Latest Posts

Jaglanka z czerwoną papryką

Czujecie się ostatnio zmęczeni? Bardziej niż kiedykolwiek wcześniej? Obawiacie się, że ma to związek z koronawirusem i pandemią? Wcale nie musi tak być! Przyczyna tego zmęczenia może leżeć zupełnie gdzie indziej. Gorące letnie miesiące to wielkie wyzwanie dla Nerek – podstawowego źródła naszej życiowej energii. Latem Nerki znajdują się w swoim energetycznym minimum – w przeciwieństwie do Serca, które doświadcza właśnie swojej szczytowej formy, czyli energetycznego maksimum.  Zgodnie z Medycyną Wschodu (medycyną energetyczną) to własnie w Nerkach przechowywana jest energia, którą otrzymaliśmy w momencie poczęcia od naszych rodziców, a także tzw. kosmiczna energia. Starożytni Chińczycy nazywali ten rodzaj energii – „kosmicznym czi”, czasami też „karmicznym czi”. W trakcie naszego życia do Nerek trafia także nadwyżka energii pochodząca z pożywienia i oddechu – w ten sposób możemy w pewnym stopniu odnowić nasze zasoby energetyczne – tzw. jing – chociaż generalnie większa część tych zasobów jest nieodnawialna. Co więcej, ich ilość zmniejsza się wraz z wiekiem. A jeśli na dodatek dostarczamy sobie za mało odpowiedniej jakości jedzenia, jeśli nie oddychamy prawidłowo, żyjemy w ciągłym stresie i pracujemy ponad siły, zwłaszcza w pozycji stojącej lub dźwigając ciężary, zaczynamy zużywać nasze rezerwy energetyczne, nasze jing, szybciej niż powinniśmy, i w przyspieszonym tempie zaczynamy się starzeć. Włosy zaczynają siwieć i wypadać, tracimy zęby, zaczynamy chorować na osteoporozę, pogarsza nam się słuch i pamięć, a także zmniejsza się nasza potencja i płodność. Wszystko dlatego że nieprawidłowo gospodarujemy naszymi zasobami energetycznymi. Jeśli więc chcemy jak najdłużej pozostać młodzi i pełni wigoru, powinniśmy przestrzegać następujących zasad:

  1. Odpoczywać jak najwięcej, zwłaszcza latem, kiedy Nerki są najsłabsze. Być może to, co za chwilę powiem, oburzy zwolenników długich letnich spacerów, ale najlepszy wypoczynek w czerwcu i w lipcu, to miłe spędzanie czasu w pozycji leżącej, ponieważ to wzmacnia Nerki 🙂
  2. Ale uwaga! Nadmiar gorąca szkodzi Nerkom, dlatego jeśli chcemy spędzać czas na plaży, powinniśmy mieć możliwość schowania się w cieniu  – pod parasolem, w namiocie plażowym, na osłoniętym od słońca łóżku plażowym, możliwości jest wiele. Chodzi o to, żeby nie przebywać przez cały czas na słońcu. Zwłaszcza pomiędzy godziną 10 a 14 powinniśmy często chować się pod parasolem lub w np. w namiocie.
  3. O tym nie trzeba przypominać, ale jedzmy jak najwięcej żywności pochodzącej z gospodarstw ekologicznych. Zrezygnujmy w ogóle z żywności przetworzonej, żeby nie obciążać Nerek konserwantami i innymi dodatkami do żywności.
  4. Unikajmy sytuacji, w których musimy długo stać lub nosić ciężkie rzeczy.
  5. Zimno także szkodzi Nerkom. Zimą unikajmy pracy na zewnątrz, a jeśli nie jest to możliwe, ograniczmy czas spędzany na zewnątrz. Ważne, żeby chronić dolną część pleców, zawsze kiedy jest zimno i wietrznie, a my jesteśmy na zewnątrz.
  6. Ograniczmy najlepiej do zera – lody i zimne napoje z lodem lub z lodówki, ponieważ ich spożywanie wyczerpuje energię Nerek (jing). Chodzi tu także o ograniczenie spożycia produktów zimnych z natury, takich jak np.: arbuz, ogórek, pomidor, banan, grapefruit, jogurt, zwłaszcza na surowo. Produkty takie lepiej jeść gotowane, pieczone, smażone i/lub z dodatkiem rozgrzewających przypraw – np. cynamonu, anyżu, kardamonu, pieprzu, chili, a w przypadku warzyw z dodatkiem cebuli, szczypiorku, itp.
  7. Spożywajmy produkty wzmacniające Nerki takie, jak: orzechy włoskie, szparagi, seler, ziemniaki, czarna fasola, czerwona papryka, maliny, truskawki, poziomki, winogrona, kasza jaglana, pokrzywa. Dzięki tym produktom wróci nasza siła. Osobiście sprawdzone 🙂
  8. Spożywajmy produkty wzmacniające jing – orzechy włoskie, migdały, nasiona sezamu, pyłek pszczeli, jajka (te dwa ostatnie nie są oczywiście odpowiednie dla wegan)

Dzisiejszą potrawę przygotowałam w taki sposób, żeby wzmacniała Nerki, dlatego w jej skład wchodzą: kasza jaglana, czerwona papryka (jej smak jest w tej jaglance niewyczuwalny) oraz maliny i migdały. Dodatkowo czerwona papryka poprawia krążenie krwi, a skórka pomarańczowa poprawia krążenie czi, w tym energii ochronnej – wei czi – co z punktu widzenia Tradycyjnej Medycyny Chińskiej oznacza, że nie tylko będziemy mieli więcej energii, ale też zwiększy się naszą odporność 🙂 Enjoy!

Jaglanka z czerwoną papryką

Rodzaj posiłku: potrawa śniadaniowa wzmacniająca zdrowie
Podajemy z: śmietanka sojowa/kokosowa, maliny, truskawki, migdały, skórka pomarańczowa
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: składniki potrawy działają wzmacniająco na Nerki
Ilość porcji: 2 – 3
Składniki: kasza jaglana, mleko sojowe, nasiona chia, czerwona papryka, skórka pomarańczowa, maliny/truskawki/poziomki, śmietanka sojowa/kokosowa, syrop z agawy

Składniki

200 g kaszy jaglanej
375 ml wody
250 ml mleka sojowego
1 lekko czubata łyżka świeżo otartej skórki pomarańczowej
1 czerwona papryka, ok. 200 g, drobno pokrojona
1 łyżka cukru kokosowego/palmowego lub innego ulubionego
1 łyżka nasion chia
1 płaska łyżeczka zmielonych nasion anyżu
szczypta soli

Osobno

maliny/truskawki/poziomki – wszystkie tu pasują
śmietanka sojowa/kokosowa
syrop z agawy lub słód ryżowy (patrz: uwagi)
posiekane migdały lub orzechy włoskie

Przygotowanie

  1. Do garnka wrzucamy kaszę jaglaną, wlewamy wodę, mleko sojowe, wrzucamy skórkę pomarańczową, czerwoną paprykę, cukier, nasiona chia, nasiona anyżu oraz sól.
  2. Doprowadzamy kaszę do wrzenia na dużym ogniu, a następnie gotujemy na małym ogniu przez 20 minut pod przykryciem.
  3. Jeszcze gorącą przekładamy do pojemnika malaksera i miksujemy do uzyskania jednolitej gładkiej konsystencji. Można też użyć ręcznego blendera (patrz: uwagi).
  4. Zmiksowaną kaszę nakładamy do miseczek, polewamy śmietanką roślinną, nakładamy owoce (mogą być z kompotu), polewamy syropem z agawy i posypujemy posiekanymi migdałami oraz skórką pomarańczową.

Uwagi

  1. Osoby na diecie bezglutenowej, które chcą używać słodu ryżowego, powinny sprawdzić, z czego jest zrobiony – jeśli ze słodkiego ryżu, będzie zawierał gluten.
  2. Kaszę jaglaną miksujemy, kiedy jest jeszcze gorąca – to jedno z moich odkryć, kiedy pracowałam nad „Zaskakującą kaszą”. Jeśli kasza przestygnie, już nie uzyskamy gładkiej konsystencji, pozostaną grudki.

Love,

                Grainma

………………………
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka
Zdjęcia potrawy: Mariola Białołęcka, Copyright © by Mariola Białołęcka II
All rights reserved

Jak urządzić ziołowy pachnący balkon?

Kiedy byłam dzieckiem, wakacje spędzaliśmy w niedużej wiosce na Kurpiach, do dziś jednym z najczystszych ekologicznie obszarów Polski. Wioska była położona w środku lasu, żeby do niej dotrzeć, jechało się około 10 kilometrów przez las. Ludzie ją zamieszkujący żyli wówczas w odosobnieniu, dla nich czas trochę się zatrzymał, nie mieli prądu, wodę brali ze studni, a podstawowym środkiem transportu był wóz drabiniasty. Oczywiście później cywilizacja dotarła też do nich, ale przez pierwszych kilka lat, wyjeżdżając na wakacje, tak naprawdę podróżowaliśmy w czasie 🙂 Warto pamiętać, że Kurpie to równocześnie jeden z najbiedniejszych regionów Polski. Co zawsze mnie dziwiło, ponieważ są położone na złożach bursztynu i nie raz się zdarzało, że podczas orki tamtejsi rolnicy wykopywali bursztyny wielkie jak głowy, ale być może nie potrafili dobrze wykorzystać pojawiających się możliwości.

Chata mojej ciotki położona była na skraju lasu, w ogrodzie rosły jabłonie, grusze, czereśnie oraz wiśnie – typowe drzewa dla polskiej wsi – a także mnóstwo ziół. Nie był to jakoś specjalnie uporządkowany ogród, ale rosło w nim wszystko, czego potrzebowała do życia rodzina mieszkająca na wsi –  także różne warzywa i owoce. Moja ciotka jako jedyna nie jadła mięsa, tylko warzywa i nabiał, do których dodawała mnóstwo ziół. W lesie zbierała jagody, maliny, poziomki oraz grzyby, a także dzikie zioła – niektóre rosły tuż przy domu 🙂 Dożyła w dobrym zdrowiu do 96 lat. Warto dodać, że latem wstawała razem ze słońcem i przez cały czas była aktywna, nie siedziała w domu, patrząc w telewizor i to nie tylko dlatego, że go nie miała. Po prostu lubiła ruch. Wyjazdy na wieś do mądrej ciotki-wegetarianki ukształtowały moje podejście do życia. Od tamtej pory kontakt z naturą jest dla mnie najważniejszy. Niezależnie gdzie mieszkam, czy mam ogród, czy tylko balkon, zawsze staram się stworzyć chociażby namiastkę tego klimatu, który panował w ogrodzie mojej ciotki, tak żeby znów – chociaż przez chwilę –  poczuć tamte aromaty i smaki.

Jakie więc rośliny uprawiam na moim balkonie?

W moim ogrodzie czy na balkonie nie znajdziecie rododendronów i oleandrów, chociaż to piękne kwiaty i zachwycam się nimi tak jak wszyscy 🙂 Wolę otaczać się roślinami jadalnymi, które pięknie pachną i mają właściwości lecznicze (w tym roku wyjątek stanowi heliotrop,  który nie jest rośliną jadalną, ale jego słodki waniliowy zapach ma kojący wpływ na ciało i duszę). Lubię więc posiedzieć blisko lawendy, róży, mięty, kocimiętki, melisy, bazylii, heliotropu, tymianku czy oregano. Jeśli jest ciepło, latem zaczynamy dzień od wypicia na balkonie porannej kawy, chłonąc równocześnie zapachy roślin, które wpływają korzystnie na nasz umysł i budują pozytywne nastawienie na cały dzień. W myśl buddyjskiej zasady, że rano napełniamy swój umysł jak największą ilością dobrych wrażeń, żeby w ciągu dnia wydarzały się tylko dobre rzeczy 🙂

Jak dobrać odpowiednie rośliny?

Ziołowy pachnący balkon to miejsce, w którym rano można naładować akumulatory, a wieczorem odprężyć się przed snem, powinny więc znaleźć się na nim rośliny, które lubimy – to podstawowa zasada. Równocześnie warto zadbać o to, żeby były to rośliny lecznicze i jadalne, ponieważ podnoszą one jakość naszego życia. Olejki eteryczne, które uwalniają, kiedy są poruszane – przez wiatr lub przez nas – nie tylko korzystnie wpływają na postrzeganie przez nas różnych spraw, ale także leczą nasze ciało. Co więcej, zarówno kwiaty jak i liście tych roślin możemy dodawać do herbatek, sałatek, deserów lub innych potraw, pamiętając, że świeżo zerwane zawierają najwięcej życiowej energii (czi) i właściwości leczniczych 🙂 Wybierając rośliny na balkon, warto udać się do gospodarstwa ogrodniczego i zakupić sadzonki. Osobiście wolę takie właśnie rozwiązanie, jeśli nie mam ogrodu, niż uprawianie roślin we własnym zakresie, ponieważ trzeba długo czekać, zanim z nasion wyrosną sadzonki, nigdy też nie wiemy, jaka jest jakość zakupionych nasion i czy w związku z tym w ogóle coś z nich wyrośnie, a co więcej zazwyczaj tych sadzonek jest dużo i nie wiadomo, co z nimi później robić, jeśli do doniczek najczęściej sadzi się jedną lub maksymalnie 3 🙂 Poza tym w ogrodnictwie możemy zobaczyć, jak roślina wygląda, poczuć jej zapach, energię, sprawdzić, czy do nas pasuje. Nasiona nie przekażą nam tych wszystkich informacji. Oczywiście, kiedy mamy już lepsze rozeznanie, jakie rośliny chcemy mieć u siebie, można pokusić się o własną uprawę, o ile faktycznie znamy się na tym na tyle, żeby mieć później na balkonie zdrowe i silne rośliny, które będą nas zachwycać przez całe lato i będą dla nas źródłem wspaniałych smaków i aromatów. Jeśli zdecydujemy się kupić sadzonki, warto znaleźć takie gospodarstwo, które produkuje naprawdę wysokiej jakości rośliny, łatwo adaptujące się do nowych warunków. Kiedyś kupowałam je w centrach handlowych, ale dostępne tam rośliny często chorują po przesadzeniu, wyraźnie są przenawożone. Moja rada – znaleźć w okolicy odpowiednie ogrodnictwo, najlepiej takie, gdzie rośliny uprawiane są naturalnymi metodami 🙂 Jak się o tym przekonać? Najlepsza metoda – prób i błędów. Kupujcie rośliny w różnych gospodarstwach i sprawdzajcie, jak się zachowują 🙂 Dodam jeszcze, że po pewnym czasie od razu będziemy wiedzieli, w jakim stanie jest roślina, którą chcemy kupić, to naprawdę widać, ale potrzebne jest doświadczenie. Kiedy chcemy kupić rośliny lecznicze, powinniśmy znać nazwę łacińską danej rośliny, żeby nie popełnić błędu.

Jak rośliny na nas wpływają?

Jak zapewne pamiętacie, od lat korzystam z mądrości Medycyny Wschodu – Tradycyjnej Medycyny Chińskiej oraz Tradycyjnej Medycyny Tybetańskiej – zarówno w życiu osobistym, jak i  w pracy zawodowej (jestem chociażby wydawcą książek o tej tematyce). Ta unikalna wiedza pozwala lepiej rozumieć prawa natury i pomaga w dokonywaniu lepszych życiowych wyborów. Kierując się nią, wiem na przykład, jaki wpływ wywierają na nas rośliny, także na poziomie energetycznym (chodzi tu też o związek z meridianami). Niektóre z nich są rozgrzewające, co oznacza, że pobudzają naszą energię, żebyśmy mogli coś ważnego osiągnąć, inne są ochładzające, co oznacza, że nas spowalniają, żebyśmy mogli się odprężyć, a jeszcze inne są neutralne. Wybierając rośliny na balkon lub do ogrodu, zawsze biorę pod uwagę ten wpływ i staram się tak je grupować, żeby ten wpływ zwiększyć. W ten sposób sadzę/stawiam blisko siebie następujące rośliny pobudzające do życia: bazylię, szałwię, rozmaryn, oregano, tymianek (macierzankę), geranium, jaśmin, lawendę, pachnotkę (shiso). Drugą grupę stanowią rośliny uspokajające, do których należą: melisa, róża, werbena cytrynowa (lippia trójlistna), rumianek, mięta, majeranek, wiciokrzew pomorski, fiołek pachnący, surfinia fioletowa, kocimiętka, wieczornik damski. Jeśli rano potrzebujemy dodatkowej stymulacji, najlepiej posiedzieć przez chwilę w pobliżu bazylii, rozmarynu i szałwii, lekko poruszając roślinami, żeby zaczęły uwalniać olejki eteryczne. Co więcej, zioła te wpływają wzmacniająco na Nerki (bazylia, rozmaryn, szałwia) i na Serce (szałwia, rozmaryn), co oznacza także, że dzięki tym olejkom nie zabraknie nam pomysłów, jak coś rozwiązać, poczujemy przypływ radości i co najważniejsze – przestaniemy się bać. Wiele  z wymienionych tu roślin, które możecie znaleźć na moim balkonie, korzystnie wpływa na Nerki – oregano, jaśmin, geranium, melisa, werbena – i na Serce: lawenda, fiołek, róża, melisa 🙂 Niektóre wzmacniają  też Wątrobę, na przykład melisa, róża, fiołek, inne Płuca – chociażby bazylia, werbena czy majeranek. Warto pamiętać o właściwościach roślin i dobierać je w taki sposób, żeby stanowiły antidotum na różne nasze problemy. Ja staram się właśnie w taki sposób podchodzić do roślin, którymi się otaczam 🙂

Dodatkowe uwagi dotyczące umieszczania roślin na balkonie

  1. Balkon nie powinien tonąć w kwiatach i roślinach. Rośliny zwłaszcza wieczorem oddają dużo wilgoci, która nie jest korzystna dla zdrowia. Stosuj zasadę mniej znaczy lepiej. Wszystko oczywiście zależy od wielkości balkonu/tarasu, ale nie powinniśmy mieć poczucia przeładowania roślinami.
  2. Druga rzecz, która przemawia za powyższą zasadą, to ciężar doniczek, zwłaszcza glinianych, z ziemią. Mokra ziemia jest bardzo ciężka. Trzeba się upewnić, czy konstrukcja balkonu jest wystarczająco mocna – sprawdzić, jaki ciężar uniesie, tym bardziej że na balkonie trzymamy też meble i często różne skrzynie na rzeczy, które nie mieszczą się w domu
  3. Nie powinno się sadzić zbyt wielu roślin, które są wysokie – powyżej 70 cm. Wystarczy jedna lub dwie takie rośliny, ponieważ będą za bardzo dominować nad pozostałymi – mniejszymi – i ograniczać ich wpływ.
  4. Balkon powinien być osłonięty przed wiatrem, inaczej rośliny szybko się połamią i pszczoły będą zwiewane z roślin. Poza tym wiatr będzie rozwiewał zapach roślin, należy więc stawiac doniczki z pachnącymi ziołami i innymi roślinami w zacisznym miejscu.
  5. Meble balkonowe, na których będziemy wypoczywać wieczorem lub rano zbierać siły do wyjścia z domu, również powinniśmy umieścić w zacisznym miejscu. Wiatr i przeciągi robią zbyt duże zamieszanie w naszej aurze i ani nie odpoczniemy, ani się nie skupimy dobrze na naszych sprawach 🙂
  6. Jeśli balkon znajduje się od strony południowej, powinniśmy zapewnić trochę cienia roślinom. Można to osiągnąć stawiając na balkonie np. pergolę/kratkę drewnianą lub dać osłonę balkonową (matę) pomiędzy roślinami a słońcem. Inaczej słońce wypali rośliny.
  7. W przypadku dużej ekspozycji roślin na słońce nie wystarczy podlewać roślin raz dziennie, prawdopodobnie trzeba to będzie robić kilka razy dziennie.
  8. Ogród/balkon ma być dla nas, nie musimy wygrać konkursu na najlepszy balkon w mieście – chyba że chcemy 🙂 Nie musimy też zostać perfekcyjną ogrodniczką. Rozumiejąc, jaki wpływ wywierają na nas rośliny i znając ich właściwości, możemy w świadomy sposób indywidualnie je dobierać do naszych potrzeb 🙂

Love,

                  Grainma 🙂

 

………………………
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka
Zdjęcie roślin: Mariola Białołęcka, współpraca: Jacek Białołęcki, Copyright © by Mariola Białołęcka II All rights reserved

 

Trufle dla anemika

Chociaż lubię każdą porę roku, to jednak lato jest dla mnie najważniejsze 🙂 Myślę, że większość z nas odbiera to podobnie i nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ to właśnie latem stery przejmuje nasze Serce – czyli centrum zarządzania naszym życiem 🙂 Latem słońce stoi wysoko nad horyzontem, dni są długie, a noce krótkie i ciepłe, często więc wychodzimy z domu na zewnątrz na niekończące się spacery nad morzem, po leśnych ścieżkach lub górskich szlakach. W kontakcie z naturą przestajemy być tak bardzo przytłoczeni obowiązkami i nie doświadczamy już tak wielu ograniczeń. Mamy poczucie własnej mocy i możliwość wyboru – nasze święte prawa, o których w codziennym życiu często zapominamy, godząc się na ich ograniczanie w pracy lub w związkach. Latem na szczęście jest inaczej 🙂 Teraz mamy także mnóstwo okazji do spotkań nie tylko z przyjaciółmi, ale również z ludźmi, których wcześniej nie znaliśmy. Wszystkie te wspaniałe spotkania wzmacniają nas na wielu poziomach, ale przede wszystkim leczą nasze Serce, głównie dlatego że dzięki nim doświadczamy radości, tej wyjątkowej emocji, która wzmacnia Serce i Układ Krążenia. Poczucie wolności i brak ograniczeń, których łatwiej doświadczyć z nowymi przyjaciółmi, oddziałują podobnie 🙂 Co nie oznacza, że mamy odrzucić naszych starych przyjaciół, po prostu warto też poznawać innych ludzi, nie zamykać się na nowe doświadczenia – tego potrzebuje Serce, żeby mogło pozostać zdrowe 🙂  Zgodnie z Medycyną Wschodu Lato to najlepszy czas na wzmocnienie Serca i Układu Krążenia, także dlatego że jesteśmy w Przemianie Ognia, co oznacza, że energia, która jest w przestrzeni, ma określone właściwości. Jeśli je znamy i potrafimy wykorzystać, możemy poprawić zarówno pewne funkcje naszego ciała, jak i ogólnie nasze życie 🙂 

Według danych WHO co trzecia osoba na świecie choruje na anemię. Dla mnie te dane są szokujące, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że niedokrwistość to nie tylko problem fizyczny. Zgodnie z Medycyną Wschodu Krew pełni ważną rolę, jeśli chodzi o emocje i relacje z innymi ludźmi, ponieważ to właśnie Krew przechowuje nasze emocje i wspomnienia. Kiedy jest jej za mało lub ma słabą jakość – z różnych powodów – zaczynamy mieć też problemy w relacjach z innymi, zwłaszcza z rodziną i przyjaciółmi, gdzie wymiana emocjonalna jest podstawą tych relacji. Poza tym Krew przenosi też aspekt duchowy (tzw. Shen – według TMC), i dlatego kiedy chorujemy na anemię, zazwyczaj trudno nam znaleźć rozwiązanie dla naszych problemów – brakuje pomysłów, inspiracji, „tracimy ducha”, a czasami nawet pogrążamy się w depresji. Jest wiele przyczyn niedokrwistości, mogą to być przewlekłe choroby, takie jak niewydolność nerek, w wyniku których organizm produkuje za mało krwi (za mało czerwonych ciałek), może to być  też utrata krwi np. podczas miesiączki lub z powodu krwawień wewnętrznych, jakie występują przy wrzodach żołądka. Jednak duży problem stanowi także spowolniony przepływ krwi. Medycyna Wschodu mówi tutaj o tzw. „zastoju krwi”, spowodowanym na przykład traumatycznymi wydarzeniami, w wyniku których doświadczyliśmy szoku – czegoś, co nam „zmroziło krew w żyłach”. Chociaż ten związek frazeologiczny odbieramy jako przenośnię, dobrze oddaje on charakter powyższej sytuacji – krew przestaje krążyć w naszych żyłach w odpowiednim tempie i wszystkie procesy zachodzące w ciele tracą impet. W rezultacie w naszym życiu zaczynają pojawiać się problemy – jeden za drugim. 

Jak widzicie, bez odpowiedniej ilości i jakości Krwi, trudno jest nam żyć tak, jakbyśmy chcieli. Życie traci swoją dynamikę. Oczywiście nie mamy wpływu na wydarzenia losowe, ale sposób odżywiania się zależy tylko od nas 🙂 Teraz, latem, warto skupić się na produktach wzmacniających Krew i Serce takich, jak na przykład: czereśnie, winogrona, mniszek, szpinak, figi, buraki oraz przede wszystkim pokrzywa, która ma nieprawdopodobną zdolność do regeneracji naszego Układu Krążenia. Pewne badanie pokrzywy nepalskiej wykazało, że w 100 g suchego proszku pokrzywy znajduje się aż 227.89 mg żelaza, a dla porównania w mące pszennej – w 100 g – tylko 3,37 mg. Jak więc wyglądałoby nasze życie, gdybyśmy jedli chleb z mąki pokrzywowej? Czy poprawiłyby się nasze kontakty z rodziną i przyjaciółmi? Czy wszystko układałoby się gładko i bezproblemowo? Jak na razie taki chleb kosztowałby fortunę, ze względu na aktualne koszty suszonej pokrzywy, ale myślę, że warto dodawać proszek pokrzywowy do różnych deserów i wypieków – chociażby do trufli, do których przygotowania użyłam także innych wartościowych produktów wzmacniających Serce i Krew – melasy, mleka kokosowego, oleju kokosowego oraz gorzkiej czekolady 🙂

Zapraszam na przepis!

Trufle dla anemika

Rodzaj posiłku: deser
Podajemy z: wiórki kokosowe, proszek z pokrzywy
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: wzmacnia Jin oraz Jing, odżywia Krew, wspomaga krążenie
Ilość porcji: 6 – 8 trufli
Składniki: czekolada; proszek z pokrzywy; melasa; olej kokosowy; mleko kokosowe; gałka muszkatołowa; suszone śliwki

Składniki

100 g gorzkiej czekolady – 70% kakao
2  łyżki proszku z pokrzywy (patrz: uwagi)
2 łyżki melasy karobowej
2 łyżki mleka kokosowego lub śmietanki kokosowej
1 łyżka oleju kokosowego extra virgin
1/5 łyżeczki świeżo utartej gałki muszkatołowej
20 g suszonych miękkich śliwek, drobno pokrojonych

Przygotowanie

  1. Czekoladę łamiemy na mniejsze kawałki i przerzucamy do miski. Następnie rozpuszczamy w kąpieli wodnej.
  2. Kiedy czekolada jest już płynna i stanowi jednolitą masę, dodajemy proszek z pokrzywy, melasę, mleko kokosowe, olej kokosowy oraz gałkę muszkatołową i mieszając dokładnie łączymy. Na koniec wrzucamy śliwki i ponownie mieszamy. Odstawiamy na bok do przestudzenia, a następnie wstawiamy do lodówki na około 2 godziny – do momentu, aż masa stwardnieje.
  3. Do osobnych misek wrzucamy proszek z pokrzywy i wiórki kokosowe (najlepiej drobno zmielone).
  4. Po wyjęciu z lodówki ugniatamy masę w dłoniach, aż trochę zmięknie, i formujemy nieduże kulki, wrzucając je od razu do miski z pokrzywą lub z wiórkami. Poruszając miską, obtaczamy trufle w proszku z pokrzywy lub w zmielonych drobno wiórkach – tak jak widać na zdjęciach.

Uwagi

  1. Jak zrobić proszek pokrzywowy? To bardzo proste. Kupujemy „Liść pokrzywy” w sklepie zielarskim, w formie sypkiej – nie w torebkach do zaparzania – a następnie mielimy w młynku do kawy na proszek.

 

Love,

                       Grainma

………………………
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka
Zdjęcia potrawy: Mariola Białołęcka, Copyright © by Mariola Białołęcka II
All rights reserved

 

Ziołowy kisiel z pokrzywy

Tak naprawdę ten wpis jest o tym, jak zwykłą, codzienną potrawę zamienić we wspaniałe lekarstwo. Zioła rosną wszędzie, nawet na trawniku przed naszym domem. Często postrzegamy je jak zwykłe chwasty i chętnie się ich pozbywamy z naszych ogrodów, nie zdając sobie sprawy z ich wyjątkowych właściwości. Jednym z ziół, których zwłaszcza nie lubimy, a nawet wręcz się boimy, jest pokrzywa. Posiada ona parząco-kłujące włoski, które nieprzyjemnie podrażniają skórę, kiedy ich przez przypadek dotkniemy. Wszyscy znamy takie sytuacje, jak łatwo nie zauważyć pokrzywy, ukrywającej się w trawie lub w krzakach i się oparzyć. Te parzące właściwości pokrzyw od wieków były wykorzystywane w medycynie ludowej do leczenia artretyzmu. Jednak stosując tę terapię, trzeba mieć na uwadze fakt, że każde takie „oparzenie” przez pokrzywę wywołuje szok w ciele i najlepiej byłoby tę formę terapii omówić wcześniej z lekarzem 🙂

Kiedy jednak potrafimy właściwie postępować z pokrzywą, okazuje się ona niezwykłym lekarstwem. Przede wszystkim pokrzywa traci swoje parzące właściwości po ugotowaniu/sparzeniu/ususzeniu i można ją w takiej formie bezpiecznie jeść. A naprawdę warto o nią powalczyć. Przede wszystkim zawiera ona wiele cennych minerałów i jest bardzo odżywcza, tak bardzo, że Tradycyjna Medycyna Chińska uważa, że odbudowuje ona to, co mamy najcenniejsze – esencję naszego życia (tzw. Jing). Poza tym zawierając mnóstwo żelaza, odbudowuje Krew, którą dodatkowo oczyszcza z toksyn. To dobra wiadomość dla osób chorych na anemię, a także dla osób, które mają problemy z układem krążenia. Ten pozytywny efekt można jeszcze wzmocnić, łącząc pokrzywę z melasą, np. buraczaną.

Pokrzywy – oczywiście po ugotowaniu/sparzeniu, a także w formie suszonej – mają też pozytywny wpływ na Wątrobę, także dlatego że oczyszczają ją z toksyn. Poza tym są moczopędne, leczą Nerki oraz Pęcherz i są błogosławieństwem dla kobiet w okresie menopauzy, ponieważ odbudowują tzw. Jin, które kobieta traci w tym czasie, stając się mniej kobieca. Warto przy tym pamiętać, że kiedy kobieta traci swoje właściwości, swoje Jin, mężczyźnie trudno z nią zostać, ponieważ przestaje się przy niej odprężać – odbudowywać własne Jin. Dlatego generalnie kobiety, które mają mniej Jin, często pozostają samotne – mężczyźni nie są nimi za bardzo zainteresowani i pewnie nikt nie wie nawet do końca dlaczego 🙂

Kisiel, który dziś dla Was przygotowałam, ma więc mnóstwo leczniczych właściwości, ale też jest tak zwyczajnie, po ludzku, pyszny, że aż chce się go jeść codziennie 🙂 Warto jednak wziąć pod uwagę, że regularne picie (spożywanie) ziół dłużej niż przez 7 dni powinniśmy skonsultować z lekarzem 🙂

Kisiel posypuję kwiatami jasnoty białej (Lamium album), które wykazują podobne właściwości – oczyszczają i wzmacniają Krew, wzmacniają Wątrobę i są pomocne dla kobiet w okresie menstruacji – zmniejszają nadmierne krwawienie 🙂

Zapraszam na przepis!

Ziołowy kisiel z pokrzywy

Rodzaj posiłku: kisiel leczniczy Podajemy z: kwiatami jasnoty białejmleczkiem kokosowym; i/lub melasą Wegetariański: tak Wegański: tak Bezglutenowy: tak Pięć Przemian: wzmacnia Układ Krążenia, Nerki, Pęcherz, Wątrobę oraz Jing (esencję), odbudowuje Jin Ilość porcji: 2 porcje Składniki: suszona pokrzywa; skórka z cytryny; sok z cytryny; cukier palmowy (lub inny ulubiony), ewent. syrop z agawy; skrobia ziemniaczana; mleczko kokosowe, ewent. melasa; kwiaty jasnoty białej

IMG_4717int

Składniki

500 ml zimnej wody 2 lekko czubate łyżki suszonej pokrzywy 1 lekko czubata łyżka świeżo otartej skórki z cytryny 1 i 1/2 łyżki soku z cytryny 2 łyżki drobno zmielonego cukru palmowego lub: inny cukier/syrop z agawy 2 lekko czubate łyżki skrobi ziemniaczanej

Przygotowanie

  1. Do garnka wlewamy zimną wodę i wsypujemy suszoną pokrzywę. Doprowadzamy do wrzenia na dużym ogniu, następnie zmniejszamy ogień i na małym ogniu gotujemy przez 5 minut. Zdejmujemy z ognia, przecedzamy wywar przez sito o drobnych oczkach do miski i wrzucamy skórkę cytrynową. Zostawiamy na 30 minut.
  2. Ponownie przecedzamy przez sito, tym razem do garnka, w którym będziemy gotować kisiel. Część wywaru – 1/2 szklanki – odlewamy do osobnego naczynia, żeby rozpuścić skrobię. Następnie do garnka wrzucamy cukier, wlewamy sok z cytryny i ponownie zagotowujemy. W międzyczasie rozprowadzamy skrobię w zimnej wodzie i kiedy wywar z pokrzywy zacznie się gotować, od razu wlewamy rozrobioną skrobię, przez cały czas mieszając. Kisiel zacznie błyskawicznie gęstnieć, a kiedy stanie się szklisty, przestajemy mieszać, garnek przykrywamy i gotujemy jeszcze przez 30 sekund.
  3. Wciąż gorący nalewamy do pucharków/miseczek. Kiedy trochę przestygnie polewamy mleczkiem kokosowym i/lub odrobiną melasy* (patrz: uwagi). Na koniec posypujemy kwiatami jasnoty białej, które też mają lecznicze właściwości. Pychota i do tego samo zdrowie 🙂

Uwagi

  1. Suszoną pokrzywę można zastąpić świeżą, młodą pokrzywą. Żeby uzyskać podobny efekt, trzeba użyć około garści na szklankę. Jeśli wybieracie się do lasu lub na łąkę, żeby zebrać pokrzywę, załóżcie wysokie buty i koniecznie rękawiczki 🙂
  2. Nie powinno się zbierać pokrzywy, która zakwitła, ponieważ może mieć niekorzystny wpływ na zdrowie.
  3. Kwiaty jasnoty białej są słodkie, nektarowe, jeśli pochodzą z młodej niedużej rośliny. Jeśli roślina mocno już wyrosła i ma kwiaty, mogą nie mieć już one smaku, ale mimo wszystko warto je dodać do kisielu ze względu na wartości lecznicze i ciekawą konsystencję. Dodam jeszcze, że jasnota biała – chociaż podobna do pokrzywy – należy do innego gatunku roślin, dlatego jej kwiaty jak najbardziej możemy jeść.
  4. Jeśli chcemy wzmocnić krwiotwórcze działanie tego kisielu, możemy do niego dodać melasę, warto jednak pamiętać, że melasa ma dość intensywny smak, który może trochę przytłoczyć smak tego kisielu, dlatego polecam polanie kisielu mleczkiem kokosowym, które ma podobne właściwości, choć trochę słabsze, i jego smak bardziej tu pasuje 🙂
  5. W czasie ciąży spożywanie większych ilości pokrzyw nie jest wskazane.

 

Love,

                 Grainma

……….………………………… Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka  Zdjęcia potrawy: Mariola Białołęcka  Copyright © 2020 by Mariola Białołęcka ||  All Rights Reserved

Antywirusowa zupa zbożowa

Kochani! Wracam do Was z nowymi przepisami i już wkrótce z nowym blogiem. Chociaż ostatnio prawie każdy z nas musiał ograniczyć swoją aktywność na zewnątrz, nie oznacza to, że nie możemy się nawzajem inspirować i razem szukać rozwiązań służących naszemu zdrowiu. W czasach pandemii koronawirusa jak zawsze zwracam się do nieocenionej Tradycyjnej Medycyny Chińskiej – ponieważ od wielu lat doświadczam korzystnych skutków jej działania na mój organizm. Nawet ostatnio jeden ze znanych w Polsce lekarzy TMC powiedział mi, że mam zadziwiająco silny organizm – mimo problemów zdrowotnych, z którymi borykam się od dzieciństwa. Gdybym nie stosowała Pięciu Przemian w codziennym życiu, prawdopodobnie wiele rzeczy nie byłoby teraz możliwych.

Z pewnością zastanawiacie się, czy TMC może w jakiś sposób pomóc nam w walce z pandemią? Nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć jednoznacznie, ponieważ koronawirus to coś nam nieznanego i jak się okazuje bardzo niebezpiecznego, ale jestem przekonana, że jeśli będziemy mieli silny układ odpornościowy, wirus nie będzie nas w stanie zaatakować, a jeśli nawet przebije się przez barierę ochronną, nie wyrządzi nam tak dużo szkody. Chciałabym więc podzielić się z Wami metodami, które sama stosuję, żeby wzmocnić własną odporność, a także odporność mojej rodziny. Zgodnie z Tradycyjną Medycyną Chińską (TMC) nasza odporność jest zależna od poziomu naszej życiowej energii (tzw. energii czi), co zresztą możemy zaobserwować na przykładzie rozwoju choroby COVID-19 u ludzi starszych i młodszych. Ludzie starsi z reguły mają niższy poziom energii i jak wszyscy mogliśmy zaobserwować, gorzej przechodzą przez chorobę wywołaną przez koronawirusa. Jeśli ktoś ma wysoki poziom energii, to zgodnie z TMC wokół jego ciała wytwarza się odpowiednio silna bariera ochronna w postaci pola energetycznego, która nazywana jest energią wei czi. Osoby, u których wei czi działa prawidłowo, rzadko ulegają wypadkom i rzadko chorują – wirusy trzymają się na dystans, a także komary 🙂 Organem, który ma największy związek z prawidłowym funkcjonowaniem wei czi, są Płuca – odpowiadają one zwłaszcza za jej rozprzestrzenianie się wokół naszego ciała. Tak więc teraz powinniśmy przede wszystkim wzmacniać Płuca, żeby w naszym polu ochronnym nie było dziur 🙂 Najbardziej są tu przydatne migdały w każdej postaci, a także cebula, gruszki, rzodkiew (daikon, rzodkiewki, rzepa) – klasyka w TMC – oraz takie produkty, jak słodki ryż, owies, kapusta, marchew, jarmuż, rzeżucha, pory, bazylia, mięta, szałwia, szczypiorek, imbir, morele i cytrusy (najlepiej grapefruit). Warto te produkty jeść teraz regularnie (osoby, które mają oznaki gorąca w ciele, powinny zasięgnąć porady specjalisty TMC, żeby się dowiedzieć, w jakim zakresie mogą odżywiać się powyższymi produktami, ponieważ większość z nich jest rozgrzewająca, zwłaszcza pory). Poza tym bardzo ważne! jest, żebyśmy się ciepło ubierali i w ogóle przebywali w ciepłych pomieszczeniach, ponieważ zimno może zablokować swobodne krążenie wei czi wokół naszego ciała i otworzyć drzwi dla patogenów.

Na poziomie emocjonalnym powinniśmy zadbać o to, żeby jak najwięcej się śmiać. Smutek osłabia Płuca, oglądajmy więc teraz jak najwięcej komedii i raczej zrezygnujmy z rozmów, które przywrócą złe wspomnienia. Pozytywne nastawienie i mnóstwo radości, zamiast przygnębienia i żalu to wspaniała broń w walce z koronawirusem. Ważne jest, żebyśmy pozostawali w „tu i teraz”, żebyśmy nie koncentrowali się za bardzo na przeszłości i nie wybiegali zbytnio do przodu, w ten sposób wzmocnimy nasze Płuca. Ważne są też ćwiczenia oddechowe, które poprawią nasze zdolności oddechowe i co ważne, pomogą też utrzymać koncentrację na obecnym momencie. W Tradycyjnej Medycynie Chińskiej każdy narząd ma swojego „ducha”, Płuca również. Nazywa się on Po i ma między innymi związek z miejscem naszych narodzin. To jest bardzo ciekawe zwłaszcza w kontekście wielkich powrotów ludzi do swoich krajów – ta tendencja utrzymuje się obecnie na całym świecie – wracamy do kraju, do domu, żeby wzmocnić swoje Płuca 🙂

Więcej materiału na ten temat już wkrótce, zaglądajcie na bloga.

Zapraszam na przepis! Zupa zawiera składniki wzmacniające naszą odporność, zwłaszcza migdały są teraz naprawdę ważne!

Antywirusowa zupa zbożowa

3 – 4 porcje

IMG_4608najint

Składniki

1/2 szklanki* słodkiego ryżu (lub białego, jeśli dieta bezglutenowa)
1/2 szklanki kaszy jaglanej
1/2 szklanki płatków owsianych (bezglutenowych, jeśli dieta bezglutenowa)
1/2 szklanki migdałów ze skórką
1 łyżeczka cynamonu
2 szklanki wody
2 szklanki mleka roślinnego, ja użyłam mleka sojowego
świeżo otarta skórka z jednej pomarańczy
1 łyżeczka kurkumy
2 – 3 łyżki prażonych orzechów włoskich
2 łyżki prażonego czarnego sezamu
1 – 2 łyżki miodu lub słodu ryżowego** (jeśli ktoś nie je produktów odzwierzęcych)
kilka listków mięty

Osobno

1 szklanka wody
1/2 szklanki mleka roślinnego

Przygotowanie

  1. Do garnka wrzucamy po kolei: słodki ryż, kaszę jaglaną, płatki owsiane, migdały (ze skórką) oraz cynamon. Następnie wlewamy wodę oraz mleko i dodajemy skórkę pomarańczy oraz kurkumę. Doprowadzamy do wrzenia na dużym ogniu, następnie ogień zmniejszamy i na wolnym ogniu gotujemy 20 – 25 minut. Jeśli zboża zaczynają przywierać do dna garnka, można dolać 1/2 szklanki gorącej wody.
  2. Chociaż może to się komuś wydać dziwne, zalecam zachowanie kolejności wrzucania składników, ponieważ dzięki temu uzyskacie potrawę przygotowaną według Pięciu Przemian, co dodatkowo wzmocni odporność.
  3. Zestawiamy z ognia i wyjmujemy ugotowane migdały, które następnie miksujemy, dodając 1 szklankę wody i 1/2 szklanki mleka roślinnego. Kiedy wybieramy migdały z naszej zupy zbożowej, nie trzeba ich płukać, miksujemy razem z kawałkami zbóż, które przylepią się do migdałów, dzięki temu uzyskane mleko ma ciekawy kolor, tak jak na zdjęciu. Oczywiście migdały można też ugotować osobno, jeśli ktoś woli, dodając jednak trochę cynamonu i kurkumy.
  4. Nakładamy ugotowane zboża do miseczek, wlewamy mleko ze zmiksowanych migdałów, dodajemy orzechy, sezam i polewamy po wierzchu miodem/słodem/syropem, a na koniec ozdabiamy listkami mięty. Zupa samo zdrowie 🙂 A do tego jest naprawdę pyszna! Polecam 🙂

Uwagi

*chodzi o szklankę o pojemności 250 ml, osobiście korzystam z cupa o tej pojemności
**osoby na diecie bezglutenowej powinny się upewnić, z jakiego ryżu został wyprodukowany słód, jeśli ze słodkiego ryżu, niestety nie mogą go użyć, ponieważ słodki ryż zawiera gluten. W tym przypadku polecam syrop z agawy.

Jeśli spożywamy produkty zawierające biały cukier, nasza odporność spada o 50% !

Dodatek

Barbara Temelie, autorka ciekawych książek o Pięciu Przemianach, już wiele lat temu zwracała uwagę na wspaniałe właściwości antywirusowe produktów pszczelich. Jednak nie każdy może je stosować z różnych względów. Dla tych osób mam dobrą wiadomość, mudra „pszczółka” (Bhramara Mudra) działa podobnie jak produkty pszczele – jej regularne stosowanie pomaga wzmocnić odporność. Polecam stosowanie mudr, mają związek z meridianami i fantastycznie wzmacniają organizm. W przypadku „pszczółki” ważne jest, żeby koniec kciuka dotykał palca środkowego z boku, przy paznokciu, tak jak na zdjęciu. Palec serdeczny i mały pozostają w miarę możliwości wyprostowane. Mudrę wykonujemy 4 razy dziennie po 7 minut. Jeśli ktoś ma więcej czasu może ją wykonywać do 8 razy dziennie po 20 minut (mudra na podstawie mojej ulubionej książki o mudrach, Gertrudy Hirschi)

IMG_4581newint

                                                    Enjoy!

Wasza, Grainma 🙂

………………………
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka
Zdjęcia potrawy, zdjęcia mudry: Mariola Białołęcka, Copyright © by Mariola Białołęcka II
All rights reserved

 

Wzmacniająca zupa z warzyw korzeniowych

Być może Was zaskoczę, ale lato już za nami, tak naprawdę skończyło się pod koniec lipca. Oczywiście nie mówię tu o porach roku, tylko o naturalnych cyklach przyrody, tak jak widzi je Tradycyjna Medycyna Chińska. Aktualnie jesteśmy w fazie przejściowej pomiędzy latem a jesienią, a okres ten nazywany jest dojo. W ciągu roku mamy cztery takie okresy przejściowe, podczas których powinniśmy zmienić nasz sposób odżywiania się na taki, który wzmacnia narządy trawienne. Ciekawe jest to, że nawet jeśli nie słyszeliśmy o tych fazach, nasze ciało dokładnie wie, czego potrzebujemy. Ja już od ponad tygodnia mam ochotę głównie na marchewkę i inne warzywa o smaku słodkim – chodzi tu o produkty należące do Przemiany Ziemi, jeśli ktoś zna i praktykuje Pięć Przemian. Należą do niej między innymi: kasza kukurydziana, kasza jaglana, ziemniaki, dynia, buraki, korzeń pietruszki, orzechy ziemne, nerkowce, suszone daktyle, figi oraz morele. Jedząc te produkty – najlepiej gotowane (mniej wskazane jest pieczenie i smażenie) – mamy szansę wzmocnić Żołądek oraz Śledzionę (narządy odpowiedzialne według Tradycyjnej Medycyny Chińskiej za trawienie pokarmów). Żołądek to jeden z najważniejszych organów naszego ciała, jeśli choruje, tak naprawdę choruje całe ciało, ponieważ nie jest on w stanie pobrać z pożywienia potrzebnych nam składników odżywczych – do połowy sierpnia mamy dużą szansę go wzmocnić.

Kiedy przychodzi dojo, przez dwa tygodnie jem głównie zupy – rano staram się jeść zupę zbożową, a później zupy warzywne, często z dodatkiem tofu i/lub strączkowych, do których dodaję czasami chińskie zioła lecznicze, pomocny jest tu zwłaszcza korzeń jamu (chiński pochrzyn), a także nasiona lotosu.  Więcej napiszę o tym przy kolejnym dojo. Jeśli macie w domu pochrzyn, można go wrzucić do zupy z warzyw korzeniowych i gotować zupę zgodnie z przepisem.

Dzisiejsza zupa działa wzmacniająco głównie na Śledzionę i Żołądek. Posługując się terminologią TMC, możemy powiedzieć, że wzmacnia czi tych narządów. Według TMC źle funkcjonująca Śledziona powoduje, że brakuje nam energii, ciągle więc czujemy się zmęczeni i spada nasza odporność. Generalnie zmniejszają się nasze zdolności adaptacyjne, a także zdolność uczenia się i koncentracji. Co więcej, przy osłabionej Śledzionie, nie umiemy dać sobie wsparcia oraz zatroszczyć się o swoje potrzeby, w tym także emocjonalne, i nawet nie dostrzegamy tego. Warto o tym wszystkim pomyśleć, zanim sięgnie się, zwłaszcza teraz w okresie dojo, po kolejne smoothie z awokado, szpinaku i bananów 🙂

Zapraszam na przepis!

 Wzmacniająca zupa z warzyw korzeniowych

Rodzaj posiłku: zupa
Podajemy z: miętą i/lub śmietanką kokosową
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: wzmacnia Śledzionę, Żołądek, odżywia Krew, wspomaga krążenie
Ilość porcji: około 5 litrów zupy
Składniki: buraki, pietruszka, marchew, seler, ziemniaki, fasolka szparagowa, tofu, cebula, czosnek, szczypiorek dymka, liść laurowy, ziele angielskie, kolendra, kmin rzymski, sól, zielony pieprz, świeże oregano, olej lniany, śmietanka kokosowa (opcja), listki mięty (opcja)

IMG_4439int

Składniki

200 g cebuli, drobno posiekanej
800 g buraków, pokrojonych w plasterki
400 g marchewki, pokrojonej w plasterki
300 g korzenia pietruszki, pokrojonego w plasterki
100 g selera korzeniowego
800 g ziemniaków, pokrojonych w plastry
250 g zielonej fasolki szparagowej, pokrojonej na mniejsze kawałki
2 – 3 duże ząbki czosnku
3 łyżki posiekanego szczypiorku dymki
1 duży liść laurowy
7 ziaren ziela angielskiego
1 łyżka zmielonej kolendry
1 łyżka zmielonego kminu rzymskiego
1/2 łyżeczki zmielonego zielonego pieprzu
1 łyżka drobnej soli himalajskiej
180 g tofu naturalnego, pokrojonego na kilka części
około 2 litrów wody
2 łyżki octu winnego jabłkowego
2 łyżki świeżo wyciśniętego soku z cytryny
świeże oregano do posypania po wierzchu
śmietanka kokosowa na wierzch (opcja)
olej lniany tłoczony na zimno do polania po wierzchu
listki mięty dla wzbogacenia smaku (opcja)

3 -4 łyżki oleju do smażenia

Przygotowanie

  1. W dużym 5 litrowym garnku rozgrzewamy olej i wrzucamy cebulę. Podsmażamy przez około 2 minuty, aż się zeszkli.
  2. Następnie dodajemy buraczki i dusimy mieszając przez kolejne 2 minuty.
  3. Wrzucamy: marchew, pietruszkę, seler, ziemniaki, fasolkę, czosnek, dymkę, liść laurowy, ziele angielskie, kolendrę, kmin rzymski, zielony pieprz oraz sól himalajską i mieszając podsmażamy ponownie przez około 2 minuty.
  4. Wlewamy wodę – taką ilość, żeby poziom wody znajdował się około 2 – 3 cm poniżej brzegu garnka. Na wyczucie – w zależności od tego, jak gęstą zupę chcemy uzyskać.
  5. Dodajemy tofu i doprowadzamy do wrzenia na dużym ogniu. Gotujemy przez około 20 – 25 minut od momentu zagotowania się zupy – do miękkości warzyw.
  6. Wyjmujemy tofu, które następnie miksujemy z wywarem z zupy (wystarczy około szklanki wywaru). Uzyskaną w ten sposób śmietankę, wlewamy ponownie do zupy i dodajemy ocet jabłkowy oraz sok z cytryny.
  7. Zupę nalewamy do miseczek, posypujemy świeżym oregano (ewentualnie bazylią), dodajemy śmietankę kokosową (opcja), olej lniany i ewentualnie świeżą miętę.

Pycha! 🙂

Uwagi

  1. Do zupy – jeśli ma mieć terapeutyczny charakter – najlepiej użyć ekowarzyw. Dodam jeszcze, że im świeższe są takie warzywa, tym lepiej, dlatego warto po nie pojechać samemu do gospodarstwa ekologicznego, które znajduje się w pobliżu.
  2.  Zupę można przechowywać w lodówce przez około 4 dni.

 

Love,

                                   Grainma

………………………
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka
Zdjęcia potrawy: Mariola Białołęcka, Copyright © by Mariola Białołęcka II
All rights reserved

 

Konfitura z leśnych jagód i kwiatów lawendy

Uwielbiam lato! Za przestrzeń, która się przed nami otwiera, za wszystkie te ciepłe, słoneczne i niekończące się dni, za inspirujące noce, za truskawki i maliny, i przede wszystkim za lasy pełne czarnych jagód 🙂 Te niewielkie owoce to prawdziwy cud natury. Podobnie jak inne rośliny dziko rosnące, leśne jagody są najlepszym źródłem energii czi, pochodzącej z pożywienia. Im świeższe tym lepsze. Dlatego warto samemu je zbierać i od razu jeść, oczywiście pod warunkiem, że uda nam się przeżyć nalot komarów i natrętnych małych muszek 🙂 Czarne jagody znane są z tego, że obniżają ciśnienie krwi oraz poziom cukru we krwi (dlatego konfitury z czarnych jagód są dużo korzystniejsze dla zdrowia niż konfitury z innych owoców). Poza tym warto się nimi zainteresować w przypadku chorób oczu, stanów zapalnych jelit (w tym zespół jelita drażliwego) oraz chorób nerek. Czarne jagody zawierają całe mnóstwo antyoksydantów, są więc wspaniałym orężem w naszej walce o utrzymanie nie tylko zdrowia, ale też młodości. Warto również dodać, że zgodnie z Tradycyjną Medycyną Chińską leśne jagody pomagają oczyścić organizm z toksyn, przeciwdziałają gorącu – polecam lemoniadę z czarnych jagód w upalne dni, wspaniale chłodzi – oraz wilgoci.

Do mojej konfitury dodałam borówki amerykańskie, które w podobny sposób oddziałują na nasze ciało jak leśne jagody, jednak ze względu na to, że są to rośliny pochodzące z upraw i zazwyczaj upływa trochę czasu od ich zerwania do momentu, kiedy pojawią się na naszym stole, nie mają one już tak korzystnego na nas wpływu jak leśne czarne jagody. Niemniej to nadal wartościowy składnik tej konfitury.

Zarówno czarne jagody, jak i borówki amerykańskie są owocami, które wpływają na nas ochładzająco – co oznacza, że spowalniają nasz metabolizm. Przygotowując w domu różne potrawy, zawsze staram się je zrównoważyć, łącząc żywność ochładzającą z taką, która ma charakter ogrzewający. W tym przypadku udało mi się to osiągnąć poprzez dodanie do konfitury kardamonu i lawendy.

Jako ciekawostkę dodam jeszcze, że według radiestetów leśne jagody, podobnie jak czerwona kapusta, buraki i ciemne winogrona, promieniują tzw. fioletem. Ten kolor radiestezyjny ma charakter wyciszający –  łagodzi różne napięcia, leczy stany zapalne nerwów oraz nerwice. Pomaga w problemach z pęcherzem i ma związek z czakrą korony, otwierając nas tym samym na duchowe przewodnictwo 🙂

Zapraszam na przepis!

Konfitura z leśnych jagód i kwiatów lawendy

Rodzaj posiłku: konfitura
Podajemy do: pieczywa, naleśników, pierogów, muffinek, ciast i ciastek
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: wzmacnia Serce, Jelita, Żołądek. Czarne jagody pomagają usuwać z ciała toksyny i gorąco.
Ilość porcji: około 500 ml konfitury
Składniki: czarne leśne jagody, borówki amerykańskie, cukier, zielony kardamon, lawenda

IMG_4360int

Składniki

500 g czarnych leśnych jagód
250 g borówek amerykańskich
180 g cukru – trzcinowy, kokosowy, ewent. biały
3 – 5 ziaren zielonego kardamonu
125 ml wody
kilka łodyżek lawendy z kwiatem

Przygotowanie

  1. Do dużego rondla o grubym dnie wrzucamy cukier i wlewamy wodę. Zostawiamy na 1 minutę, żeby składniki się połączyły, a następnie doprowadzamy do wrzenia na dużym ogniu i gotujemy do momentu, aż na powierzchni syropu zacznie tworzyć się sporo dużych bąbli, o średnicy około 2 – 2,5 cm.
  2. Do przygotowanego w ten sposób syropu wrzucamy jagody, dodajemy zielony kardamon i ponownie doprowadzamy do wrzenia. Następnie gotujemy na małym ogniu przez 20 minut, mieszając od czasu do czasu.
  3. Zestawiamy z ognia i od razu wkładamy lawendę, mieszamy i zostawiamy na 10 – 15 minut, żeby konfitura przeszła smakiem lawendy.
  4. Na koniec wyjmujemy lawendę oraz kardamon i nakładamy konfiturę do słoiczków.

Uwagi

  1. Przygotowana w ten sposób konfitura nadaje się do bezpośredniego spo-życia. W lodówce możemy ją przechowywać około tygodnia.

Smacznego!

Love,

                            Mariola

……………………..
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka
Zdjęcia potrawy: Mariola Białołęcka, Copyright @ by Mariola Białołęcka II
All rights reserved

Zupa-krem z brokułów i tofu

Zielone warzywa mają wspaniałą zdolność wzmacniania wątroby, warto więc jeść je w dużych ilościach i jak najczęściej, zwłaszcza wiosną, ponieważ to właśnie o tej porze roku wątroba najbardziej potrzebuje naszego wsparcia. Wśród nich ważną rolę odgrywają brokuły oraz szpinak, które stanowią podstawę dzisiejszej zupy. Jednak sama żywność nie wystarczy, jeśli chcemy mieć zdrową wątrobę. Przede wszystkim powinniśmy unikać w życiu zbyt „ciasnych” sytuacji. Wątroba nie lubi działania pod presją i takich warunków życia, kiedy brakuje nam czasu i przestrzeni. Staje się wtedy napięta i z czasem ulega stagnacji. W takim stanie coraz bardziej traci zdolność oczyszczania ciała i staje się źródłem różnych problemów. Wiele jej ważnych funkcji powoli się degraduje. W rezultacie, kiedy już mamy „napiętą” wątrobę, zaczynamy mieć jeszcze mniej czasu, jesteśmy wciąż poirytowani, coraz trudniej podejmować nam decyzje i nasz rozwój zaczyna się blokować. Dzieje się tak dlatego że wątroba odpowiada za harmonijny oraz płynny przepływ energii w ciele i ma za zadanie dostarczać energię czi w odpowiednim czasie do właściwych narządów. Kiedy ta podstawowa funkcja zostanie zaburzona, energia czi przestaje swobodnie krążyć w ciele (według Tradycyjnej Medycyny Chińskiej) i powstają różne blokady. Z tego właśnie powodu trudno nam realizować swoje zamierzenia – przestajemy czuć się pewnie, brakuje nam pomysłów i nie wiemy, w jakim kierunku mamy iść. Nie jest łatwo wyjść z takiego stanu, kiedy już do tego dojdzie, dlatego tak ważna jest profilaktyka i unikanie sytuacji, w których brakuje nam swobody działania. Teraz, na wiosnę, jest sprzyjający czas, żeby tę naszą wątrobę trochę rozruszać i wesprzeć. Długie spacery w miejscach, gdzie można popatrzeć w przestrzeń – nad morzem, w górach, nad jeziorem – są teraz jak najbardziej wskazane. Podobnie jak różne artystyczne zajęcia, podczas których możemy wyrazić siebie (wyjść z naszą energią na zewnątrz) – malowanie obrazów, lepienie z gliny różnych przedmiotów, taniec, śpiew – a także pisanie pamiętnika. Do tego pyszne potrawy z zielonych warzyw i wszystko znów wróci na swoje miejsce 🙂

Dzisiejszy przepis pochodzi z mojej książki „Zaskakujące tofu” i został przeze mnie trochę zmodyfikowany. Książka zawiera ponad 80 przepisów z tofu i pokazuje, jak wiele potraw można przygotować z tego wspaniałego serka – np. pyszne muffinki, czy naleśniki, gdzie tofu zastępuje jajka, różne serki, serniki, ciastka, sałatki, zupy, kotleciki, a nawet bigos i spaghetti 🙂  Jedyna taka książka na polskim rynku! Teraz można ją nabyć z korzystnym rabatem 35%, w cenie 27,95 zł (cena regularna – 43 zł). Promocja obowiązuje do 12 kwietnia 2019. Zapraszam do naszego sklepu (klik): Zaskakujące tofu

Zupa-krem z brokułów i tofu

Rodzaj posiłku: zupa
Podajemy z: chlebkiem lawasz, grzanką z rozpuszczonym wegańskim serem, świeżymi ziołami, tłoczonymi na zimno oliwą z oliwek lub olejem
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: wzmacnia Wątrobę oraz Czi (energię)
Ilość porcji: ok. 4 – 6
Składniki: brokuły, szpinak, mix sałatkowy, tofu, cebula, czosnek, gorczyca, kminek, kolendra, , sól i pieprz do smaku, ocet winny jabłkowy, sok z cytryny, oliwa z oliwek, olej słonecznikowy (lub inny) tłoczony na zimno, bulion warzywny.

IMG_4042aint

Składniki

  • 1 duży brokuł (ok. 500 g)
  • 180 g tofu naturalnego (1 kostka)
  • 4 łyżki oliwy z oliwek
  • 1 średnia cebula, drobno posiekana
  • 2 duże ząbki czosnku, drobno posiekane
  • 1 łyżeczka utartego korzenia imbiru
  • 1 łyżeczka zmielonej gorczycy
  • 1 łyżeczka zmielonej kolendry
  • 1/2 łyżeczki zmielonego kminku
  • 1/3 łyżeczki świeżo zmielonego zielonego pieprzu
  • 1200 ml bulionu warzywnego
  • duża garść szpinaku baby
  • nieduża garść mixu sałatkowego (sałata lodowa, radicchio, rukola, itp.)
  • 2 łyżki octu winnego jabłkowego
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • sól i pieprz do smaku

osobno

  • tłoczone na zimno oliwa z oliwek lub olej do polania zupy po wierzchu
  • świeże zioła do posypania zupy po wierzchu
  • jogurt kokosowy lub inny wegański

Przygotowanie

  1. Brokuł rozdzielamy na małe różyczki. Można też użyć pokrojonych łodyżek, jeśli nie są zdrewniałe.
  2. Tofu rozdrabniamy widelcem.
  3. Rozgrzewamy oliwę z oliwek w garnku. Wrzucamy posiekaną cebulę i smażymy przez około minutę, aż cebula się zeszkli. Dodajemy posiekany czosnek, krótko podsmażamy i wrzucamy imbir, gorczycę, kolendrę, kminek, zielony pieprz oraz rozdrobnione tofu. Smażymy na średnim ogniu przez około 2 minuty, przez cały czas mieszając. Wrzucamy brokuły, krótko podsmażamy, a następnie wlewamy bulion warzywny. Doprowadzamy do wrzenia i gotujemy pod przykryciem przez 15 minut na małym ogniu. Pod koniec gotowania wrzucamy szpinak i mix sałatkowy – gotujemy przez 2 minuty.
  4. Zdejmujemy z ognia, wlewamy ocet jabłkowy oraz sok z cytryny, a następnie miksujemy i doprawiamy do smaku świeżo zmielonym zielonym pieprzem, solą i ewentualnie sokiem z cytryny.
  5. Nalewamy na talerze lub do miseczek, polewamy olejem/oliwą i posypujemy posiekanymi ulubionym ziołami. Na koniec trochę wegańskiego jogurtu i można się delektować pyszną i zdrową zupą 🙂

Uwagi

  1. Zupę można zmiksować bardzo dokładnie na jedwabisty krem, ale jest też smaczna, kiedy składniki nie są zbyt dobrze zmiksowane.
  2. Zupę można podać z lawaszem jaglanym, chlebkiem pita lub grzanką z wegańskim serem.

Love,

                       Grainma

……….…………………………
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2019 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

Wegańska pasta z „makreli”

Wiosna to wspaniały czas, to właśnie teraz jesteśmy najbardziej kreatywni – pomysły rodzą się jak szalone i nie jest to przypadek. Przyroda budzi się do życia, a my razem z nią. W tak pozytywnej atmosferze chętniej dzielimy się z innymi wszystkim, co mamy – dobrymi uczuciami, emocjami, jedzeniem, rzeczami, dobrymi myślami, pięknym wierszem, mądrą książką, inspirującą muzyką – jednym słowem, wszystkim tym, co daje nam radość. Kiedy coś komuś dajemy, szczerze i bez oczekiwań, że dostaniemy coś w zamian, zaczyna się wydarzać prawdziwa magia, nagle zewsząd zaczyna płynąć do nas fala prezentów – czasami są to rzeczy, które od kogoś innego dostajemy, a czasem coś dużo cenniejszego – zaczynamy zauważać wokół mnóstwo piękna i dobra. Szczodrość zmienia świat na lepsze! 🙂

Można powiedzieć, że dzisiejszy przepis przyszedł do mnie jak taki właśnie nieoczekiwany prezent, ponieważ powstał trochę przez przypadek – z tego co miałam w lodówce, a równocześnie z produktów, których nigdy wcześniej nie łączyłam ze sobą. I mimo moich obaw, że zmarnuję te produkty, powstała świetna pasta, przypominająca trochę w smaku, i w kolorze znaną wielu osobom pastę rybną z makreli. Polecam ją gorąco, to także świetna pasta dla naszych gości, którzy nie są wegetarianami lub weganami 🙂

Zapraszam na przepis!

Wegańska pasta z „makreli”

Rodzaj posiłku: pasta warzywna do chleba, naleśników, tortilli, makaronu
Podajemy z: masełkiem wegańskim i ewentualnie z różnymi dodatkami, np. ze świeżym pomidorem/ogórkiem/ziołami/orzechami
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: wzmacnia Jelita, Nerki, Pęcherz oraz Czi (energię)
Ilość porcji: ok. 300 ml pasty
Składniki: kukurydza bez dodatku cukru – z puszki, suszone pomidory w oleju, kiszony ogórek, pasta tahina, sól i pieprz do smaku, sok z cytryny, ewentualnie wędzona papryka

IMG_3992intpop

Składniki

  • Kukurydza (bez cukru)  z 1 puszki – ok. 300 g po odsączeniu
  • 4 – 6 połówek suszonych pomidorów w oleju (bez żadnych dodatków typu oliwki czy kapary), pokrojonych na kawałki i odsączonych z oleju
  • 1 średni ogórek kiszony (ale nie kwaszony), ok. 80 g, pokrojony na małe kawałki
  • 2 łyżki pasty sezamowej tahiny – rzadkiej
  • 1 łyżeczka wędzonej papryki (opcja)
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • świeżo zmielony zielony pieprz do smaku
  • sól himalajska do smaku

Przygotowanie

  1. Do miski wrzucamy odsączoną kukurydzę, suszone pomidory, kiszony ogórek, 1 łyżkę tahiny, wędzoną paprykę (opcja) i wlewamy sok z cytryny (patrz: uwagi). Miksujemy za pomocą blendera ręcznego do uzyskania jednolitej, dość gładkiej masy (nie powinno w niej być wyczuwalnych kawałków ogórków lub pomidorów). Dodajemy drugą łyżkę tahiny i tylko mieszamy, już nie miksujemy, a następnie doprawiamy do smaku pieprzem i solą. Podajemy od razu. Można przechowywać w lodówce do 3 – 4 dni w zamykanym słoiczku.
  2. Pyszna pasta o lekko rybnym posmaku i ciekawej konsystencji.

Uwagi

  1. Pasta ta po przygotowaniu jest dość rzadka, ja właśnie taką lubię. Jeśli zależy Wam jednak na bardziej gęstej konsystencji, trzeba byłoby dobrze odsączyć kukurydzę, najlepiej na papierowym ręczniku oraz użyć bardziej gęstej tahiny.
  2. Pastę tę można też przygotować w wersji wędzonej, dodając na etapie miksowania produktów wędzoną paprykę. Sprawdźcie, co Wam bardziej odpowiada 🙂
  3. Sok z cytryny dodajemy od razu, jeśli suszone pomidory nie są zbyt kwaśne. Jeśli jednak mają wyraźny kwaśny smak, lepiej wstrzymać się z dodawaniem soku na etapie miksowania produktów i ewentualnie dodać po sprawdzeniu smaku pasty – już po dodaniu drugiej łyżki tahiny. Jeśli pasta jest kwaśna, nie dodawać soku lub ewentualnie dodać mniej.
  4. Pastę można też przygotować w malakserze lub blenderze.

Palce lizać! I świat od razu staje się lepszy 🙂

Love,

                             Grainma

……….…………………………
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2019 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

Kotleciki ziołowe z tofu

Wiosna jest już bardzo blisko, w zasadzie rozpocznie się za kilka dni. Zaskoczeni? Nie mówię tu, oczywiście, o porach roku, tylko o tzw. fazach energetycznych Ziemi, które podaję za Tradycyjną Medycyną Chińską. Być może zastanawiacie się, o co w tym wszystkim chodzi i czy fazy te mają jakikolwiek związek z naszą rzeczywistością, czy jest to raczej teoria i do tego pochodząca z systemu, który wydaje się być obcy naszej kulturze? Jeśli chcemy się przekonać, jaka jest prawda, wystarczy, że przyjrzymy się temu, co aktualnie dzieje się w przyrodzie. Otóż, w ogrodach, lasach, a także na łąkach wciąż przykrytych warstwą śniegu życie już się odradza, czego wyrazem są przebijające się gdzieniegdzie spod śniegu małe kwiatki lub inne roślinki – przebiśniegi, ranniki, ciemierniki, a także kwitnące krzewy, takie jak oczar czy też wawrzynek wilczełyko. I chociaż na zewnątrz wciąż jest zimno i leży śnieg, przyroda mówi nam – zima się skończyła. Faza zimy to czas, kiedy wszystko zamiera, a soki drzew, krzewów i innych roślin cofają się w głąb, żeby rośliny mogły się zregenerować. Kiedy ta faza się kończy, soki znów wędrują ku powierzchni i rośliny zaczynają wypuszczać pierwsze pąki, kwitnąć, zielenić się. Wystarczy więc zobaczyć wszystkie te roślinki, żeby zrozumieć, jak bardzo uniwersalne są prawa Pięciu Przemian i Tradycyjnej Medycyny Chińskiej – i chociaż nie mieszkamy w Azji, dotyczą też nas – bez wątpienia! 🙂

Kiedy przychodzi wiosna, my również się odradzamy – mamy w głowie nowe projekty, marzą nam się długie spacery po lesie, z nadzieją patrzymy w przyszłość. Idzie nowe 🙂 To także czas na zmianę sposobu odżywiania się. Długo gotowane, zawiesiste zupy, bigosy oraz pieczone pasztety czas zamienić na szpinak, pietruszkę, rukolę, rzodkiewkę oraz kiełki. Tego typu żywność, zielona i lekkostrawna to najlepsze wsparcie dla naszej odradzającej się energii. Teraz powinniśmy jeść jak najwięcej lekkich zup warzywnych – typu krem – sałatek, warzyw krótko gotowanych lub równie krótko podsmażanych na patelni, różnych wrapów, tortilli oraz delikatnych pierogów z nadzieniem z w/w warzyw, z niewielkim dodatkiem świeżej sałaty, ogórka, świeżych ziół, zielonej pietruszki oraz kiełków –  wszystko to, co lekkie, łatwostrawne, krótko gotowane lub podsmażane powinno być teraz na topie, podobnie jak warzywa w zielonym kolorze. Przykładem takiej dobrze zrównoważonej wiosennej potrawy są dzisiejsze „Kotleciki ziołowe z tofu”, bez glutenu, wegańskie. Łączę w nich tofu i ciecierzycę (dobrej jakości białko dla osób stosujących kuchnię roślinną) ze szpinakiem oraz garścią tak zwanej „zieleniny” – zielona pietruszka, szczypiorek oraz koperek. Wszystko, czego potrzebujemy, żeby zacząć odżywiać się zgodnie z obecną fazą przyrody 🙂

Kotleciki ziołowe z tofu

Rodzaj posiłku: kotlety
Podajemy z: sosem musztardowym lub musztardowo-jabłkowym do ziemniaków, makaronu, ryżu, w bułce, tortilli
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: wzmacnia narządy trawienne, Czi oraz Krew
Ilość porcji: 6 – 8 kotlecików
Składniki: tofu, ciecierzyca, szpinak, koperek, zielona pietruszka, szczypiorek, czosnek, mąka ryżowa, mąka kukurydziana, mąka kokosowa, skrobia ziemniaczana, siemię lniane, mleko sojowe, musztarda, sok z cytryny

IMG_3938int

Składniki

  • 180 g tofu naturalnego, rozdrobnionego widelcem
  • 100 g ugotowanej ciecierzycy, rozdrobnionej
  • 40 g szpinaku baby, grubo posiekanego
  • 3 łyżki drobno posiekanego szczypiorku-dymki
  • 2 łyżki drobno posiekanego świeżego koperku
  • 1 średni ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę
  • 2 łyżki dość drobno posiekanej zielonej pietruszki
  • po 2 lekko czubate łyżki mąki ryżowej oraz kukurydzianej
  • 1 lekko czubata łyżka mąki kokosowej
  • 1 łyżka skrobi ziemniaczanej
  • 1/2 łyżeczki soli himalajskiej
  • 1/4 łyżeczki zmielonego zielonego pieprzu (lub czarnego)
  • 1 łyżeczka ostrej musztardy
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 2 i 1/2 łyżeczki zmielonego, odtłuszczonego złotego siemienia lnianego
  • 80 ml mleka sojowego
  • olej kokosowy do smażenia

Przygotowanie

  1. Do dużej miski wrzucam tofu, ciecierzycę, szpinak, szczypiorek-dymkę, koperek, zieloną pietruszkę, bazylię, mąkę ryżową, mąkę kukurydzianą, kokosową, skrobię ziemniaczaną, pieprz, sól, musztardę oraz sok z cytryny. Składniki mieszam i odstawiam miskę na bok.
  2. Osobno wlewam mleko sojowe do małego rondelka i wrzucam siemię lniane. Doprowadzam do wrzenia, a kiedy tylko się zagotuje, zdejmuję z ognia i zostawiam na 2 – 3 minuty do przestudzenia.
  3. Następnie wlewam do miski z tofu i pozostałymi składnikami. Mieszam dokładnie, sprawdzam, czy warzywa nie są gorące, i rozcieram oraz ugniatam wszystko dłońmi przez dwie minuty. Po tym czasie składniki powinny bez problemu połączyć się ze sobą.
  4. Masę dzielę na 6 – 8 części i formuję nieduże kotleciki.
  5. Rozgrzewam olej na patelni i na średnim ogniu smażę kotlety przez 2 minuty z jednej strony, następnie przewracam i smażę przez 1 minutę z drugiej strony i kolejną minutę pod przykryciem. Zdejmuję ostrożnie pokrywkę, ponieważ tłuszcz lubi pryskać. Jeśli za bardzo pryska, trzeba zdjąć pokrywkę ostrożnie  i przykryć kotlety na chwilę papierowym ręcznikiem.
  6. Podaję od razu z sosem musztardowo-jabłkowym – wystarczy połączyć musztardę z musem jabłkowym w proporcji pół na pół – lub podaję z samą musztardą. Można przechowywać w lodówce przez 2 – 3 dni. Świetne na piknik i do lunch boxa 🙂

Wspaniałe wiosenne kotleciki, które często jemy w domu z makaronem lub ryżem. Pycha!

Love,

             Grainma 🙂

……….…………………………
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2019 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved