Latest Posts

IMG_0696web

Czekoladowy mus jaglany na aquafabie

Bez jajek, bez mleka, bez glutenu i tylko trzy główne składniki – gorzka czekolada, kasza i aquafaba. Puszysty wegański mus, prosty i szybki w przygotowaniu! Osobiście nie znam nikogo, kto nie zjadłby z przyjemnością pianki w czekoladzie lub ptasiego mleczka. To ulubione słodkości z naszego dzieciństwa, które teraz każdy może sam przygotować w wegańskiej wersji. Do momentu odkrycia aquafaby, czyli zalewy, w której trzymana jest ciecierzyca w puszce, osoby, które nie chciały lub nie mogły jeść jajek, nie miały możliwości przygotowania czekoladowego musu z prawdziwego zdarzenia. Jednak ich marzenia właśnie mogą się spełnić :) Wygląda na to, że jeśli czegoś naprawdę chcemy lub potrzebujemy, a na dodatek jest to wsparte nieegoistyczną postawą, dostaniemy to :)

Coraz więcej osób na świecie szuka roślinnych odpowiedników produktów stosowanych do tej pory w tradycyjnej kuchni, podobnie zresztą jak metod przygotowywania potraw w oparciu o roślinne składniki. Jesteśmy też coraz bardziej przekonani, że kuchnia roślinna jest zdrowsza niż tradycyjny sposób odżywiania się, w którym przeważają potrawy mięsne. Wiele osób nie chce jeść mięsa także ze względów etycznych, ponieważ hodowla zwierząt wiąże się najczęściej z ogromnym cierpieniem zwierząt – nie tylko trzyma się je w ciężkich warunkach, np. w ciasnych boksach lub klatkach, ale też nie uwzględnia faktu, że zwierzęta, podobnie jak ludzie, są czującymi istotami, które potrzebują nawiązywać więzi emocjonalne z przedstawicielami swojego gatunku i je utrzymywać. Kiedy zastanawiam się nad fenomenem aquafaby, myślę sobie, chociaż może zabrzmi to trochę mistycznie, że skoro tak dużo osób szukało czegoś, co naprawdę może zastąpić jajka, wspólna energia wszystkich tych osób w pewnym sensie to stworzyła :) I na świecie pojawiła się aquafaba :) Może więc wspólnym pozytywnym myśleniem czy też dobrymi życzeniami będziemy w stanie w przyszłości tworzyć również inne pozytywne wydarzenia?

Mus czekoladowy na aquafabie staje się ostatnio coraz bardziej popularny, ja dodałam do niego kaszę jaglaną, żeby był jeszcze zdrowszy. Ma intensywnie czekoladowy smak i wspaniałą aksamitną konsystencję, po prostu pycha :)

Czekoladowy mus jaglany na aquafabie

Potrawa wegańska, roślinna, podnosi poziom energii, wzmacnia serce, poprawia nastrój – dobrze zrównoważona :)

3 – 4 porcje

IMG_0721web

Puszysty, rozpływający się w ustach!

IMG_0711web

Mniam :)

Składniki

  • 70 g kaszomąki jaglanej, czyli suchej kaszy jaglanej bardzo drobno zmielonej
  • 1/2 łyżeczki zmielonego cynamonu
  • 250 ml mleka sojowego
  • 125 ml zimnej wody
  • 1 łyżeczka oleju kokosowego extra virgin
  • 90 g czekolady gorzkiej 60% zawartość kakao
  • 40 g czekolady gorzkiej 70 – 75 % zawartość kakao
  • aquafaba (zalewa, płyn) z jednej puszki (o pojem. 400 ml) ciecierzycy
  • 2 łyżki cukru pudru – kokosowego, trzcinowego lub innego ulubionego (wystarczy cukier zmielić w młynku) – opcja
  • świeże owoce/zioła (bazylia)/wiórki/chipsy kokosowe/śmietanka kokosowa na wierzch

Przygotowanie

  1. Do rondla wsypujemy kaszomąkę jaglaną (czyli bardzo drobno zmieloną kaszę) oraz cynamon, a następnie wlewamy mleko sojowe oraz wodę i mieszając prawie przez cały czas trzepaczką (żeby nie porobiły się grudki),  doprowadzamy do wrzenia na średnim ogniu. Kiedy kasza zaczyna gęstnieć, trzeba przez chwilę dość intensywnie mieszać trzepaczką aż do momentu, kiedy zacznie się gotować, o czym będą świadczyć pojawiąjące się na powierzchni niewielkie bąble (taka gęsta kasza „lubi skakać do góry” i można się oparzyć, dlatego warto zachować ostrożność). Następnie rondel przykrywamy i gotujemy pod przykryciem na bardzo małym ogniu przez 5 minut. Warto jeszcze kilkakrotnie zamieszać trzepaczką, żeby uzyskać jednolitą konsystencję – bez grudek. Po ugotowaniu przekładamy do miski.
  2. Do osobnego rozgrzanego rondla wrzucamy olej kokosowy i kiedy się rozpuści, dodajemy połamaną na kawałki czekoladę. Mieszamy do momentu, aż czekolada się rozpuści. Rondel trzymamy przez cały czas na małym ogniu. Zdejmujemy z ognia, dodajemy rozpuszczoną czekoladę do kaszy i dokładnie łączymy.
  3. Osobno odsączamy ciecierzycę z puszki z zalewy (inaczej aquafaby), którą następnie przelewamy do większej miski i ubijamy. Zaczynamy ubijać na małych obrotach, stopniowo je zwiększając. Piana z aquafaby jest ubita, kiedy po wyjęciu końcówek miksera na jej powierzchni utworzy się stożek. Do ubitej aquafaby dodajemy dwie łyżki cukru pudru i ponownie przez chwilę ubijamy, żeby cukier połączył się z pianą (osobiście wolę wytrawny smak tego musu, dlatego zazwyczaj nie dodaję cukru, jeśli jednak wolicie słodszy smak, możecie dodać nawet więcej cukru).
  4. I ostatni moment – łączymy wszystkie składniki. Kiedy masa z kaszy i czekolady jest już chłodna (jeśli będzie gorąca/ciepła, piana się rozpuści i mus nie powstanie), dodajemy do niej 3 czubate łyżki piany i ubijamy całość  mikserem przez kilkanaście sekund, żeby masa się rozluźniła. Następnie odstawiamy mikser na bok i dodajemy po 2 – 3 czubate łyżki aquafaby na raz, starając się ją połączyć z masą z kaszy i czekolady w podobny sposób, jak przygotowuje się biszkopty –  delikatnie zagarniamy kilkakrotnie masę od spodu łyżką, starając się, żeby piana połączyła się z resztą, ale żeby nie zniknęła – masa powinna być puszysta. Kiedy dodamy już całą pianę, przekładamy nasz mus do miseczek i wstawiamy do lodówki na kilka godzin, żeby konsystencja ostatecznie się utrwaliła.
  5. Podajemy z owocami, ziołami i/lub śmietanką kokosową/orzechami lub w  jakkolwiek inny – ulubiony sposób :) Jest lekki, puszysty, wilgotny i obłędnie smaczny :)

IMG_0740web

Enjoy!

                         Wasza,

                                                     Grainma 💓

………………………………………..
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

IMG_0606web

Energetyzująca zupa z dyni i szafranu

Pieczona w piekarniku, z dodatkiem aromatycznych ziół i skórki pomarańczowej uwolni naszą energię z zimowego zastoju. Wake up:) Czas na zmiany! Chociaż za oknem śnieg, a mróz wciąż trzyma, przyroda zaczyna powoli budzić się do życia, czego wyraźną oznaką są małe, znane nam wszystkim kwiatki – przebiśniegi. Kiedy pojawiają się w naszych ogródkach, możemy być pewni, że zimy już nie ma, ponieważ zima to okres, w którym siły przyrody cofają się w głąb ziemi, a wszelkie procesy życiowe  w roślinach zamierają :) 

Imponującą wiedzę na temat naturalnych cyklów przyrody posiadali dawniej Chińczycy, którzy pokazali nam, jak dostosować swój sposób odżywiania się do zmieniających się pór roku, żeby pozostawać w dobrym zdrowiu przez cały czas. Kiedy zima przechodzi w wiosnę, nie odbywa się to z dnia na dzień, pomiędzy tymi dwiema porami roku jest jeszcze okres przejściowy (są cztery takie okresy w ciągu roku), zwany według Tradycyjnej Medycyny Chińskiej dojo. Daje on nam szansę na aklimatyzację do nowej pory roku, a najlepiej to zrobimy, wprowadzając do naszego jadłospisu inny rodzaj pożywienia. Teraz, tak mniej więcej do końca tygodnia, dobrze będzie zjeść codziennie  przynajmniej jedną potrawę, do której przygotowania użyjemy produktu w kolorze pomarańczowym – np. marchewkę, dynię czy też pomarańczową paprykę. Takie potrawy wyglądają tak, jakby ktoś położył słońce na talerzu, i mają mocno energetyzujący charakter, ale przede wszystkim odżywiają narządy trawienne, które według TMC pełnią w naszym życiu jeszcze jedną ważną rolę – są odpowiedzialne za nasze zdolności adaptacyjne. Dlatego też, jeśli dobrze funkcjonują, nie tylko dobrze trawimy jedzenie, ale też stajemy się bardziej elastycznymi osobami, a nawiązywanie znajomości w nowym dla nas środowisku odbywa się w szybkim tempie :) Co więcej, jeśli poprawi się nasza siła trawienna, będziemy też potrafili dobrze zadbać o nasze podstawowe potrzeby fizyczne, emocjonalne i duchowe. Tak to się właśnie odbywa zgodnie z Tradycyjną Medycyną Chińską. Dlatego tak ważne jest, żebyśmy jedli produkty wzmacniające nasze narządy trawienne, takie jak np. marchewka, zwłaszcza wtedy, kiedy przyroda wspiera te procesy, czyli w okresie dojo – czyli teraz :)

IMG_0581web

Słońce na talerzu

Energetyzująca zupa z dyni i szafranu

Bez glutenu, bez produktów mlecznych, odpowiednia dla wegetarian i wegan, przygotowana według Pięciu Przemian

2 – 3 porcje

IMG_0600web

 

Składniki

  • 400 g obranej dyni hokkaido, pokrojonej na średnie kawałki
  • 40 g orzechów cashew
  • 100 g kalafiora, pokrojonego w mniejsze cząstki
  • 1 średnia obrana cebula, ok. 60 g, pokrojona na kawałki
  • 2 średnie ząbki czosnku
  • 1 opak. szafranu, ok. 0,12 g  (więcej informacji o szafranie w moim wcześniejszym przepisie http://mariolabialolecka.com/?p=92 )
  • 1 łyżeczka majeranku
  • 1/2 łyżeczki soli himalajskiej lub innej naturalnej –  nie jodowanej
  • 200 ml wody
  • 200 ml mleka sojowego
  • świeżo wyciśnięty sok z jednej średniej pomarańczy
  • świeżo otarta skórka z 1/2 średniej pomarańczy
  • 1/2 łyżeczki kurkumy
  • 2 łyżki oleju, najlepiej kokosowego (rozpuszczonego)
  • pestki granatu, mak, świeże zioła, dymka do posypania po wierzchu

Przygotowanie

  1. Nagrzewamy piekarnik do 200°C, z włączonym termoobiegiem.
  2. Do naczynia do zapiekania z pokrywką wkładamy po kolei: dynię, orzechy cashew, kalafiora, cebulę, czosnek, a następnie wsypujemy szafran, majeranek oraz sól i wlewamy wodę, mleko sojowe, sok z pomarańczy oraz olej, dodajemy kurkumę i na koniec mieszamy ze sobą składniki.
  3. Przykrywamy naczynie do zapiekania, wstawiamy do nagrzanego piekarnika, pieczemy przez 40 minut. Wyłączamy ogień i zostawiamy w piekarniku przynajmniej przez godzinę. Można zostawić nawet na kilka godzin.
  4. Po wyjęciu z piekarnika przekładamy wszystko do pojemnika dobrego blendera (powinien mieć przynajmniej 800 obrotów, wtedy będziemy mogli uzyskać najlepszą konsystencję, ale oczywiście można też użyć innego blendera). Dodajemy 200 – 250 ml dobrego rosołu wegetariańskiego lub więcej, tak żebyśmy mogli uzyskać odpowiednią dla nas gęstość, i miksujemy do uzyskania gładkiej, jednolitej konsystencji.
  5. Zupę podgrzewamy, nakładamy do miseczek, posypując po wierzchu ulubionymi ziołami, makiem, dymką oraz pestkami granatu i podajemy. Jest przepyszna, aksamitna, orzeźwiająca, aromatyczna, po zjedzeniu jej można góry przenosić :)

With love,

                                  Grainma

 

………………………………………..
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

IMG_0574web

Jęczmienka

Jaglanka zdetronizowana? Jęczmienka nową superżywnością? Zafascynowani kaszą jaglaną zapomnieliśmy o starym poczciwym jęczmieniu – zbożu o niezwykłych właściwościach. Uważa się, że jęczmień był pierwszym zbożem, które ludzie nauczyli się uprawiać, kiedy zmienili styl życia z koczowniczego na osiadły i zostali rolnikami. I nie ma w tym nic dziwnego, wystarczy zapoznać się z jego licznymi zaletami, żeby się przekonać, że tak właśnie musiało to wyglądać.  Jęczmień jest zbożem zawierającym gluten, ale ciekawe jest to, że nasz organizm inaczej przyswaja gluten zawarty w jęczmieniu. Niektóre osoby nie tolerujące glutenu mogą jeść jęczmień (wskazana jest konsultacja lekarska), który na dodatek leczy stany zapalne jelit. W przeciwieństwie do prosa (kaszy jaglanej) zawiera dużo więcej składników odżywczych i w lepszych proporcjach. Zastanawiające jest więc to, dlaczego jest mniej popularny od kaszy jaglanej? Mam nadzieję, że ten wpis chociaż trochę to zmieni i na naszych stołach będzie teraz częściej gościć jęczmienka niż jaglanka :)

Jęczmień jest bogatym źródłem składników mineralnych – makro i mikroelementów – i wielu z nich nie znajdziemy w kaszy jaglanej, np. chromu (25% DRI* jęczmień), molibdenu (60% DRI jęczmień) czy też unikalnej witaminy U, której źródłem są tylko dwa produkty na świecie – kapusta i właśnie jęczmień. Gdybyśmy chcieli dalej porównywać oba zboża, to zobaczymy, że większość składników mineralnych zawartych w jęczmieniu w dużych ilościach występuje w kaszy jaglanej w znacznie mniejszych ilościach, na przykład wartościowy antyoksydant selen (jęczmień pokrywa 42% DRI – proso 3% DRI), mangan (60% DRI – 24% DRI), miedź (34% – 31%), magnez (20% – 19%), a także witaminy B6 (33% – 11%) i B1 (18% – 15%). Już z tego krótkiego zestawienia widać, jak wiele pożytków może nam przynieść nawet drobna korekta naszego codziennego menu i częściowe chociażby zastąpienie kaszy jaglanej pęczakiem lub kaszą mazurską. Ale to jeszcze nie koniec :)  Jęczmień jest też fantastycznym źródłem błonnika, zawiera go najwięcej spośród wszystkich zbóż (podaję za WHfoods). Do tego jest niskokaloryczny, zawiera bardzo mało tłuszczu – z tego powodu zaleca się go osobom, które chciałyby schudnąć. Jęczmień jest też zdecydowanym faworytem wśród zbóż, jeśli chodzi o zawartość kwasu glutaminowego i tryptofanu – zajmuje pierwsze miejsce. Kwas glutaminowy korzystnie wpływa na pracę mózgu, usprawniając procesy związane z przetwarzaniem informacji i ich zapamiętywaniem, poza tym zwiększa poziom naszej energii. Tryptofan z kolei bierze aktywny  udział w produkcji serotoniny – hormonu szczęścia. Tak więc po zjedzeniu rano porcji jęczmienki, wyjdziemy z domu nie tylko w dobrym nastroju i pełni energii, ale też będziemy w stanie widzieć swoje cele wyraźniej :)

Jęczmień ma też wspaniałe właściwości lecznicze. Regularne spożywanie jęczmienia – w formie kaszy pęczak lub pełnego ziarna – przynosi wymierne korzyści zdrowotne. Zapobiega między innymi powstawaniu kamieni żółciowych, zwłaszcza u kobiet, chroni przed rakiem trzustki, wzmacnia odporność, serce oraz nerki (zalecany zwłaszcza w niewydolności nerek i w przypadku problemów z pęcherzem moczowym – jest dobrym diuretykiem), a także pomaga regulować poziom cukru we krwi – nawet do 10 godzin po konsumpcji. Wprowadzenie do diety kaszy jęczmiennej zaleca się także osobom, które mają problem z wysokim ciśnieniem krwi, chcą schudnąć lub mają wysoki poziom cholesterolu.

Tradycyjna Medycyna Chińska podobnie postrzega jęczmień. Chińczycy od dawna stosowali to zboże w profilaktyce wielu chorób, a także leczyli nim Żołądek, Śledzionę, Pęcherzyk żółciowy, Pęcherz moczowy oraz Jelita (używam tutaj dużych liter, żeby podkreślić, że narządy te zgodnie z TMC są czymś więcej niż tylko narządami fizycznymi, jak widzi je medycyna zachodnia). Według TMC regularne spożywanie jęczmienia usuwa z ciała wilgoć oraz gorąco, wzmacnia krew, energię, a także wspomaga regenerację organizmu. I znów gdybyśmy teraz spojrzeli na proso, żeby porównać je z jęczmieniem, tym razem z punktu widzenia TMC, zobaczymy, że kasza jaglana (proso) leczy tylko 3 narządy (Nerki, Śledzionę i Żołądek) i dodatkowo wspomaga regenerację organizmu. Widać ponownie, że korzyści zdrowotne płynące ze spożywania jęczmienia są dużo większe niż te, które płyną z jedzenia kaszy jaglanej.

W mojej książce „Zaskakująca kasza & ryż” znajdziecie więcej pomysłów, jak przyrządzić wartościowe potrawy z różnych kasz produkowanych z jęczmienia – wspaniałego zboża, które ludzkość zna i uprawia od tysięcy lat. Książkę można nabyć w naszym sklepie, teraz w promocyjnej cenie, podaję link.

Jęczmienka

2 porcje

IMG_0557web

Składniki

Podaję tu przybliżone ilości, ponieważ każdy może przygotować swoją wersję jęczmienki – w oparciu o ulubione dodatki. Już podczas pracy nad książką „Zaskakująca kasza & ryż” zauważyłam, że do jęczmienia bardzo dobrze pasują produkty kokosowe, tak jak chociażby w moim „Crème brûlée z kaszy jęczmiennej”, dlatego też polecam dodawanie do jęczmienki mleka i/lub jogurtu kokosowego, a także wiórków/płatków kokosowych – robi się wtedy naprawdę pysznie.

  • 1 szklanka o pojemności 250 ml ugotowanego pęczaku (przepis poniżej) + 2 czubate łyżki
  • 1 lekko czubata łyżka nasion chia
  • sok z 1/2 słodkiej średniej pomarańczy
  • 125 ml kompotu z jagód
  • 250 ml mleka kokosowego (tym razem wybieramy takie, które ma płynną postać) lub więcej/mniej, jeśli jęczmienka ma mieć inną konsystencję
  • 2 – 3 łyżki syropu z agawy lub słodu ryżowego/jęczmiennego
  • 1/2 łyżeczki esencji waniliowej (bez alkoholu)
  • 1/2 – 1 łyżeczka zmielonego zielonego kardamonu
  • dodatkowo po 2 – 3 łyżki kompotu z jagód na porcję
  • jogurt kokosowy lub inny do polania na wierzch
  • 1 – 2 łyżki posiekanych orzechów cashew
  • 2 – 3 łyżki świeżych jagód/borówki amerykańskiej lub innych ciemnych owoców, np. jeżyn
  • ewent. syrop z agawy/słód jęczmienny/słód ryżowy/syrop klonowy do polania na wierzch

Przygotowanie

  1. Najpierw przygotujemy galaretkę chia. Do miski wrzucamy nasiona chia, wlewamy sok z pomarańczy oraz dwie/trzy łyżki kompotu z jagód (sam płyn, bez owoców) i zostawiamy na 30 minut do namoczenia, a następnie dodajemy 2 czubate łyżki ugotowanego pęczaku, mieszamy, tak żeby składniki się połączyły i zostawiamy na kolejne 30 minut. Jeśli się spieszymy, można składniki połączyć i skrócić czas namaczania, jednak chia powinny się namaczać przynajmniej 15 minut.
  2. Do osobnej miski/pojemnika malaksera wrzucamy szklankę pęczaku, wlewamy resztę kompotu z jagód oraz mleko kokosowe, a następnie dodajemy syrop z agawy, wanilię i kardamon. Miksujemy za pomocą blendera ręcznego lub stacjonarnego do uzyskania jednolitej konsystencji.
  3. Zmiksowany pęczak przekładamy następnie do przygotowanych wcześniej  miseczek i wlewamy po 2 – 3 łyżki kompotu z jagód na porcję, a na to nakładamy galaretkę z chia i pęczaku. Na wierzch jęczmienki kładziemy jogurt kokosowy, orzechy cashew, owoce, syrop/słód, ewentualnie inne ulubione dodatki.

Przygotowana w ten sposób jęczmienka, zawierająca zmiksowany pęczak oraz całe ziarna ma bardzo ciekawą konsystencję – zachęcam do wypróbowania :)

Gotowanie pęczaku al dente

Jest bardzo proste :) Potrzebujemy 180 g kaszy pęczak (1 szklanka o pojemności 250 ml) i 3 szklanki wody (750 ml). Wlewamy wodę do garnka, dodajemy pęczak, przykrywamy i doprowadzamy do wrzenia na dużym ogniu. Zdejmujemy pokrywkę na 20 sekund, ponownie przykrywamy, zmniejszamy ogień i na bardzo małym ogniu gotujemy przez 45 minut. Na początku trzeba stać przy garnku, ponieważ kasza ma tendencję do kipienia. Jeśli zaczyna kipieć, trzeba na chwilę zdjąć pokrywkę, żeby piana opadła, może trzeba będzie kilka razy powtórzyć.

With love,

                         Wasza Grainma

*DRI – Dietary Reference Intake – pokazuje, w ilu procentach pokryjemy nasze zapotrzebowanie na poszczególne składniki, spożywając porcję produktu. Tu zgodnie z normami WHFoods, gdzie bierze się pod uwagę zawartość składników odżywczych w produkcie w stosunku do ilości kalorii zawartych w tym produkcie.

………………………………………..
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

 

 

IMG_0470web

Lekki torcik z kaszy gryczanej na aquafabie

W tym pysznym torciku nie ma nawet odrobiny jajka, a jest puszysty i lekki. Przełożyłam go delikatnym kremem z marchewkowej jaglanki – cudownie kremiastym, który smakuje jak najprawdziwszy krem do tortu, chociaż przygotowywany jest na bazie kaszy. Całość rozpływa się w ustach – bez glutenu, bez jajek i bez produktów mlecznych. Ciemny kolor tego tortu nie pochodzi z kakao czy karobu, tylko z kaszy gryczanej palonej (ciemnej) oraz z cukru kokosowego. Według nas (mojej rodziny i mnie) wygląda przepięknie – a na półce w lodówce wręcz zjawiskowo. Bardzo nam smakuje, mam nadzieję, że Wam też się spodoba :) Nie przygotowuję ciast czy tortów z kaszy ze względu na modę, ani też dlatego, że chcę wykazać się kreatywnością, po prostu uważam, że kasze są dużo zdrowsze niż mąka. Zawierają one przecież całą gamę niezbędnych nam do życia składników odżywczych z tego względu, że podczas produkcji kasz ziarna zbóż lub pseudozbóż pozbawia się jedynie łuski oraz zarodka, pozostawiając okrywę, która zawiera wiele cennych dla zdrowia składników. Dodajmy, że tę właśnie okrywę usuwa się, żeby wyprodukować mąkę, czyli tzw. produkt oczyszczony. W takiej sytuacji ja zdecydowanie wybieram mąkę z kaszy, a Wy? :)

Gdybyśmy chcieli spojrzeć na ten torcik z perpektywy zdrowotnej, to warto wiedzieć, ze kasza gryczana, której jest tu najwięcej, stanowi bardzo dobre źródło manganu, magnezu, fosforu oraz miedzi. Badania wykazały, że regularne spożywanie kaszy gryczanej chroni nas przed powstawaniem kamieni żółciowych, a także przed rakiem jelit i piersi. Ponadto korzystnie wpływa na serce i układ krwionośny oraz pomaga regulować poziom cukru we krwi, co jest korzystne dla diabetyków. Według Tradycyjnej Medycyny Chińskiej z kolei  kasza gryczana usuwa wilgoć z ciała i jest polecana osobom, które chciałyby zredukować wagę ciała. TMC uważa, że główną przyczyną nadwagi jest nagromadzenie wilgoci w ciele, przez co narządy nie mogą prawidłowo wykonywać swojej pracy. Wygląda więc na to, że jedząc ten torcik, za bardzo nie zgrzeszymy :) Osoby, którym jest ciągle gorąco, też powinny jeść często kaszę gryczaną, ponieważ ma ona właściwości chłodzące i pomaga usunąć z ciała nadmiar gorąca. Polecam zwłaszcza osobom, które mają stresujący czas w życiu, ponieważ to najczęściej stres powoduje, że nasz organizm się przegrzewa i trudno nam wtedy złapać równowagę.

I taki oto super torcik dziś na blogu Grain Kitchen :)

Zapraszam na przepis!

Puszysty torcik z kaszy gryczanej

Bez glutenu, bez jajek, bez mleka,  bez białego cukru i bez kakao
TMC – Usuwa wilgoć z ciała oraz gorąco, pomaga zrównoważyć nastrój

IMG_0501web

Do przygotowania tego torciku użyłam płynu, którym zalana jest ciecierzyca w puszce, czyli tzw. aquafaby (trzeba uważać, żeby nie kupić ciecierzycy gotowanej na parze, bo w takiej puszce nie ma płynu). Płyn ten (zalewę) po odcedzeniu ciecierzycy, można łatwo ubić i może on zastąpić białka (także jajka) w cieście, sprawiając, że ciasto ma puszystą i lekką konsystencję tak, jakbyśmy dodali do niego pianę z ubitych białek. Dobrym rozwiązaniem okazało się też użycie bananów, które dodały jeszcze więcej lekkości tym gryczanym blatom. Aqufaba aquafabie nierówna, to znaczy, że puszystość torciku zależy tu od jakości zalewy z cieciorki. Niektóre lepiej się ubijają – czyli jest więcej piany – inne słabiej. Jeśli trafi się nam puszka z gorszą aquafabą, blaty mogą słabiej wyrosnąć i będą odrobinę mniej puszyste.

Składniki

I. Blaty do tortu –  3 blaty

(użyłam tu do pieczenia rantów cukierniczych o średnicy 14 cm. Można użyć dwóch tortownic o średnicy 18 – 20 cm, tort będzie się wtedy składał z dwóch blatów)

  • 350 g dojrzałych bananów (najlepiej wybrać takie, które mają brązowe plamki na skórce), obranych ze skórki
  • 200 g zmielonej na mąkę, ciemno palonej kaszy gryczanej
  • 70 g cukru kokosowego
  • 1 łyżka zmielonego siemienia lnianego
  • 1 łyżeczka zmielonego cynamonu
  • szczypta soli
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 125 ml śmietanki sojowej
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 60 ml oleju słonecznikowego tłoczonego na zimno lub oleju z pestek winogron
  • 100 ml soku z jabłek – tłoczonego, nie z koncentratu
  • 10 łyżek aquafaby (chyba że w puszcze jest tylko 9 – to też będzie OK)
  • 6 łyżek cukru pudru kokosowego (wystarczy zmielić cukier kokosowy w młynku)
  • olej i mąka do wysmarowania blatów

II. Krem jaglany z marchewkowej jaglanki

  • 200 g kaszy jaglanej, suchej
  • 250 ml soku z marchwi, najlepiej ekologicznej
  • 1/2 laski cynamonu cejlońskiego (ok. 2,5 cm)
  • 1 anyż gwiazdkowaty
  • 1/3 łyżeczki ziaren czerwonego pieprzu (opcja), rozdrobnionego lub w całości
  • 250 ml mleka sojowego
  • 1 łyżka świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy
  • świeżo otarta skórka z jednej średniej pomarańczy
  • 100 ml soku jabłkowego, tłoczonego, nie z koncentratu
  • 1 łyżeczka świeżo otartej skórki z pomarańczy
  • 60 ml rozpuszczonego oleju kokosowego
  • 3 – 4 łyżki cukru
  • 200 ml gęstej śmietanki kokosowej, nadającej się do ubijania

Przygotowanie

        I. Przygotowanie blatów

  1. Rozgrzewam piekarnik do 180°C, z włączonym termoobiegiem, i przygotowuję ranty (tortownice). Każdy z osobna smaruję olejem i wysypuję mąką kokosową (najlepiej) lub inną bezglutenową. Każdy rant stawiam na papierze do pieczenia i zawijając papier, staram się, żeby przylegał jak najbliżej rantu. Następnie stawiam ranty na kawałku folii aluminiowej i owijam ranty folią, tak żeby papier i folia nie odpadły z rantu.
  2. Banany rozgniatam widelcem w misce jak najdrobniej, jeśli gdzieniegdzie zostaną nieduże nierozgniecione do końca kawałki, nie jest to problem.
  3. Do osobnej, dużej miski wrzucam po kolei: kaszę gryczaną zmieloną na mąkę, cukier kokosowy, siemię lniane, cynamon, sól, proszek do pieczenia i sodę oczyszczoną. Mieszam, tak żeby składniki dobrze się połączyły.
  4. Do kolejnej miski wlewam śmietankę sojową i dodaję 1 łyżkę soku z cytryny. Odstawiam na bok na kilka minut, do momentu, aż śmietanka się zagęści. Wlewam sok z jabłek i olej. Mieszam, dopóki składniki się nie połączą, odstawiam na bok.
  5. Do ostatniej już miski wlewam aquafabę i zaczynam ją ubijać ręcznym mikserem, najpierw na małych obrotach, stopniowo je zwiększając. Aquafaba będzie gotowa, jeśli na końcówkach do ubijania piany utworzy się niewielki stożek z piany, który będzie zachowywał swój kształt, i piana nie będzie wypadać z przechylonej lekko miski. Do ubitej piany dodaję cukier, najpierw dwie łyżki, i ubijam pianę, aż cukier połączy się z pianą, a następnie dodaję kolejne dwie łyżki i znów ubijam i na koniec dodaję ostatnie dwie i znów krótko ubijam, żeby się połączyły z resztą.
  6. Kiedy piana z aquafaby jest gotowa, zaczynam łączyć ze sobą składniki. Najpierw dodaję mokre składniki do suchych i dokładnie je ze sobą łączę, a następnie dodaję do powstałej w ten sposób masy przygotowane wcześniej banany i mieszam, dopóki składniki nie połączą się w jednolitą masę. Na koniec dodaję ubitą aquafabę i staram się ją połączyć z ciastem w podobny sposób, jak przygotowuje się biszkopty –  delikatnie zagarniam kilkakrotnie ciasto od spodu, starając się, żeby piana połączyła się z resztą, ale żeby nie zniknęła w cieście. Masa powinno być puszysta.
  7. Przekładam do rantów (lub tortownic), piekę w temperaturze 180°C, z włączonym termoobiegiem, przez 60 minut. Po tym czasie wyłączam ogień, ale zostawiam blaty jeszcze przez 5 minut w piekarniku. Wyjmuję z piekarnika i zostawiam w rantach jeszcze przez kolejne 10 minut. Na koniec wyjmuję z rantów i zostawiam do ostudzenia.

II. Przygotowanie kremu do tortu

  1. Do garnka wrzucamy kaszę jaglaną i wlewamy sok z marchwi, a następnie dodajemy po kolei: cynamon cejloński, anyż gwiazdkowaty, czerwony pieprz (całe ziarna lub roztarte – oczywiście, jeśli się zdecydujemy dodać pieprz), mleko sojowe, sok z pomarańczy oraz skórkę pomarańczową i na dużym ogniu doprowadzamy do wrzenia pod przykryciem.
  2. Kiedy zacznie się gotować, zdejmujemy pokrywkę i pozwalamy, żeby kasza gotowała się przez 20 sekund. Następnie zmniejszamy ogień, przykrywamy garnek i gotujemy przez 20 minut na małym ogniu. Dobrze jest zamieszać kilka razy przez pierwsze 5 minut (ostrożnie zdejmując pokrywkę, żeby się nie oparzyć), bo ma tendencję do przywierania do garnka.
  3. Po ugotowaniu studzimy kaszę przez 2 – 3 minuty, a następnie przekładamy do pojemnika malaksera (można też zblendować ręcznym mikserem) i miksujemy do uzyskania jednolitej konsystencji. Trzeba to zrobić jak najszybciej po ugotowaniu, ponieważ, kiedy kasza przestygnie, już nie można osiągnąć takiej kremiastej, delikatnej konsystencji.
  4. Następnie dodajemy sok jabłkowy oraz świeżo otartą skórkę z pomarańczy i ponownie miksujemy, aż składniki dobrze się połączą. Na koniec cukier i olej kokosowy i znów miksujemy do uzyskania jednolitej konsystencji. Kaszę przekładamy do miski, przykrywamy miskę ściereczką i zostawiamy do całkowitego ostudzenia.
  5. Kiedy wystygnie, ubijamy w osobnej misce śmietankę kokosową przez 4 minuty, żeby była puszysta, i partiami wrzucamy do niej wystudzoną kaszę, przez cały czas ubijając całość. Następnie wkładamy do lodówki na godzinę, żeby krem zgęstniał.

III. Łączenie warstw

  1. Na talerz/paterę/papier wykładamy pierwszy wystudzony blat gryczany i nakładamy na niego schłodzony w lodówce, gęsty krem. Na krem nakładamy kolejny blat, a na niego kolejną warstwę kremu. Jeśli krem trochę wystaje poza obręb blatów, można to wyrównać nożem. Po złożeniu wszystkich warstw  wstawiamy tort do lodówki, najlepiej na noc, żeby krem uzyskał odpowiednią konsystencję i żeby warstwy dobrze się ze sobą połączyły. Przed podaniem ozdabiamy górny blat, na przykład owocami, kwiatami czy też lukrem lub rozpuszczoną białą czekoladą. Można też tort oprószyć cukrem pudrem – wszystko to pasuje do naszego torcika gryczanego i stanowi z nim pyszną całość :)

Smacznego!

                               Wasza Grainma

IMG_0515web

Mniam, mniam :)

………………………………………..
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

IMG_0444web

Szybkie trufle z jaglanki

Proste w przygotowaniu trufle zbożowe z jaglanki. Wystarczy ugotować kaszę jaglaną w soku z marchewki z dodatkiem mleka sojowego, skórki pomarańczowej, anyżu gwiaździstego i jeszcze kilku innych – zaskakujących składników, a następnie dodać do niej, już po przestudzeniu, mąkę kokosową, tahinę oraz olej kokosowy i wszystko dobrze ze sobą połączyć. Na koniec kąpiel w rozpuszczonej czekoladzie, chłodzenie w lodówce i już możemy delektować się wspaniałymi truflami, w których nie wyczuwa się smaku kaszy – ja mam nawet wrażenie, że jem marcepan oblany gorzką czekoladą. Są naprawdę pyszne i muszę mocno ich pilnować, żeby wystarczyło dla gości :)

Tego typu desery kochają wszyscy i wciąż powstają nowe przepisy. Ten powstał trochę przez przypadek, kiedy jadłam na śniadanie moją ulubioną jaglankę marchewkową. Marchew jako warzywo korzeniowe jest  produktem szczególnie wskazanym zimą, ponieważ jest to czas, kiedy wracamy (a nawet powinniśmy wracać) do korzeni, żeby się wzmocnić. Dlatego w Święta Bożego Narodzenia tak bardzo potrzebujemy spotkać się z rodziną i ewentualnie wyjaśnić wszelkie nieporozumienia. Te spotkania odnawiają nasze DNA :) Dodatkowo zimowa aura, śnieg i mróz pomagają nam zwolnić tempo, odpocząć i zastanowić się nad tym, co dalej. Skupienie na sobie i swoich celach jest równie wzmacniające. Polecam :)

Szybkie trufle z jaglanki

Potrawa wegańska
Bez glutenu, bez jajek, bez mleka i bez produktów mlecznych
Wychodzi około 20 trufli

IMG_0453web

Składniki

  • 200 g kaszy jaglanej, suchej
  • 250 ml soku z marchwi, najlepiej ekologicznej
  • 1/2 laski cynamonu cejlońskiego (ok. 2,5 cm)
  • 1 anyż gwiazdkowaty
  • 1/3 łyżeczki ziaren czerwonego pieprzu (opcja)
  • 250 ml mleka sojowego
  • 1 łyżka świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy
  • świeżo otarta skórka z jednej średniej pomarańczy
  • 3 – 4 łyżki pasty sezamowej tahini
  • 2 łyżki mąki kokosowej (ewent. 2 łyżki zmielonych wiórków kokosowych)
  • 4 łyżki oleju kokosowego, rozpuszczonego
  • 1 łyżka kremu kokosowego lub zmielonych bardzo drobno wiórków kokosowych
  • 2 – 3 łyżki cukru kokosowego lub trzcinowego, ewent. innego
  • 100 g gorzkiej czekolady, min. 60% kakao
  • 1 płaska łyżeczka oleju kokosowego (nie rozpuszczonego)

Przygotowanie

  1. Do garnka wrzucamy kaszę jaglaną i wlewamy sok z marchwi, a następnie dodajemy po kolei: cynamon cejloński, anyż gwiazdkowaty, czerwony pieprz (całe ziarna lub roztarte – oczywiście, jeśli się zdecydujemy dodać pieprz), mleko sojowe, sok z pomarańczy oraz skórkę pomarańczową i na dużym ogniu doprowadzamy do wrzenia pod przykryciem.
  2. Kiedy zacznie się gotować, zdejmujemy pokrywkę i pozwalamy, żeby kasza gotowała się przez 20 sekund. Następnie zmniejszamy ogień, przykrywamy garnek i gotujemy przez 20 minut na małym ogniu. Dobrze jest zamieszać kilka razy przez pierwsze 5 minut (ostrożnie zdejmując pokrywkę, żeby się nie oparzyć), bo ma tendencję do przywierania do garnka.
  3. Po ugotowaniu przekładamy kaszę do miski i zostawiamy do przestudzenia. Kiedy jest już tylko ciepła – nie parzy w ręce – wrzucamy tahinę, mąkę kokosową, krem kokosowy oraz olej kokosowy i rozcieramy rękami tak, żeby składniki jak najlepiej się połączyły. Następnie zaczynamy formować kulki o średnicy około 3 – 4 cm i odkładamy je na kratkę do całkowitego wystudzenia.
  4. Kiedy kulki zupełnie wystygną, wrzucamy do niewielkiego rozgrzanego rondla olej kokosowy (1 łyżeczkę), a kiedy się rozpuści, dodajemy czekoladę i mieszamy, dopóki czekolada nie stanie się płynna. Zdejmujemy z ognia i zanurzamy po kolei kulki z kaszy w czekoladzie, odkładając następnie każdą kulkę na kratkę do obcieknięcia. Na koniec wkładamy nasze jaglane trufle do lodówki na godzinę lub dwie, żeby czekolada dobrze zastygła. Podajemy w papilotkach.

Uwagi

  1. Ważne jest, żeby użyć do tego przepisu cynamonu cejlońskiego. To ten, który jest tak zwinięty jak cygaro – ma w środku dużo cienkich warstw i łatwo się łamie w przeciwieństwie do cynamonu cassia. Jego smak świetnie się komponuje z marchewką i skórką pomarańczową.
  2. Jeśli kasza po ugotowaniu jest bardzo sucha, można dać więcej tahiny – 4 lub 5 łyżek.
  3. Jeśli dodajecie wiórki kokosowe, można zmniejszyć ilość oleju kokosowego do 3 łyżek.
  4. Jeśli zachowacie kolejność wrzucania składników, otrzymacie potrawę przygotowaną według Pięciu Przemian – dzięki temu będzie ona miała jeszcze bardziej wzmacniające działanie.
  5. Lubię lekko słodki smak tych cudownych kuleczek, dlatego nie dodałam tu zbyt dużo cukru – zarówno marchewka, jak i kokos są dla mnie wystarczająco słodkie.  Jeśli jednak wolicie bardziej słodkie desery, po prostu dodajcie więcej cukru :)

Smacznego!

                                        Wasza Grainma :)

 

………………………………………..
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2018 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

IMG_0146pop

Pesto z liści selera oraz pesto z zielonej pietruszki i kiełków brokułu

Pesto to przygotowałam już jakiś czas temu, chyba jeszcze we wrześniu. Wróciłam któregoś dnia z zakupów w gospodarstwie ekologicznym Pana Barczaka z pięknymi selerami korzeniowymi, z których wyrastały wielkie łodygi selerowe, zakończone nieprawdopodobnie aromatycznymi liśćmi, a ponieważ w planach był makaron jaglany (przepis wkrótce), pomyślałam, że spróbuję do niego przygotować pesto z tych liści. Przyznam, że tego rodzaju pesto robiłam po raz pierwszy, ale efekt przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Pyszne, pachnące czosnkiem, ostre w smaku pasuje do makaronu, ziemniaków, chleba, ugotowanych warzyw i wielu innych produktów :) Nie wiem, czy teraz, w styczniu, można jeszcze gdzieś dostać selera korzeniowego z liśćmi, prawdopodobnie będzie to trudne, jeśli nie niemożliwe (może w firmach, które handlują nietypowymi owocami, warzywami i ziołami), ale z pewnością nie będzie to proste, dlatego postanowiłam przygotować też wersję alternatywną tego pesto – z zielonej pietruszki oraz kiełków brokułu i słonecznika – którą można zrobić o każdej porze roku. Pietruszka to jeszcze jeden z produktów korzystnie wpływających na nerki, dlatego warto sięgać po nią zwłaszcza teraz, zimą, kiedy powinniśmy zadbać przede wszystkim o nerki. Polecam oczyszczającą herbatkę z natki pietruszki i oczywiście dodawanie na bieżąco tych aromatycznych listków do różnych potraw. Ponadto zielone liściaste warzywa, natki, kiełki, a także większość ziół wspomagają pracę wątroby oraz wpływają korzystnie na układ krwionośny (odżywiają krew) ze względu na zawarty w nich chlorofil, dlatego warto jeść je codziennie :)

PESTO Z LIŚCI SELERA

Potrawa wegetariańska lub wegańska w zależności od użytych składników

IMG_0180web

 (na zdjęciu „Pesto z liści selera”)

 Składniki na pesto z liści selera

  • 50 g orzechów cashew
  • 40 g orzechów pekan
  • 60 g umytych i osuszonych liści selera korzeniowego (same liście)
  • 3 – 4 łyżki świeżo wyciśniętego soku z cytryny
  • świeżo otarta skórka z jednej niedużej cytryny
  • 100 ml oleju lnianego tłoczonego na zimno
  • 1 duży ząbek czosnku
  • 1/4 łyżeczki świeżo zmielonego zielonego pieprzu
  • 1/4 – 1/2 łyżeczki różowej soli himalajskiej lub innej
  • 2 lekko czubate łyżki prażonych i drobno zmielonych orzechów brazylijskich lub długo dojrzewającego żółtego sera typu grana padano (ale bez podpu-szczki zwierzęcej, jeśli potrawa ma być wegetariańska). Można też użyć serów półtwardych dojrzewających takich, jak cheddar – np. firmy Kerrygold – „Botton” lub „Double Gloucester”, które zawsze są przygotowywane na podpuszczce nie pochodzącej od zwierząt – mikrobiologicznej lub roślinnej).

Przygotowanie

  1. Orzechy wrzucam do miski, zalewam wrzątkiem i zostawiam do namoczenia na 30 minut. Następnie odsączam na sicie i osuszam papierowym ręcznikiem.
  2. Liście selera siekam na mniejsze kawałki i wrzucam do osobnej miski. Dodaję sok z cytryny, skórkę z cytryny, namoczone i osuszone orzechy, olej, pieprz, czosnek oraz sól. Miksuję – najlepiej za pomocą blendera ręcznego – do uzyskania jednolitej konsystencji. Staram się nie rozdrabniać składników za mocno, wolę, kiedy pesto jest trochę grudkowate. Ewentualnie doprawiam pieprzem i solą.
  3. Jeśli pesto ma być wegańskie, dodaję do niego prażone i drobno zmielone orzechy brazylijskie, które sprawią, że pesto będzie miało lekko serową konsystencję i smak. Jeśli pesto ma być wegetariańskie, dodaję utarty ser, nie zawierający podpuszczki zwierzęcej. Już nie miksuję, tylko mieszam.
  4. Można przechowywać w lodówce, w zamkniętym słoiku, do 48 godzin, potem traci smak i właściwości.

 

PESTO Z ZIELONEJ PIETRUSZKI I KIEŁKÓW BROKUŁU

Potrawa wegetariańska lub wegańska w zależności od użytych składników

Uzyskamy ok. 250 ml pesto

IMG_0360web

 (na zdjęciu kanapka z „Pesto z zielonej pietruszki”)

Składniki na pesto z zielonej pietruszki

  • 40 g orzechów włoskich
  • 40 g orzechów cashew
  • 50 g umytych i osuszonych listków zielonej pietruszki (same liście)
  • 15 g umytych i osuszonych kiełków brokułu
  • 15 g umytych i osuszonych kiełków słonecznika
  • 2 – 3 łyżki soku z cytryny
  • świeżo otarta skórka z małej cytryny
  • 90 ml oleju słonecznikowego, tłoczonego na zimno
  • 1/8 – 1/4 łyżeczki  świeżo zmielonego zielonego pieprzu
  • 2 duże ząbki czosnku (ok. 7 g)
  • 1/2 łyżeczki różowej soli himalajskiej (lub innej)
  • 2 lekko czubate łyżki prażonych i drobno zmielonych orzechów laskowych lub wegetariański ser, długo dojrzewający (j.w.)

 

Przygotowanie

  1. Orzechy wrzucam do miski, zalewam wrzątkiem i zostawiam do namoczenia na 30 minut. Następnie odsączam na sicie i osuszam papierowym ręcznikiem.
  2. Do osobnej miski wrzucam natkę pietruszki (same liście, bez łodyżek), kiełki brokułu i słonecznika. Dodaję sok z cytryny, skórkę z cytryny, namoczone i osuszone orzechy, olej, czosnek, pieprz oraz sól. Miksuję – najlepiej za pomocą blendera ręcznego – do uzyskania jednolitej konsystencji. Staram się nie rozdrabniać składników za bardzo, wolę, kiedy pesto jest trochę grudkowate. Doprawiam pieprzem i solą.
  3. Jeśli potrawa ma być wegańska dodaję prażone i drobno zmielone orzechy laskowe, które sprawią, że pesto będzie miało lekko serową konsystencję i smak. Jeśli pesto ma być wegetariańskie, dodaję utarty ser, nie zawierający podpuszczki zwierzęcej. Już nie miksuję, tylko mieszam.
  4. Można przechowywać w lodówce, w zamkniętym słoiku, do 48 godzin, potem traci smak i właściwości.

Uwagi

  1. Jeśli macie mrożone liście selera, nie sprawdzą się one w tej potrawie, poza tym mrożone produkty są ciężkostrawne.
  2. Dzięki ostrym w smaku kiełkom brokułu pietruszkowe pesto ma wyrazisty charakter i jest bardzo smaczne nawet bez dodatku sera :)
  3. Orzechy brazylijskie lub laskowe prażymy przez kilka minut na mocno rozgrzanej patelni do momentu, aż zaczną lekko dymić i pojawią się na nich gdzieniegdzie ciemne plamki.
  4. Najlepiej smakuje, kiedy jest dość kwaśne, dlatego nie trzeba żałować soku z cytryny :)

Uwielbiamy to pesto w domu, często je robię i używam nie tylko do makaronu, dodaję do zupy, kładę na kanapki, stosuję jako nadzienie do naleśników i pierogów, czasami nadziewam nim ziemniaki. Polecam! Jest pyszne :)

Love,

                         Grainma

………………………………………..
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2017 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

 

IMG_0329web

Jaglana jajecznica bez jajek :)

Jajecznica bez jajek? Tylko z roślin? Nie uwierzycie, ale smakuje podobnie jak dobra jajecznica usmażona na maśle. Poznaj jeden z moich pomysłów na przygotowanie kaszy jaglanej (więcej w książce „Zaskakująca kasza i ryż”). Zastosowałam tu nową technikę, która sprawia, że jajecznica z kaszy jaglanej ma bardzo delikatną konsystencję i przypomina jajecznicę, którą wszyscy znamy. Kasza jaglana jest niezwykle odżywcza podobnie jak jajka, dlatego można nią zastąpić jajka. A zatem przedstawiam Wam moją jaglaną jajecznicę przygotowaną z dodatkiem cukinii, szpinaku, szczypiorku oraz skórki cytrynowej – bajecznie smaczną:)

O tym mało się mówi, ale kasza jaglana jest produktem szczególnie polecanym zimą (TMC), przede wszystkim dlatego, że ma niezwykłe właściwości odżywcze, a właśnie w okresie zimowym powinniśmy jeść tego typu produkty. Nieprzypadkowo w czasie Świąt Bożego Narodzenia stoły zawsze były suto zastawione jedzeniem bogatym w tłuszcze, białko, witaminy i składniki mineralne. Nasi przodkowie byli dobrze zsynchronizowani z naturą i intuicyjnie wybierali odpowiednie dla siebie produkty we właściwym czasie. Ale kasza jaglana daje nam coś więcej, ma ona bardzo korzystny wpływ na nasze nerki. Zgodnie z TMC (Tradycyjną Medycyną Chińską) zima to dobry czas na wzmocnienie nerek, a proso wpływa bardzo korzystnie na ten niezwykły narząd. Warto jednak wiedzieć, że  to też dobry moment, żeby zrobić podstawowe badania nerek, takie jak badanie moczu oraz badanie krwi z oznaczeniem poziomu kreatyniny, GFR oraz hemoglobiny. Z wynikami tych badań warto udać się do lekarza pierwszego kontaktu. Pamiętajcie, że osoby chore na niewydolność nerek mogą w ogóle nie zdawać sobie sprawy z tego, że są chore – wykażą to dopiero badania. Niewydolność nie boli. Można czuć się zmęczonym, ale przypisywać to przepracowaniu. Warto wiedzieć, że kiedy zanikają nefrony i kurczy się zdolność  nerek do filtracji, ten proces jest nieodwracalny! Nerki się nie regenerują, tak jak wątroba, można je tylko wzmacniać poprzez odpowiednią dietę, zioła i styl życia, ale nie można przywrócić pierwotnego stanu nerek, jeśli zostały już poważnie uszkodzone. Z moich osobistych doświadczeń wynika, że trochę da się poprawić filtrację, ale w niezbyt dużym stopniu. Dlatego powinniśmy badać nerki regularnie, przynajmniej raz w roku, nawet jeśli według nas nie ma żadnych objawów, żeby być w stanie zareagować odpowiednio szybko. Zwłaszcza osoby, które chorują na nadciśnienie powinny regularnie badać nerki, ponieważ choroba ta uszkadza nerki. Nerkom szkodzi zimno, długotrwały stres, ciężka fizyczna praca, zwłaszcza na stojąco, oraz agresywne zachowanie nasze lub kogoś innego w stosunku do nas. Jeżeli w naszym życiu jest dużo przemocy, nawet tylko słownej, i dużo lęku, nerki skurczą się, a ich zdolność do filtracji zdecydowanie się zmniejszy. Warto o tym wszystkim pamiętać zwłaszcza teraz, zimą, i wzmacniać się poprzez przebywanie z ludźmi, którzy nas kochają i akceptują, a unikanie tych, którzy wciąż nas krytykują. Zimą powinniśmy zrezygnować z działań, które wiążą się z dużym wysiłkiem, jeść dużo kaszy jaglanej, orzechów włoskich, fasoli oraz sezamu i przede wszystkim dużo, dużo odpoczywać – ja też tak zamierzam :)

Jaglana jajecznica bez jajek 

Potrawa roślinna, bez glutenu, bez jajek, bez produktów mlecznych

2 porcje

IMG_0315web

(Jajecznica jaglana jeszcze przed usmażeniem)

Składniki

  • 70 g kaszomąki, czyli zmielonej na mąkę kaszy jaglanej (przepis tu)
  • 1/2 łyżeczki kurkumy
  • 1 łyżeczka zmielonego siemienia lnianego (czyli tzw. jajko lniane)
  • szczypta świeżo zmielonego zielonego pieprzu
  • 1 łyżeczka świeżo utartego imbiru
  • 1/4 łyżeczki różowej soli himalajskiej
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 250 ml mleka sojowego bez cukru
  • 1/2 łyżeczki soku z cytryny
  • 1 łyżeczka świeżo otartej skórki z cytryny
  • 1 łyżka oleju kokosowego
  • 1 łyżka cebuli, drobno posiekanej
  • 1 łyżka drobno posiekanego szczypiorku
  • 100 g cukinii pociętej w cienkie makaroniki lub paski
  • trochę zielonego pieprzu
  • trochę soli
  • garść szpinaku baby – ok. 30 g

Przygotowanie

  1. Do miski wrzucam po kolei: kaszomąkę jaglaną, kurkumę, siemię lniane, pieprz, imbir, sól, proszek do pieczenia, wlewam mleko sojowe, sok z cytryny i dodaję skórką cytrynową. Wszystko mieszam za pomocą trzepaczki, tak żeby składniki dobrze się połączyły. Odstawiam na bok.
  2. Rozgrzewam olej na niedużej patelni – ∅ 20 cm. Wrzucam cebulę, szczypior, krótko podsmażam (kilkanaście sekund) i dodaję cukinię, trochę pieprzu, szczyptę soli oraz szpinak. Przykrywam i smażę na średnim ogniu przez dwie minuty.
  3. Zdejmuję pokrywkę, składniki w misce ponownie mieszam za pomocą trzepaczki, tak żeby masa była jednolita, i od razu wlewam do podsmażonych warzyw. Następnie – nadal na średnim ogniu – zaczynam smażyć jajecznicę. Postępuję podobnie jak przy smażeniu omletu, zagarniam płyn od brzegów patelni do środka do momentu, aż masa się zetnie – czyli płyn się zagęści. Kiedy to się stanie,  podsmażam jeszcze przez dwie minuty, przez cały czas przekładając masę z jednej strony na drugą tak, żeby jaglana jajecznica była podsmażona z każdej strony (potrzeba tu trochę wyczucia, masa powinna przez chwilę poleżeć na patelni, żeby się podsmażyła, a po chwili znów ją przekładamy i tak przez dwie minuty – przez cały czas na średnim ogniu). W ten sposób otrzymamy żółty kolor jaglanej jajecznicy i ciekawą konsystencję. Na koniec zmniejszam ogień i pod przykryciem smażę jeszcze przez minutę. Zestawiam z ognia, rozdrabniam widelcem na kawałki i ewentualnie doprawiam do smaku pieprzem oraz solą. Podaję od razu, zazwyczaj z dodatkiem jogurtu roślinnego, zwłaszcza kokosowego, i pieczywem. Czasami podaję do ziemniaków :)

Uwagi

  1. Cukinię można pociąć na makaroniki za pomocą spiralizera lub obieraczki z odpowiednią końcówką, ewentualnie można użyć obieraczki do warzyw i pokroić w cienkie paski lub pokroić w grubsze zapałki za pomocą noża.
  2. Ważna jest temperatura smażenia jajecznicy, jeśli będzie za wysoka, jajecznica będzie miała pomarańczowy kolor zamiast żółtego.
  3. Nie polecam prażenia kaszy jaglanej do tego przepisu, wpłynie to niekorzystnie zarówno na smak, jak i na kolor tej potrawy. Dodanie skórki cytrynowej oraz imbiru niweluje lekką goryczkę kaszy jaglanej – oczywiście z kaszy, która już trochę leżała na półce w sklepie. Kasza jaglana ze świeżych zbiorów zazwyczaj jest słodka i goryczka raczej nie jest w niej wyczuwalna :)
  4. Jeśli zachowacie kolejność dodawania składników, otrzymacie potrawę przygotowaną według Pięciu Przemian.

 Be happy!

                                               Wasza, Grainma

IMG_0343web

 Mniam, mniam :)

………………………………………..
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2017 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

IMG_0126.blog

Burak ganoush

Kochani! Po dłuższej przerwie wracam do Was z nowymi pomysłami na smaczne (taką mam nadzieję:) i zdrowe potrawy, a już wkrótce więcej artykułów o tematyce zdrowotnej na moim drugim, nowym blogu: www.mariolabialolecka.pl

Dzisiejsza potrawa jest inspirowana babą ganoush – popularnym na całym świecie, pysznym lewantyńskim dipem z bakłażana, znanym też jako mutabbal, moutabal lub jako sałatka z bakłażana. Podstawą tej potrawy jest grillowany lub pieczony bakłażan, do którego tradycyjnie dodaje się tahinę, czyli pastę sezamową, czosnek, sok z cytryny, oliwę i ewentualnie ulubione przyprawy. Tak naprawdę podobną pastę można przygotować także z innych warzyw – pieczonych marchewek, dyni, cukinii, a nawet buraka. Mój dip z pieczonego buraka przygotowuje się podobnie jak babę ganoush, dlatego nazwałam go trochę żartobliwie „burak ganoush” :) chociaż w rzeczywistości wyraz ‚baba’ nie oznacza ‚bakłażana’ tylko ‚ojca’  (podaję tu za Wikipedią).

Buraki to moje ulubione warzywa, zarówno w surowej, jak i gotowanej postaci – carpaccio z buraka, surówka, czerwony barszczyk, barszcz ukraiński, ćwikła z chrzanem, trudno o lepsze jedzenie. Jednak nic nie jest w stanie przebić smaku buraków pieczonych długo pod przykryciem, z dodatkiem soku jabłkowego, czerwonej cebuli i czosnku.  Są one nie tylko wyjątkowo aromatyczne, ale też zaskakują słodyczą i bogatym smakiem :)

Według TMC (Tradycyjnej Medycyny Chińskiej) burak leczy serce i poprawia krążenie, wzmacnia też oraz oczyszcza wątrobę i jelita. Pieczony długo pod przykryciem wzmacnia naszą energię i rozgrzewa  środek ciała, stając się w ten sposób najlepszym dla nas pożywieniem w okresie zimowym. Właśnie pieczenie lub długie gotowanie potraw najlepiej współgra z tą porą roku, oczywiście pod warunkiem, że nie będzie to mole poblano lub inna meksykańska czy też hinduska potrawa, nieprawdopodobnie ostra w smaku. Produkty ostre z natury, takie jak chili, ostra papryka, a także wysokoprocentowy alkohol nie są niestety dobrym dla nas pożywieniem, kiedy temperatury spadają poniżej zera. Nieprzypadkowo są uwielbiane w krajach, gdzie temperatury powietrza są ekstremalnie wysokie. Po spożyciu tego typu produktów zachodzi w naszym ciele pewien ciekawy proces – pory naszego ciała otwierają się na tyle szeroko, że gorąco nagromadzone w ciele pod wpływem upałów, może wyjść na zewnątrz. O ile jest to bardzo przydatne w ciepłych krajach, to jednak jesienią i zimą pod naszą szerokością geograficzną może być niekorzystne dla zdrowia. Kiedy na przykład  zjemy w styczniu w meksykańskiej restauracji dużą porcję kurczaka mole lub ostre wegetariańskie curry w barze z hinduskim jedzeniem i od razu po posiłku wyjdziemy na zewnątrz, możemy się rozchorować. Dlaczego jest to bardzo prawdopodobne? Otóż sytuacja się  powtórzy, pory naszego ciała otworzą się po spożyciu tych wszystkich smacznych i ostrych potraw i nie będziemy już chronieni, to tak jakbyśmy otworzyli drzwi do naszego domu na dłużej w samym środku zimy. Ciepło ucieknie z domu, a wniknie wilgotne i zimne powietrze.  Pory naszego ciała (według TMC) stanowią naturalną barierę chroniącą nas przed negatywnymi wpływami środowiska i powinny być zimą zamknięte, kiedy wychodzimy na zewnątrz. Dlatego w zimnych miesiącach roku zamarza tak wielu bezdomnych, którzy często próbują się rozgrzać, pijąc alkohol – jak widać ma to swoje konsekwencje… Tak więc następnym razem, idąc na stok, nie bierzmy ze sobą małej piersiówki, żeby się rozgrzać, tylko  wypijmy nieduży kieliszek alkoholu po powrocie do hotelu, bo wtedy znów pory się otworzą, a zimno – tym razem – nagromadzone podczas naszej zewnętrznej aktywności zostanie sprawnie wydalone z ciała :)

BURAK GANOUSH

Po prostu się udał :) Dobrze zrównoważona pasta zarówno jeśli chodzi o smak, jak i o wpływ na nasz organizm. Burak, czosnek, cebulka, sezam, wędzona papryka, długi proces pieczenia, wszystko to wpływa na nas rozgrzewająco i stanowi wspaniały dodatek do wielu potraw. Buraka ganoush możemy używać jako nadzienia do pierogów i naleśników, jako pasty do chleba lub też jako dipu do pieczonych warzyw, możemy też zjeść go na śniadanie w formie dodatku do ugotowanej kaszy lub w każdej innej formie, jaka tylko przyjdzie Wam do głowy – polecam jako przekąskę na imprezę sylwestrową, zwłaszcza w formie dipu do jaglanych tortilli :) Przepis tu  Czasami dodaję do tej pasty skórkę pomarańczową, która jeszcze podkreśla jej smak, lekko ją orzeźwiając, ale bez skórki też ma ciekawy, lekko chałwowy smak, który uwielbiam.  Często nakładam buraka ganoush na chleb podpieczony w gofrownicy (jest wtedy lekko chrupiący, co lubię, a poza tym pasta lepiej się na nim trzyma), dodając świeże liście bazylii, jogurt kokosowy oraz orzechy pekan. Delicious!

IMG_0117.blog

Składniki

  • 800 g czerwonych buraków, z ekouprawy
  • 2 łyżki rozpuszczonego oleju kokosowego
  • 1 średnia czerwona cebula, obrana ze skórki
  • 2 – 3 dymki – białe i zielone części
  • 2 duże ząbki czosnku, obrane ze skórki
  • 1/4 łyżeczki zmielonego zielonego pieprzu
  • 1/2 łyżeczki różowej soli himalajskiej
  • 3/4 szklanki soku jabłkowego tłoczonego z jabłek, nie z koncentratu
  • 2 lekko czubate łyżki tahiny
  • 1/2 łyżeczki wędzonej papryki
  • 1 łyżeczka otartej skórki z pomarańczy (opcja)
  • dodatkowo listki bazylii oraz orzechy pekan
  • ewentualnie pieprz i sól do smaku oraz jogurt kokosowy

Przygotowanie

  1. Nagrzewamy piekarnik do 200° C z włączoną funkcją termoobiegu
  2. Buraki myjemy, kroimy każdy na 4 – 6 części i wkładamy do naczynia do zapiekania z pokrywką.
  3. Następnie dodajemy rozpuszczony olej kokosowy, pokrojoną w cząstki cebulę, dymkę, pokrojoną na dość duże kawałki, czosnek, pieprz oraz sól i na koniec wlewamy sok z jabłek. Całość dokładnie mieszamy, tak żeby wszystko zostało dobrze pokryte sokiem i olejem.
  4. Pieczemy pod przykryciem przez 1 godzinę i 20 minut. Wyłączamy ogień i zostawiamy w piekarniku do wystudzenia. Najlepiej upiec buraki wieczorem i zostawić w piekarniku do rana, są wtedy po wyjęciu aksamitne. Jeśli nie mamy tyle czasu, warto je zostawić w piekarniku jeszcze przez godzinę lub dwie.
  5. Z upieczonych i wystudzonych buraków zdejmujemy skórkę i przekładamy je do misy malaksera, dodając resztę składników, włącznie z płynem, który pozostał po pieczeniu buraków, a który tak naprawdę będzie stanowił esencję smaku tej pasty. Na koniec wrzucamy wędzoną paprykę i skórkę pomarańczową (opcja). Miksujemy do uzyskania gładkiej jednolitej konsystencji. Następnie przekładamy do miski i dodajemy pastę sezamową (tahinę). Mieszamy, już nie miksujemy.

Potrawę można przechowywać w lodówce, w zamkniętym słoiczku przez 3 – 4 dni. Przez cały ten czas zachowuje swój smak i aromat.

Wspaniałych Świąt Bożego Narodzenia i Szczęśliwego Nowego Roku!
Wasza, Grainma

…………………………………………..
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2017 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

IMG_5139web

Jaglane muffinki z jabłkowym musem

Osoby, które interesują się kulturą tybetańską, z pewnością wiedzą, że właśnie rozpoczął się Nowy Rok tybetański. Wśród Tybetańczyków – rozproszonych obecnie po całej Azji (głównie Nepal, Bhutan i Indie) – jest to czas wielkiego świętowania i ucztowania. Moje dzisiejsze babeczki dedykuję więc wszystkim Tybetańczykom z najlepszymi noworocznymi życzeniami  :)

W ciągu mojego życia spotkałam wielu wspaniałych Tybetańczyków, a także Bhutańczyków. Życie większości z nich poświęcone jest medytacji i duchowemu rozwojowi. To niezwykle spokojni, a także szczodrzy ludzie z dużym poczuciem humoru. Miałam zaszczyt poznać też Królową Bhutanu, Ashi Dorji Wangmo Wangchuk, kiedy pracowałam nad polską wersją jej książki „Skarby Królestwa Grzmiącego Smoka”.  O książce pisałam już kilkakrotnie na blogu, dla mnie jest ona prawdziwym skarbem ze względu na wartości, które przedstawia, oraz unikalne opisy bhutańskich realiów. W książce tej Królowa opisuje swoje podróże po Bhutanie, często także do rejonów odległych i niedostępnych dla większości osób. W Bhutanie niewiele jest miejsc, do których można dostać się samochodem, dlatego mieszkańcy często podróżują na mułach lub po prostu na własnych nogach. Niezwykłe jest to, a także niezgodne z naszymi wyobrażeniami o życiu ludzi piastujących wysokie funkcje w Państwie, że Królowa podczas swoich licznych podróży po Bhutanie często poruszała się pieszo, mimo naprawdę trudnych warunków – deszczu, błota, konieczności wspinania się po stromych skałach, obolałych sóp – a wszystko po to, żeby nieść pomoc potrzebującym i osobiście poznać warunki życia mieszkańców, często osiedlających się w tak niedostępnych miejscach, że nie jest w stanie do nich dotrzeć nawet pomoc medyczna. Książka Królowej wywarła na mnie wielkie wrażenie i byłam wdzięczna Ashi Dorji za to, że podzieliła się z nami szczegółami swojego życia. Myślę, że jest to książka o wielkiej mocy kobiet, równocześnie dająca moc kobietom. Podczas spotkania w Starej Pomarańczarni, w Warszawie (w 2011 roku) podziękowałam Królowej za tę książkę, jednak Królowa spojrzała na mnie i z pełną mocą odpowiedziała: „Nie, to ja dziękuję”. I taka jest właśnie Królowa Bhutanu i taka też jest większość Tybetańczyków – szlachetni ludzie, których moc ducha może być dla nas przykładem :)

Zapraszam na przepis!

JAGLANE MUFFINKI Z JABŁKOWYM MUSEM

IMG_5149web

Składniki

9 muffinek

190 g kaszomąki (patrz: uwagi – poniżej)
40 g mąki kokosowej
3 lekko czubate łyżki skrobi (lub mąki) ziemniaczanej
1/2 łyżeczki zmielonego zielonego kardamonu
1/2 łyżeczki zmielonego cynamonu
szczypta soli
1 łyżeczka proszku do pieczenia
250 ml rzadkiego musu jabłkowego (konsystencja smoothie)
2 łyżki grubo posiekanych orzechów włoskich
1 lekko czubata łyżka owoców goji, wcześniej namoczonych (patrz: uwagi – poniżej)
1 łyżka owoców berberysu lub rodzynków, również wcześniej namoczonych
60 ml oleju z orzechów włoskich lub innego
2 jajka – żółtka i białka osobno
2 łyżki cukru (opcja)

Polewa

200 g cukru pudru
3 łyżki oleju kokosowego (nierozpuszczonego) lub miękkiego masła
szczypta kardamonu
szczypta soli
trzy łyżki świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy
świeżo otarta skórka z 1/2 dużej pomarańczy

 

Przygotowanie

  1. Do miski wrzucamy kaszomąkę, mąkę kokosową, skrobię ziemniaczaną, kardamon, cynamon, szczyptę soli oraz proszek do pieczenia. Dokładnie mieszamy.
  2. Wlewamy mus jabłkowy, wrzucamy orzechy włoskie, dodajemy olej oraz żółtka jaj. Mieszamy, aż składniki dobrze się połączą, i wrzucamy owoce goji oraz berberys. Ponownie, ale krótko mieszamy.
  3. Osobno ubijamy pianę z białek i dodajemy do ciasta. Delikatnie mieszamy, zagarniając masę od spodu i uważając, żeby piana nie opadła.
  4. Nakładamy do formy na muffinki (babeczki) wysmarowanej tłuszczem oraz wysypanej mąką kokosową i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180°C – z włączoną funkcją termoobiegu. Pieczemy przez 30 minut.
  5. Wyjmujemy z piekarnika i studzimy w formie przez 10 minut, a następnie wyjmujemy z formy i odstawiamy na bok do całkowitego wystudzenia. Kiedy muffinki zupełnie wystygną, nakładamy polewę.
  6. Jeśli zachowacie kolejność dodawania składników, uzyskacie potrawę przygotowaną według Pięciu Przemian, która wzmocni Waszą energię.

Przygotowanie polewy

  1. Do niedużej miski wrzucamy cukier puder, dodajemy olej kokosowy (lub masło), kardamon oraz sól, a następnie ucieramy składniki, tak żeby dobrze się połączyły. Wlewamy sok z pomarańczy, wrzucamy skórkę pomarańczową i ponownie mieszamy do uzyskania jednolitej, dość gęstej masy. Nakładamy na wystudzone muffinki i posypujemy po wierzchu namoczonymi owocami goji i/lub owocami granatu (lub innymi ulubionymi składnikami). Odstawiamy na bok, żeby polewa zastygła (ewent. można też od razu podać).

Uwagi

  1. Kaszomąkę przygotowujemy według tego przepisu (klik). Kaszę można krótko podprażyć przed zmieleniem, muffinki będą wówczas miały bardziej orzechowy smak, a w przypadku gdyby kasza długo leżała, pozbędziemy się lekkiej goryczki.
  2. Do tego ciasta dodajemy owoce wcześniej namoczone, żeby nie wchłonęły za dużo płynów, potrzebnych innym składnikom (mogłoby się też okazać, że po upieczeniu muffinek pozostają suche i twarde).
  3. Zamiast musu jabłkowego można dać sok jabłkowy, ale konsystencja nie będzie już taka ciekawa.
  4. Do ciasta możemy dodać całe jajka od razu, nie trzeba ubijać piany, ale wówczas muffinki będą mniej puszyste :)
  5. Zamiast polewy opartej na cukrze pudrze, można użyć polewy z białej czekolady lub innej – warto poeksperymentować, żeby znaleźć coś odpowiedniego. Staramy się zawsze jeść jak najzdrowiej, ale czasami można sobie pozwolić na drobne odstępstwo. Pamiętajmy, że ciało idzie za umysłem, a zadowolenie z życia jest naszym największym skarbem :)

IMG_5138web

Love,

                                        Grainma :)

………………………………………………………………………………………………………
Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka.
Zdjęcia potraw, w tym aranżacja potrawy i zdjęć: Mariola Białołęcka
Copyright © 2017 by Mariola Białołęcka|All Rights Reserved

IMG_4565web

Gryczana „nutella” z dobroczynnymi bakteriami

Gryczana „nutella” to jeden z tych przepisów, który otworzył przed nami wiele drzwi, kiedy szukaliśmy sponsorów do książki z nowatorskimi przepisami z kasz, mam więc do niego duży sentyment. To właśnie z mini tartami wypełnionymi gryczaną „nutellą” (zdjęcie na okładce książki) pojechałam do siedziby firmy Kupiec, żeby przedstawić mój projekt, czyli książkę „Zaskakująca kasza & ryż”. Nie wiedziałam, co się wydarzy, ale okazało się, że oni właśnie na coś takiego czekali :) Po wydaniu tej książki zmieniło się podejście wielu osób w Polsce do kasz. Stały się one produktem naprawdę pożądanym, kiedy teraz kupuję w hurtowni lub w sklepie kasze, półki z tymi produktami często są przerzedzone, a w okresie przedświątecznym w ogóle nie mogłam dostać w sklepach kaszy jaglanej. Bardzo mnie to cieszy, ponieważ kasze i zboża razem z warzywami powinny być podstawą zdrowego jadłospisu każdego z nas :)

Dziś przygotowałam dla Was gryczaną „nutellę” w nowym wydaniu :) Jest to trochę zmodyfikowany przepis z książki „Zaskakująca kasza & ryż”. W przepisie tym łączę kaszę ze składnikiem, którego chyba nikt nie spodziewałby się spotkać w deserze :) – z miso!, czyli ulubionym składnikiem potraw makrobiotycznych. Teraz trochę rzadziej mówi się o miso, ponieważ jego blask został odrobinę przyćmiony przez nowe produkty, głównie przez tzw. super żywność, ale miso, zawierające dobroczynne bakterie koji (Aspergillus oryzae), tak naprawdę jest super super żywnością. Trudno o bardziej wartościowy produkt, który do tego istnieje na świecie już kilka tysięcy lat :)

Co to jest miso?

Miso przygotowuje się ze sfermentowanych nasion soi. Nasiona ugotowanej soi łączy się z bakteriami koji, solą morską i zazwyczaj z różnymi zbożami, a następnie taką mieszankę poddaje się procesowi fermentacji przez okres od sześciu miesięcy do trzech lat, a nawet dłużej.

Podstawowe rodzaje miso

  1. Miso sojowe, tzw. hatcho miso lub mame miso, zazwyczaj jest przygotowywane z samej tylko soi, z dodatkiem bakterii koji oraz soli i poddawane jest procesowi fermentacji przez trzy lata. To miso ma ciemnobrązowy kolor i jest bardzo gęste, jest też bezglutenowe.  Jednak osoby, które nie mogą spożywać glutenu, powinny uważnie czytać etykiety, ponieważ niektóre firmy przygotowują ten rodzaj miso, dodając do soi jęczmień. Hatcho miso tradycyjnie dodaje się do zup zimowych, ale można spożywać je przez cały rok.
  2. Miso jęczmienne, tzw mugi miso, przygotowywane jest z jęczmienia z dodatkiem soi, bakterii i soli morskiej. To miso jest zazwyczaj także długo fermentowane, przynajmniej przez 18 miesięcy. Ma łagodny smak i delikatnych zapach, można używać przez cały rok. Zawiera gluten.
  3. Miso ryżowe, kome miso lub shiro miso powstaje z ryżu, soi, bakterii koji i soli. W zależności od ilości użytego ryżu, jego rodzaju, a także czasu fermentacji występują różne gatunki tego miso, o różnym kolorze i smaku – od białego po żółty lub jasnobrązowy. Z ryżu brązowego produkuje się też tzw. genmai miso, wykorzystując specjalną technologię. Miso ryżowe jest zazwyczaj krótko fermentowane – zwłaszcza shiro miso, które poleca się spożywać latem. Warto zawsze sprawdzić na opakowaniu, czy miso, które chcemy kupić, jest bezglutenowe – rzetelny producent zawsze podaje tę informacje. To jest ważne, ponieważ niektóre rodzaju ryżu zawierają gluten, więc może tak się zdarzyć, że miso ryżowe będzie zawierać gluten.
  4. I kolejna ważna rzecz, najlepiej kupować miso w opakowaniach szklanych, ponieważ łatwo absorbuje ono toksyny z opakowania plastikowego.
  5. Jeśli zdecydujemy się kupić miso, powinniśmy znaleźć rzetelnego producenta, który ma w ofercie długo dojrzewające miso. Na rynku pełno jest podróbek, czyli miso, które dojrzewają np. kilka tygodni i już się je sprzedaje, takie miso nie ma niestety zbyt wielu właściwości i szkoda na nie pieniędzy.
  6. Kupujmy tylko miso niepasteryzowane – miso to żywe pożywienie, zawierające korzystne dla nas organizmy i enzymy, które giną po przegotowaniu.
  7. Dodawajmy zawsze miso do przestudzonej już trochę zupy, poniżej 60°C, żeby dostarczyć sobie dobroczynnych bakterii i enzymów.

Dlaczego dodaję do mojej „nutelli” miso? Cały czas szukam jedzenia, które będzie wzmacniać mój organizm. Nie chodzi przecież tylko o zaspokojenie głodu – nie chodzi o to, żeby kupić kiepskiej jakości jedzenie w jakimś dyskoncie, a potem mieć w żołądku dyskomfort i to przez kilka dni, bo nie możemy tego jedzenia strawić. Dobre, długo dojrzewające miso zawiera enzymy wspomagające trawienie, polepsza jakość krwi i przyswajanie składników odżywczych z pożywienia. Jest często zalecane pacjentom po chemioterapii. Co więcej, zawiera podobny zestaw aminokwasów, jaki znajdziemy w mięsie. A dodatkowo wydobywa smak potrawy i go wzmacnia. Jeśli dodamy niepasteryzowane miso do ugotowanych zbóż i pozwolimy tej mieszance fermentować przez kilka godzin, uzyskamy zdrową potrawę o cudownym smaku, coś w rodzaju jogurtu, zawierającą korzystne dla naszego organizmu bakterie – i z tego właśnie powodu dodaję miso do mojej gryczanej „nutelli”. Taka „nutella” sprawdzi się też w zdrowym żywieniu dzieci, polecam :)

 

GRYCZANA „NUTELLA” Z DOBROCZYNNYMI BAKTERIAMI

IMG_4575web

Potrzebujemy

100 g kaszy gryczanej prażonej
100 g kaszy gryczanej białej
6 łyżek mleka roślinnego waniliowego, najlepiej sojowego
1 czubata łyżka tahiny
szczypta gałki muszkatołowej
1/2 łyżeczki cynamonu (opcja)
100 g gorzkiej czekolady, najlepiej Goplany
(lub innej aromatyzowanej)
1 czubata łyżeczka bezglutenowego hatcho miso lub genmai miso
ewentualnie 1 – 2 łyżki cukru trzcinowego nierafinowanego

  1. Kaszę gryczaną (obie odmiany) wrzucamy do garnka i łączymy ze sobą. Następnie wlewamy 500 ml gorącej wody i pod przykryciem doprowadzamy do wrzenia. Odkrywamy na 20 sekund, ponownie przykrywamy i gotujemy na małym ogniu przez 20 minut. Zestawiamy z ognia, odkrywamy i studzimy przez 5 minut.
  2. Odmierzamy 300 g ugotowanej kaszy i od razu wrzucamy do pojemnika malaksera (kasza musi być gorąca, żeby dobrze się zmiksowała). Miksujemy do momentu, aż kasza stanie się gładka. (Można też użyć ręcznego blendera). Następnie wlewamy mleko, wrzucamy tahinę, gałkę muszkatołową, cynamon (opcja) i miksujemy, aż składniki się połączą. Odstawiamy na bok.
  3. Osobno rozpuszczamy czekoladę w kąpieli wodnej, a następnie dodajemy ją do kaszy, ponownie miksując, aż składniki dobrze się połączą. Sprawdzamy ostrożnie, czy kasza nie jest gorąca i jeśli ma odpowiednią temperaturę – nie parzy – wrzucamy na koniec miso i ponownie miksujemy. Miso można też wrzucić razem z czekoladą, wszystko zależy od temperatury składników, jeśli będzie za wysoka, bakterie zginą i w naszej „nutelli” proces fermentacji nie zajdzie. Sprawdzamy, jak smakuje nasza „nutella” i teraz możemy ją jeszcze doprawić do smaku, dodając cukier, esencję waniliową i/lub ulubione przyprawy.
  4. Tak przygotowaną gryczaną „nutellę” można jeść od razu, ale jeśli chcemy, żeby zawierała dużo dobroczynnych bakterii odstawiamy ją na 6 – 8 godzin w ciepłe miejsce, żeby bakterie mogły wykonać swoją pracę. Ja zazwyczaj przygotowuję „nutellę” wieczorem i zostawiam na noc w pobliżu kaloryfera, żeby ułatwić proces fermentacji. Rano jemy ją na śniadanie, ma cudowny lekko kwaśny smak. Zachęcam do wypróbowania :)

 

IMG_4589web

Na zdjęciu kanapka z gryczaną „nutellą” i truskawkami. Kasza gryczana i truskawki świetnie do siebie pasują, gdyż są ze sobą spokrewnione – obie należą do roślin tzw. rdestowatych.

Smacznego,

                              Wasza Grainma :)

…………………………………………….                                                                                        Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka
Zdjęcia potraw: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2016 by Mariola Białołęcka | 
All Rights Reserved