecam syrop z agawy.

Jeśli spożywamy produkty zawierające biały cukier, nasza odporność spada o 50% !

Dodatek

Barbara Temelie, autorka ciekawych książek o Pięciu Przemianach, już wiele lat temu zwracała uwagę na wspaniałe właściwości antywirusowe produktów pszczelich. Jednak nie każdy może je stosować z różnych względów. Dla tych osób mam dobrą wiadomość, mudra „pszczółka” (Bhramara Mudra) działa podobnie jak produkty pszczele – jej regularne stosowanie pomaga wzmocnić odporność. Polecam stosowanie mudr, mają związek z meridianami i fantastycznie wzmacniają organizm. W przypadku „pszczółki” ważne jest, żeby koniec kciuka dotykał palca środkowego z boku, przy paznokciu, tak jak na zdjęciu. Palec serdeczny i mały pozostają w miarę możliwości wyprostowane. Mudrę wykonujemy 4 razy dziennie po 7 minut. Jeśli ktoś ma więcej czasu może ją wykonywać do 8 razy dziennie po 20 minut (mudra na podstawie mojej ulubionej książki o mudrach, Gertrudy Hirschi)

IMG_4581newint

                                                    Enjoy!

Wasza, Grainma 🙂

………………………
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka
Zdjęcia potrawy, zdjęcia mudry: Mariola Białołęcka, Copyright © by Mariola Białołęcka II
All rights reserved