Latest Posts

IMG_3934int

Kotleciki ziołowe z tofu

Wiosna jest już bardzo blisko, w zasadzie rozpocznie się za kilka dni. Zaskoczeni? Nie mówię tu, oczywiście, o porach roku, tylko o tzw. fazach energetycznych Ziemi, które podaję za Tradycyjną Medycyną Chińską. Być może zastanawiacie się, o co w tym wszystkim chodzi i czy fazy te mają jakikolwiek związek z naszą rzeczywistością, czy jest to raczej teoria i do tego pochodząca z systemu, który wydaje się być obcy naszej kulturze? Jeśli chcemy się przekonać, jaka jest prawda, wystarczy, że przyjrzymy się temu, co aktualnie dzieje się w przyrodzie. Otóż, w ogrodach, lasach, a także na łąkach wciąż przykrytych warstwą śniegu życie już się odradza, czego wyrazem są przebijające się gdzieniegdzie spod śniegu małe kwiatki lub inne roślinki – przebiśniegi, ranniki, ciemierniki, a także kwitnące krzewy, takie jak oczar czy też wawrzynek wilczełyko. I chociaż na zewnątrz wciąż jest zimno i leży śnieg, przyroda mówi nam – zima się skończyła. Faza zimy to czas, kiedy wszystko zamiera, a soki drzew, krzewów i innych roślin cofają się w głąb, żeby rośliny mogły się zregenerować. Kiedy ta faza się kończy, soki znów wędrują ku powierzchni i rośliny zaczynają wypuszczać pierwsze pąki, kwitnąć, zielenić się. Wystarczy więc zobaczyć wszystkie te roślinki, żeby zrozumieć, jak bardzo uniwersalne są prawa Pięciu Przemian i Tradycyjnej Medycyny Chińskiej – i chociaż nie mieszkamy w Azji, dotyczą też nas – bez wątpienia! :)

Kiedy przychodzi wiosna, my również się odradzamy – mamy w głowie nowe projekty, marzą nam się długie spacery po lesie, z nadzieją patrzymy w przyszłość. Idzie nowe :) To także czas na zmianę sposobu odżywiania się. Długo gotowane, zawiesiste zupy, bigosy oraz pieczone pasztety czas zamienić na szpinak, pietruszkę, rukolę, rzodkiewkę oraz kiełki. Tego typu żywność, zielona i lekkostrawna to najlepsze wsparcie dla naszej odradzającej się energii. Teraz powinniśmy jeść jak najwięcej lekkich zup warzywnych – typu krem – sałatek, warzyw krótko gotowanych lub równie krótko podsmażanych na patelni, różnych wrapów, tortilli oraz delikatnych pierogów z nadzieniem z w/w warzyw, z niewielkim dodatkiem świeżej sałaty, ogórka, świeżych ziół, zielonej pietruszki oraz kiełków –  wszystko to, co lekkie, łatwostrawne, krótko gotowane lub podsmażane powinno być teraz na topie, podobnie jak warzywa w zielonym kolorze. Przykładem takiej dobrze zrównoważonej wiosennej potrawy są dzisiejsze „Kotleciki ziołowe z tofu”, bez glutenu, wegańskie. Łączę w nich tofu i ciecierzycę (dobrej jakości białko dla osób stosujących kuchnię roślinną) ze szpinakiem oraz garścią tak zwanej „zieleniny” – zielona pietruszka, szczypiorek oraz koperek. Wszystko, czego potrzebujemy, żeby zacząć odżywiać się zgodnie z obecną fazą przyrody :)

Kotleciki ziołowe z tofu

Rodzaj posiłku: kotlety
Podajemy z: sosem musztardowym lub musztardowo-jabłkowym do ziemniaków, makaronu, ryżu, w bułce, tortilli
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: wzmacnia narządy trawienne, Czi oraz Krew
Ilość porcji: 6 – 8 kotlecików
Składniki: tofu, ciecierzyca, szpinak, koperek, zielona pietruszka, szczypiorek, czosnek, mąka ryżowa, mąka kukurydziana, mąka kokosowa, skrobia ziemniaczana, siemię lniane, mleko sojowe, musztarda, sok z cytryny

IMG_3938int

Składniki

  • 180 g tofu naturalnego, rozdrobnionego widelcem
  • 100 g ugotowanej ciecierzycy, rozdrobnionej
  • 40 g szpinaku baby, grubo posiekanego
  • 3 łyżki drobno posiekanego szczypiorku-dymki
  • 2 łyżki drobno posiekanego świeżego koperku
  • 1 średni ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę
  • 2 łyżki dość drobno posiekanej zielonej pietruszki
  • po 2 lekko czubate łyżki mąki ryżowej oraz kukurydzianej
  • 1 lekko czubata łyżka mąki kokosowej
  • 1 łyżka skrobi ziemniaczanej
  • 1/2 łyżeczki soli himalajskiej
  • 1/4 łyżeczki zmielonego zielonego pieprzu (lub czarnego)
  • 1 łyżeczka ostrej musztardy
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 2 i 1/2 łyżeczki zmielonego, odtłuszczonego złotego siemienia lnianego
  • 80 ml mleka sojowego
  • olej kokosowy do smażenia

Przygotowanie

  1. Do dużej miski wrzucam tofu, ciecierzycę, szpinak, szczypiorek-dymkę, koperek, zieloną pietruszkę, bazylię, mąkę ryżową, mąkę kukurydzianą, kokosową, skrobię ziemniaczaną, pieprz, sól, musztardę oraz sok z cytryny. Składniki mieszam i odstawiam miskę na bok.
  2. Osobno wlewam mleko sojowe do małego rondelka i wrzucam siemię lniane. Doprowadzam do wrzenia, a kiedy tylko się zagotuje, zdejmuję z ognia i zostawiam na 2 – 3 minuty do przestudzenia.
  3. Następnie wlewam do miski z tofu i pozostałymi składnikami. Mieszam dokładnie, sprawdzam, czy warzywa nie są gorące, i rozcieram oraz ugniatam wszystko dłońmi przez dwie minuty. Po tym czasie składniki powinny bez problemu połączyć się ze sobą.
  4. Masę dzielę na 6 – 8 części i formuję nieduże kotleciki.
  5. Rozgrzewam olej na patelni i na średnim ogniu smażę kotlety przez 2 minuty z jednej strony, następnie przewracam i smażę przez 1 minutę z drugiej strony i kolejną minutę pod przykryciem. Zdejmuję ostrożnie pokrywkę, ponieważ tłuszcz lubi pryskać. Jeśli za bardzo pryska, trzeba zdjąć pokrywkę ostrożnie  i przykryć kotlety na chwilę papierowym ręcznikiem.
  6. Podaję od razu z sosem musztardowo-jabłkowym – wystarczy połączyć musztardę z musem jabłkowym w proporcji pół na pół – lub podaję z samą musztardą. Można przechowywać w lodówce przez 2 – 3 dni. Świetne na piknik i do lunch boxa :)

Wspaniałe wiosenne kotleciki, które często jemy w domu z makaronem lub ryżem. Pycha!

Love,

             Grainma :)

……….…………………………
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2019 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

IMG_3496int

Marchewka bowl

Marchewka, kasza kukurydziana, czerwona papryka – te z pozoru zwyczajne składniki stworzyły razem coś wyjątkowego. Pyszną potrawę śniadaniową o ciekawym smaku, który trochę kojarzy się z uwielbianym przez wszystkich koglem moglem. Marchewkę bowl, czyli miskę z różnymi pysznościami, często przygotowuję rano, zmieniając tylko dodatki. Trudno o lepsze danie, jeśli chce się dobrze rozpocząć dzień, zwłaszcza wtedy, kiedy na dworze jest zimno. Takie potrawy, jak smoothie lub smoothie bowl, zwłaszcza w mroźne, zimowe dni,  powinniśmy przygotowywać w oparciu o gotowane składniki, dodając do nich coś surowego dla enzymów. U mnie tym razem są to kwiaty jadalne. Niestety, ale spożywanie zimą potraw przyrządzonych  tylko z surowych owoców i warzyw to spory błąd żywieniowy. Zawsze kiedy myślę o jedzeniu tzw. surowej żywności, od razu przypominam sobie, jak szybko została zamknięta popularna przez chwilę restauracja, oferująca w Warszawie smaczne bez wątpienia posiłki, przygotowywane na bazie surowych owoców, warzyw i orzechów. Właściwie to nic dziwnego, że tak się potoczyły losy tego miejsca – klimat w Polsce, a zwłaszcza w zimie, nie sprzyja odżywianiu się w ten sposób, tym bardziej, jeśli ktoś nie wie, jak przygotowywać i łączyć produkty, żeby można je było łatwiej strawić i żeby nie były one tak bardzo wychładzające. Jednak, jeśli mam być z Wami zupełnie szczera, surowa żywność dzięki dużej zawartości różnych enzymów, a także oczyszczającemu działaniu w pierwszej chwili podnosi poziom energii. Sama tego doświadczałam w różnych momentach mojego życia, a najbardziej wówczas, kiedy kupiłam wyciskarkę wolnoobrotową i zaczęłam przygotowywać soki z różnych owoców i warzyw. Już pierwsza szklaneczka soku z zielonych owoców i warzyw tak wspaniale oczyściła mój organizm, że przez całą noc fruwałam w snach – to oznaka, że energia zaczęła prawidłowo krążyć w meridianach.

I to był nawet taki moment, że zaczęłam się zastanawiać, czy zasady TMC rzeczywiście pasują do współczesnego życia człowieka Zachodu. Piłam te cudowne soki jeszcze przez dwa dni i chociaż już nie miałam takich pięknych snów, nadal czułam się fantastycznie. Jednak czwartego dnia sytuacja się zmieniła. Już po wypiciu pierwszego łyku mojego zielonego koktajlu, poczułam nieprzyjemny chłód w żołądku, a po wypiciu całej porcji, poczułam, że jest mi naprawdę zimno i długo nie mogłam się rozgrzać. Od tamtej pory pijam soki okazjonalnie, głównie wtedy, kiedy na zewnątrz temperatury są wysokie, a czasami przygotowuję je i dodaję do schłodzonego gotowanego jedzenia, podobnie jak surówki – dla enzymów. Wiem, że są osoby, które lubią odżywiać się surową żywnością i nie mają takich odczuć jak ja. Jednak trzeba tu wziąć pod uwagę jedną rzecz – odżywiam się zgodnie z zasadami Pięciu Przemian (TMC) już od wielu, wielu lat i mój organizm jest w miarę zrównoważony, dlatego od razu bardziej odczuwam wszelkie błędy żywieniowe. Gdyby ktoś chciał się przekonać, czy mam rację, czy też nie, polecam pewien eksperyment – piszę o nim tutaj.

Dodam jeszcze, że są przypadki, kiedy lekarz TMC może zalecić odżywianie się surową żywnością przez jakiś czas (zazwyczaj są to jednak krótkie okresy czasu), żeby usunąć nadmiar gorąca z ciała, jednak i tak w terapii bardziej preferowane są zioła, które usuną gorąco z ciała, niż surowa żywność. Kiedy byłam w Indiach, na przykład, zauważyłam, że Hindusi wbrew pozorom nie jedzą za dużo surowych owoców i warzyw, mimo że w ciągu dnia temperatury osiągają nawet 40°C i więcej. Wszystkie posiłki, które jedliśmy, były gotowane i bardzo dla nas ostre, chociaż były przygotowywane oddzielnie dla ludzi Zachodu – tego, co jedli Hindusi, nie bylibyśmy nawet w stanie przełknąć – to dopiero było ostre. Pożywienie, w którym jest czosnek, suszony imbir, ostra papryka, ostre chili, oraz np. anyż gwiazdkowaty, sprawia, że otwierają się pory naszego ciała i całe gorąco, które zebraliśmy podczas upalnego dnia, wychodzi na zewnątrz. W Indiach lassi najczęściej jest tylko dodatkiem do posiłku, sporadycznie jest spożywane oddzielnie i to głównie przez ludzi z Zachodu. W hotelach, barach, restauracjach większość pije herbatę zamiast zimnych napojów z lodem. Tak to wygląda. Wydaje mi się, że zafascynowani jogą oraz innymi technikami medytacyjnym pochodzącymi ze Wschodu, próbujemy przejąć styl życia joginów, którzy często żyli w jaskiniach i odżywiali się tym, co mieli pod ręką – na przykład surowymi owocami :) Warto jednak pamiętać, że jogini stosowali zaawansowane praktyki medytacyjne, dzięki którym pracowali z energią na bardzo wysokim poziomie, w ten sposób przekształcali, to co jedli, w pokarm służący ich zdrowiu. My tego nie potrafimy na Zachodzie, nawet uprawiając jogę.

Przedstawione tu zasady zdrowego odżywiania się pochodzą z Tradycyjnej Medycyny Chińskiej, która podobnie jak Ajurweda oraz Tradycyjna Medycyna Tybetańska istnieje na świecie już kilka tysięcy lat i wciąż jest nauczana, często na renomowanych uczelniach, zarówno na Wschodzie – w Indiach, Chinach, jak i na Zachodzie – USA, UK, Hiszpania, a także Polska. Zasady te budzą moje zaufanie, ponieważ były weryfikowane przez całe pokolenia lekarzy i ich pacjentów. Ale nie trzeba przyjmować ich na wiarę, naprawdę każdy może je sprawdzić i przekonać się, czy pasują one do jego życia :)

Zapraszam na przepis! :)

Marchewka bowl

Rodzaj posiłku: danie śniadaniowe
Podajemy z: orzechami (najlepiej prażonymi), sezamem, makiem, syropem klonowym lub z agawy, kwiatami jadalnymi
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: wzmacnia narządy trawienne
Ilość porcji: 2 porcje
Składniki: marchewka, czerwona papryka, anyż, koper włoski, kasza kukurydziana, suszona skórka pomarańczowa, suszona skórka z grapefruita, mleko sojowe, woda, śmietanka kokosowa lub krem kokosowy, nasiona chia, orzechy, mak, sezam, kwiaty jadalne, syrop z agawy lub syrop klonowy

IMG_3533int

Składniki 

  • 140 g marchewki obranej i oczyszczonej, utartej na tarce o grubych oczkach
  • 60 g drobnej kaszki kukurydzianej
  • 80 g czerwonej papryki, oczyszczonej, pokrojonej w drobną kostkę
  • 1/2 łyżeczki nasion kopru włoskiego
  • 1/2 łyżeczki zmielonego anyżu
  • 375 ml mleka sojowego
  • 250 ml wody
  • 1 łyżeczka suszonej skórki pomarańczowej (patrz: uwagi)
  • 1/2 łyżeczki suszonej skórki z grapefruita (opcja)
  • 1 łyżka zmielonych nasion chia
  • 3 – 4 łyżki niezbyt gęstej (płynnej) śmietanki kokosowej lub kremu z kokosa
  • orzechy, nasiona sezamu, maku
  • kwiaty jadalne/listki kwiatów jadalnych (opcja)
  • syrop z agawy lub syrop klonowy

Przygotowanie

  1. Do garnka wrzucam po kolei: marchewkę, kaszkę kukurydzianą, czerwoną paprykę, koper włoski oraz anyż, a następnie wlewam mleko sojowe i wodę. Dokładnie mieszam, dorzucam skórkę pomarańczową oraz ewentualnie skórkę z grapefruita. Garnek przykrywam i na dużym ogniu doprowadzam całość do wrzenia. Zmniejszam ogień i gotuję na małym ogniu pod przykryciem przez 15 minut, co jakiś czas mieszając trzepaczką, ponieważ kaszka kukurydziana lubi przywierać do dna garnka.
  2. Zestawiam z ognia, studzę przez chwilę, przekładam do kielicha blendera, a następnie dodaję zmielone nasiona chia oraz śmietankę kokosową. Miksuję do uzyskania gładkiej, jednolitej i jedwabistej konsystencji. Najlepiej byłoby użyć do miksowania blendera o dużej mocy 800 – 1000 KW.
  3. Jeśli potrawa jest bardzo gęsta, można dodać 1/4 – 1/2 szklanki mleka sojowego lub wody.
  4. Nalewam do miseczek, posypuję orzechami, sezamem, makiem, polewam syropem z agawy i układam na wierzchu kwiaty jadalne (opcja) i ewentualnie listki kwiatów jadalnych.

Uwagi

  1. Zamiast suszonej skórki pomarańczowej, można użyć świeżo otartej, ale wtedy dodajemy ją na koniec – do miksowania. Nie gotujemy w potrawie. Skórkę suszoną łatwo się przygotowuje. Wystarczy obrać pomarańczę, usunąć w miarę możliwości albedo i położyć skórki przy kaloryferze. Po kilku dniach wystarczy zetrzeć na tarce i przechowywać w zamykanym słoiczku.
  2. Tak samo przygotowujemy skórkę z grapefruita. Warto jednak pamiętać, że ta skórka jest gorzkawa, co korzystnie wpływa na trawienie, ale może nie każdy lubi ten smak. Przetestujcie! :)

Marchewkę bowl przygotowuję w domu bardzo często, uwielbiamy ją całą rodziną i każdy chce dokładkę. Trudno sobie wyobrazić coś smaczniejszego! Naprawdę polecam :)  Papryka jest tu prawie niewyczuwalna – trudno się domyślić, że została użyta, jeśli się nie wie. Zachęcam do wypróbowania, tym bardziej że jest to potrawa, która pomoże zregenerować układ trawienny i dlatego warto ją jeść często przez najbliższe dwa tygodnie, czyli w okresie dojo :)

Love,

                  Grainma

P.S. Na temat dojo możecie poczytać na przykład tu:

……….…………………………
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2019 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

IMG_3800int

Pasta z kiszonej kapusty i prażonych włoskich orzechów

Pasta ta powstała trochę przez przypadek. Jakiś czas temu kupiłam kiszoną kapustę, która miała mało soku i była dość twarda. Chciałam ją podać do obiadu, dodałam więc do niej cebulkę, szczypiorek, orzechy włoskie oraz olej i odstawiłam na godzinę, żeby zmiękła. Niestety, pozostawała niewzruszona, wciąż była twarda i trudno było ją pogryźć, postanowiłam więc przygotować zamiast sałatki purée z kiszonej kapusty i ją zmiksowałam. To, co powstało, zaskoczyło nawet mnie. Pyszna, kwaskowata pasta o konsystencji mięsnego pasztetu, po prostu jedno wielkie WOW! Dopracowałam ją i od tamtej pory pojawia się regularnie na moim stole.

Pasta ta to przykład naprawdę dobrze zrównoważonej potrawy. Zawiera kiszoną kapustę, która ma właściwości ochładzające ciało, oraz prażone orzechy włoskie, cebulkę i szczypiorek, które wpływają na ciało ogrzewająco. Pełna równowaga! :) Szczypiorek-dymka, który pięknie się tu odnalazł, to prawdziwy cud natury. Nic dziwnego, że jest tak popularny i można go spotkać w prawie każdej potrawie, która nie jest słodka. Czy wiecie, że wpływa on leczniczo na Serce oraz Płuca? Co więcej, działa na ciało podobnie, jak orzechy włoskie, ogrzewa je i dynamizuje różne jego funkcje. Dzięki tego rodzaju pokarmom mamy więcej energii i chęci do życia. Polecam je zwłaszcza osobom, które odżywiają się wegańsko. Do pasty dodałam też jedną z najwspanialszych rodzimych przypraw, czyli kminek, tradycyjnie dodawany do kapusty, a wpływający korzystnie na Nerki oraz Pęcherz – narządy, o które teraz, Zimą, powinniśmy się szczególnie troszczyć.

Dzisiejsza pasta jest bliska mojemu sercu także z tego powodu, że zawiera nie gotowaną kiszoną kapustę. Tego typu produkty są niezbędne w naszej diecie, niezależnie od tego, jak ktoś się odżywia – czy je mięso, czy raczej jest wegetarianinem lub weganinem. W zasadzie takie pokarmy, jak kiszona kapusta, kiszone ogórki, kiszone pomidory, oliwki, czy też śliwka umeboshi powinny być obecne w każdym posiłku. Już wiele lat temu Michio Kushi przekonał mnie, że warto zjeść śliwkę umeboshi na zakończenie posiłku, ponieważ dzięki temu ten posiłek zostanie lepiej strawiony. Dzieje się tak, dlatego że produkty fermentowane są już wstępnie przetrawione – z tego powodu nie tylko łatwiej je trawimy, ale też szybciej asymilujemy zawarte w nich cenne składniki odżywcze. Poza tym w tego typu produktach jest zawsze całe mnóstwo wartościowych enzymów oraz dobroczynnych bakterii, które pomogą nam strawić cały posiłek. Z pewnością są to produkty, których nie może zabraknąć w naszych codziennych domowych posiłkach.

Pasta z kiszonej kapusty i prażonych włoskich orzechów

Rodzaj posiłku: pasta warzywna
Podajemy do: chleba, chlebka pita lub lawasz, tortilli, naleśników
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: wzmacnia Yang, Nerki oraz Pęcherz
Ilość porcji: ok. 300 ml pasty
Składniki: kiszona kapusta, orzechy włoskie, cebula, szczypiorek, olej z orzechów włoskich tłoczony na zimno lub olej słonecznikowy tłoczony na zimno, świeżo zmielony kminek, ewentualnie sól i pieprz do smaku

IMG_3816int

Składniki

  • 200 g kiszonej kapusty, odciśniętej z soku (jeśli jest z sokiem)
  • 100 g łuskanych orzechów włoskich
  • 3 łyżki oleju z orzechów włoskich tłoczonego na zimno lub innego (np. słonecznikowego)
  • 30 g posiekanej cebuli
  • 2 lekko czubate łyżki posiekanego szczypiorku-dymki
  • 1 i 1/2 łyżeczki kminku
  • pieprz i sól do smaku

osobno

  • 2 – 3 łyżki oleju kokosowego tłoczonego na zimno
  • 1 – 2 łyżeczki drobno posiekanego świeżego koperku

Przygotowanie

  1. Rozgrzewamy patelnię na dużym ogniu, a następnie wrzucamy orzechy włoskie – mogą być połówki lub duże kawałki – i prażymy, mieszając, przez dwie minuty lub do momentu, aż zaczną pojawiać się na nich czarne plamki.
  2. Do dość dużej miski wrzucamy kapustę oraz orzechy włoskie, wlewamy olej, dodajemy cebulę, szczypior oraz kminek. Miksujemy za pomocą blendera ręcznego do uzyskania jednolitej konsystencji. Pasta powinna być dokładnie zmielona, tak żeby nie było w niej ani kawałków orzechów, ani też kawałków kapusty. Ewentualnie doprawiamy do smaku pieprzem i solą. Przekładamy do słoiczka.
  3. Osobno rozgrzewamy olej kokosowy i przelewamy do niedużej miseczki. Kiedy wystygnie, wrzucamy koperek i miksujemy za pomocą blendera ręcznego, aż koperek połączy się z olejem. Nie musi być dokładnie rozdrobniony – w oleju mogą pływać kawałki koperku. Można oczywiście użyć innego urządzenia, żeby składniki zmiksować.
  4. Tak przygotowanym olejem zalewamy naszą pastę w słoiczku, dzięki czemu będzie można ją przechowywać w lodówce przez 2 – 3 dni. Jemy ją razem z „koperkowym” olejem.
  5. Z oleju można zrezygnować, jeśli pasta jest do bezpośredniego spożycia. Podając na stół, ozdabiamy prażonymi orzechami włoskimi, małymi ozdobnymi kapustkami oraz posiekanym koperkiem.

Uwagi

  1. Kapusta, której użyjemy do tej pasty, nie powinna być za kwaśna, ja staram się raczej  wybierać taką o zrównoważonym smaku.
  2. Pasta jest gotowa do spożycia od razu po przygotowaniu, ale moim zdaniem warto dać jej trochę czasu, żeby smaki i aromaty się wymieszały – „przegryzły”. Ja zazwyczaj wkładam ją do lodówki na 1 – 2 godziny przed podaniem. Jest wtedy jeszcze ciekawsza :)

Tak pyszna,  że aż brak słów, po prostu „niebo w gębie” :)

Love,

                        Grainma

……….…………………………
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2019 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

IMG_3567int

Zielone curry z brukselką i chrupiącym tofu

Uwielbiam dania jednogarnkowe, zwłaszcza te przygotowane z różnych warzyw. I nawet nie chodzi o to, że są łatwe w przygotowaniu, chodzi raczej o ten szczególny miks smaków, aromatów i tekstur, które mieszając się ze sobą, zawsze stworzą nową, lepszą jakość. Walory zdrowotne takiego dania również są wyższe – połączone esencje różnych wspaniałych roślin. Przygotowując takie dania, staram się dążyć do równowagi, łączę więc ze sobą produkty. które mają charakter rozgrzewający z tymi, które wpływają na ciało chłodząco. Być może zastanawiacie się, co to znaczy produkty rozgrzewające i chłodzące? Wbrew pozorom nie ma w tym nic mistycznego, produkty rozgrzewające, takie jak np. anyż gwiazdkowaty, imbir, ocet czy czosnek wpływają na ciało w taki sposób, że przyspieszają metabolizm, a produkty chłodzące, takie jak szpinak, algi czy też arbuz, spowalniają metabolizm.

Zgodnie z Tradycyjną Medycyną Chińską w takim codziennym odżywianiu się chodzi głównie o to, żebyśmy przez cały czas korygowali kurs, żeby nasza dieta nie składała się ze zbyt wielu potraw rozgrzewających i żeby równocześnie nie była też zbyt wychładzająca. Co to oznacza w praktyce? Takie potrawy jak chociażby chili con carne z dużą ilością chili, czosnku i ostrej papryki czy też smoothie z jogurtem i bananami powinny być spożywane okazjonalnie. Jeśli codziennie będziemy jeść duże ilości tak mocno rozgrzewających produktów, jak na przykład czosnek, chili czy ostra papryka, nasz organizm dość szybko stanie się nadmiernie pobudzony. W rezultacie będziemy ciągle poirytowani, zaczniemy cierpieć na bezsenność i chorować na nadciśnienie. Z kolei spożywanie codziennie rano przez dłuższy czas mocno ochładzającej jaglanki lub smoothie – z melonem, arbuzem, bananem, jogurtem, jabłkiem – przyczyni się do tego, że nasz organizm będzie niedożywiony, ponieważ ten rodzaj jedzenia osłabia narządy trawienne, które w konsekwencji nie są w stanie  pobrać składników odżywczych z pożywienia. W rezultacie zaczynamy być coraz bardziej zmęczeni, mamy problemy z koncentracją uwagi i coraz mniej energii – w takim stanie łatwo o depresję. Korygowanie kursu w tym przypadku oznacza łączenie w potrawie produktów rozgrzewających z wychładzającymi (i odwrotnie). Dobrym rozwiązaniem jest też podanie podczas posiłku innej potrawy, która ma charakter chłodzący, jeśli danie główne ma mocno rozgrzewający charakter. W praktyce oznacza to chociażby taką sytuację, kiedy do ostrego warzywnego curry dodaje się jogurt – tak jak w kuchni hinduskiej – lub podaje się na zakończenie posiłku szarlotkę z lodami. Są jeszcze inne metody, o których wkrótce Wam opowiem, a teraz zapraszam już na moje „Zielone curry z brukselką i chrupiącym tofu” – potrawę dobrze zrównoważoną, gdzie rozgrzewające składniki, takie jak pasta curry z zielonym chili, liść laurowy, brukselka oraz mleko kokosowe zostały połączone ze składnikami ochładzającymi – szpinakiem, ogórkiem, cukinią oraz tofu:)

Zielone curry z brukselką i chrupiącym tofu

Rodzaj posiłku: danie obiadowe jednogarnkowe
Podajemy do: ziemniaków, ryżu, z chlebem, chlebkiem pita lub lawaszem
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: wzmacnia Yang, Czi oraz Żołądek
Ilość porcji: 3 porcje
Składniki: zielone curry (zielone chili, czosnek, kumin, kolendra, galangal, kurkuma), brukselka, cukinia, kiszone ogórki, szpinak, zielony groszek, szczypiorek-dymka, cebula, zielona pietruszka, listki kwiatów jadalnych i mikro zioła, dodatkowo kumin i kolendra, tofu, tamari, sól i pieprz, liść laurowy, mleko kokosowe, olej kokosowy

IMG_3590int

 

Składniki

  • 2 lekko czubate łyżki oleju kokosowego extra vergin
  • 1 średnia cebula, drobno posiekana
  • 1 nieduża cukinia (ok. 200 g), umyta, pokrojona w plasterki
  • 200 g umytej i oczyszczonej brukselki, przekrojonej na pół (lub w plasterki)
  • 2 łyżki posiekanego szczypiorku-dymki
  • 1 łyżeczka zmielonego kuminu (kminu rzymskiego)
  • 1 łyżeczka zmielonej kolendry
  • 250 ml mleka kokosowego, gęstego, dobrej jakości
  • 1/2 – 1 łyżeczka zielonej tajskiej pasty curry (patrz: uwagi)
  • 1 liść laurowy
  • 250 ml wody
  • 100 g szpinaku, oczyszczonego i grubo pokrojonego
  • 70 g ogórków kiszonych, pokrojonych w cienkie plasterki
  • 1/2 puszki zielonego groszku
  • ewentualnie pieprz i sól do smaku
  • 1 łyżka posiekanej zielonej pietruszki
  • listki kwiatów jadalnych i mikro zioła

osobno

  • olej do smażenia
  • 180 g odsączonego tofu, pokrojonego w niedużą kostkę
  • trochę świeżo zmielonego zielonego pieprzu (lub innego)
  • 2 – 3 łyżki sosu sojowego tamari

 

Przygotowanie

  1. W dużym rondlu rozgrzewam olej kokosowy, wrzucam cebulę i smażę przez 2 minuty na średnim ogniu, dość często mieszając, żeby cebula się nie przypaliła. Dodaję cukinię i brukselkę, smażę przez 2 minuty pod przykryciem, co jakiś czas mieszając. Wrzucam dymkę, kumin oraz kolendrę, krótko podsmażam – do momentu, aż zaczną pachnieć. Na chwilę zdejmuję z ognia.
  2. Pastę curry łączę z kilkoma łyżkami gorącej wody, a następnie dodaję do 125 ml mleka kokosowego, mieszam i wlewam do rondla. Dodaję liść laurowy i wlewam wodę.
  3. Ponownie stawiam rondel na ogniu. Zagotowuję, zmniejszam ogień i na małym ogniu duszę pod przykryciem przez 5 minut. Zdejmuję pokrywkę, wrzucam szpinak oraz kiszone ogórki i duszę przez 2 minuty pod przykryciem. Ponownie zdejmuję rondel z ognia i wrzucam zielony groszek, już nie gotuję. Groszek bez problemu ogrzeje się w potrawie i będzie miękki- kiedy go gotujemy, robi się twardy. Odstawiam na bok pod przykryciem.
  4. Osobno przygotowuję tofu. Do tego dania tofu powinno być odsączone. Najlepiej owinąć je w papierowy ręcznik i przycisnąć czymś ciężkim na około 20 – 30 minut. Tak przygotowane tofu łatwiej „wchłania” marynatę oraz przyprawy, a kiedy je smażymy, odwdzięcza się piękną skórką. I właśnie o tę skórkę na tofu nam tym razem chodzi :)
  5. I tak, rozgrzewam osobno olej na patelni i obsmażam kostki tofu z każdej strony. Kiedy tofu jest już lekko brązowe i chrupiące, dodaję zmielony pieprz i wlewam na patelnię sos sojowy tamari. Następnie poruszając patelnią oraz operując łyżką/łopatką, staram się, żeby tofu zostało pokryte tamari z każdej strony – podsmażam około minuty, do momentu, aż tofu będzie miało piękny brązowy kolor.
  6. Do potrawy wlewam pozostałe mleko kokosowe, mieszam i wrzucam na wierzch kawałki chrupiącego tofu. Podgrzewam przed podaniem, żeby curry było gorące. Ewentualnie doprawiam pieprzem i solą. Podaję posypane zieloną pietruszką, listkami kwiatów jadalnych oraz mikro ziołami :)
  7. Więcej przepisów z tofu w roli głównej oraz różnych patentów na przyrządzanie tofu znajdziecie w mojej książce „Zaskakujące tofu”.

Uwagi

  1. Ostrość tej potrawy, a także jej smak zależy w dużym stopniu od rodzaju i ilości pasty curry, której zdecydujemy się użyć. Na rynku jest całe mnóstwo tego rodzaju przypraw. Najlepiej wybrać coś ze sprawdzonego – ulubionego – źródła. Moim zdaniem najlepiej, gdyby była to przyprawa organic, zawierająca zielone chili, kolendrę, kumin, galangal (ewentualnie), trawę cytrynową + kilka innych składników (mogą być różne w zależności od producenta). Ja dodaję do mojego „Zielonego curry…” 1 łyżeczkę takiej pasty, ale proponuję zacząć od 1/2 łyżeczki i po sprawdzeniu smaku potrawy, ewentualnie dodać więcej – pasta zazwyczaj jest piekielnie ostra :)
  2. Warto wiedzieć, że curry to zarówno potrawa, jak i przyprawa (w formie proszku lub pasty)

Love,

                 Grainma :)

……….…………………………
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2019 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

IMG_3717int

Zimowe poświąteczne smoothie

Potrawy, które jemy podczas Wieczerzy Wigilijnej, a potem w Święta Bożego Narodzenia, zawierają zazwyczaj mnóstwo dość mocno skoncentrowanych składników odżywczych. Ten rodzaj jedzenia ma przede wszystkim za zadanie budowanie naszego ciała, dlatego też często podczas Świąt przybieramy na wadze.  Równocześnie buduje też naszą siłę i wytrzymałość. Z jednej strony to nic dziwnego, że w okresie zimowym szukamy właśnie takiego odżywczego jedzenia, ponieważ dokładnie tego potrzebuje nasz organizm podczas Fazy Zimy – zgodnie z Tradycyjną Medycyną Chińską. Problem tylko w tym, że jedząc w Święta wszystkie te bigosy, pierogi, kulebiaki, barszcze z uszkami, zupy grzybowe, makowce i kluski z makiem, dostarczamy sobie dużych ilości składników odżywczych w bardzo krótkim czasie – w ciągu dwóch, trzech dni. I jak to teraz strawić? Nasz żołądek i wątroba mają trudne zadanie – mnóstwo pracy do wykonania. Są więc przeładowane i często się zdarza, że na jakiś czas wszystkie procesy trawienne zatrzymują się – i w rezultacie mamy zastój pokarmowy i dalej zastój energii. Jeśli ktoś codziennie odżywia się w ten sposób, ten zastój może stać się chroniczny i w rezultacie zaczynamy np. chorować na nadciśnienie.  Problem ten dotyczy wszystkich osób, które jedzą pokarmy bogate w białko, dodając do nich duże ilości tłuszczu, leśnych grzybów, orzechów, nasion (np. maku) – nie chodzi tu tylko o osoby jedzące mięso. Jeśli ktoś odżywia się głównie roślinami (jest weganinem), nie powinien jeść regularnie dużych ilości orzechów i nasion, ponieważ nadmierne ich spożywanie powoduje właśnie różne zastoje :)

Jednak w Święta, a zwłaszcza w Wigilię, trudno się oprzeć wszystkim tym tradycyjnym pysznościom, więc każdy z nas – włącznie ze mną – chce teraz jak najszybciej wrócić do równowagi :) Dzisiejsze smoothie z kaszą jaglaną, czerwoną kapustą, nasionami chia, kwiatem lawendy, nasionami kopru włoskiego oraz sokiem i skórką z pomarańczy z pewnością w tym pomoże. Składniki tego smoothie zostały tak dobrane, żeby wzmocnić narządy trawienne i uwolnić ciało z zastoju. Już pierwszy łyk tego gęstego, jedwabistego napoju działa łagodząco na żołądek, a czerwona kapusta jest tu w ogóle niewyczuwalna :)

Smoothie to można pić codziennie – na przykład rano zamiast śniadania – przez kilka dni, żeby wzmocnić żołądek i wątrobę, a także żeby oczyścić układ pokarmowy z toksyn. Czerwona kapusta ma dużo błonnika, który jest wspaniałym wymiataczem wszystkiego, co nam nie służy. Jeśli zdecydujemy się na picie tego oczyszczającego i wzmacniającego smoothie, warto w tym czasie unikać odżywczych i ciężkostrawnych potraw, a zamiast tego jeść lekkie zupy lub warzywa gotowane na parze, żeby nasz organizm mógł się zregenerować.

Pyszny, zdrowy, relaksujący napój, od którego trudno się oderwać :)

Zimowe poświąteczne smoothie

Rodzaj posiłku: napój
Podajemy jako: napój regenerujący zamiast śniadania i/lub w ciągu dnia
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: wzmacnia narządy trawienne
Ilość porcji: 2 – 3
Składniki: kasza jaglana, czerwona kapusta, mleko sojowe, kwiat lawendy, koper włoski, słód ryżowy lub syrop z agawy, nasiona chia, sok z pomarańczy, skórka pomarańczowa

IMG_3692int

Składniki

  • 100 g kaszy jaglanej
  • 160 g czerwonej kapusty, umytej i oczyszczonej
  • 1 płaska łyżeczka kwiatów lawendy – suszonych lub świeżych
  • 1 płaska łyżeczka nasion kopru włoskiego
  • 375 ml mleka sojowego naturalnego
  • 250 ml wody
  • 1 łyżka nasion chia
  • 250 ml mleka sojowego lub kokosowego
  • 100 ml świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy
  • otarta skórka z jednej średniej pomarańczy
  • 2 łyżki słodu ryżowego lub syropu z agawy (opcja)
  • miąższ marakuji
  • małe kapustki jadalne lub kwiaty jadalne (chryzantemy)

Przygotowanie

  1. Do garnka wrzucamy kaszę jaglaną, czerwoną kapustę, lawendę oraz nasiona kopru włoskiego i wlewamy mleko sojowe (375 ml) oraz wodę. Doprowadzamy do wrzenia i gotujemy pod przykryciem przez 20 minut od zagotowania się.
  2. Zestawiamy z ognia, studzimy, a następnie przekładamy do kielicha blendera, dodając mleko sojowe lub kokosowe (250 ml), skórkę oraz sok z pomarańczy i ewentualnie słód ryżowy (lub syrop z agawy). Dokładnie miksujemy. Warto użyć blendera o dużej mocy 800 – 1000 W, żeby uzyskać gładką, aksamitną konsystencję.
  3. Po zmiksowaniu odstawiamy na bok na 10 – 15 minut, żeby konsystencja tego smoothie ostatecznie się ustaliła.
  4. Następnie nalewamy gęsty płyn do szklaneczek, wrzucając na wierzch trochę miąższu marakuji oraz ozdobne małe jadalne kapustki, ewentualnie kwiaty jadalne – zwłaszcza kwiat chryzantemy dobrze pasuje do tego zestawu – chodzi o właściwości zdrowotne tego kwiatu.

Uwagi

  1. Suszone kwiaty lawendy można kupić w sklepach zielarskich, a świeże być może uda się jeszcze zakupić u sprzedawców kwiatów jadalnych – szanse niewielkie, ale można spróbować.

Smacznego i na zdrowie!

                                         Love,

                                                      Grainma

……….…………………………
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

IMG_3666int

Wigilijne trufle z makiem i sezamem

Boże Narodzenie to bez wątpienia najpiękniejsze święta na świecie. Wieczerza Wigilijna, rodzina, choinka, prezenty – atmosfera, która się wtedy wytwarza, przenosi nas zawsze w trochę inny wymiar, tam, gdzie ludzie są pełni jak najlepszych intencji i starają się dawać z siebie jak najwięcej. Święta to także czas, kiedy w każdym domu przygotowuje się coś specjalnego do jedzenia.  Równocześnie to taki czas, kiedy nie myślimy za dużo, jak te wszystkie cuda wpłyną na nasze zdrowie, i jest to zrozumiałe. Okazuje się jednak, że wiele tradycyjnych świątecznych potraw, wpływa korzystnie na nasze zdrowie. Kiedy zapoznałam się z zasadami żywienia według Pięciu Przemian – co pochodzi z Tradycyjnej Medycyny Chińskiej – zaskoczyło mnie, jak bardzo te zasady pasują do mądrych wyborów, których dokonywali nasi przodkowie, żyjący przecież w zupełnie innej części świata. Wygląda na to, że zasady Pięciu Przemian są naprawdę uniwersalne, pasują do nas wszystkich. Według Tradycyjnej Medycyny Chińskiej zima –  w tym czasie są przecież Święta Bożego Narodzenia –  to najlepszy czas na regenerację całego organizmu, pod tym względem jesteśmy podobni do roślin i zwierząt. Jest to też najlepszy czas na wzmocnienie Nerek, a bez zdrowych Nerek, nie moglibyśmy się zregenerować. Jeśli przyjrzymy się pod tym kątem Wigilii, zobaczymy, że nasi przodkowie jedli podczas Wieczerzy dokładnie te produkty, które wzmacniają Nerki – leśne grzyby, orzechy włoskie, mak, a także ryby oraz strączki. Co więcej, Nerki, zgodnie z TMC, wzmacnia też harmonijna muzyka, a Boże Narodzenie to przecież jedyne święta, podczas których tak ważna jest muzyka. Ludzie śpiewają kolędy lub ich słuchają. To wzmacnia i ciało, i duszę. Po raz kolejny widać, jak ważne jest dla nas, żebyśmy nie odcinali się od tradycji i czerpali z mądrości naszych przodków :)

Idąc tym śladem, przygotowałam dziś pyszne trufle, które zawierają i mak, i czarny sezam – najlepsza rzecz, jaką nam daje natura, żebyśmy mogli się zregenerować.

Wigilijne trufle z makiem i sezamem

Rodzaj posiłku: słodka przekąska
Podajemy do: kawy, herbaty, jako deser na koniec obiadu lub w ciągu dnia
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: wzmacnia Nerki i Pęcherz
Ilość porcji: 15 – 20 kulek
Składniki: suszone śliwki, czarny sezam, mak niebieski, wiórki kokosowe, mąka kokosowa, tahina, olej kokosowy, syrop z agawy, skórka pomarańczowa (opcja), gorzka czekolada

IMG_3629.intjpg

Składniki

  • 40 g maku
  • 40 g czarnego sezamu
  • 2 czubate łyżki wiórków kokosowych
  • 200 g suszonych śliwek
  • 2 łyżki tahiny
  • 2 łyżki rozpuszczonego oleju kokosowego extra virgin
  • 1 łyżka syropu z agawy lub słodu ryżowego
  • 15 g mąki kokosowej
  • 1 łyżeczka świeżo otartej skórki pomarańczowej (opcja)
  • 1 łyżka ciepłej wody
  • 100 – 120 g gorzkiej czekolady, 60% kakao
  • 1 – 2 łyżki płatków kwiatów jadalnych
  • 3 – 4 łyżki wiórków kokosowych (opcja)

Przygotowanie

  1. Rozgrzewamy niedużą patelnię i wrzucamy mak oraz czarny sezam.  Prażymy przez 1 minutę na dużym ogniu, dość często mieszając. Wrzucamy wiórki kokosowe i jeszcze przez chwilę prażymy, do momentu, aż część wiórków zbrązowieje. Przekładamy do miski i odstawiamy na 5 minut do ostudzenia. Ważna jest tutaj jedna rzecz, jeśli nasiona (maku i sezamu) zaczną intensywnie pachnieć, zanim upłynie minuta, wiórki trzeba od razu wrzucić. Inaczej trufle mogą mieć lekko przypalony smak.
  2. Osobno kroimy śliwki na małe kawałki. Śliwki nie powinny być zbyt suche i twarde, bo wtedy nie uzyskamy odpowiedniej konsystencji. Powinny być dość miękkie. Przekładamy do kolejnej miski.
  3. Przestudzony mak i sezam wrzucamy do pojemnika malaksera – najlepiej tutaj użyć mniejszego pojemnika – i miksujemy na dość dużych obrotach przez dwie minuty. Nasiona powinny być dość mocno rozdrobnione, ale nie na mąkę, dzięki temu trufle będą chrupiące. Dodajemy śliwki i miksujemy do momentu, aż masa zacznie zbijać się w kulę, to zajmuje około minuty. Jeśli nie będzie się zbijać, nie jest to problem, trzeba wtedy miksować przez 1 minutę.
  4. Następnie dodajemy resztę składników: tahinę, olej kokosowy, syrop z agawy, mąkę kokosową oraz skórkę pomarańczową (jeśli dajemy). Miksujemy, aż składniki się połączą, i w trakcie miksowania dodajemy łyżkę wody – dzięki temu uzyskamy ciekawszą konsystencję trufli.  Krótko miksujemy – masa powinna zacząć zbijać się w kulę – a następnie przekładamy do osobnej miski i formujemy kulki o średnicy około 2- 3 cm każda.
  5. W międzyczasie rozpuszczamy czekoladę w kąpieli wodnej. Kiedy będzie już płynna, zestawiamy miskę z czekoladą z rondla/garnka, a następnie zanurzamy kulki w czekoladzie – można włożyć kilka jednocześnie – obtaczamy je w czekoladzie za pomocą łyżki i przekładamy na kratkę do obcieknięcia. Kiedy czekolada trochę przestygnie i będzie miała bardziej zwartą konsystencję (po kilku minutach), posypujemy kulki płatkami kwiatów jadalnych. Ja moje kupuję w @ogrodnictwolawenda. Płatki na truflach wytrzymują do 2, 3 dni w lodówce. Nie więdną. Trufle z płatkami kwiatów wstawiamy do lodówki, najlepiej na 2 – 3 godziny, żeby dobrze zastygły. Podajemy w papilotkach.
  6. Jeśli nie macie płatków, można obtoczyć trufle w wiórkach kokosowych. Wrzucamy kulki do czekolady, można wrzucić kilka jednocześnie, i obtaczamy je w czekoladzie, pomagając sobie łyżką. Następnie wyjmujemy każdą za pomocą patyczka – wykałaczka, patyczek do szaszłyków – i  obsypujemy wiórkami. Ewentualnie można zanurzyć krótko w wiórkach. Przekładamy na kratkę, wyjmując patyczek, i wkładamy do lodówki, najlepiej na 2 – 3 godziny, żeby trufle dobrze zastygły. Mają ciekawą, chrupiącą skórkę. Podajemy w papilotkach.
  7. Jeśli trufle przykleją się do kratki, wystarczy wtedy naciąć lekko nożem miejsce połączenia i bez problemu odchodzą.

Pyszne i takie zdrowe!

Love,

                      Grainma

……….…………………………
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

IMG_3463int

Wegański łosoś

Najlepsze rzeczy wydarzają się przypadkiem, z zaskoczenia, wtedy, kiedy najmniej się ich spodziewamy. I chociaż bardzo się staramy, żeby sobie wszystko dobrze zaplanować, zawsze wydarzy się coś, czego nie było w naszych planach. Osobiście bardzo się z tego cieszę, uwielbiam niespodzianki. Kiedy rzeczy są przewidywalne, stają się po prostu nudne. I tu dochodzimy do największego dylematu, jaki mamy w życiu. Wciąż balansujemy pomiędzy stałością, przewidywalnością i bezpiecze-ństwem, a wolnością, niezależnością, przygodą i ekscytacją. Kiedy już sobie wszy-stko uporządkujemy – wszystkie rzeczy są na swoim miejscu – nagle orientujemy się, że wcale nie o to nam chodziło :) Okazuje się, że ta najdroższa na świecie kanapa wcale nas tak bardzo nie uszczęśliwia, zwłaszcza że sąsiad właśnie kupił sobie droższą i w zasadzie wszystko trzeba byłoby zaczynać od początku :) Z kolei te osoby, które mają mało punktów oparcia w życiu, ciągle są w drodze, śpią w hotelach i żyją na przysłowiowych walizkach, po jakimś czasie zaczynają tęsknić za stabilizacją i przewidywalnością – chcą w końcu mieć coś własnego. I tak w kółko. Czy jest z tego jakieś wyjście? W zasadzie to nie jest istotne, czy mieszkamy od lat w tym samym i do tego własnym pałacu, czy co chwilę wynajmujemy jakiś pokój w coraz to innym mieście. Najważniejsze jest to, żebyśmy podejmowali w życiu takie działania, dzięki którym nasz umysł będzie wciąż młody i świeży. Żebyśmy wciąż potrafili się zachwycać nawet najdrobniejszymi rzeczami i wierzyli, że cuda się zdarzają, a także, żebyśmy nie trzymali się tak sztywno planów, pozwalając rzeczom po prostu się dziać. Pasja, emocjonalne zaangażowanie, dobre związki z innymi, mnóstwo dobrej zabawy, podróże, przekraczanie własnych słabości i ograniczeń oraz przekonanie, że wszystko może się jeszcze zdarzyć, niezależnie od tego, ile mamy lat, z pewnością nam w tym pomogą. Jest tylko jeden warunek – żeby to było możliwe, nie możemy nigdy zbaczać z kursu, na takiej samej zasadzie, jak musimy się pilnować podczas prowadzenia samochodu, żeby nie zjechać ani do rowu, ani na drugi pas :)

Jeśli chodzi o wegańskiego łososia, nie starałam się go wymyślać, sam się pojawił, ot tak, po prostu i zupełnie nieoczekiwanie. Jakiś czas temu upiekłam cienkie plastry dyni prowansalskiej, z której zamierzałam przygotować hummus – będzie wkrótce na blogu. Okazało się, że ten rodzaj dyni ma włókna podobnie jak mięso. A kiedy oderwałam kawałek skórki od upieczonej ze skórką dyni,  miąższ oddzielił się od niej, podobnie jak oddziela się mięso ryby od skóry. Dynia wyglądała zupełnie jak łosoś. Przepis dopracowałam i w ten sposób pojawił się wegański łosoś :) Roślinną rybę połączyłam z sałatką z zielonych warzyw, dodając do niej kwiaty ogórecznika. Kwiaty te bardzo mnie zaskoczyły, okazało się, że ich smak jest dużo bardziej złożony niż się powszechnie sądzi. W pierwszym momencie czujemy smak ogórków, ale za chwilę smakują już bardziej jak ryba lub wodorosty. Swój „morski” smak prawdopodobnie zawdzięczają sporej zawartości kwasów omega. Zarówno sałatkę z zielonych warzyw, jak i roślinnego łososia doprawiłam jeszcze wywarem z kombu oraz wywarem z arame i to naprawdę niesamowite, ale ma się wrażenie, że je się sałatkę z rybą. Podaję to wszystko zazwyczaj na podpieczonym chlebie, a czasem z ryżem lub ziemniakami.

Zapraszam na przepis!

Wegański łosoś

Rodzaj posiłku: zastępuje rybę w potrawach
Podajemy do: chleba, sałatki, ziemniaków, ryżu, tortilli
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: wzmacnia energię oraz narządy trawienne
Ilość porcji: zależy od ilości upieczonej dyni
Składniki: dynia prowansalska, zmielony zielony pieprz, sól himalajska, wodorosty kombu, wodorosty arame, kwiaty ogórecznika, szpinak, jarmuż, sałata lodowa, kwiaty jadalne, listki kwiatów jadalnych, mikro zioła, olej z pestek słonecznika, oliwa truflowa, sok z cytryny, skórka z cytryny

final_IMG_3419int

Składniki 

  • 200 g dyni prowansalskiej
  • 3 – 4 łyżki oleju
  • 1/4 łyżeczki zmielonego zielonego pieprzu
  • 1 łyżeczka drobnej soli himalajskiej
  • 1/2 łyżeczki wędzonej słodkiej papryki (opcja)
  • garść szpinaku
  • garść jarmużu, pokrojonego na małe kawałki
  • 1/2 główki sałaty lodowej, cienko poszatkowanej
  • 1/2 średniej cebuli, bardzo cienko pokrojonej
  • 1 lekko czubata łyżka posiekanego szczypiorku dymki, zielone części
  • garść różnych mikro ziół oraz listków kwiatów jadalnych
  • trochę zielonej pietruszki, świeżego koperku
  • 1 – 2 łyżki kwiatów ogórecznika i trochę innych kwiatów jadalnych, np. kwiaty nasturcji, itp
  • 1 łyżeczka świeżo otartej skórki z cytryny
  • 3 – 4 gramy wodorostów kombu (patrz: uwagi)
  • 1 łyżka wodorostów arame
  • 300 ml wrzącej wody
  • 80 ml łyżki oleju z pestek słonecznika lub innego
  • 1 łyżeczka oliwy truflowej
  • łyżka soku z cytryny
  • wegański majonez (opcja)

Przygotowanie

  1. Dynię kroimy w dość cienkie plastry, o grubości około 1 – 1,5 cm.
  2. Do miski wlewamy olej, wrzucamy zielony pieprz, sól oraz paprykę, jeśli dajemy. Mieszamy i po kolei zanurzamy plastry dyni w oleju z przyprawami, starając się, żeby każdy plaster został nim dobrze pokryty.
  3. W międzyczasie nagrzewamy do temperatury 200°C piekarnik z włączonym termoobiegiem.
  4. Dynię przekładamy na płaską blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia i pieczemy przez 30 minut. Wyjmujemy z piekarnika i zostawiamy do ostudzenia.
  5. Kombu miksujemy w młynku do kawy na proszek, a następnie 1 łyżeczkę tego proszku przekładamy do kubka/miseczki i wlewamy 100 ml wrzącej wody. Zostawiamy pod przykryciem na 15 minut do namoczenia. Odcedzamy na sitku o bardzo drobnych oczkach i odstawiamy na bok, żeby wystygło.
  6. Następnie do niedużego rondla wrzucamy glony (wodorosty) arame i wlewamy 200 ml wrzącej wody. Zagotowujemy i na małym ogniu gotujemy pod przykryciem przez 10 minut. Zwiększamy ogień, rondel odkrywamy i gotujemy jeszcze przez 3 minuty na dużym ogniu – w ten sposób zredukujemy ilość płynu i wywar będzie miał intensywniejszy smak. Odcedzamy na sicie o drobnych oczkach i odstawiamy na bok do wystudzenia – osobno wywar, osobno glony.
  7. Szpinak i jarmuż blanszujemy przez 1 minutę – dzięki temu warzywa zmiękną, ale nie stracą koloru – i przekładamy do osobnej dość dużej miski. Studzimy, a następnie dodajemy sałatę lodową, cebulę, szczypiorek, mikro zioła i listki kwiatów jadalnych, zieloną pietruszkę, koperek, skórkę z cytryny oraz ugotowane i wystudzone glony arame.
  8. Osobno łączymy ze sobą olej z pestek słonecznika, oliwę truflową, wywar z kombu, wywar z arame, sok z cytryny i doprawiamy do smaku solą oraz pieprzem. Połowę sosu wlewamy do miski z sałatką. Składniki najpierw mieszamy, tak żeby wszystko zostało dobrze pokryte sosem, a następnie lekko ściskamy dłońmi, dzięki czemu sałatka z surowych warzyw będzie łatwiej strawna. Na sałatkę kładziemy kawałki roślinnego łososia, dodajemy kwiaty ogórecznika i pozostałe kwiaty jadalne, a następnie polewamy całość, włącznie z „łososiem”, pozostałym sosem. Możemy też dodać trochę wegańskiego majonezu. Podajemy od razu.

Uwagi

  1. Wodorosty można kupić w sklepie ze zdrową żywnością. Niestety, ostatnio nie wszystkie są dobrej jakości. Pozostaje więc sprawdzenie wodorostów z kilku źródeł, żeby znaleźć te, które mają dobry smak i konsystencję. Czasami udaje się od razu :) W tej potrawie chodzi o to, żeby zarówno roślinny łosoś, jak i sałatka miały ten charakterystyczny posmak ryby. Częściowo uzyskamy go z wodorostów, częściowo z ogórecznika. Warto jednak wiedzieć, że ten smak/posmak jest mimo wszystko dość subtelny i wyczuwalny na końcu, nie w pierwszym kęsie :)
  2. Warto zacząć od jednej łyżki kwiatów ogórecznika, żeby sprawdzić, jaka ilość najbardziej nam odpowiada.
  3. Zdjęcie powyżej pokazuje sałatkę jeszcze nie dokończoną z tego względu, że chciałam dobrze zaprezentować roślinnego łososia.

Ciekawa alternatywa dla świątecznych dań rybnych. Zachęcam do wypróbowania!

Love,

                   Grainma

P.S. Zachęcam do obserwowania bloga na Instagramie, wpisy są prawie codziennie. Są dodatkowe informacje, przepisy. Zapraszam :)

https://www.instagram.com/grainkitchen.pl/

……….…………………………
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka Zdjęcia potrawy:  Mariola Białołęcka Współpraca: Jacek Białołęcki  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka ||  All Rights Reserved

IMG_3336int2

Zimowa zupa z dyni i soczewicy

Dynia, soczewica i czerwona papryka to nie tylko udane połączenie smakowe. Ważne też jest to, jak na te smaki reagujemy. Dynia i papryka wpływają na nas rozgrzewająco, stając się w ten sposób naszym sprzymierzeńcem w  zimowe, mroźne dni.  Z kolei soczewica, podobnie zresztą jak mleko kokosowe, wpływa wzmacniająco na Serce, a także wpływa leczniczo na Nerki, tak samo zresztą jak czerwona papryka i kozieradka. Zimą Nerki są najważniejsze. Teraz powinniśmy o nie szczególnie dbać – to naprawdę dobry czas na ich wzmocnienie. Jeśli odnowimy energię Nerek w Zimie, będziemy mieli dość siły, żeby zmierzyć się z wyzwaniami, które przyniosą nam Wiosna, Lato oraz Jesień. Zupa, którą dziś proponuję, wpływa wzmacniająco na Nerki, podobnie jak wszystkie te piękne chwile, kiedy odpoczywamy. Ludzie żyjący dawniej w Tybecie, Chinach oraz w Indiach mieli olbrzymią wiedzę na temat oddziaływania na nas świata roślin, na bazie tej wiedzy powstały trzy wyjątkowe systemy medyczne – Tradycyjna Medycyna Tybetańska, Chińska oraz Ajurweda. To wspaniałe, że nadal możemy korzystać z tej unikalnej wiedzy. Wszystkie te systemy podkreślają, jak ważne dla naszego zdrowia są emocje. Kiedy na przykład w naszym życiu jest dużo złości i gniewu, zaczynamy mieć problemy z Wątrobą, a kiedy długo odczuwamy żal z powodu utraty kogoś lub czegoś ważnego, zaczynają chorować nasze Płuca. Podobnie sytuacja wygląda z Nerkami – przewlekły stres, lęk, strach, przerażenie osłabiają nasze Nerki.

Na temat pracy z emocjami napisano już wiele książek, mało kto jednak o tym wie, że to, co jemy również wpływa na nasze stany emocjonalne. Jedząc często żywność wzmacniającą Wątrobę, na przykład szpinak, seler naciowy czy inne zielone warzywa, złagodniejemy i w naszym życiu będzie coraz mniej rzeczy, które nas irytują i wywołują nasz gniew. Staniemy się bardziej cierpliwymi osobami i nie będziemy już tak gwałtownie reagować na różne sytuacje. Jeśli z kolei będziemy jeść więcej porów, cebuli, rzepy czy rzodkwi, wzmocnimy Płuca i łatwiej poradzimy sobie z żalem oraz ze smutkiem. Natomiast jedząc rośliny strączkowe, wodorosty oraz leśne grzyby, zmniejszymy poziom lęku w naszym życiu, ponieważ w ten sposób wzmocnimy Nerki. W wymienionych wyżej systemach medycznych najbardziej podoba mi się to, że nie trzeba tych zasad przyjmować na wiarę. Wystarczy przez jakiś czas odżywiać się według nich, żeby przekonać się samemu, jak to działa :) Rezultaty przychodzą naprawdę szybko :)

Jeśli więc pod tym kątem spojrzymy na naszą „Zimową zupę z dyni i soczewicy”, zobaczymy, że zapewni nam ona nie tylko miłe doznania smakowe, czy też przyjemne ciepło rozchodzące się po całym ciele, ale też sprawi, że poczujemy się bardziej bezpiecznie w naszym życiu :)

Zapraszam na przepis!

Zimowa zupa z dyni i soczewicy

Rodzaj posiłku: zupa
Podajemy z: grzankami, chlebem, pasztecikiem lub jako zupę do picia
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: wzmacnia energię, narządy trawienne, a także Serce i Nerki
Ilość porcji: 4 -6
Składniki: dynia prowansalska, czerwona soczewica, czerwona papryka, cebula, szczypiorek, zmielona kolendra, zmielony kmin rzymski, zmielony zielony pieprz, jałowiec zmiksowany z liściem laurowym, kozieradka, kurkuma, sól himalajska, mleko kokosowe

IMG_3296int

 

Składniki

  • 1 dość duża cebula
  • 800 g dyni prowansalskiej lub piżmowej, pokrojonej w niedużą kostkę
  • 150 g czerwonej papryki, drobno pokrojonej
  • 2 czubate łyżki posiekanego szczypiorku dymki
  • 200 g soczewicy czerwonej
  • 1 łyżeczka mieszanki kmin – kolendra (przepis tu – patrz: uwagi)
  • 1 łyżeczka mieszanki jałowiec – liść laurowy (przepis tu – patrz: uwagi )
  • 1 duży liść laurowy lub dwa mniejsze
  • 1 łyżeczka kurkumy
  • 1 łyżeczka zmielonej kozieradki
  • 1 łyżka soli himalajskiej
  • 1250 ml wody
  • 1 łyżka posiekanej zielonej pietruszki
  • 1/2 łyżeczki wędzonej słodkiej papryki
  • 250 ml mleka kokosowego
  • 3 łyżki oleju kokosowego extra virgin  (lub innego oleju)

Dodatkowo

Olej z nasion słonecznika extra virgin – lub inny olej – do polania zupy po wierzchu, śmietanka kokosowa, kwiaty jadalne oraz 1/2 czerwonej papryki

Przygotowanie

  1. Rozgrzewamy przez chwilę garnek na dużym ogniu, a następnie wrzucamy olej kokosowy extra virgin. Kiedy się rozgrzeje, wrzucamy cebulę. Smażymy przez 1 minutę, przez cały czas mieszając. Dodajemy dynię, paprykę oraz przyprawy (oprócz wędzonej papryki) i smażymy mieszając przez kolejne dwie minuty. Następnie wrzucamy szczypiorek oraz soczewicę, krótko podsmażamy i dodajemy sól. Mieszamy i wlewamy wodę.
  2. Kiedy zupa się zagotuje, wrzucamy zieloną pietruszkę oraz wędzoną paprykę, a następnie wlewamy mleko kokosowe. Ponownie zagotowujemy, uważając, żeby zupa nie wykipiała. Kiedy zacznie wrzeć, zmniejszamy ogień i gotujemy przez 30 minut.
  3. Jeśli soczewica jest już miękka (lub się rozgotowała), zupę zestawiamy z ognia, a po ostudzeniu przekładamy do blendera/malaksera i miksujemy do uzyskania gładkiej, jednolitej konsystencji.
  4. Jeśli jednak soczewica już trochę leżała na półce i po 30 minutach nadal jest dość twarda, gotujemy zupę dłużej, do miękkości soczewicy, ale nie dłużej niż 15 minut.
  5. Po zmiksowaniu zupę podgrzewamy, a następnie nakładamy na talerze/do miseczek i polewamy po wierzchu olejem. Dodajemy kwiaty jadalne, odrobinę śmietanki kokosowej oraz polewamy „sosem” z czerwonej papryki zmiksowanej z wodą (1/2 czerwonej papryki i pół szklanki wody).
  6. Zupę możemy też podać schłodzoną (jako chłodnik), nalewając ją do wysokiej szklanki lub butelki, koniecznie z papierową słomką :)
  7. Zupa jest też bardzo smaczna bez miksowania – jeśli decyduję się na przygotowanie takiego wariantu, czerwonej papryki nie kroję w kostkę tylko  miksuję najpierw z wodą i w takiej formie dodaję do zupy.
  8. Zupę przygotowałam według Pięciu Przemian – wystarczy zachować kolejność wrzucania składników :)

Jest boska! Zapewniam :)

IMG_3257int

Pięknego dnia!

                  Wasza Grainma

P.S. Niektóre słowa wyróżniam, używając dużych liter, chcę w ten sposób zaznaczyć, że chodzi tu zarówno o narządy, jak i sezony w rozumieniu Tradycyjnej Medycyny Chińskiej.

……….…………………………
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

IMG_3113int

Świąteczna pieczeń z dyni

Odpoczynek jest bardzo ważny, zwłaszcza teraz, zimą. Kiedy cała natura odpoczywa po pracowitym roku i zbiera siły do kolejnych zadań, my również powinniśmy iść jej śladem, zwolnić tempo i nie pracować tak intensywnie jak zazwyczaj, tylko wyjechać w jakieś przyjemne i spokojne miejsce, żeby się zregenerować – przyroda będzie nas w tym wspierać. Żyjemy w świecie, którego podstawą jest ekstremalna aktywność – w każdej formie. Jeśli ktoś przestaje być aktywny, życie odstawia go na boczny tor, trzeba więc działać prężnie i być wszędzie :) Generalnie nasza kultura nie ceni takich wartości, jak cisza, spokój, kontemplacja, medytacja, relaks czy odpoczynek, ponieważ według wielu osób, niewiele mają one wspólnego z efektywnym osiąganiem celów. Konkurencja na rynku jest olbrzymia i coraz więcej osób szuka środków lub metod, dzięki którym staną się bardziej wydajni – czyli bardziej aktywni, będą mogli prężniej działać i osiągać cele. Mało kto szuka sposobów na relaks. Nie chciałabym w tym miejscu oceniać systemu wartości, który za tym wszystkim stoi, stwierdzam tylko fakty. Niemiej idąc taką drogą i wykorzystując siebie – swoje ciało i umysł – do realizacji czasami nierealistycznych lub z natury nieosiągalnych celów, szybko się wyczerpujemy. Tradycyjna Medycyna Chińska promuje bardziej zrównoważony styl życia. Jeśli chcesz cieszyć się nie tylko dobrym zdrowiem, ale też otwartym i szczęśliwym umysłem po czterdziestym roku życia, zadbaj o to, kiedy jesteś jeszcze młody. Żelazna zasada jest taka, żeby dzielić czas, który mamy, na okresy aktywności i odpoczynku, zarówno w ciągu dnia, jak i w ciągu roku. Zwłaszcza zimą powinniśmy  jak najwięcej odpoczywać tak, jak robią to zwierzęta i rośliny – one wiedzą, co jest dobre i właściwe, mają to w swoim DNA :)  Dobre rzeczy dojrzewają długo, trzeba dać sobie czas na wzrost, nie połykać wszystkiego w biegu – w końcu chodzi o jakość, a nie o ilość :)

Zima to wspaniały czas, żeby zaszyć się gdzieś w górach w chacie z kominkiem – chociaż na tydzień i najlepiej samemu, żeby być w stanie przemyśleć sobie różne sprawy zarówno osobiste, jak i zawodowe. Odpoczynek to nie tylko leżenie na kanapie lub siedzenie w fotelu z książką w ręku. Tak naprawdę chodzi o oderwanie się od sytuacji, w której jesteśmy – ucieczka od zgiełku, od „systemu”, w którym na co dzień jesteśmy zanurzeni, a w którym trudno oddzielić własne cele i potrzeby od celów i potrzeb innych osób. Naprawdę teraz, zimą, potrzebujemy tego czasu dla siebie, żeby wszystko na nowo poukładać i odświeżyć swoją energię, gdyż inaczej po jakimś czasie będziemy mieć tylko tyle siły, żeby posłusznie i bezwiednie wykonywać czyjeś polecenia, i w końcu zapomnimy, że kiedyś o coś innego nam chodziło :)

Ja w każdym razie staram się trzymać tych zasad, w naszym domu odpoczynek to rzecz święta. Kiedy przychodzi weekend, poświęcamy czas sobie i rodzinie, gotujemy, chodzimy na spacery, medytujemy, spotykamy się z przyjaciółmi, znajdujemy czas na relaks, na bycie razem i osobno – odświeżamy w ten sposób swoją energię w rytmie tygodniowym. Naprawdę polecam!

I zapraszam na przepis! :)

Świąteczna pieczeń z dyni

Rodzaj posiłku: pieczeń
Podajemy do: ryżu, ziemniaków, chleba, bułek, tortilli
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: wzmacnia energię i narządy trawienne,
Ilość porcji: dwie keksówki
Składniki: dynia prowansalska, kasza kukurydziana, orzechy brazylijskie, nasiona słonecznika,  jarmuż zielony, jarmuż fioletowy (opcja), czosnek, cebula, szczypiorek, nasiona chia, zmielona kolendra, zmielony kmin rzymski, zmielony zielony pieprz, jałowiec zmiksowany z liściem laurowym, papryczka pepperoni lub chili (opcja), sól himalajska, mleko kokosowe, mleko sojowe, skórka z pomarańczy, sok z pomarańczy, olej kokosowy, olej do pieczenia

IMG_3147int

Składniki

  • 800 g dyni prowansalskiej lub piżmowej – obranej, bez nasion
  • 50 g orzechów brazylijskich, grubo posiekanych
  • 50 g nasion słonecznika
  • 250 ml mleka kokosowego
  • 500 ml mleka sojowego
  • 125 ml świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy
  • 80 ml rozpuszczonego oleju kokosowego extra virgin
  • 50 ml zwykłego oleju
  • 2 łyżeczki proszku jałowcowego –  jałowiec + liść laurowy (patrz: uwagi)
  • 1 i 1/2 łyżki mieszanki aromatycznej – kolendra + kmin rzymski (patrz: uwagi)
  • 1 łyżka drobnej soli himalajskiej
  • 2 czubate łyżki zmielonych nasion chia (patrz: uwagi)
  • 1 lekko czubata łyżeczka zmielonych nasion chia
  • 1/4 łyżeczki zmielonego zielonego pieprzu
  • 3 czubate łyżki posiekanego szczypiorku-dymki, zielone części
  • otarta skórka z jednej średniej pomarańczy (ok. 200 g)
  • 1 nieduża, drobno posiekana czerwona papryczka pepperoni/chili (opcja – patrz: uwagi)
  • 2 duże ząbki czosnku
  • 1 duża cebula
  • 25  g zielonego jarmużu, drobno posiekanego
  • 25 g fioletowego jarmużu, drobno posiekanego, (ewent. można dać zielony zamiast fioletowego)
  • 230 g drobnej kaszki kukurydzianej
  • 2 keksówki – ok. 20 – 25 cm x 10 – 12 cm

Przygotowanie

  1. Dynię kroję na mniejsze kawałki, a następnie ścieram w malakserze na tarczy o średnich oczkach (można też użyć tarki).
  2. Osobno wrzucam orzechy i słonecznik do pojemnika malaksera i rozdrabniam tak, żeby miały grubość kaszy mazurskiej średniej – coś pomiędzy pęczakiem a kaszą jaglaną (przed ugotowaniem).
  3. Do dużej miski wlewam mleko kokosowe, mleko sojowe, sok z pomarańczy, olej kokosowy, olej zwykły i dodaję proszek jałowcowy, mieszankę aromatyczną, nasiona chia (2 łyżki i 1 łyżeczka) oraz sól himalajską. Następnie składniki łączę za pomocą ręcznego blendera – głównie chodzi o to, żeby chia i przyprawy nie pozbijały się w grudki. Wrzucam szczypiorek-dymkę, skórkę pomarańczową, papryczkę pepperoni (jeśli zdecydujemy się użyć) oraz czosnek, który przeciskam przez praskę.
  4. Osobno ścieram cebulę – na tarce o najdrobniejszych oczkach, czyli na tej, na której zawsze ścieramy ziemniaki na placki – i dodaję do składników w misce. Mieszam.
  5. Na koniec wrzucam do miski utartą dynię, zmielone orzechy, posiekany jarmuż i kaszę kukurydzianą. Składniki dokładnie mieszam, tak żeby warzywa zostały dobrze pokryte płynnymi składnikami.
  6. W międzyczasie nagrzewam piekarnik do temperatury 200°C z włączonym termoobiegiem.
  7. Dwie keksówki wykładam papierem do pieczenia, lekko go natłuszczając, i nakładam przygotowaną masę, na koniec lekko ją dociskając. Staram się tak nakładać, żeby w obu keksówkach była mniej więcej taka sama ilość płynu.
  8. Piekę w temperaturze 200°C z włączonym termoobiegiem przez jedną godzinę. Wyjmuję z piekarnika i zostawiam w blaszce jeszcze przez 20 – 30 minut, żeby masa dobrze zastygła.

Aromatyczna, delikatna pieczeń roślinna, którą każdy zje z przyjemnością. Przetestowane na roślino- i mięsożercach. Wszyscy prosili o dokładkę :) Z pewnością nie powinno jej zabraknąć na świątecznym stole. Polecam!

IMG_3208int

Uwagi

  1. Mieszanka aromatyczna to zmielona w równych proporcjach kolendra z kminem rzymskim, np. 2 łyżki ziaren kolendry + 2 łyżki ziaren kminu rzymskiego mielimy na proszek w młynku do kawy.
  2. Proszek jałowcowy przygotowujemy, miksując razem 20 ziaren jałowca i 2 gramy liści laurowych. Bardzo ciekawy smak i zapach, pasuje do warzyw, strączkowych, a nawet owoców.
  3. Kilka łyżek nasion chia mielę w młynku do kawy na proszek. Używam do zagęszczania potraw.
  4. Do pieczeni można dodać drobno posiekaną pepperoni lub chili, jeśli lubicie bardziej ostry, wyrazisty smak.

Przydatne linki – jak się odżywiać zimą, i dlaczego tak ważny jest odpoczynek:

Love,

                  Grainma

……….…………………………
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

IMG_3026int

Kotlety królewskie z selera na zielonym ryżu

Wiosna, Lato oraz Jesień dawno już za nami. Aktualnie wchodzimy w ostatnią już fazę cyklu rocznego – w Zimę. Oczywiście mówię tu o tzw. fazach energetycznych, a nie o porach roku, które zaczynają się przecież w innym czasie :) Zgodnie z Tradycyjną Medycyną Chińską energetyczna Zima zacznie się w tym roku 16 listopada, a wraz z nią nadejdzie Wielkie Jin, czyli czas, kiedy cała przyroda odpoczywa i regeneruje się, żeby powrócić do aktywności na Wiosnę. Jeśli chcemy być w zgodzie z tą fazą, my również powinniśmy tak sobie zorganizować czas do końca stycznia, żeby jak najmniej pracować, dużo odpoczywać, nie wydatkowywać nadmiernie energii, nie robić dużych zakupów i nie wydawać za dużo pieniędzy. Zima to czas gromadzenia energii, dlatego nie powinniśmy angażować się za bardzo w zewnętrzne działania, raczej skoncentrować się na medytacji i przemyśleniu sobie różnych osobistych spraw. To także odpowiedni moment, żeby spotkać się z najbliższą rodziną i może przy okazji odwiedzić też dalszych krewnych. Takie spotkania odnawiają nasze DNA, regenerują nas i mają działanie terapeutyczne, nawet jeśli te relacje nie są łatwe. Zresztą może uda się podczas tych spotkań wyjaśnić nieporozumienia? Zimą – a zwłaszcza podczas Świąt Bożego Narodzenia łatwiej to zrobić – natura nas w tym wspiera :) Konflikty są bardzo kosztowne, a płacimy za nie najdroższą walutą – naszą własną energią. Róbmy więc wszystko, żeby ich unikać. Jeden z moich nauczycieli medytacji, Lama Tsechu Rinpoche, powiedział kiedyś, że nigdy nie powinniśmy angażować się w konflikt – nawet jeśli ktoś nas obraża lub mówi coś, co wywołuje nasz gniew. Trzeba mu wtedy powiedzieć uprzejmym tonem: „Tak, masz rację” „Zgadzam się”, „Oczywiście, tak zrobię” – to zdecydowanie mniej kosztuje, niż wejście z tą osobą na ścieżkę wojenną, każdy przecież wie, jak to się zazwyczaj kończy :)

Równocześnie Zima to czas na zmianę diety. Teraz jest ważne, żeby przygotowywane przez nas jedzenie było bardzo odżywcze i esencjonalne. Warto więc wprowadzać do naszego jadłospisu superżywność, a także długo gotowane potrawy takie, jak np. bigos, dania jednogarnkowe, czy też długo gotowane, esencjonalne zupy. Chociaż zimą powinniśmy jeść produkty takie,  jak hemp, nasiona chia czy różne orzechy, pamiętajmy jednak, żeby dodawać je do gotowanych potraw a nie do surowych. Zapomnijcie o smoothie z surowych bananów, awokado i nasion konopi, a także o chia bowl ze świeżo wyciśniętym sokiem z pomarańczy. To raczej czas na kompoty z owoców, gotowane z dodatkiem rozgrzewających przypraw takich, jak cynamon czy anyż gwiazdkowaty oraz na warzywa (lub inne produkty) długo pieczone w naczyniu z pokrywką – ten kierunek, jeśli naprawdę chcemy zachować zdrowie i żyć w zgodzie z naturą :)

Głównym składnikiem mojej dzisiejszej potrawy jest seler korzeniowy, nieprzypadkowo właśnie teraz zamieszczam ten przepis na blogu. Zgodnie z TMC podczas Zimy powinniśmy jeść jak najwięcej warzyw korzeniowych, ponieważ mają one korzystny wpływ na nasze Nerki i pomogą nam się zregenerować. Seler połączyłam tutaj z kaszą jaglaną, która również wpływa korzystnie na ten arcyważny narząd, oraz z tofu, które z kolei jest bardzo odżywcze, a więc warte naszej uwagi Zimą :)

 

Kotlety królewskie z selera

Rodzaj posiłku: kotlety
Podajemy do: ryżu, ziemniaków, chleba, bułek, tortilli
Wegetariański: tak
Wegański: tak
Bezglutenowy: tak
Pięć Przemian: wzmacnia narządy trawienne, Nerki oraz Pęcherz
Ilość porcji: 12 kotletów
Składniki: seler korzeniowy, tofu, kasza jaglana,  czosnek, cebula, szczypiorek, mąka kukurydziana, mąka ryżowa, mąką kokosowa, skrobia ziemniaczana, suszony tymianek, zielona pietruszka, zmielony zielony pieprz, siemię lniane zmiksowane z liściem laurowym, liść laurowy, gałka muszkatołowa, sól himalajska, sok z cytryny, olej do smażenia

IMG_3051int

 

Składniki

  • 250 g utartego selera
  • 100 g kaszy jaglanej
  • 1 liść laurowy, dość duży
  • 1 łyżeczka suszonego tymianku
  • 1/2 łyżeczki utartej gałki muszkatołowej
  • 1 ząbek czosnku
  • 1/4 łyżeczki zmielonego zielonego pieprzu
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 250 ml mleka sojowego
  • 200 ml zimnej wody
  • 1 średnia cebula, drobno posiekana
  • 2 łyżki posiekanego drobno szczypiorku-dymki
  • 1 łyżka oleju do smażenia
  • 3  łyżki zimnej wody
  • 2 czubate łyżki mąki kukurydzianej
  • 1 czubata łyżka mąki ryżowej
  • 1 czubata łyżka mąki kokosowej
  • 1 lekko czubata łyżka skrobi ziemniaczanej
  • 1 łyżeczka siemienia lnianego zmielonego z liściem laurowym (patrz: uwagi)
  • 180 g tofu naturalnego, drobno rozdrobnionego
  • 2 czubate łyżki posiekanej zielonej pietruszki, najlepiej kędzierzawej
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • zmielony zielony pieprz i sól do smaku

dodatkowo

  • mąka kukurydziana do obtaczania kotletów
  • olej do smażenia

Przygotowanie

  1. Część utartego selera – 150 g – wrzucamy do garnka, dodajemy kaszę jaglaną, liść laurowy, suszony tymianek, gałkę muszkatołową, czosnek, zmielony zielony pieprz, sól, mleko sojowe oraz wodę i doprowadzamy do wrzenia pod przykryciem na dużym ogniu. Kiedy zaczyna wrzeć, zdejmujemy pokrywkę i gotujemy przez 20 sekund. Następnie zmniejszamy ogień, garnek ponownie przykrywamy i gotujemy przez 20 minut na bardzo małym ogniu. Przez pierwsze minuty trzeba pilnować, żeby mleko nie wykipiało. Ugotowaną kaszę z selerem odstawiamy na bok do wystudzenia.
  2. Osobno rozgrzewamy na niedużej patelni 1 łyżkę oleju, wrzucamy cebulę, podsmażamy przez 1 minutę na średnim ogniu, przez cały czas mieszając, dodajemy seler i ponownie podsmażamy przez 1 minutę, mieszając. Następnie wrzucamy szczypiorek i mieszając podsmażamy przez kilkanaście sekund. Wlewamy wodę – 3 łyżki – zmniejszamy ogień i na małym ogniu dusimy przez 5 minut pod przykryciem. Zestawiamy z ognia, przekładamy do dużej miski. Studzimy.
  3. Do selera podsmażonego z cebulą dodajemy następnie kaszę ugotowaną z selerem oraz: mąkę kukurydzianą, mąkę ryżową, mąkę kokosową, skrobię ziemniaczaną, siemię lniane, rozdrobnione tofu naturalne, zieloną pietruszkę oraz sok z cytryny. Składniki mieszamy łyżką, a następnie (jeśli nie parzą) rozcieramy palcami/dłońmi przez chwilę i zaczynamy je wyrabiać tak, jak się wyrabia ciasto na chleb, czyli ugniatamy i zagarniamy spod spodu i tak przez 2 minuty. Następnie masę dzielimy na 12 części i z każdej formujemy kulę, którą spłaszczamy, żeby uzyskać okrągły kotlet. Brzegi tych kotletów często pękają po spłaszczeniu kulki, trzeba je po prostu zlepić, lekko ściskając masę.
  4. Kotlety obtaczamy w mące kukurydzianej i smażymy na patelni po 2 minuty z każdej strony na średnim ogniu. Następnie patelnię przykrywamy i smażymy jeszcze przez 1 minutę pod przykryciem.
  5. Podajemy z sosem chrzanowym lub tatarskim do zielonego ryżu, chleba, tortilli.

Zielony ryż

IMG_3042int

 

Składniki

  • 200 g białego ryżu
  • 100 g brokułów, drobno pokrojonych
  • 1 liść laurowy
  • 4 zielone kardamony lub 1/2 łyżeczki zmielonego kardamonu
  • 1 ząbek czosnku
  • 2 łyżki posiekanego szczypiorku
  • 1 łyżeczka mieszanki aromatycznej – zmielona w równych proporcjach kolendra z kminem rzymskim
  • 1/4 łyżeczki zmielonego zielonego pieprzu
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 625 ml zimnej wody
  • 100 – 150 g szpinaku baby
  • 100 – 150 g pokrojonego jarmużu
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • 2 łyżki soku z pomarańczy
  • 1 łyżeczka skórki pomarańczowej

Przygotowanie

  1. Do garnka wrzucamy ryż, brokuły, liść laurowy, kardamon, czosnek, szczypiorek, oregano, kmin z kolendrą, pieprz oraz sól i wlewamy wodę. Doprowadzamy do wrzenia pod przykryciem na dużym ogniu, Kiedy zaczyna wrzeć, zdejmujemy pokrywkę i gotujemy przez 20 sekund. Następnie zmniejszamy ogień, garnek ponownie przykrywamy i gotujemy przez 20 minut na bardzo małym ogniu. Zdejmujemy z ognia, odstawiamy na bok, wyjmujemy liść laurowy oraz nasiona kardamonu.
  2. Osobno zagotowujemy 250 ml wody w dużym rondlu. Kiedy zaczyna wrzeć, wrzucamy szpinak i jarmuż, przykrywamy, gotujemy przez 1 minutę. Zestawiamy z ognia, odcedzamy i wrzucamy do ugotowanego ryżu. Dodajemy sok z cytryny, sok z pomarańczy oraz skórkę z pomarańczy i miksujemy na gładką masę za pomocą ręcznego blendera. Ewentualnie doprawiamy do smaku pieprzem, solą i/lub sokiem z cytryny.
  3. Nakładamy na talerze razem z kotletami z selera i wybranym sosem, np. chrzanowym (patrz: uwagi). Do tego zestawu pasuje sałata z ziołami i prostym dressingiem lub mizeria.

Uwagi

  1. Przygotowanie tych kotletów zajmuje trochę czasu, ale są nieziemskie, warto je więc przygotować na specjalne okazje lub od czasu do czasu na rodzinny obiad. W smaku i konsystencji przypominają kotlety rybne, dlatego pasują do nich sosy, które podaje się do ryb, takie jak sos tatarski czy chrzanowy.
  2. Kolor zielonego ryżu zależy od ilości dodanego szpinaku i jarmużu, ja staram się dodać więcej, żeby zarówno kolor, jak i smak były bardziej intensywne.
  3. Być może zwróciliście uwagę, że takie słowa, jak ‚zima’, ‚lato’, itp. piszę dużą literą? Powód jest prosty – chciałabym w ten sposób odróżnić sezony energetyczne od pór roku :)
  4. Sos chrzanowy przygotowuję, łącząc utarty chrzan z majonezem w proporcjach pół na pół.
  5. Siemię lniane z liściem laurowym przygotowujemy w następujący sposób: dwie łyżki nasion siemienia lnianego miksujemy w młynku do kawy razem z 3 średnimi liśćmi laurowymi na proszek.
  6. Zamiast tofu do kotletów można dodać 180 g twardego twarogu, np. typu klinek. Ale wtedy to już nie będzie danie wegańskie :)

Moja rodzina uwielbia te kotlety, nie pozostaje mi więc nic innego, jak zabrać się za przygotowanie kolejnej partii :) :)

Love, love and love :)

                                 Wasza Grainma

 

……….…………………………
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved