Latest Posts

IMG_1970int

Domowe ciepłe lody – bez jajek, bez glutenu

Kiedy przychodzi lato i takie upały jak ostatnio, przede wszystkim chcemy się ochłodzić i zazwyczaj sięgamy po zimne napoje, najlepiej prosto z lodówki, lub stajemy w długiej kolejce  po najzimniejsze lody w mieście. Jemy i pijemy te wszystkie lodowate rzeczy, a gorąco i tak wraca, ponieważ trudno w ten sposób trwale schłodzić ciało, a do tego zarówno jedzenie, jak i picie o takich właściwościach przyniesie nam w rezultacie więcej szkody niż pożytku. Już dawno temu chińscy lekarze zauważyli, że nasz żołądek nie lubi tego rodzaju pożywienia i kiedy zafundujemy mu takie arktyczne klimaty, buntuje się i przestaje prawidłowo trawić pozostałe pokarmy :)

O co w tym wszystkim chodzi?

Wielu lekarzy medycyny naturalnej – ajurweda, medycyna tybetańska, medycyna chińska – zwraca uwagę, że naszym największym problemem na Zachodzie jest trawienie pokarmów. Co z tego, że kupimy najlepszą żywność ekologiczną, kiedy nasz system trawienny nie jest w stanie pobrać składników odżywczych z tego super mega jedzenia. Czy w takim razie możemy coś z tym zrobić? Przede wszystkim powinniśmy jeść taką żywność i pić takie napoje, których temperatura jest zbliżona do temperatury naszego ciała. Nasz żołądek produkuje enzymy trawienne, które mogą przetrwać tylko w pewnym przedziale temperatur, tak więc kiedy spożywamy zimne jedzenie, na przykład lody czy też granitę, lub pijemy lodowatą colę z dystrybutora, obniża to temperaturę w żołądku mocno poniżej 37°C, co powoduje, że enzymy trawienne nie mogą dobrze pełnić swojej roli. W tej ekstremalnej dla naszego ciała sytuacji, musi ono wyrównać różnice temperatur, żeby lodowaty pokarm mógł zostać przynajmniej w jakimś stopniu strawiony. Problem w tym, że nie jest to standardowa sytuacja i nasz organizm sięga w tym celu do rezerw energetycznych, co w konsekwencji osłabia naszą życiową energię i najzwyczajniej w świecie zaczyna nam jej brakować.

Rozwiązaniem jest spożywanie gotowanych potraw, warto też pić gorącą wodę, zamiast zimnych napojów prosto z lodówki. Kiedy na zewnątrz temperatury są ekstremalnie wysokie, dobrze jest pić gorącą herbatę przygotowaną ze świeżych listków mięty – taka herbatka naprawdę dobrze gasi pragnienie, jak miałam okazję przekonać się podczas moich pobytów w Hiszpanii w tych miesiącach, kiedy panują tam tropikalne upały :) Inne produkty, które dobrze gaszą pragnienie to: melon, arbuz, ogórek, pomidor, gruszki, zielona sałata, a także kwiat czarnego bzu i grapefruit. Oczywiście dla naszego żołądka najlepiej byłoby, gdybyśmy te produkty spożywali gotowane lub pieczone :)

W największe upały warto też stosować metodę starą jak świat – zimne okłady. Sprawdzone i naprawdę skuteczne. Sama stosuję. Wystarczy lniana/bawełniana ściereczka i zimna woda. Odciśniętą ściereczkę nakładamy na ciało i zdejmujemy po 1 – 2 minutach lub w momencie, kiedy zrobi się ciepła. Podczas upałów pomagają też kąpiele w chłodnej wodzie. Polecam! :)

A zimne lody najlepiej zastąpić ciepłymi lodami z orzeźwiającym musem z aronii!

Nie wiem, czy pamiętacie/znacie technikę przygotowywania tzw. ciepłych lodów, które kiedyś można było bez problemu kupić w każdym sklepie spożywczym, cukierni, a nawet w piekarni. Otóż przygotowuje się je na bazie bezy. Ja postanowiłam wypróbować tutaj bezę szwajcarską, czyli taką, w której podgrzewa się cukier razem z białkami jajek. Oczywiście w moim przepisie nie ma jajek, tylko woda z cieciorki (inaczej: aquafaba), podgrzewana razem z cukrem, a następnie ubijana – jeszcze ciepła. Rezultat jest zaskakujący i z pewnością wypróbuję to odkrycie jeszcze w innych przepisach. Wegańska beza przygotowywana tą techniką jest bardzo delikatna i ma cudownie kremiastą konsystencję. Poza tym dłużej zachowuje kształt. Koniecznie musicie wypróbować. Beza zawsze zawiera dużo cukru, który został tutaj zrównoważony karobem, cynamonem i musem z aronii, dzięki czemu nie będzie się tak szybko wchłaniał :)

Domowe ciepłe lody – bez jajek, bez glutenu

Rodzaj posiłku: deser
Podajemy do: kawy, herbaty, na zakończenie obiadu
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: wzmacnia jin, nawilża, wzmacnia energię (qi)
Ilość porcji: 2 – 4
Składniki: aquafaba (woda z cieciorki), cukier trzcinowy nierafinowany demerara, karob, cynamon, mus z aronii

IMG_2030int

Składniki

Beza

  • 100 ml aquafaby (wody z cieciorki)
  • 4 lekko czubate łyżki cukru
  • 1/4 łyżeczki cynamonu
  • 1 łyżka karobu w proszku lub 1/2 łyżki kakao
  • 1 łyżka gęstego musu z aronii lub czarnej porzeczki

Czekolada z karobu

  • 3 łyżki rozpuszczonego oleju kokosowego, organic, extra virgin
  • 2 łyżki karobu w proszku
  • 1/4 łyżeczki cynamonu
  • 1 łyżka cukru pudru

Dodatkowo

  • po 1 – 2 łyżki musu z aronii (lub czarnej porzeczki) na porcję

Przygotowanie

  1. Doprowadzamy wodę do wrzenia w niedużym rondlu, a następnie stawiamy na nim miskę – ważne, żeby jej spód nie dotykał wody. Do miski wrzucamy cukier i wlewamy wodę z cieciorki.
  2. Pozostawiamy na średnim ogniu przez 4 minuty, a następnie mieszając od czasu do czasu, staramy się, żeby cukier całkowicie się rozpuścił – to powinno zająć około 3 – 4 minut. Kiedy cukier nie będzie już wyczuwalny – można to sprawdzić palcami, nabierając trochę płynu na łyżeczkę, ale zachowując ostrożność, żeby się nie oparzyć – sprawdzamy termometrem np. do herbaty, jaką temperaturę ma płyn. Powinien mieć  60°C lub trochę powyżej. Jeśli ma niższą temperaturę, zostawiamy go jeszcze na ogniu, aż osiągnie właściwą. Jeśli nie macie termometru, można ostrożnie sprawdzić temperaturę palcem – płyn powinien lekko parzyć.
  3. Przelewamy do większej, najlepiej szklanej miski i ubijamy do momentu, aż piana na tyle się zagęści, że nie będzie wypadać z miski, kiedy ją odwrócimy.
  4. Następnie dodajemy karob – najlepiej przesiać przez sito, bo zazwyczaj ma grudki – i ponownie ubijamy przez 1 minutę. Na koniec dodajemy mus z aronii i krótko ubijamy.
  5. Osobno przygotowujemy czekoladę z karobu. W niedużej miseczce łączymy ze sobą cukier puder, cynamon oraz karob i ucieramy, aż powstanie jednolita masa.
  6. Następnie nakładamy ciepłe lody do miseczek lub na wafelek, przekładając musem z aronii i czekoladą z karobu, na koniec polewając całość czekoladą z karobu, tak jak widać na zdjęciach.
  7. Wstawiamy do lodówki na około 30 minut, żeby czekolada zastygła.

Uwagi

  1. Jeśli nie lubicie karobu, można użyć kakao, a następnie polać ciepłe lody rozpuszczoną gorzką czekoladą.
  2. Według najnowszych badań, karob pomaga w przypadkach, kiedy jelita nie są w stanie pobierać prawidłowo składników odżywczych z pożywienia. Oczywiście, gdyby ktoś chciał stosować karob w celach leczniczych, powinien skonsultować to z lekarzem.
  3. Więcej o karobie i pewnym tajemniczym składniku – pinitolu – pod tym linkiem: http://mariolabialolecka.com/?p=489
  4. Czekolada z karobu przygotowana według proporcji, które podałam, będzie dość gęsta i twarda – taką właśnie lubię. Jeśli wolicie delikatniejszą, można dać 1 łyżkę karobu zamiast dwóch :)

IMG_2014int

 

Enjoy!

                   Love,

                                           Grainma

………………………………………..
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

IMG_1884int

Wykwintny smalczyk kokosowy z cebulką i rzodkiewką

Moda na produkty kokosowe z pewnością nigdy nie przeminie, przede wszystkim ze względu na wyjątkowe właściwości lecznicze kokosa – tej wspaniałej wielkiej pestki. Zaskoczeni? Potwierdzam – tak naprawdę „orzech” kokosowy to pestka owocu palmy kokosowej, tak jak pestka brzoskwini czy nektarynki. Nie wiem, czy wiecie, ale przeciętny owoc tej palmy waży około 8 kilogramów, a są nawet takie gatunki, które ważą 30 i więcej kilogramów – z pewnością lepiej nie spać pod palmą kokosową i nie szukać w takich miejscach schronienia. Brązowy „orzech” kokosowy, który możemy znaleźć na półkach sklepowych, to tylko niewielka część owocu palmy kokosowej – ważąca około kilograma. Palma kokosowa to najbardziej niezwykłe drzewo na świecie, jest w stanie żyć w warunkach, w jakich większość roślin nie byłaby w stanie przetrwać – porasta nadmorski brzeg i atole, czyli miejsca, w których  jest tylko piasek, a równocześnie wytwarza owoc tak pełen odżywczych wartości – roślinne perpetum mobile :)

Kokosem i jego produktami zainteresowałam się, kiedy okazało się, że mój organizm produkuje za mało erytropoetyny, hormonu odpowiedzialnego za produkcję czerwonych ciałek krwi. Szukając naturalnych rozwiązań, przypomniałam sobie, że dawniej w Chinach podawano kobietom w połogu mleko kokosowe i różne zupy przygotowywane na mleku kokosowym, żeby wzmocnić organizm kobiety osłabiony z powodu wysiłku i dużej utraty krwi.  Pomyślałam, że warto spróbować, i nie zawiodłam się. Już po miesiącu stosowania produktów pochodzących z „orzecha” kokosowego, w tym głównie oleju kokosowego, okazało się, że moje wyniki krwi dawno nie były tak dobre, co więcej zmniejszyła się ilość białych ciałek krwi, co oznacza, że zmniejszył się stan zapalny w organizmie. Zaczęłam mieć więcej energii i mogłam wrócić do bardziej aktywnego trybu życia. Zgodnie z Tradycyjną Medycyną Chińską kokos jest szczególnym produktem, jeśli chodzi o wzmocnienie naszego ciała i dostarczenie mu dużej ilości energii.

Temat leczniczych właściwości kokosa tak bardzo mnie zainteresował, że w rezultacie napisałam książkę „Zaskakujący kokos i jego uzdrawiające właściwości”. W książce dzielę się także swoją wiedzą z dziedziny Tradycyjnej Medycyny Chińskiej i oczywiście przepisami – prostymi domowymi, bezglutenowymi, w większości wegańskimi. Wśród potraw propozycje śniadań, obiadów, kolacji oraz deserów – wszystko na bazie produktów kokosowych: oleju kokosowego, mleka kokosowego, mąki kokosowej, wody kokosowej, wiórków kokosowych, koncentratu (kremu) kokosowego i paru innych mniej znanych, ale dostępnych składników. I tak z kokosa wyczarowałam różne pasty, jogurty, majonezy, twarożki, kotlety, placki, pulpety, zupy oraz ciekawe desery :) Zapraszam do wypróbowania!

Dzisiejszy smalczyk pochodzi właśnie z tej książki i jest jednym z jej najbardziej zaskakujących i docenianych przepisów. Do jego przygotowania używam zawsze dobrej jakości oleju kokosowego extra virgin, pochodzącego z upraw ekologicznych – w książce opisuję różne rodzaje oleju kokosowego i wyjaśniam, do czego powinno się ich używać. Książka powstała między innymi przy współpracy z Kuchniami Świata i przy nieocenionej pomocy ich technologa żywości Pana Dariusza Richtera. (Także przy współpracy z firmami Agrovis oraz Planeta Zdrowia).

Książka jeszcze dostępna na rynku. Możecie ją też zamówić, wysyłając do mnie wiadomość mailem lub na Instagramie. Zachęcam do obserwowania mojego konta na Instagramie, wpisy pojawiają się prawie codziennie i są uzupełnieniem bloga :)

Zapraszam na przepis!

Wykwintny smalczyk kokosowy z cebulką i rzodkiewką

Rodzaj posiłku: smarowidło
Podajemy do: chleba, pieczonych warzyw, ziemniaków
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: wzmacnia Krew oraz Czi (kokos), a także wzmacnia Płuca (rzodkiewka, cebula)
Ilość porcji: kilkanaście
Składniki: dobrej jakości olej kokosowy (extra virgin, organic), czerwona cebula, rzodkiewka, szczypiorek dymka, tymianek, pieprz, liść laurowy, sól, ocet winny jabłkowy, świeżo otarta skórka z pomarańczy (opcja)

IMG_1917int

Składniki

  • 6 łyżek rozpuszczonego oleju kokosowego, extra virgin, organic
  • 130 g czerwonej cebuli, drobno posiekanej
  • 130 g rzodkiewek, drobno posiekanych
  • 1 czubata łyżka drobno posiekanego szczypiorku dymki
  • 1 łyżeczka suszonego tymianku
  • 1 duży liść laurowy
  • 1/4 łyżeczki zmielonego czarnego pieprzu
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 1 łyżeczka winnego octu jabłkowego lub 1 łyżka soku z cytryny
  • 1/2 łyżeczki świeżo otartej skórki z pomarańczy
  • ewent. zmielony pieprz i sól do smaku

Przygotowanie

  1. Rozgrzewamy olej kokosowy w niewielkim rondlu na dużym ogniu. Wrzucamy cebulę i mieszając dość często, podsmażamy przez 2 minuty. Dodajemy rzodkiewki, szczypiorek, tymianek, liść laurowy, pieprz oraz sól, krótko podsmażamy, a następnie dusimy na małym ogniu przez 20 minut pod przykryciem.
  2. Zestawiamy z ognia, dodajemy ocet, skórkę pomarańczową (opcja), mieszamy i ewentualnie doprawiamy do smaku pieprzem oraz solą. Przelewamy do słoiczka, studzimy i wstawiamy do lodówki, żeby smalczyk stężał. Przed użyciem wyjmujemy z lodówki i zostawiamy tak mniej więcej na 15 minut, żeby łatwiej można było go rozsmarować.

Jest cudowny – pyszny, zaskakujący, kolorowy…

IMG_1907int

Love,

                     Grainma :)

………………………………………..
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

IMG_1839int

Wegański bezglutenowy biszkopt z borówkami

Jagody, borówki amerykańskie, jeżyny oraz czarne porzeczki to pełne uroku drobne owoce, które warto jeść w dużych ilościach zwłaszcza teraz, latem, a które najlepiej smakują zerwane prosto z krzaczka w lesie lub w przydomowym ogródku. Wszystkie one zawierają całe mnóstwo przeciwutleniaczy i działają odmładzająco na nasz organizm, poza tym są przepyszne! Nic więc dziwnego, że zainspirowały mnie do przygotowania ciasta, w którym pełnią rolę ciekawego  dodatku, podnoszącego walory smakowe tego ciasta i jego atrakcyjność.

Borówki tzw. amerykańskie od wieków są doceniane za ich właściwości odżywcze i zdrowotne. Badania wykazały, że mogą one zwiększać poziom dopaminy w ciele, a tym samym poprawiać naszą pamięć. Równocześnie są one bogatym źródłem związków o trudnej do wymówienia nazwie – proantocyjanidyny – które, jak wykazały badania, mają wyjątkowe właściwości przeciwnowotworowe, zwłaszcza pomocne w przypadku raka prostaty. Borówki są także wspaniałym źródłem antocyjanów, które korzystnie wpływają na nasz wzrok, a zwłaszcza na siatkówkę. Poza tym regularne spożywanie borówek wzmacnia jelita oraz pęcherz.  Jedzmy więc borówki jak najczęściej, bo to samo zdrowie :)

Ciasto, które przygotowałam, to wynik moich kolejnych eksperymentów z aquafabą. Ten niezwykły płyn, który powstaje z gotowania ciecierzycy, a który wygląda po ubiciu dokładnie tak, jak ubite białka jajek, z pewnością jeszcze nie raz nas zaskoczy. Mnie zaskoczyła puszystość ciasta, które przygotowałam, i to z powszechnie dostępnej mąki bezglutenowej – kukurydzianej, do której dodałam mąkę ryżową i kokosową. Jak się okazuje, nie trzeba wydawać majątku, żeby przygotować smaczne ciasto, w niczym nie ustępujące ciastom z mąki pszennej, kiedy pozostaje się na diecie bezglutenowej :) Przekonajcie się sami :)

Wegański, bezglutenowy biszkopt z borówkami

Rodzaj posiłku: deser
Podajemy razem z: bezą z aquafaby lub ubitą śmietanką roślinną, np. kokosową
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: wzmacnia Serce oraz Czi
Ilość porcji: kilka/kilkanaście
Składniki: mąka kukurydziana, mąka kokosowa, mąka ziemniaczana, zmielony cynamon, aquafaba, cukier trzcinowy, mleko sojowe, olej, borówki amerykańskie

IMG_1821int

Składniki

  • 100 g mąki kukurydzianej
  • 50 g mąki ryżowej
  • 50 g mąki kokosowej
  • 15 g skrobi ziemniaczanej ( 1 łyżka, lekko czubata)
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1/2  łyżeczki cynamonu
  • 250 ml mleka sojowego waniliowego
  • 60 ml oleju rafinowanego, do pieczenia
  • 200 ml aquafaby (wody z ciecierzycy)
  • 100 g cukru trzcinowego nierafinowanego
  • 1 szklanka (250 ml) borówek amerykańskich
  • 1 łyżka, lekko czubata, mąki kokosowej

Beza

  • 125 ml aquafaby (wody z ciecierzycy)
  • 90 – 100 g cukru trzcinowego  nierafinowanego

Osobno

  • olej do wysmarowania formy
  • mąka kokosowa do wysypania formy

Przygotowanie

  1. Do miski wsypuję po kolei: mąkę kukurydzianą, ryżową, kokosową, skrobię ziemniaczaną, proszek do pieczenia, sodę oraz cynamon. Łączę ze sobą, a następnie przesiewam do osobnej dużej miski.
  2. Do kolejnej miski wlewam mleko sojowe i olej.
  3. I do osobnej niedużej miski wrzucam umyte borówki amerykańskie.
  4. Nagrzewam piekarnik do 180°C z włączonym termoobiegiem.
  5. Tortownicę smaruję olejem, a następnie wysypuję mąką kokosową.
  6. W osobnej misce ubijam aquafabę na sztywno – czyli do momentu, kiedy nie będzie wypadać z odwróconej miski. Następnie dodaję partiami cukier trzcinowy – po 2 łyżki – przez cały czas ubijając aquafabę. Po wrzuceniu partii cukru ubijam przez chwilę – kilkanaście sekund –  i wrzucam następną partię cukru. Po dodaniu ostatniej partii cukru ubijam jeszcze przez dwie minuty.
  7. Do miski z przesianą mąką wlewam mleko z olejem i ubijam mikserem, dopóki składniki się nie połączą. Następnie dodaję połowę ubitej aquafaby i ponownie ubijam mikserem, dopóki składniki się nie połączą. Na koniec wrzucam resztę aquafaby i mieszam (już nie ubijam) tak, żeby aquafaba połączyła się z ciastem, ale żeby nie zniknęła w nim całkowicie, w masie powinny być widoczne białe ślady aquafaby. Mieszam tak, jak podczas przygotowywania biszkoptu – zagarniam masę od spodu.
  8. Do borówek wrzucam łyżkę mąki kokosowej i potrząsając miską, staram się, żeby mąka pokryła wszystkie borówki.
  9. Nakładam część masy do tortownicy – warstwę o wysokości około 2 cm – na niej rozkładam równomiernie borówki obtoczone w mące kokosowej, a następnie przykrywam resztą masy. Najlepiej nakładać resztę masy łyżką, bo w ten sposób borówki pozostaną w środku ciasta.
  10. Powierzchnię ciasta wyrównuję łyżką i wstawiam ciasto do nagrzanego piekarnika. Ciasto powinno się piec przez 40 minut. Po upływie tego czasu otwieramy piekarnik i sprawdzamy patyczkiem, czy ciasto się upiekło. Można ewentualnie włożyć do piekarnika jeszcze na 5 – 10 minut. Upieczone ciasto będzie miało brązowy kolor, w środku powinno być puszyste.
  11. Po upieczeniu wyłączamy ogień, ale biszkoptu nie wyjmujemy od razu z piekarnika. Wysuwamy blachę z tortownicą do połowy i pozostawiamy przy otwartych drzwiczkach piekarnika jeszcze przez 4 – 5 minut. Następnie wyjmujemy na zewnątrz i trzymamy jeszcze w tortownicy przez 3 – 4 minuty, ale nie dłużej. Na koniec wyjmujemy z tortownicy i zostawiamy do ostudzenia.
  12. Osobno ubijamy aquafabę na bezę. Postępujemy dokładnie tak samo, jak zostało opisane powyżej, Najpierw ubijamy samą aquafabę, a następnie ubijamy z cukrem – tym razem około 5 minut, aż masa mocno zgęstnieje. Tak przygotowaną aquafabę nakładamy na ostudzone ciasto – tak jak widać na zdjęciach – a następnie opalamy opalarką. Na koniec posypujemy owocami oraz ziołami – pietruszką kędzierzawą lub miętą/bazylią.
  13. Teraz, latem, podajemy od razu. Kiedy temperatury będą niższe, można przygotować godzinę przed podaniem. W lodówce można ciasto przechowywać do 3 dni. Beza opadnie, ale nie zniknie zupełnie.

IMG_1852int

Love,

                              Grainma

………………………………………..
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

IMG_1693int

Jaglany placek z morelami – bez jajek, bez glutenu

Dojrzałe morele, jeszcze ciepłe od słońca, puszysta mąka kokosowa i rozpływająca się w ustach kasza jaglana, królowa wszystkich kasz, to podstawa tego wspaniałego ciasta. W takim towarzystwie nie mogło się ono nie udać! Uwielbiam ciasta z dodatkiem ugotowanej kaszy jaglanej – to jeden z moich pomysłów z książki „Zaskakująca kasza & ryż”. Takie ciasta mają niezwykły smak i konsystencję, są czymś pomiędzy puddingiem a ciastem. Bardzo sycące i naprawdę zdrowe. Ciasto, które dziś prezentuję, to wegańska, trochę zmodyfikowana wersja jednego z moich wcześniejszych przepisów: „Jaglanego placka ze śliwkami”, który można znaleźć na moim blogu, pod tym linkiem: http://mariolabialolecka.com/?p=1453 

Warto wiedzieć, że mąka kokosowa zawiera mnóstwo błonnika, który sprawia, że cukier, oczywiście nierafinowany, zawarty w cieście wolno się wchłania, dlatego do ciast z mąką kokosową możemy dodawać cukier nawet w większych ilościach i jeść je później bez poczucia winy :) Podobnie sytuacja wygląda, kiedy do ciasta dodamy ugotowaną kaszę. Nieoczyszczone zboża trawimy wolniej, dlatego potrawy z nich przygotowane są bardziej sycące niż np. biały pszenny chleb.  I oczywiście zawarte w nich składniki wolniej się wchłaniają :)

Jeśli chcemy przeżyć nasze życie w poczuciu spełnienia, musimy zwracać uwagę na to, jak się czujemy ze sobą i z naszymi działaniami. Dobre samopoczucie generuje życie pełne pozytywnych wydarzeń. Kiedy jednak ciągle borykamy się z poczuciem winy i mamy do siebie pretensje o wszystko, ciężko będzie nam przyciągnąć do siebie powodzenie. Tak to działa :)

Wakacje trochę mnie rozleniwiły, słońce, ciepło, zapach okolicznych łąk i lasów, chyba usiądę za chwilę na tarasie z kubkiem kawy i kawałkiem jaglanego ciasta, żeby móc w ciszy wchłaniać to piękno i niezwykłe zapachy przyrody. Dziś więc piszę krótko, niech przemówi za mnie ciasto :) Zapraszam na przepis!

Jaglany placek z morelami – bez jajek, bez glutenu

Rodzaj posiłku: deser
Podajemy razem z: cukier puder, ubita śmietanka roślinna
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: działanie wzmacniające  i odżywcze
Ilość porcji: kilkanaście
Składniki: kasza jaglana, mąka kukurydziana, mąka kokosowa, mąka ziemniaczana, zmielony anyż, aquafaba, cukier trzcinowy, mleko sojowe, olej, morele, cukier puder trzcinowy

IMG_1721int

 

Składniki

  • 200 g kaszy jaglanej
  • 500 ml wody
  • 430 ml mleka sojowego
  • 1 łyżeczka zmielonych nasion anyżu
  • 1 łyżka esencji waniliowej
  • 80 ml oleju, najlepiej do pieczenia
  • 200 g nierafinowanego cukru trzcinowego lub innego cukru
  • 500 g moreli
  • 200 ml aquafaby
  • 200 g mąki kukurydzianej
  • 100 g mąki kokosowej (nie z kopry)
  • ½ łyżki proszku do pieczenia
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 1 – 2 łyżki cukru do moreli
  • cukier puder

Przygotowanie

  1. Kaszę wrzucamy do garnka, dodajemy anyż i wlewamy wodę. Zagotowujemy pod przykryciem na dużym ogniu, a kiedy kasza zaczyna wrzeć, zdejmujemy pokrywkę i pozwalamy, żeby kasza gotowała się intensywnie przez 20 sekund. Ponownie przykrywamy i gotujemy przez 20 minut na małym ogniu. Odstawiamy na bok na kilka minut, żeby trochę przestygła, a następnie miksujemy.
  2. Do zmiksowanej kaszy dodajemy mleko sojowe, esencję waniliową, olej (to jest ważne, żeby najpierw zmiksować kaszę, a potem dodać mleko i olej) oraz 100 g cukru trzcinowego i miksujemy do uzyskania gładkiej, jednolitej konsystencji. Odstawiamy na bok do przestudzenia.
  3. Morele myjemy, osuszamy i kroimy na pół, usuwając pestki. Przekładamy do osobnej miski.
  4. W osobnej misce ubijamy na sztywno aquafabę (kiedy odwrócimy miskę, aquafaba nie powinna z niej wypaść – zalecana ostrożność :) Kiedy aquafaba jest już ubita, dodajemy do niej partiami resztę cukru (100 g) przez cały czas ubijając (2 – 3 minuty), aż piana zgęstnieje – najlepiej gdyby zaczęła się gromadzić w końcówce miksującej, trzeba to trochę wyczuć.
  5. Do kolejnej miski przesiewamy mąkę kukurydzianą, mąkę kokosową oraz  proszek do pieczenia i mąkę ziemniaczaną, mieszamy, a następnie dodajemy partiami do masy z kaszy i mleka, przez cały czas ubijając całość.
  6. Na koniec dodajemy połowę ubitej aquafaby i jeszcze przez chwilę ubijamy – do momentu, kiedy to będzie możliwe, ponieważ mąka kokosowa mocno zagęszcza to ciasto. Następnie dodajemy pozostałą część ubitej aquafaby i łączymy ją ostrożnie z ciastem za pomocą łyżki w taki sposób, jak przygotowuje się biszkopt, czyli zagarniamy kilkakrotnie ciasto od spodu i staramy się, żeby piana nie zniknęła całkowicie w cieście, tylko żeby pozostały w nim białe niewiekie smugi :)  Masa powinna być lekko rozrzedzona.
  7. Przekładamy ciasto do formy wysmarowanej olejem kokosowym lub innym tłuszczem i wysypanej bezglutenową mąką lub bułką tartą, wyrównujemy je i układamy na wierzchu połówki moreli (skórką do dołu), lekko wciskając je w ciasto. Na koniec posypujemy morele cukrem.
  8. Ciasto pieczemy, z włączoną funkcją termoobiegu, przez ok. 50 minut w temp. 190°C lub do momentu, aż patyczek włożony w środek ciasta będzie suchy (uwaga, przy tym cieście nie będzie on nigdy idealnie suchy, ale po wyjęciu nie powinno być na nim grudek ciasta, bo to oznacza, że ciasto nie jest jeszcze upieczone). Ciasto nie powinno siedzieć dłużej w piekarniku niż 60 minut.
  9. Po wyjęciu posypujemy cukrem pudrem.

Smaczne, domowe ciasto, doskonałe zarówno na piknk, jak i do lunch boxa. Enjoy!

Love,

                             Grainma

………………………………………..
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

IMG_1548int

Trzy pasty roślinne

Dobrze jest zjeść czasami coś wędzonego, pieczonego lub grillowanego ze względu na lekko gorzki, dymny smak takiej potrawy, który wzmacnia serce i układ krążenia. Teraz, latem,  jesteśmy w naturalny sposób przyciągani do tego rodzaju jedzenia, ponieważ jesteśmy w Przemianie Ognia (TMC). Takie jedzenie jednak nie powinno być zbyt tłuste i nie powinniśmy spożywać go w nadmiarze. Będzie ono pomocne zwłaszcza dla osób, które często marzną i mają mało energii, ponieważ zawiera dużo ognia. Jeśli jednak ktoś choruje na nadciśnienie, ma gorące dłonie i stopy, w nocy często się budzi, powinien zrezygnować, przynajmniej na jakiś czas z potraw grillowanych, wędzonych i pieczonych, bo jeszcze bardziej rozgrzeje swój organizm i jego problemy się nasilą. W takim przypadku lepiej jeść więcej grapefruitów, rukoli, cykorii, radicchio czy też innych sałat o gorzkim smaku – one również wzmacniają Serce, ale działają na nas ochładzająco. Jednocześnie jedzenie o gorzkim smaku działa wysuszająco, dlatego do tego rodzaju sałatek warto zawsze dodać coś o smaku słodkim – słodkie warzywa, owoce, suszone owoce, różne słody, miody (jeśli ktoś używa), syropy, ewentualnie dodać kaszę jaglaną lub kukurydzianą. W ten sposób wzmocnimy Serce i nie wysuszymy za bardzo swojego ciała.

Pięć Przemian ma swoją mądrość – jest nią dążenie do równowagi. Oznacza to, że jedząc potrawy mocno rozgrzewające, np. grillowane, powinniśmy dodać do nich coś, co wpływa na nas ochładzająco, np. majeranek, lub zjeść do takiego pieczonego lub grillowanego wegetariańskiego (lub mięsnego) burgera sporą porcję ochładzającej sałatki warzywnej z cykorią lub rukolą. Świetnym przykładem dobrze zrównoważonej potrawy jest wędzone tofu – z natury tofu ma charakter wychładzający, który został wspaniale zrównoważony przez uwędzenie tofu.

W pastach, które dziś udostępniam, starałam się zawrzeć zasady zrównoważonego komponowania posiłków, tak więc łączę w nich składniki o charakterze rozgrzewającym z takimi, które wpływają ochładzająco na ciało. Efekt? Smaczne wartościowe pasty, które – taką mam nadzieję – mogą zagościć w naszych domach na stałe :)

Dodam jeszcze, że pasty do chleba, nawet te najsmaczniejsze, nie zawsze wyglądają atrakcyjnie, dodatek kwiatów jadalnych, pasujących do potraw wytrawnych, pomoże przekształcić taką pastę w małe wizualne arcydzieło, po które wszyscy chętnie sięgną, a tym bardziej dzieci – warto poeksperymentować z produktami, żeby uatrakcyjnić posiłki.

 

Trzy pasty roślinne

Rodzaj posiłku: pasta do chleba, naleśników, jako nadzienie do pierogów
Podajemy do: j.w.
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: wzmacnia czi (tofu, marchew, ciecierzyca), wzmacnia jang (szczypiorek), wzmacnia krew (buraczki)
Ilość porcji: ok. 300 ml pasty
Składniki: podane przy każdej paście osobno

1. Pasta z wędzonego tofu, ciecierzycy i szczypiorku

IMG_1491int

Składniki

  • 180 g wędzonego tofu (1 kostka)
  • 1 łyżka posiekanej rukoli
  • 2  łyżki oleju słonecznikowego, tłoczonego na zimno (można zastąpić innym olejem, najlepiej smakowym
  • 2 lekko czubate łyżki posiekanego szczypiorku
  • 1 łyżeczka musztardy
  • 110 g ugotowanej ciecierzycy (może być z puszki lub ze słoika)
  • pieprz i sól do smaku

Przygotowanie

  1. Ta pasta jest bardzo prosta w przygotowaniu, wystarczy zmiksować wszystkie składniki, ale najlepiej niezbyt dokładnie, wtedy jest najsmaczniejsza, i już jest gotowa :)
  2. Pyszna pasta z łatwo dostępnych składników, którą warto zrobić w podwójnej ilości, tak szybko znika! A kiedy już się „przegryzie”, jeszcze smaczniejsza :)
  3. Jeśli zachowacie kolejność wrzucania składników, otrzymacie potrawę przygotowaną według Pięciu Przemian.

 

2. Pasta z wędzonego tofu, pieczonych buraków i szczypiorku

IMG_1512web

Składniki

  • 180 g wędzonego tofu (1 kostka)
  • 120 g pieczonych buraków, według tego przepisu (klik)
  • 1 łyżka posiekanej rukoli
  • 1  łyżka oleju słonecznikowego, tłoczonego na zimno (można zastąpić innym olejem, najlepiej smakowym) 
  • 2 lekko czubate łyżki posiekanego szczypiorku
  • 1 łyżeczka musztardy
  • 1 nieduży ząbek czosnku
  • szczypta pieprzu
  • 1/4 łyżeczki soli (lub do smaku)
  • 1 łyżka wywaru z pieczonych buraków
  • 1 łyżeczka octu ryżowego lub ewent. jabłkowego

Przygotowanie

  1. Najpierw pieczemy buraki według przepisu, do którego kieruje dołączony link – czyli łączymy buraki z rozpuszczonym olejem kokosowym (lub innym olejem do pieczenia), pokrojoną w cząstki cebulą, dymką (pokrojoną na dość duże kawałki), czosnkiem, pieprzem, solą oraz sokiem z jabłek – w proporcjach adekwatnych do ilości użytych buraków – i pieczemy zgodnie z instrukcją. Po upieczeniu studzimy. Do naszej pasty dodajemy same tylko buraki – bez pozostałych składników: cebuli, szczypiorku i czosnku. (Ja zazwyczaj piekę więcej  buraków – tak jak w załączonym przepisie – z czego część dodaję do tej pasty, a z tego, co zostanie, robię zupę-krem z dodatkiem mleka kokosowego).
  2. Na koniec upieczone i ostudzone buraki łączymy z pozostałymi składnikami pasty i miksujemy – podobnie jak przy pierwszej paście tu również miksujemy składniki niezbyt dokładnie.
  3. I podobnie jak podczas przygotowywania pierwszej pasty, jeśli chcemy mieć pastę Pięć Przemian, zachowujemy kolejność dodawania składników.

 

3. Pasta z naturalnego tofu i grillowanych marchewek

IMG_1584int

Składniki

  • 180 g naturalnego tofu (1 kostka)
  • 1 łyżka posiekanej rukoli
  • 120 g marchwi, obranej
  • 1  łyżka oleju słonecznikowego, tłoczonego na zimno (można zastąpić innym olejem, najlepiej smakowym
  • 2 lekko czubate łyżki posiekanego szczypiorku
  • 2 cienkie plastry dość dużej cebuli
  • 2 łyżeczki musztardy
  • 1 nieduży ząbek czosnku
  • szczypta pieprzu
  • 1/4 łyżeczki soli (lub do smaku)
  • 1 łyżka wywaru z pieczonych buraków
  • 1 łyżeczka octu ryżowego lub ewent. jabłkowego
  • 1 łyżka soku z cytryny (opcja)
  • 1 łyżeczka świeżo otartej skórki z pomarańczy
  • osobno olej do grillowania marchewek i cebuli

Przygotowanie

  1. Marchewki kroimy w bardzo cienkie plastry – o grubości ok. 2 – 3 mm, a następnie obtaczamy w oleju i kładziemy na rozgrzanej patelni grillowej (ewentualnie marchewki można upiec).
  2. Osobno obtaczamy w oleju cienkie plastry cebuli i również kładziemy na rozgrzanej patelni grillowej – obok marchewek.
  3. Następnie na marchewki i cebulę kładziemy papier do pieczenia, wcześniej namoczony w wodzie i odciśnięty. Grillujemy pod przykryciem z papieru od 3 do 5 minut na jednej stronie, sprawdzając, co jakiś czas, czy warzywa nie przypaliły się za bardzo – wtedy pasta będzie gorzka.
  4. Zdejmujemy z patelni, przekładamy do miski, dodajemy pozostałe składniki pasty i miksujemy podobnie jak poprzednie pasty – niezbyt dokładnie.
  5. I podobnie jak podczas przygotowywania pozostałych past, jeśli chcemy tę pastę przygotować według Pięciu Przemian, zachowujemy kolejność dodawania składników.
  6. Jeszcze jedna udana pasta roślinna :)

 

Pasty te bardzo nam smakują, przygotowujemy je w domu regularnie, zawierają sporo białka dzięki tofu i ciecierzycy, tak więc razem z chlebem lub naleśnikami stanowią wspaniały zrównoważony posiłek – polecam :)

Love,

                       Grainma

………………………………………..
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

 

IMG_1398int

Wegańska beza z owocami

Jeszcze kilka lat temu wydawało się nam, że przechodząc na dietę wegańską, pożegnamy się z bezowymi tortami, ciastami z bezą, a także z różnymi bezami i bezikami. Jednak odkrycie, że wodę z ciecierzycy w puszce (lub w słoiku) można ubijać tak samo, jak ubija się białka jajek, całkowicie to zmieniło. Od kiedy to wiem, często przygotowuję z aquafaby (czyli wody z cieciorki) różne bezy, musy, kremy, majonezy oraz sosy. Taka beza nałożona na sezonowe owoce, to prosty, pyszny deser, bardzo szybki w przygotowaniu. Nie jest pieczona, bardziej przypomina włoską bezę zaparzaną.

Nie ma bezy bez cukru, im więcej, tym bardziej stabilna beza. Do mojej bezy dodałam cukier trzcinowy, nierafinowaną demerarę. Przy okazji przygotowywania tej bezy wrócił do mnie jak bumerang temat cukru – jeść, nie jeść, jeśli jeść, to ile? I znów z pomocą przyszła nieoceniona Tradycyjna Medycyna Chińska. Być może Was zaskoczę, ale cukier sam w sobie wcale nie jest taki zły. A wręcz przeciwnie, ma też właściwości lecznicze :) Brązowy, nieoczyszczony cukier – buraczany lub trzcinowy – leczy Żołądek, Płuca, a nawet Wątrobę. Pojawia się tyko pytanie, w jakich ilościach? Zgodnie z TMC (w tym Pięć Przemian) cukier (słodkie potrawy) nawilża ciało i jest wskazany w wielu sytuacjach, kiedy za bardzo wysuszymy swoje ciało. Warto więc zjeść coś słodkiego po powrocie z plaży lub z dłuższej pieszej wędrówki w pełnym słońcu, a także po zjedzeniu potraw grillowanych lub bardzo ostrych w smaku – np. każdy posiłek kuchni hinduskiej, zawierający zazwyczaj mnóstwo imbiru, ostrej papryki oraz chili, kończy się deserem, i jak widać, ma to swoje uzasadnienie :) W podobny sposób na ciało działa stres, po prostu nas wysusza, nic więc dziwnego, że po jakiejś nieprzyjemnej sytuacji biegniemy do cukierni po spory kawałek tortu lub zjadamy pojemnik lodów. Jednak długotrwały stres sieje prawdziwe spustoszenie w naszym organizmie i żeby zrównoważyć jego wpływ, będziemy musieli podjąć odpowiednie leczenie i zmienić tryb życia, desery nic już tu nie pomogą.

Spożywanie słodkich potraw ma też niestety swoją drugą stronę. Jeśli przez dłuższy czas będziemy jeść dużo ciast, ciastek, lodów, deserów, nasze ciało będzie za bardzo nawilżone i przestaniemy dobrze trawić jedzenie, nawet to najbardziej wartościowe. Nasz metabolizm zmieni się i wszystko to, co zjemy, zacznie przekształcać się w naszym ciele w różne szkodliwe składniki, które spowolnią pracę naszych narządów i staną się źródłem wielu chorób – takich jak alergie, nietolerancje pokarmowe czy nawet astma. Co w takim razie robić? Jeść, nie jeść? Zjedzenie od czasu od czasu kawałka tortu lub zakończenie deserem obiadu,  podczas którego zjedliśmy dużo chili con carne, naprawdę nam nie zaszkodzi. Zwłaszcza jeśli do tego deseru (lub tortu) został użyty wartościowy cukier. Przede wszystkim powinien on być nierafinowany (nieoczyszczony) – taki cukier ma brązowy kolor, ponieważ zawiera melasę, a to równocześnie oznacza, że znajdziemy w nim wiele cennych składników takich, jak żelazo, wapń, fosfor, potas i magnez.

Jednak nie każdy brązowy cukier jest wartościowy, trzeba tu trochę pobawić się w detektywa i znaleźć na rynku produkty, które są rzeczywiście nieoczyszczone – warto dokładnie czytać etykiety. Chodzi o to, że niektórzy producenci barwią karmelem lub melasą oczyszczony biały cukier – buraczany lub trzcinowy – żeby uzyskać tańszy produkt, który ze względu na cenę, lepiej się sprzeda. Taki cukier nie ma już niestety wartości. Sprawdzamy więc, czy na opakowaniu cukru znajduje się informacja – nierafinowany – i taki cukier kupujemy. Jeśli natomiast na etykiecie znajduje się tylko napis: brązowy cukier, lepiej zrezygnować z zakupu. Cukier rafinowany to w zasadzie czysta sacharoza, poza tym (to ważna informacja dla wegetarian i wegan) jest on oczyszczany za pomocą ości pstrągów – niestety.

Jest jeszcze jeden cukier naprawdę wart polecenia i czasami używam go do wegańskiej bezy – cukier kokosowy. Ma niski indeks glikemiczny, zawiera spore ilości cynku, żelaza, antyoksydanty oraz inulinę, która działa jak prebiotyk, co oznacza, że wzmacnia jelita. Jednak kupując cukier kokosowy, także powinniśmy sprawdzać etykiety, niestety coraz częściej na nasz rynek trafia oczyszczona forma tego cukru.

Jeśli chcemy posłodzić jakąś potrawę lub napój, mamy także do dyspozycji całe mnóstwo zamienników nierafinowanego cukru buraczanego lub trzcinowego – melasę, syrop klonowy, kokosowy, daktylowy, syrop z agawy, słód ryżowy, jęczmienny, cukier palmowy, cukier kokosowy (j.w.), ksylitol, stewię, miód (jeśli ktoś nie jest weganinem), a także suszone owoce – rodzynki, morele, daktyle, śliwki, jabłka, gruszki. Z pewnością każdy z nich jest lepszy od cukru oczyszczonego i wnosi do potrawy unikalną jakość. Ja osobiście najbardziej cenię cukier pochodzący z palmy kokosowej (więcej informacji na ten temat znajdziecie w mojej książce „Zaskakujący kokos i jego uzdrawiające właściwości” – dostępna na rynku), a jeśli dodaję do potrawy suszone owoce, staram się wybierać te, które mają niski IG, np. daktyle mają wysoki Indeks Glikemiczny, dlatego wolę suszone morele od suszonych daktyli.

Jak widać, nie powinniśmy poprawiać Matki Natury, ona daje nam wszystko, czego potrzebujemy. I jeśli będziemy korzystać z tego w sposób zrównoważony, z pewnością zachowamy nasze zdrowie, nawet jeśli zjemy deser kilka razy w tygodniu. Dodam jeszcze, że dla większej równowagi do słodkich potraw powinniśmy zawsze dodawać przyprawy takie, jak imbir, anyż, gałkę muszkatołową, kardamon, cynamon czy też kolendrę. Słodkie potrawy, spożywane okazjonalnie, mają właściwości lecznicze, a poza tym wnoszą w nasze życie dużo przyjemności, nie warto więc ich sobie odmawiać, ale warto wiedzieć, jak je przygotować :)

Wegańska beza z owocami

Rodzaj posiłku: deser
Podajemy razem do: kawy, herbaty, wina, na zakończenie obiadu
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: wzmacnia jin, nawilża
Ilość porcji: 6 – 8
Składniki: owoce sezonowe, aquafaba (woda z cieciorki), cukier trzcinowy nierafinowany demerara, gałka muszkatołowa

IMG_1415int

 

Składniki

  • owoce sezonowe, jeżyny, borówki, czarne porzeczki, ok. 600 – 800 g
  • świeżo utarta gałka muszkatołowa – szczypta na porcję
  • 125 ml aquafaby (wody z cieciorki w puszce lub słoiku)
  • 80 g cukru trzcinowego, nierafinowanego – demerara

 

Przygotowanie

  1. Owoce sezonowe – ja wybrałam jeżyny i borówki amerykańskie w równych proporcjach oraz trochę czarnych porzeczek – nakładamy do szklanek/ miseczek/słoików, po 100, 150 g na porcję, można więcej – do 200 g – jeśli ktoś woli. Każdą porcję owoców posypujemy odrobiną świeżo utartej gałki muszkatołowej. Nie dodajemy cukru, ponieważ beza jest wystarczająco słodka.
  2. Aquafabę (moim zdaniem lepsza jest ze słoika) wlewamy do dużej szklanej miski i ubijamy na średnich obrotach  do momentu, aż powstanie piana – zazwyczaj ok. 30 sekund. Wtedy przechodzimy na duże obroty (ja używam funkcji turbo) i ubijamy do momentu, aż na końcówkach do ubijania,  po ich wyjęciu z ubitej aquafaby, powstanie tzw. „soft peak”, czyli stożek z piany, i piana po odwróceniu miski nie będzie z niej wypadać – dokładnie tak samo jak podczas ubijania białek jaj. Warto tu oczywiście zachować ostrożność, żeby piana nie wypadła z miski :)
  3. Do ubitej prawidłowo aquafaby dodajemy cukier – po dwie łyżki na raz – równocześnie przez cały czas ubijając dalej aquafabę. Ubijamy do momentu, aż masa mocno się zagęści i będzie miała jedwabisty połysk. To może potrwać 2 -3 minuty (lub nawet trochę dłużej). Kiedy masa ma już odpowiednią gęstość, będzie pozostawać w środku końcówek ubijających – sprawdzamy to, wyjmując je z ubitej piany. Jeśli nie chce się zagęścić aż tak bardzo, można dać jej odpocząć przez chwilę i wrócić do ubijania, wtedy już powinno być dobrze. Jeśli mimo wszystko się nie uda, można użyć taką, jaka jest.
  4. Nakładamy ubitą aquafabę na owoce i opalamy palnikiem cukierniczym – tak jak widać na zdjęciu. Podajemy od razu.
  5. Piana zachowa swój kształt do około dwóch godzin. Jeśli trochę piany zostanie, wystarczy przykryć miskę folią spożywczą i wstawić do lodówki. Na drugi dzień można ponownie ubić.

Uwielbiam ten deser!

Smacznego!

                                     Wasza, Grainma

………………………………………..
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

 

IMG_1367maska

Wegańskie, bezglutenowe naleśniki z liśćmi kalafiora

Bezglutenowe, a do tego wegańskie naleśniki nie jest łatwo opracować i chociaż w Internecie można znaleźć sporo tego typu przepisów, ja do tej pory nie trafiłam na taki, który by mi do końca pasował. Dopiero teraz, kiedy do moich naleśników dodałam zielone warzywa liściaste, znalazłam to, czego szukałam. Moje naleśniki z liśćmi kalafiora, odrobiną szpinaku i świeżego tymianku w niczym nie ustępują naleśnikom z mąki pszennej, naprawdę polecam!

Ostatnio coraz więcej osób mówi, że gluten wcale nie jest taki zły i powoli zaczyna wracać do normalnego życia po tym, jak wszyscy zachłysnęliśmy się dietą bez pszenicy. Z punktu widzenia Tradycyjnej Medycyny Chińskiej spożywanie zbóż ma istotne znaczenie dla utrzymania naszego organizmu w dobrym zdrowiu. W zrównoważonej diecie Pięciu Przemian, każde ze zbóż ma unikalne właściwości i wspiera poszczególne organy, i tak: pszenica wzmacnia wątrobę, żyto serce, proso i kukurydza żołądek i trzustkę, ryż płuca, a jęczmień nerki. Wyrzucenie tych zbóż z jadłospisu może więc spowodować różnego rodzaju niedobory, dlatego też zanim zdecydujemy się pod wpływem mody na tak dużą zmianę diety, warto sprawdzić, czy w naszym przypadku rzeczywiście mamy do czynienia z nietolerancją glutenu czy może nawet z celiakią. Zrobienie odpowiednich testów z pewnością nam w tym pomoże. Osobiście wykonałam testy na nietolerancje pokarmowe, z których wynika, że nie mogę spożywać zbóż zawierających gluten, ale co ciekawe nie mogę też jeść jednego ze zbóż bezglutenowych :)

Osoby, które po spożyciu zbóż zawierających gluten często doświadczają różnych problemów jelitowo-żołądkowych, takich jak biegunka lub zaparcia, wzdęcia, ból brzucha, obniżenie nastroju, bóle głowy czy też doświadczają chronicznego zmęczenia, powinny zrobić specjalistyczne badania. Jeśli okaże się, że nie chorują na celiakię i nie mają też nietolerancji pokarmowych, przyczyna tych dolegliwości może leżeć w diecie osłabiającej siłę trawienną organizmu. Dlatego warto wyeliminować z jadłospisu całkowicie na okres nie dłuższy niż 6 tygodni zboża zawierające gluten, produkty mleczne, produkty surowe, alkohol oraz cukier w każdej postaci – także fruktozę. W tym czasie należy jeść niewielkie ilości zbóż bezglutenowych, warzywa, strączki (tofu), mięso (jeśli ktoś je) oraz przyjmować probiotyki. Oczywiście wszystkie posiłki powinny być gotowane. Warto też udać się do specjalisty/lekarza TMC, żeby zalecił zioła poprawiające trawienie i przyjmować je w czasie trwania diety eliminacyjnej. I tak po okresie 6 tygodni może się okazać, że nasz organizm się oczyścił i nasza nadwrażliwość na gluten zniknęła :) Jednak, zanim ktoś zdecyduje się na tego rodzaju dietę eliminacyjną, powinien udać się najpierw do lekarza pierwszego kontaktu, żeby sprawdzić, czy w jego przypadku jest to wskazane, a następnie wybrać się do specjalisty/lekarza TMC, żeby uzyskać więcej szczegółów :)

Jeśli jednak nie pomoże nam dieta eliminacyjna, warto zrobić jeszcze jedną rzecz, zrezygnować całkowicie ze zbóż oraz innych produktów pochodzących z konwencjonalnych upraw i zastąpić je produktami ekologicznymi. Wszyscy mamy już teraz świadomość, w jaki sposób uprawia się zboża, żeby uzyskać jak największe plony – sztuczne nawozy, środki ochrony roślin, modyfikacje genetyczne. Wszystko to zmienia nasz metabolizm i szybko staje się źródłem naszej nadwrażliwości na różne składniki pożywienia pochodzącego z takich upraw. Warto też wprowadzać jak najwięcej tak zwanych starych odmian zbóż do naszej diety, takich jak chociażby orkisz, pszenica płaskurka czy też pszenica samopsza, i unikać żywności przetworzonej, niecertyfikowanej. Sześciokątna pieczęć z napisem Bio jest na rynku spożywczym jedyną gwarancją, że mamy do czynienia z produktem pochodzącym z upraw ekologicznych, a producent przestrzega norm właściwych dla tej produkcji oraz że ich jakość jest na bieżąco kontrolowana przez odpowiednie instytucje państwowe :)

A tymczasem zapraszam na bezglutenowe naleśniki, które każdy z nas – a nie tylko osoby pozostające na diecie bezglutenowej – może od czasu do czasu sobie przygotować :)

Wegańskie, bezglutenowe naleśniki z liśćmi kalafiora

Rodzaj posiłku: naleśniki
Podajemy razem z: gotowanymi warzywami, pastami, owocami – wytrawne lub na słodko
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: wzmacnia narządy trawienne
Ilość porcji: 10 – 12 naleśników
Składniki: mąka kukurydziana, mąka ryżowa, siemię lniane, mleko sojowe, liście kalafiora, liście szpinaku, świeży tymianek

IMG_1343new

Składniki

  • 170 g mąki kukurydzianej
  • 70 g mąki ryżowej (białej)
  • 3 lekko czubate łyżki mąki ziemniaczanej
  • 1 łyżka siemienia lnianego
  • szczypta pieprzu
  • szczypta soli
  • 250 ml mleka sojowego
  • 250 ml zimnej wody
  • 40 g liści kalafiora (gruby nerw liścia usuwam, drobniejsze zostawiam)
  • 20 g szpinaku baby
  • kilka gałązek świeżego tymianku
  • 1 łyżka oleju tłoczonego na zimno
  • olej do smażenia

Przygotowanie

  1. Składniki wrzucam po kolei do kielicha blendera i miksuję do uzyskania gładkiej jednolitej konsystencji. Następnie odstawiam na bok na 20 – 30 minut. (Ważne, żeby blender miał dużą moc, przynajmniej 700 W – mój ma 1000 W – tak żeby składniki dobrze się połączyły).
  2. Rozgrzewam patelnię o średnicy ok. 20 cm, dodaję olej, ok. 1/3 łyżeczki na naleśnik (można użyć oleju kokosowego do smażenia), rozgrzewam olej, wlewam około 60 – 80 ml masy na jeden naleśnik i smażę na dużym ogniu przez 1 minutę na pierwszej stronie, a po odwróceniu przez około 30 sekund do 1 minuty – to już kwestia osobistego wyczucia i tego, co lubimy :) Pierwszy naleśnik zazwyczaj wychodzi mniej udany :)
  3. Po usmażeniu wykładam naleśniki po kolei, jeden na drugi na talerz, który owijam papierem do pieczenia. W ten sposób naleśniki do momentu, aż wszystkie zostaną usmażone, leżą sobie pod „ciepłą kołderką” :)  Zauważyłam, że dzięki temu są bardziej sprężyste i delikatniejsze.
  4. Przed podaniem smaruję ulubioną pastą roślinną i dodaję ugotowane warzywa, strączki, tofu, itp. Można też użyć masła orzechowego i owoców/konfitury owocowej.

Są pyszne, zastanawiam się, jak mogłam bez nich żyć do tej pory :) Enjoy!

Wasza,

                Grainma

………………………………………..
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

IMG_1215web

Konfitura z rabarbaru, truskawek i … czerwonej kapusty :)

Dodałam do mojej konfitury z rabarbaru i truskawek drobno posiekaną czerwoną kapustę nie dlatego, że chciałam zaszokować kogoś moimi pomysłami, ale dlatego, że zaczęłam się zastanawiać, w jaki sposób mam przyrządzać wszystkie te cudownie słodkie owocowe dżemy, konfitury, musy oraz zupy, żeby przestały mi szkodzić? Jak powszechnie wiadomo, kiedy zjemy posiłek zawierający dużo cukru, nasza insulina zaczyna szaleć i z czasem prowadzi nas to prosto do insulinooporności. Co więc zrobić, żeby nie odmawiać sobie przyjemności jedzenia tych wspaniałych orzeźwiających i lekko kwaśnych konfitur, a równocześnie zachować to, co mamy najcenniejsze, czyli nasze zdrowie? Warzywa, a zwłaszcza kapustne, zawierają całe mnóstwo dobroczynnego błonnika, który spowalniając wchłanianie węglowodanów, reguluje tym samym poziom insuliny i zapobiega wahaniom poziomu cukru we krwi. Kiedy więc przygotowujemy jakąś potrawę z owoców, warto dodać do niej warzywa zawierające błonnik, zwłaszcza takie, które będą smakowo pasować. Dodam jeszcze, że truskawki, które są jednym ze składników mojej konfitury, również zawierają sporo błonnika. Po zjedzeniu więc naleśników z tą konfiturą poziom cukru we krwi nie powinien się tak bardzo już wahać :)

Zawsze staram się dopasować moją dietę do zmieniających się pór roku, pomaga mi w tym bardzo wiedza z zakresu Pięciu Przemian (Tradycyjna Medycyna Chińska), dlatego też do mojej konfitury dodałam rabarbar, który między innymi wzmacnia Serce i jest pomocny w przypadku zastojów Krwi – jesteśmy teraz w Przemianie Ognia, tak więc produkty wzmacniające ten nasz najważniejszy narząd są jak najbardziej na czasie :)  Rabarbaru powinny unikać kobiety w okresie menstruacji, ponieważ może on spowodować większe krwawienie, a także osoby mające biegunkę – ze względu na jego przeczyszczające właściwości. Rabarbar, o czym mało osób wie, pomaga też w przypadku infekcji bakteryjnych – wykazuje więc podobne działanie, jak antybiotyk. Warto więc jeść świeży rabarbar w sezonie, ale warto też przygotować konfiturę z rabarbaru, żeby mieć go zawsze pod ręką, zwłaszcza w sezonie tzw. grypowym.

Zapraszam na przepis!

Konfitura z rabarbaru, truskawek i… czerwonej kapusty :)

Rodzaj posiłku: konfitura owocowo-warzywna
Podajemy jako: dodatek do ryżu, jaglanki, jako nadzienie do naleśników, na chleb, na gofry
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: działanie orzeźwiające, wzmacnia Serce
Ilość porcji: 2 – 4 słoiczki, około 1 litra konfitury
Składniki: rabarbar, truskawki, czerwona kapusta, cukier kokosowy/trzcinowy, kardamon, cynamon, skórka pomarańczowa, agar-agar

IMG_1247new

Składniki

  • 750 ml wody
  • 300 g czerwonej kapusty, umytej, bez zewnętrznych liści, część powyżej głąba
  • 200 g cukru trzcinowego nierafinowanego lub cukru kokosowego, ewent. białego
  • 5 -6 zielonych kardamonów
  • 1 łyżeczka zmielonego cynamonu, najlepiej naturalnego
  • szczypta soli
  • 300 g rabarbaru po umyciu i obcięciu końcówek
  • 300 g umytych truskawek bez szypułek
  • 1 lekko czubata łyżeczka agar-agar (3 g)
  • 1 czubata łyżka świeżo otartej skórki pomarańczowej (z jednej większej pomarańczy)

Przygotowanie

  1. Czerwoną kapustę kroję w krótkie, bardzo cienkie paski i przekładam do miski.
  2. Osobno doprowadzam wodę w dużym garnku do wrzenia. Do gotującej się wody wrzucam pokrojoną drobno czerwoną kapustę. Gotuję przez 10 minut od ponownego zagotowania się. Następnie wrzucam cukier i gotuję przez kolejne pięć minut od zagotowania się. Dodaję kardamon, cynamon oraz rabarbar i truskawki i znów gotuję przez  5 minut od zagotowania się.
  3. W międzyczasie wrzucam do małej miseczki agar-agar, wlewam 3 -4 łyżki wody i mieszam, aż agar się rozpuści. Zostawiam na 2 -3 minuty. Najlepiej byłoby zrobić to w trakcie tych pięciu minut po wrzuceniu rabarbaru i truskawek (ewent. można też namoczyć agar kilka minut wcześniej). Następnie wlewam rozpuszczony agar do gotującej się konfitury, mieszam, żeby dokładnie go rozprowadzić i gotuję konfiturę z agarem przez kolejne pięć minut.
  4. Odstawiam z ognia, studzę przez kilkanaście minut i nakładam do słoiczków. Robiłam tę konfiturę już kilkakrotnie, ale zawsze zużywaliśmy ją na bieżąco. Jednak można przełożyć ją do gorących wysterylizowanych słoików, zamknąć i odwrócić na pół godziny do czterdziestu minut. Jeśli ma być przechowywana trzeba będzie podwoić ilość cukru.
  5. Jeśli zachowacie kolejność wrzucania składników, otrzymacie potrawę przygotowaną według Pięciu Przemian.

Ma niezwykły, wytworny smak, przepiękny kolor, cieszy wzrok i podniebienie – moja rodzina jest zachwycona :)

IMG_1266newnew

Smacznego!

                                        Wasza, Grainma :)

………………………………………..
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

IMG_1128web

Chłodnik z rabarbaru i czerwonej kapusty – na słodko

Rabarbar, czerwona kapusta, grapefruit oraz pomarańcza to, jak się okazuje, jedno z lepszych połączeń smakowych. Mam nadzieję, że podobnie jak ja, od razu zakochacie się w tym orzeźwiającym chłodniku. Jest doskonały na upalne dni, kiedy żar leje się z nieba, a do tego wzmacnia Serce i ochrania je przed nadmiarem gorąca:)

Zgodnie z Tradycyjną Medycyną Chińską wchodzimy właśnie w Przemianę Ognia i sprawy Serca znajdą się w centrum naszego zainteresowania, nieprzypadkowo uważa się, że Maj to miesiąc zakochanych par :) Serce jest najważniejszym organem naszego ciała, pozostałe organy zawsze w jakiś sposób odnoszą się do Serca, odżywiając je lub ochraniając. Serce zawiaduje naczyniami krwionośnymi, mową, snem i pamięcią długoterminową, a przede wszystkim jest siedzibą naszego ducha (shen) i to właśnie dzięki temu Serce jest w pełni świadome tego, co dzieje się w naszym ciele oraz na zewnątrz nas. Kiedy jest zdrowe, wszystkie elementy naszego życia pozostają w równowadze, kiedy zaczyna chorować, nasze ciało również choruje, a nasze życie pogrąża się w chaosie – tak naprawdę się dzieje! Dlatego tak ważne jest, żebyśmy dbali przede wszystkim o Serce – to jest źródło wszystkiego, źródło naszego zdrowia i udanego życia. Unikajmy więc sytuacji, które ranią nasze Serce i sami też nie krytykujmy innych, nie rańmy ich, bo możemy w ten sposób negatywnie wpłynąć na ich życie. Proszę, weźcie to sobie do Serca :) Jeśli nasze Serce jest w równowadze, jesteśmy zdolni do odczuwania radości i przede wszystkim miłości, która jest kluczem do spełnionego i szczęśliwego życia. Tam, gdzie jest miłość, rzeczy stają się proste i wszystko się udaje. Warto więc szukać takich związków z ludźmi, w których możemy doświadczać miłości i radości, a unikać tych, w których jest  dużo trudnych emocji, gniewu, konfliktów, ponieważ mogą stać się one źródłem naszego upadku.

Dodam jeszcze, że to wszystko działa też w przeciwnym kierunku, jeśli w naszym życiu panuje chaos, powinniśmy uporządkować nasze Serce – czy jesteśmy we właściwym związku?, czy lubimy naszą pracę?, czy mamy dobre relacje z otaczającymi nas ludźmi?, czy uporządkowaliśmy kwestie duchowe (religijne)? Jeśli chcemy gdzieś należeć, ale wciąż coś nie wychodzi, być może po prostu tu nie pasujemy :) Im szybciej to zrozumiemy i poszukamy odpowiednich dla nas rzeczy, tym prędzej uporządkujemy chaos w naszym  życiu i co najważniejsze, zadbamy o Serce.

Zapraszam na przepis :)

Chłodnik z rabarbaru i czerwonej kapusty

Rodzaj posiłku:  zupa o lekko słodkim smaku, chłodnik
Podajemy z: śmietanką kokosową lub sojową/owsianą, kwiatami jadalnymi
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: działanie orzeźwiające, wzmacnia Serce
Ilość porcji: 4 – 6
Składniki: rabarbar, czerwona kapusta, cukier kokosowy/trzcinowy, kardamon, wanilia, chili, sok z grapefruita, sok z pomarańczy, skórka pomarańczowa, śmietanka kokosowa lub inna

IMG_1150web

 

Składniki

  • 5 lekko czubatych łyżek cukru kokosowego/trzcinowego/innego
  • 625 ml gorącej wody
  • 300 g rabarbaru, umytego, końcówki obcięte, pokrojonego w nieduże kawałki
  • 1 laska wanilii, ziarenka wyjęte
  • 300 g czerwonej kapusty, umytej, bez głąba i zewnętrznych liści, drobno pokrojonej
  • 3 ziarna zielonego kardamonu lub 1/2 łyżeczki zmielonego
  • 1/8 łyżeczki zmielonego chili
  • szczypta soli
  • 250 ml soku z pomarańczy
  • 125 ml soku z grapefruita
  • 1 czubata łyżeczka skórki pomarańczowej
  • ubita śmietanka kokosowa na wierzch
  • świeżo otarta skórka pomarańczowa na wierzch

Przygotowanie

  1. Do szerokiego rondla wrzucam cukier, a następnie wlewam gorącą wodę. Doprowadzam do wrzenia na dużym ogniu, a następnie zmniejszam ogień i gotuję na średnim ogniu do momentu, aż na powierzchni syropu zaczną pojawiać się pojedyncze duże bąble. Wówczas od razu wrzucam rabarbar, ziarenka wanilii i laskę wanilii, kapustę, kardamon, chili. Gotuję przez 20 minut. Odstawiam na bok na 15 minut, żeby smaki dobrze się połączyły.
  2. Następnie przerzucam do miski blendera (można też użyć blendera ręcznego, jeśli ma dużą moc), dodaję szczyptę soli, sok z pomarańczy, sok z grapefruita, skórkę z pomarańczy i miksuję do uzyskania jak najgładszej konsystencji. Jeśli chłodnik jest nadal ciepły, odstawiam na bok do całkowitego wystudzenia, ale nie schładzam go w lodówce. Jeśli jednak przygotowujemy go w upalny dzień, można go wstawić do lodówki na godzinę.
  3. Podaję z ubitą śmietanką kokosową, skórką pomarańczową oraz kwiatami jadalnymi.
  4. Ja nie mogłam się  od tego chłodnika oderwać, jest przepyszny :)

With love and joy,

                 Wasza, Grainma

Uwagi

  1. Cukier kokosowy ma bardzo niski indeks glikemiczny (35) i nie powoduje skoku insuliny, dlatego warto go dodawać do słodkich potraw jak najczęściej, zamiast np., daktyli, które mają naprawdę wysoki IG  (70).
  2. Jeśli zachowacie kolejność wrzucania składników, uzyskacie potrawę przygotowaną według Pięciu Przemian :)

 ………………………………………..
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

IMG_0999web2

Czekoladowo-kokosowe pralinki z czerwoną kapustą

Pralinki, które dziś przygotowałam, zawierają składniki wzmacniające Serce i Układ Krążenia – kokos, czerwoną kapustę, gorzką czekoladę – a do tego są bogatym źródłem błonnika, pochodzącego zarówno z mąki kokosowej, jak i z kapusty – dzięki temu zawarty w czekoladkach cukier będzie wolno się wchłaniał, a my będziemy mogli je jeść bez poczucia winy i bez obaw o nasz wygląd :) Kiedy organizujemy latem ogrodowe party, warto przygotować kilka potraw z czerwoną kapustą, ponieważ wspomaga ona pracę wątroby i tym samym ułatwia trawienie potraw. Warto też uwzględnić w menu potrawy zawierające gorzką czekoladę (ok. 70% kakao) – jak wykazały badania, regularne spożywanie gorzkiej czekolady zmniejsza ryzyko chorób serca, a także zawału.

Nieprzypadkowo zamieszczam przepis na te pralinki teraz na blogu. Już za niecałe dwa tygodnie zacznie się nowy cykl w przyrodzie – wejdziemy w Lato i w fazę Przemiany Ognia (TMC). Jest to czas wielkiej aktywności w przyrodzie i my również w naturalny sposób doświadczymy przypływu energii i będziemy w stanie dosłownie „góry przenosić”. Przemiana Ognia jest związana z Sercem i Układem Krążenia. Latem musimy szczególnie uważać na Serce, które jest z natury jin, dlatego też bardzo szkodzą mu wysokie temperatury, nasza nadmierna aktywność oraz silne emocje. Pomaga natomiast smaczne jedzenie (Serce jest połączone z językiem), a zwłaszcza potrawy o gorzkim smaku, takie jak np. kakao, oraz jedzenie gotowane/pieczone na ogniu. Mania letniego grillowania to nie przypadek. Pieczemy mięso, warzywa, ryby na ogniu, ponieważ nasz organizm potrzebuje latem właśnie tego lekko przypalonego (gorzkawego) smaku i dymnego aromatu – w ten sposób wzmacniamy Serce. Przy grillu spotykamy się zazwyczaj z rodziną oraz przyjaciółmi i spędzamy z nimi miło czas. Spokojna radość to najlepszy balsam dla naszego przemęczonego Serca :)

Jeśli udało się Wam przygotować w międzyczasie mój mus z czerwonej kapusty, pewnie już wiecie, że nie czuje się w nim tego specyficznego smaku kapusty, pochodzącego z zawartej w niej siarki (mającej notabene zbawienny wpływ na nasz organizm)? W czekoladowych pralinkach ten smak również nie jest wyczuwalny. Moja rodzina i przyjaciele uwielbiają te pralinki, które wręcz rozpływają się w ustach – aksamitne, czekoladowe, wilgotne – z ciekawym dodatkiem w tle, którego nikt nie potrafi rozpoznać. Musicie tego spróbować, zachęcam :)

Czekoladowo-kokosowe pralinki                                      z czerwoną kapustą

12 – 14 pralinek

IMG_1058web

Składniki

  • 280 g czerwonej kapusty, część powyżej głąba
  • 230 g jasnego cukru trzcinowego lub ewent. drobnego cukru białego
  • 375 ml wywaru z kapusty
  • 1 łyżeczka naturalnej esencji waniliowej
  • 3/4 łyżeczki zmielonego kardamonu
  • 3/4 łyżeczki zmielonego anyżu (nasion)
  • 3/4 łyżeczki zmielonego cynamonu
  • szczypta soli
  • 3 łyżki świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy
  • świeżo otarta skórka z jednej średniej pomarańczy
  • świeżo otarta skórka z jednej średniej cytryny
  • 4 łyżki wiórków kokosowych, drobnych
  • 4 – 5 łyżek mąki kokosowej naturalnej (nie z kopry)
  • 100 g gorzkiej czekolady o zawartości 64% kakao
  • osobno cynamon lub wiórki kokosowe do obtoczenia
  • ewentualnie osobno 150 g cukru pudru

Przygotowanie

  1. Kapustę kroimy najpierw na kilka mniejszych kawałków, a następnie w  bardzo cienkie plasterki, o grubości około 2 -3 mm. Jeżeli się zdarzy czasem grubszy kawałek, nie stanowi to dużego problemu. Następnie wrzucamy ją do garnka i zalewamy gorącą wodą, w takiej ilości, żeby tylko przykryła kapustę. Gotujemy pod przykryciem przez 15 minut od zagotowania, na średnim ogniu. Zestawiamy z ognia i dobrze odcedzamy. Płynu nie wylewamy, będzie nam jeszcze potrzebny.
  2. Szeroki rondel, najlepiej o grubym dnie, rozgrzewamy na dużym ogniu, następnie wsypujemy cukier i wlewamy wywar z kapusty (375 ml), jeśli jest go mniej, łączymy go z wodą. Doprowadzamy całość do wrzenia, przez cały czas na dużym ogniu, i czekamy, aż na powierzchni syropu zaczną pojawiać się pojedyncze duże bąble, wówczas wrzucamy ugotowaną kapustę, po kolei przyprawy, sok pomarańczowy, skórkę pomarańczową otartą z połowy średniej pomarańczy oraz skórkę cytrynową otartą z połowy średniej cytryny. Ponownie doprowadzamy syrop do wrzenia na dużym ogniu, następnie zmniejszamy ogień i na średnim ogniu gotujemy przez 10 minut.
  3. Zdejmujemy z ognia i odstawiamy na bok na 40 minut.
  4. Następnie kapustę odsączamy z syropu na sicie – płynu nie wylewamy, może być nam jeszcze potrzebny, poza tym nadaje się – jako pyszny syrop – do placków lub naleśników.
  5. Odsączoną kapustę przekładamy do większej miski, dodajemy wiórki kokosowe, mąkę kokosową, otartą skórkę pomarańczową z pozostałej połowy pomarańczy oraz otartą skórkę cytrynową z pozostałej połowy cytryny. Miksujemy składniki blenderem ręcznym, ale w taki sposób, żeby pozostały gdzieniegdzie niewielkie nie zmiksowane kawałki kapusty, będą one w pralinkach przypominać trochę rodzynki.
  6. Osobno rozpuszczamy czekoladę w kąpieli wodnej i dodajemy masę z kapusty. Dokładnie łączymy składniki. Kiedy masa przestygnie, dzielimy ją na 12 – 14 części i formujemy kulki. Jeśli masa jest za rzadka, można dodać jeszcze trochę mąki kokosowej (chodzi o to, że możecie mieć mąkę z różnych źródeł, każda może trochę inaczej absorbować płyny), pamiętając jednak, że czekolada zagęści masę, kiedy już włożymy kulki do lodówki. 
  7. Uformowane kulki obtaczamy w zmielonym cynamonie albo w wiórkach kokosowych lub jeśli chcemy mieć wersję bardziej ekskluzywną – w lukrze.
  8. Do przygotowania lukru będzie nam potrzebny cukier puder oraz syrop pozostały po gotowaniu kapusty. Jeśli go dodamy do cukru, uzyskamy piękny fioletowy kolor, widoczny na zdjęciach. I tak, wrzucamy cukier puder do miski (150 g), a syrop doprowadzamy do wrzenia. Kiedy zaczyna się gotować, zestawiamy z ognia i od razu wlewamy 3 łyżki syropu do cukru pudru. Mieszamy i jeśli lukier nadal jest bardzo gęsty, dodajemy więcej syropu, aż do uzyskania bardziej rzadkiej konsystencji, takiej, żeby udało się pokryć pralinki. Po nałożeniu lukru praliny wkładamy do lodówki na 6 – 8 godzin.
  9. Jeśli zachowacie kolejność dodawania składników, otrzymacie pralinki przygotowane według Pięciu Przemian.

Zachęcam do wypróbowania tych pralinek, są niesamowite, zaskakujące, mam nadzieję, że będą Wam tak smakować, jak smakują mi i mojej rodzinie.

Love,

                       Grainma

IMG_1006web

 ………………………………………..
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved